Sytuacje można było uznać za nieco komiczną. Grimes, który praktycznie dostał wyrok śmierci, rekrutuje spośród skazanych na śmierć ochotników, którzy aby uniknąć śmierci mają wybrać się z nim na samobójczą misję. Grimesowi jednak nie było do śmiechu. Szczególnie kiedy zobaczył pierwszego ochotnika.
- Ach, słynny Bryli Chorągiewka. Dlaczego nie dziwi mnie, że tak łatwo zmieniasz stronę?
- A mnie w ogóle nie dziwi, że znowu uda mi się wymknąć spod katowskiego topora. – odparł Bryli
Bryli, jak nietrudno jest się domyślić po przydomku, znany był z łatwości z jaką przychodziło mu zmienianie obozów. Równie łatwo się domyślić czym się zajmuje. Oczywiście pozory mogą mylić, ale nie takie jak jego gęba typowego cwaniaczka i wątła postura. Ktoś taki w celi śmierci mógł znaleźć się tylko za kradzież czegoś niezwykle cennego lub udział w jakiejś większej zorganizowanej akcji. Grimes często słyszał jak mówi się o nim, że to Khajit w ciele Norda.
- Spokojnie złodzieju, zadanie nie jest łatwe i wątpię żeby byłe łotrzyk o lojalności, którą można by przyrównać chyba tylko z… A co się będę silił na kreatywność, z chorągiewką
Problemem dowódców samobójczych misji jest to, że z jednej strony nie chcą mieć wyrzutów sumienia prowadząc na śmierć dobrych ludzi, więc ludzie którymi się gardzi mogą być dobrym wyborem do takiego oddziału. Z drugiej strony, mimo wszystko lepiej mieć za plecami ludzi, którym można zaufać.
- A na moje oko potrzebujesz właśnie kogoś takiego. Skoro przyszedłeś tu, a nie do koszar to albo nie możesz wziąć tam prawdziwych żołnierzy, albo prawdziwi żołnierze na nic się tam nie zdadzą. Czyli jesteś zdany na spryt nie na siłę. A sprytu mi nie brakuje.
Grimles nie wyglądał na przekonanego. Po chwili ciszy Bryli odezwał się znowu, lekko szyderczym tonem.
- Poza tym panie poruczniku – spojrzał na Grimlesa – nie wydaje mi się żebyś miał jakiś inny wybór.
Grimles niestety o tym wiedział. Był skazany na Bryliego.