Zacznijmy od tego, że Gran Turismo Sport to nie Gran Turismo 7, więc nie ma co obwiniać tej gry o brak tego, co pojawiło się w odsłonach poprzednich. Sport jest swojego rodzaju spin-offem, który skupia się nie na niedzielnych wyścigach z Volkswagenem Polo w roli głównej, czy na wymianie oleju w używanej Hondzie Civic a na w miarę realistycznym odwzorowaniu zachowania pojazdów sportowych i wyścigowych na torze. Fakt, kampania została odwalona po macoszemu a w dodatku dodano ją w aktualizacji, a nie w wersji premierowej, ale GT:S to tytuł nastawiony na rozgrywkę multiplayer. Obwinianie Sport za brak rozbudowanego Singla, to jak obwiniać o to samo CS:GO albo Overwatcha. Warto też uwzględnić, że w przypadku ilości pojazdów, która w nowym GT, względem 5 czy 6 jest rozczarowaniem. Duża ilość licencjonowanych samochodów zawsze była bardzo mocną stroną serii, ale przypomnijcie sobie przykładowo GT3. Była to pierwsza odsłona serii na drugim PlayStation, więc twórcy aby utrzymać poprzeczkę wysoko, musieli postarać się modelując trasy i pojazdy. Kosztem tego, ich finalna ilość była niższa względem Gran Turismo 2 z PS1. No a co było potem? Genialne GT4 z grafiką porównywalną z częścią poprzednią i masą contentu. Jesteśmy świadkami podobnej sytuacji, GT:Sport jest przygotowaniem pod kolejne pełnoprawne odsłony serii. Twórcy nie chcieli dać nam tego, co dali w przypadku pierwszych odsłon na nowych wówczas konsolach czy też spin-offach z cyklu "Prologue" więc podpięli pod Gran Turismo Sport rozbudowany system Multiplayer.
W cenie gry to i tak więcej niż część firm daje nam teraz.