Na grach z serii Kozacy zjadłem mleczaki, w pudełku dalej kurzy się jedynka ze wszystkimi dodatkami i napoleońska dwójka. Więc naturalnie po ogłoszeniu Kozaków 3 hype był przepotężny. I co? I g...
Gra kupiona na promce jakiś czas po premierze. Początkowy zachwyt został już wcześniej sprawnie ostudzony przez recenzje wskazujące, że to żadne tam Kozacy 3, a średni remaster 1. Ale i tak trzeba było wypróbować ze względu głównie na nostalgię. Jako że jestem zawiedziony, to pozostaje się skupić na minusach, bo plusy w zasadzie dotyczą Kozaków Europejskie Boje z dodatkami - czyli to, co skopiowano do 3.
- grafika jest bardzo mierna. Po co dodawać opcję przybliżenia, jeśli widać przez to paskudne tekstury bez większych detali, wygładzone względem jedynki, ale zwyczajnie brzydkie
- ogromne spadki wydajności przy wojskach liczących 2000+ jednostek
- przeniesione do "trójki" jednostki prawie wyłącznie z Kozaków Europejskie boje, szczególnie widoczne przy statkach, które są ograniczone do minimum
- AI w dalszym ciągu oszukuje - mam tu na myśli magiczną znajomość naszego położenia na mapie
- jednocześnie AI działa skrajnie nielogicznie i nie reaguje na nasze działania, nie kontruje ich, itd.
- ukraińska kampania, to cios w policzek Polaka i przekłamywanie historii ukazujące ukrainę jako państwo, bez którego Polska zostałaby zmieciona z powierzchni ziemi, głównie dlatego, że miała rzekomo składać się z opojów, nieudaczników i ciemiężycieli (ok, polscy sarmaci mieli dużo wspólnego z Janem Pawłem z 1670, ale jednak Polska była potęgą XVII-XVIII wieku i broniła się z 3, czasem 4 stron, a fakt zdrady ukraińców skrzętnie wybielony)
- powtarzalność jednostek, która była akceptowalna w Kozakach Europejskie Boje w "trójce" już nudzi, bo prowadzi do skrajnie powtarzalnych kampanii/misji
Generalnie rzecz ujmując: średni remaster, TRAGICZNA kontynuacja - bo i kontynuacją to nie jest. Czy polecam? I tak i nie. Tak - ze względu na nostalgię i tylko na ogromnej promocji. Nie - jeśli ktoś liczy na kontynuację i grę RTS na miarę swoich czasów (archaiczna, niedopracowana, pisząca własną wizję historii).
Nie wiem, jak tę grę można oceniać tak wysoko, to pod żadnym względem nie jest arcydzieło. Przeciwnie, wydmuszka z masą błędów zaprojektowana na zarabianie pieniędzy na nostalgii fanów świata Harry'ego Pottera.
+ grafika
+ Hogwart (z zewnątrz)
+ pierwsze 1-2h
+ brak innych nowych gier w tym uniwersum
+ mimika
+ kilka (ale dosłownie kilka) bardzo ciekawych zadań pobocznych
- niewidzialne ściany - np. brak możliwości przeskakiwania balustrad
- chaotyczna walka na najwyższym poziomie trudności, zdarza się, że uniki nie działają, a wrogowie magicznie (heh) doskakują do naszej postaci, bo animacja ataku zaczęła się w momencie uniku
- generalnie walka to potwornie słaba część tej gry
- całkowicie w zupełności kompletnie skopane życie ucznia Hogwartu
- uczenie się zaklęć, to kpina gorsza od gier mobilnych
- wnętrze Hogwartu jest potwornie nudne, a w nocy poza 1-2 duchami kompletnie opustoszałe
- zajęć równie dobrze mogłoby nie być
- fabuła pisana na kolanie, kompletnie nieangażująca
- nudne postaci z 2-3 wyjątkami
- wybór domu ma prawie zerowy wpływ na fabułę
i last but not least - kolejna gra, która ma znaczników/znajdziek od zaje...
Jeśli ktoś lubi najnowsze odsłony gier z rynsztoka spod szyldu Ubisoft z fabułą, której mogłoby nie być, walką, która jest bo jest, znajdźkami zamiast mniej licznej, ale angażującej zawartości, coś w rodzaju AC Valhalla... to polecam. W przypadku każdego choć trochę wymagającego gracza odradzam, szkoda pieniędzy. A jeśli już, to lepiej czekać na maksymalne przeceny, bo po tej grze pod każdym względem widać rękę korporacji, która nawaliła bezmyślnej zawartości - bo i tak się sprzeda. Ogromne rozczarowanie.
W aktualnym stadium nie polecam tej gry, bo (przynajmniej na razie) jest ona potwornym crapem... tyle że za darmo.
Na plus:
+ w zasadzie aktualnie jest to jeden z naprawdę niewielu darmowych fps na rynku
+ mnogość broni
+ multum możliwości modyfikacji broni
+ ciekawy tryb ekstrakcji
Na minus:
- w dalszym ciągu typowy f2p crap z licznymi typowymi niedoróbkami
- bronie różnią się w większości wyłącznie wyglądem
- strzelanie nie sprawia przyjemności - dźwięk byle jaki, feeling zerowy, trochę gorsze, jak strzelanie z kapiszonów
- zero balansu w przypadku broni - karabiny snajperskie zabijają jedynie strzałem w głowę, podczas gdy z pistoletów maszynowych wystarczy kilka pocisków, ale jednocześnie te drugie mają rozrzut niemalże zerowy, a niekiedy dużo mniejszy niż karabiny automatyczne, co czyni te drugie zazwyczaj bezużytecznymi przy tym porównaniu, a wszelkie LKM są już całkowicie bezużyteczne
- tryb ekstrakcji daje więcej frustracji niż satysfakcji. Otóż z jednej strony wszystko zależy od tego, jak dobry sprzęt mamy. Jeśli mamy lepsze kamizelki (tj. ich wyższy poziom redukcji obrażeń), to przeżyjemy strzały ze słabszych pocisków (tj. penetrujących max określony poziom kamizelek). Tyle że na ten lepszy sprzęt trzeba zarobić. Osobiście kilkukrotnie mając sprzęt na najniższym poziomie (startowy lub z bonów za przegraną) padłem z dobrym 'lootem' zabity przez gracza w topowym eq, któremu kilka dobrze wymierzonych serii mojej niskopoziomowej amunicji nie zabierają żadnych pkt życia (równie dobrze przy jego eq mógłby mieć tryb godmode). Metodą powolnego grindu można dojść do lepszego eq (lub zdobyć z okazjonalnych prezentowych bonów). Ale... PO CO. I tak brak jest jakiegokolwiek matchmakingu (choć tu zdania są podzielone) i trafiałem na graczy z jeszcze lepszym eq, którzy jednym (dosłownie) strzałem mnie zabijali, podobnie jak pozostałych członków składu. A przegrywając w tym trybie tracimy cały eq. Bezpowrotnie. Dodatkowo sporo jest opinii o licznych cheaterach szczególnie w ekstrakcji. Osobiście podchodzę do tego sceptycznie, choć rzeczywiście czasem miałem wątpliwości, czy ci gracze z topowym eq strzelający w bańkę zza winkla kręcąc się jak przysłowiowy snickers w przerębli byli 'czyści', ale tego nigdy nie można być pewnym
- pojazdy są tak skopane, że należałoby zwolnić w trybie natychmiastowym cały dział odpowiedzialny za ich projektowanie. Mówiąc wprost - porównując Delta Force do polskiego World War 3, który był pod względem pojazdów oceniany jako crap - nie mamy się czego wstydzić. Z jakiegoś powodu Delta Force jest chwalony, a World War 3 umarł. Tymczasem fizyka, blokowanie się na WSZYSTKIM, nierealnie minimalny zasięg rażenia naszych dział i wybuchów naszych pocisków - to jest identyczne. Czyli po pierwsze pojazdy są cienkie jak sik węża, wystarczą dwa gadżety (2x granat magnetyczny) by zniszczyć KAŻDY pojazd w trybie natychmiastowym. Po drugie, brak jest (działającej) metody kontrowania strzałów z wyrzutni javelin. Po trzecie, wrogowie za przeszkodami są niepokonani (bo nasze strzały niszczą max 10% elementów otoczenia). Po czwarte, potrzeba co najmniej 6-7 strzałów z miniguna, by zabić piechura, ale 2-3 strzałów z pistoletu maszynowego -_- Po piąte, pojazdy nie mogą się skutecznie wycofywać, bo blokują się na WSZYSTKIM (czołg nie zniszczy drewnianego słupka od namiotu). Pojazdy są bezużyteczne
- latanie przemilczę, bo można je opisać jedynie w niecenzuralnych słowach
- bezsensowny pomysł z operatorami bez podziału na frakcje na mapie występują dwie frakcje, które mają tych samych operatorów. Pomijając brak logiki (sobowtóry?), to w multiplayerze nie ma szans, by ich odróżnić poza czerwonymi napisami, więc dość często można nie ogarnąć, że strzela do nas zza pleców operator, o którym myśleliśmy, że to jeden z nas. A wystarczyłyby inne barwy, cokolwiek...
- grafika jest mocno średnia przy jednocześnie niesamowicie wysokich wymaganiach
- masakrycznie obciąża procesor i dysk (w większym stopniu niż ogrywane na tej samej jednostce na ustawieniach wysokie/ultra gry AAA typu Jedi Survivor, czy AC Valhalla)
Podsumowując najważniejsze mankamenty:
do naprawienia/wywalenia tryb ekstrakcji, pojazdy, latanie
skopane strzelanie gorsze niż z kapiszonów
Jeśli te błędy nie zostaną poprawione, to życzę tej grze i twórcom losu podobnego lub gorszego, jak polskie World War 3. Bo błędy te same, ale w tym przypadku marketing i nieuzasadniony hype przez żerowanie na ożywianej marce powodują, że polski potworek umarł i został zhejtowany, a ten chiński potworek żyje i ma się dobrze... aż by się chciało teraz przychylniej ocenić polską produkcję...
Jeśli ktoś jeszcze nie ograł, to polecam. Szczególnie, że obecnie gra jest bardzo tania, a perełka. I co ważne, dość długo zbierałem się do przejścia tej gry, mimo że była w bibliotece, bo zgarnięta na promce, a zwiastuny średnio zachęcały. Więc taka uwaga: zwiastuny są zwyczajnie do d... i nie oddają tego, jak dobra jest ta gra.
+ Muzyka (słowiańska) jest genialna, klimatyczna
+ Fabuła - z jednej strony nietuzinkowa, z drugiej wciągająca, a z trzeciej ma się wrażenie, że twórcy jechali na dragach, choć to akurat zaleta, bo coś zupełnie innego
+ Gameplay prosty, ale przyjemny, intuicyjny
+ Znajdźki są, jak najbardziej, ale są warte eksploracji, bo dodają BARDZO dużo do klimatu gry (np. pajączki i odkrywane dzięki nim cutscenki)
Z minusów, to niektórzy wskazują np. na specyficzny tryb zapisu przy kapliczkach (mi aż tak to nie przeszkadzało, jest akceptowalne). Zdarzają się ścinki grafiki, ale bardzo rzadko. Poza tym niewidzialne tekstury, przez które bezwiednie spada się w przepaść (ale zdarzyło się przez całą grę może 2-3 razy max). Minusy nie psują zabawy.
Przede wszystkim z gry wylewa się klimat. Niby bajkowy, ale bardzo creepy. I to określenie najlepiej podsumowuje tę grę:
Niesamowity wręcz klimat!
Polecam!

Nie rozumiem, jak można oceniać tę grę na więcej niż 5/10. Gracze już naprawdę tak mało oczekują od stosunkowo młodych produkcji? Aktualnie klucz można kupić za 1-2 zł i jest to cena adekwatna do jakości.
Ocena oparta na przejściu całej gry na najwyższym poziomie trudności.
Na plus:
+ krajobrazy bywają naprawdę ładnie zaprojektowane
+ główny wątek fabularny jest nienajgorszy
+ na bezrybiu i rak ryba...?
Na minus:
- najpoważniejszy minus tej gry, to system walki, który nie jest zły... on jest całkowicie, do reszty, zupełnie zrobiony NA ODWAL. więc po kolei
- wrogowie potrafią teleportować się do nas doskakując w sposób przeczący zasadom anatomii i fizyki (i nie mówię jedynie o potworach/bossach/dostępnych w dlc asasynach, ale o KAŻDYM przeciwniku)
- ulepszony unik nie działa w 50% przypadków, a jeśli już zadziała, to z uwagi na nierealne doskakiwanie wrogów jest często bezużyteczny
- ataki wrogów przechodzą przez tekstury, jak kamienie/ściany
- ale już nasza postać potrafi się zablokować na każdej teksturze (w tym leżących na ziemi kościach/liściach/żwirze)
- animacje podnoszenia się są z jednej strony ułatwieniem - ataki wrogów przechodzą przez nas, z drugiej strony utrudnieniem - nie wiadomo, w którym momencie algorytm animacji się częściowo kończy, co oznacza, że nasza postać nie reaguje na przyciski, ale już doznaje obrażeń (co na najwyższym poziomie trudności oznacza, że taka animacja może doprowadzić do biernego obserwowania, jak byle przeciwnik nas one-hituje)
- wrogowie mają "zasięg agresji", zwał jak zwał. Poza pewnym nijak niemożliwym do zaobserwowania obszarem przestają nas ścigać - to jest ok, i odzyskują CAŁE życie i pancerz - to jest żart. Przykład: walczymy z pseudo nietoperkami, odsuwamy się w kąt jaskini - one robią FRU do góry i znikają. Podsuwamy się do przodu te 10 cm - sfruwają z odnowionym życiem :))
- nasi towarzysze są w walce niemalże zupełnie bezużyteczni. Niezależnie od używanej broni. Ich ataki tą samą bronią zadają nieporównywalnie mniejsze obrażenia. Dodatkowo padają jak muchy
To tyle o walce - najważniejszy moim zdaniem argument, dlaczego nie polecam tej gry
- krajobrazy wprawdzie ładne, ale w 90% przypadków robią jedynie za tapetę - nie możemy dotrzeć do większości obserwowanych miejsc, jak góry, wysepki, itp.
- naokoło są niewidzialne ściany - postać nie może znikąd spaść, nie może wejść po kamieniach "na przełaj", nawet nie może przejść przez gęste krzaki, poruszamy się, poza polanami/rynkami, "korytarzowo"
- system wigoru, od którego zależy możliwość pokonywania przeszkód, jest pozbawiony logiki. Musimy wydać punkty na ten atrybut, aby nasza postać umiała... skakać :| (nic nie wiadomo, aby wcześniej była upośledzonym kaleką) tak samo, aby umiała przejść po desce, przejść wąską szczeliną (no przecież nie schudła nagle)
- podobnie pozbawiony sensu jest umożliwiający niszczenie ścian w trakcie eksploracji system nauki - musimy mieć doktorat z astrofizyki, aby umieć pierdyknąć wybuchową fiolką w ścianę :| każdy baran może znaleźć taką fiolkę w byle skrzynce jakich pełno na każdej ulicy każdego miasta, ale jedynie najtęższe umysły umieją nimi rzucać w ściany!
- gra nie zachęca w żadnej mierze do eksploracji. Jak już wydamy ciężko zarobione doświadczenie na punkty wigoru lub nauki i przeskoczymy tę diabelską przepaść lub wąziutki korytarz, to dotrzemy do skrzynki. Otwieramy ją, a w niej... popularne zielska, 3 kulki do pistoletu i 5 złotych monet. Wedle moich doświadczeń KAŻDA tak odnaleziona skrzynia była pełna śmieci. Czasem była w niej na szczęcie też bezużyteczna broń (kolor zielony, czyli 1 poziom powyżej najsłabszej)
- ten sam problem, jak wyżej, dotyczy otwierania zamków. W grze jest kilka skrzynek wymagających nawet najwyższego poziomu tej umiejętności. Widocznie dla ich właścicieli zgromadzone przez nich śmieci musiały mieć potężną wartość sentymentalną
- każdy towarzysz przygód jest potwornie nudny... w teorii ich questy są minimalnie ciekawe, ale dialogi w najmniejszym nawet stopniu nie absorbują. A poza tymi indywidualnymi questami rozmowy sprowadzają się do 2-3 linijek i wątku romantycznego na poziomie typowej interakcji na tinderze
- w grze jest multum dialogów, ale to nie jest plus, gdyż w połowie gry te dialogi aż się proszą, aby je pominąć
- przeważająca większość (tak z 80% imo) zadań pobocznych sprowadza się przede wszystkim do biegania od Annasza do Kajfasza, aby a) wykraść <tajny> dokument, który leży na środku stołu w niezamkniętym pomieszczeniu b) zanieść ten dokument do A, który nam każe biec do B, po czym wracamy do A c) czasem nawet nie trzeba kraść tych <tajnych> dokumentów, wystarczy porozmawiać z miliardem npców, których masa linii dialogowych jest równie fascynująca, co tygodnik wędkarski
- NPC nie mają żadnych zajęć. Stoją i gapią się w niebyt. Ta gra nawet nie udaje, że jej świat jest żyjący
- przeważająca większość świata w grze sprawia wrażenie, że był on tworzony metodą kopiuj-wklej. Wnętrza 3 pałaców gubernatorów są identyczne, podobnie, jak wnętrza wszystkich innych domostw, piwnic z ich burdelami i aresztami oraz karczm. Miasta sprawiają wrażenie sporych, ale w rzeczywistości mają raptem kilka ulic, a wszystko pozostałe, to średnio wyróżniające się tło
- to powyżej sprawia przejmujące wrażenie niedorobienia, które potęgują takie momenty, jak np. odnalezienie wraku statku, z którego wydostał się transportowany w ładowni potwór. Zaglądamy do widocznej części ładowni - jest kompletnie pusta, kawał drewnianego pudełka z dziurą pośrodku
- znajdujemy w grze dziesiątki broni i zbroi, które się od siebie prawie niczym nie różnią, poza kilkoma modelami wizualnymi i statystykami
- cały pozostały loot jest fizycznie niewidoczny w ekwipunku, gromadzimy tonami jakieś skóry, zioła, których nawet potem nie widzimy
To najważniejsze minusy. Ja rozumiem, że producenci nie są gigantem, ale po tej grze wprost widać, że nawet im się nie chciało udawać. Stworzyli puste byleco, którego nie sposób komukolwiek polecić.
+ Grafika
+ Fabuła (na początku)
+ Możliwość dostosowywania buildów pod każdą walkę
- Brak możliwości przybliżenia kamery
- Gra aktorska na poziomie taniego kina klasy B (ekscytacja głównego bohatera jest czasem potwornie żałosna)
- Fabuła ma dużo dziur i jest na siłę patetyczna (nazywanie biurowca świątynią starożytnych... #MordorNaDomaniewskiejLubiTo)
- Powtarzalność walki, która w pewnym momencie przestaje wymagać jakiegokolwiek myślenia, a staje się odklepywaniem tego samego po raz n-ty
- Bugi, niektóre questy są przez to zepsute, zdarzają się postaci bez głów (i nie chodzi o ożywieńców)
- Zagadki dotyczące kodów do skarbów są tak bardzo na siłę, że aż boli
Czarę goryczy przelała arena, najgorsza możliwa fabularna zapchajdziura, jaka występuje w grach. Wczytanie zapisu z początku 4 fali spowodowało... cofnięcie do momentu sprzed areny... A przed jej rozpoczęciem nie było na ten temat żadnego ostrzeżenia, więc godzina gry zmarnowana...
Pomysł może i dobry, wykonanie jednak zbyt słabe. Jak komuś się bardzo nudzi, to można wypróbować za 4-5 ziko na promce. Jednak jak dla mnie gg go next
Po rozegranych około 5-6h mogę stwierdzić, że gra nie oferuje niczego nowego, jest jedynie kompilacją - plagiatem. Tak, plagiatem, a dlaczego, o tym dalej
Na plus:
+ oczywiście ładne panie, w końcu w internetach juz˙ o tym głośno ;) i to jedyna zaleta
Na minus:
- strzelanie. Przeciwnicy to gąbki na pociski z paroma hitboxami, nic więcej. System strzelania bardzo słaby, dźwięki broni jak z głośników sprzed 30 lat, pukawki niczym się nie różnią
- fabuła w ogóle nie angażuje. Po cutscence, która mógłby wygenerować chatgpt jakaś narada, cios w gębę od złodupca, BUM, wstawaj samuraju mamy grind do ogarnięcia
- interakcja z postaciami angażująca jak w typowym chińskim mmo, coś tam się ruszają usta, niby to się gapi na nas, ale całkowicie to niezgrane, a tekst ciekawy jak nekrolog z głosu kozich beków dolnych
- IMO można przesadzić z ładnymi paniami, niektóre zbroje czy jak te latexy się zwą przypominają takie z chińskich mmo (zaskoczenie, nexon), jest cienka granica między przyjemnym dla oka a mokrym snem piwniczaka
- dropów od cholery, a 99% to crap. Możemy go sprzedawać lub rozbierać, a dostajemy za to bezcenny… crap.
- zaraz po prologu lądujemy w jakim sralbionie, znowu od groma znaczników, parę długich sekund zajmuje ogarnięcie, który z nich to nasza misja. Gra rzuca tym w nas i od razu mówi: tak, to kolejne chińskie mmo. Ale o co panu chodzi?
- GRIND GRIND GRIND, żeby zdobyć co lepszego musimy farmić. No ok, ten gatunek tak ma. Ale zadania są nieangażujące, powtarzalne i chaotyczne
- kontynuując powyższe, pierwszy większy boss lub oba pierwsze, bo cholera wie, czy to JUŻ był jakiś ważny moment, wprowadzony nudno, bez polotu. Po prostu ot kolejna gąbka na pociski tylko większa i z paroma etapami walki
- PLAGIAT tak ośmielę się to nazwać. A dlaczego? Uważam, że to nie będą spoilery, bo to informacje z prologu, cutscenki i pierwszej misji
Podobieństwa między tym crapiszczem, a Warframe:
1. Daleka przyszłość - jest
2. Ludzkość prawie zniszczona przez dziwną rasę z tyłka - jest
3. Ludzkość uratowana od wyginięcia przez tajemne moce (siła rodziny czy coś) - jest
4. Ludzkość broniona przez wybranych wojowników z tymi mocami przyjaźni - jest
5. Główna postać słyszy głosy konkretnie jakiejś babki co to go wybrała na swego simpa - jest
6. Główni oponenci cenią sobie duże dziwne machiny (w Warframe rasa Sentient) - jest
7. Instalowanie modów do każdego rodzaju ekwipunku, ich ulepszanie - jest
8. Walka w plastikowym wdzianku, które tworzy się przez farmienie lub tworzenie podzespołów - jest
To takie podobieństwa zaobserwowane po raptem kilku godzinach gry. A jakby się czepiać, na start mamy coś jak Frost czy Rhino z Warframe, nawet umiejętności podobne.
No dobra, niektórzy argumentują, że uczą się od najlepszych. Tylko primo, dlaczego pochwalać plagiat. Secundo: na przykładzie aut, załóżmy, że mamy za darmo do wyboru sprawdzonego, wieloletniego lidera, np. Mercedesa i też za darmo jego chińską kopię. Co wybierzemy?
Nie wiem, jak jest z zarzutami co do nexona i jego kłamania na temat szans dropów, ale tylko masochiści by to testowali, skoro gra odrzuca po paru godzinach. Lepiej zwyczajnie usiąść do Warframe, który ma wyrobioną markę, a inni twórcy niech szukają własnych, oryginalnych pomysłów zamiast plagiatować. Same ładne panie, to i można w innych źródłach znaleźć ;), więc to za mało…
Na plusy
+ ciekawy styl graficzny
+ klimat (bardzo creepy, coś innego)
+ muzyka, a już motyw
spoiler start
gdy eksplorujemy jako Protector to miasto duchów i na jego końcu nawiedzoną willę, świetny klimat
spoiler stop
+ ciekawy pomysł z podróżą między postaciami
Minusy
- w pewnym momencie zaczyna się mocno dłużyć
- na wyższym poziomie trudności jedyna opcja walki, to ciche nokauty, otwarta walka, to z góry skazywanie się na szybki zgon
- przy skradaniu się NPC potrafią mieć szósty zmysł i nagle nas wykryć za ich plecami
- ktokolwiek wymyślił system losowych wydarzeń na mapie i CIĄGŁYCH napadów, duchów, syren, czy ch... wi czego jeszcze, był masochistą lub IDIOTĄ. Te wydarzenia w 9 przypadkach na 10 nie dają ŻADNYCH nagród, a jedynie powodują utratę zdrowia (o ile w ogóle je przeżyjemy) i ciężko zdobytych zasobów. To najgorszy, najbardziej wkur...jący pomysł na utrudnienie rozgrywki, na jaki mogli wpaść twórcy. W rezultacie jedynym rozwiązaniem jest spamowanie szybkich zapisów i wczytań. I właśnie za ten ostatni minus cały punkt w dół, bo bywały momenty, w których chciało się z miejsca usunąć tę grę przez to rozwiązanie...
Ogólnie gra nie jest zła, oceniłbym na 7/10, ale ostatni minus, to TRAGEDIA. Jeśli ktoś chciałby zagrać w Weird West, to zdecydowanie odradzam granie na wyższych poziomach trudności właśnie przez mechanikę tych idiotycznych losowych ataków (które podkreślam nie dają żadnych nagród)
Oczywiście, bo przecież waluta premium WCALE nie daje możliwości ekspresowego odblokowania wszystkich dodatków do broni, bez których broń nadaje się co najwyżej do polowania na kuropatwy na Podlasiu..
Potworny, kolorowy, niezbalansowany szit. Ale za darmo. I to będzie jedyna zaleta tego crapu.
- brak balansu broni, poszczególne pukawki różnią się przede wszystkim nazwą, pozostałe różnice są minimalne
- niektóre pukawki są tak niezbalansowane (shotguny, smg), że nie nadają się do używania, bo zwyczajnie przegrywają w starciu z karabinami, które w zasadzie są jedyną słuszną opcją
- wszechobecny bunny hopping, z którym ubisoft nic nie robi od dnia premiery. To w połączeniu ze wślizgami powoduje, że gra przypomina nieudaną wersję Fortnite lub Tribes
- wszędobylscy cheaterzy od dnia premiery
- przeciwnicy to gąbki na pociski
- trafienia rejestrują się niezależnie od naszej pozycji. Co to oznacza? Możemy schować się za róg budynku, lecz jeśli przeciwnik wcisnął strzał ZANIM się schowaliśmy, to choćby pocisk miał dolecieć później - TRAFIA (ergo, tak, jakby pociski trafiały z chwilą wciśnięcia strzału)
- brak balansu umiejętności - niektóre, jak jedna z opcji leczenia, są minimalnie przydatne lub całkowicie nietrafione w porównaniu do innych
- brak reakcji na nasze trafienia przeciwnika, w tym sensie, że jeśli w tę gąbkę na pociski trafimy serią z SMG, a on się odwróci z karabinem snajperskim, to wystarczy, że wciśnie strzał i nie mamy szans - dla porównania w niektórych innych FPSach otrzymywanie obrażeń powoduje brak możliwości przycelowania. Tutaj nie ma czegoś takiego
- grafika wprawdzie w miarę ładna, lecz całkowity brak interaktywności otoczenia. Strzelanie w wodę nie powoduje jej rozprysku, ogień nigdy nie trawi innych powierzchni, tylko magicznie znika, a jeśli na przeszkodzie brak jest żółtych elementów, to nie mamy możliwości wdrapania się na nią, bo tworzy niewidzialną ścianę
Generalnie potworny crap. Jedyny plus, że jest za darmo.
Nie wiem, jak można tego potworka porównać do CoD (chyba że nowsze części, w które nie grałem też są takimi crapami). Dla przykładu w starym CoD MW poziom realizmu może nie był najwyższy, ale w porównaniu do XDefiant CoD MW jest już symulatorem ;)
Kilka godzin można poklikać, potem jednak widzi się, że to kolejny nic nie warty potworek free2play, jakich pełno, tyle że spod szyldu Ubisoftu
Nie ma sensu pozytywnie oceniać gry, która jest ze względów technicznych niegrywalna. Problem istniejący od premiery w dalszym ciągu nie został rozwiązany.
I zanim ktoś skrytykuje hurr durr, za słaby komputer. Gra powinna działać co najmniej na ustawieniach wysokich, automatycznie wykrywa i ustawia epickie. Spadki (całkowicie losowe) do kilku fps. Na te spadki nie ma najmniejszego wpływu to, czy ustawienia grafiki są najniższe, czy epickie.
Także gra jest po prostu crapem ze względu na całkowite skopanie warstwy technicznej.
Poza tym trąci ubisoftem na kilometr. Dziesiątki znajdziek (możemy w farmville się bawić, bo tak robił każdy Jedi po rozkazie 66, prawda?), które są nudne, powtarzalne. Znajdźki możemy wydawać na nudną kosmetykę, która sprawia wrażenie, że gramy w MMORPG.
Walka bardzo niejednolita. Czasem zbyt prosta na początkowym etapie, a niektórzy bossowie są "zepsuci" na późnym etapie. Zdarzają się wrogowie, których ruchy są niezgodne z opisem najprawdopodobniej przez błędy w skryptach (wg opisu w początkowej fazie ruch A, środkowej B, końcowej C, a w rzeczywistości wszystko naraz losowo).
Fabuła naciągana i nudna. Główny antagonista trąci sztampą. Historia na poziomie niszowej gry mmo lub mobilnej.
POPRAWNOŚĆ, prawie każda spotykana postać (dotyczy postaci "ludzkich") jest urody afroamerykańskiej, rzadziej azjatyckiej, bardzo rzadko kaukaskiej (dobrze, że są jeszcze obcy, wobec których te metody poprawnościowe nie działają). Ktoś może powiedzieć, że to świat fikcyjny, itd., itp., ale jednak Lucas wykreował go w ten, a nie inny sposób. Więc w ślad za słynnym memem z Elrondem: Co się stało z białymi w świecie SW? ;)
Aktorzy ewidentnie mieli płacone z góry. Wypowiadane przez nich teksty świadczą o emocjach, jak na grzybobraniu. Pod tym względem jest tragedia.
Na plus krajobrazy. Scenerie są naprawdę piękne. Problem w tym, że ze względu na warstwę techniczną najczęściej równie dobrze moglibyśmy ściągnąć sobie tapety i je oglądać, wyjdzie na to samo.
Pewnym plusem jest też mimika, ale tutaj ponownie problem, jak wyżej.
Ogólnie ta gra miała chyba być AAA, a wyszedł potworek. Nie wiem, może trzeba by sprawdzić na komputerach NASA, czy ta pozycja może działać płynnie..?
Oceniam na 0 przez warstwę techniczną uniemożliwiającą rozgrywkę (chyba że gramy w PowerPoint).
Jeśli nie byłoby tych problemów, to pewnie bym ocenił na 5-6/10.
Pierwszy AC, którego nie dałem rady ukończyć i poddałem się po około 25h.
Gra nie jest tylko zła. Jest dodatkowo po prostu nijaka. Poza kilkoma nowymi rozwiązaniami względem poprzednich części, to jest zwyczajny klon AC Odyssey. Jednak za którymś razem ten sam odgrzewany kotlet nie smakuje już tak samo (poeta.exe).
Plusy:
+ krajobrazy
+ ciekawa epoka
+ najazdy
Minusy:
- fabuła (równie dobrze mogłoby jej nie być)
- optymalizacja, to tragedia
- bugi, bugi i jeszcze raz BUGI
- pójście na łatwiznę z immersją (przyśpiewki nordyckich wojowników w języku angielskim, wstawki obcojęzyczne, to 0,5%, a może i mniej wszystkich dialogów, a dla porównania motyw przewodni w Ancestors Legacy - jak się chce, to można
- AI na poziomie projektu na informatykę w licbazie:
przykład: atakujemy klasztor, wycinamy w pień wszystkich wojowników, podpalamy strzechy, a mnisi sobie spacerują z rękoma w habitach, brakuje tylko uprzejmych pozdrowień pod naszym adresem
- wiele mechanik jest niedopracowanych lub niewykorzystanych
przykłady:
1. parowanie ciosów jest nieintuicyjne i potrafi "nie zaskakiwać",
2. obszary, w których nie jesteśmy mile widziani, są zbyteczne, bo możemy w nich wyciąć żołnierzy, przebiec przez nie, a mieszkańcy są obojętni, jakby to był dla nich typowy czwartek (dziś mordy, jutro gwałty, pojutrze uczta u Harolda),
3. strzechy się wprawdzie palą, ale jedyny tego skutek, to dodatni pigment na dachu, ścianach i podłodze, boom, you're black now
itd.
- mimika twarzy poza przerywnikami filmowymi na poziomie niszowej gry sprzed 10 lat - postaci patrzą w niebyt, a czasem nawet okazują się brzuchomówcami
- jedna, wielka powtarzalność! każdy region ma niemalże tę samą linię fabularną: spotkaj się z Kowalskim, gówno wpada w wentylator, więc ratuj sytuację spotykając się z 2-3 postaciami, odwalaj dla nich jakąś czarną robotę, by ostatecznie zaatakować ognioodpornym taranem twierdzę rodem z późnego średniowiecza :|
- brak spójności historycznej (proszę mnie poprawić, jeśli bredzę, ale...) - fabuła ma miejsce pod koniec IX w., tymczasem atakowane przez nas zamki są przeważnie budowlami przypominającymi twierdze z późnego średniowiecza. Załóżmy nawet, że są to pozostałości rzymskich fortów, czy twierdz, to wątpliwe jest ich rozmieszczenie w każdym królestwie i w tak dobrze zachowanym stanie. Jednocześnie przez 25h gry tylko 1 siedziba władcy była typowym drewnianym grodem, a nie zamkiem (nie liczę osad z prologu).
- same oblężenia są śmieszne. Nasz taran jest ognioodporny, nasi wojownicy nie mają żadnych drabin, ruchomych tarcz, myśli taktycznej (hura mości panowie), tylko ten jeden taran, którego oponenckie strzały i smoła się nie imają -_-
- desynchronizacja w przypadku zabijania wszelkich innych postaci niż wojownicy - bo przecież nordyccy wojownicy byli bardziej cywilizowani od sił pokojowych ONZ XD nie tylko główna postać nie może zabić żadnego chłopka, ale nasi kamraci udają, że ich nie widzą. Myśl humanitarna protagonistów AC Valhalla wyprzedziła swoją epokę :D
- mechanika walki jest tragiczna. Parowanie przez nas ciosów często nie działa, wrogowie potrafią się zabugować w teksturach, a wrogowie na wyższym poziomie niż protagonista są w magiczny sposób niepokonani (jak tylko osiągniemy ich poziom, to zadawane przez nich obrażenia dziwnie maleją). Nie przepadam za grami typu soulslike, dlatego nie lubię męczącej walki, szczególnie, gdy taktyka nie ma w niej żadnego znaczenia. Stąd nie rozumiem jej internetowej chwalby, jakoby była lepsza niż w Odyssey...
Zazwyczaj staram się oceniać gry dopiero po ich ukończeniu, ale to jeden z przypadków, gdy nie dałem rady dojść do końca. Ta gra, to po prostu słabiak! Weszła na rynek w podobnym czasie, co Cyberpunk, który zebrał takie (słuszne) cięgi za stan techniczny. Tyle że rodzime studio naprawiło swoją grę. Ubisoft machnął na Valhallę ręką, bo i tak psychofani kupią (osobiście ograłem w Xbox Game Pass i całe szczęście, nie dałbym za to żadnych pieniędzy). Ale, co wolno ogromnemu studiu z zachodu, to nie nam.
Jeśli ktoś nie jest psychofanem Ubicrapu, to kategorycznie nie polecam. Valhalla jest słabsza niż typowe średniaki, wypuszczona z myślą przewodnią: i tak się sprzeda.
Ze względu na społeczność typową dla Hi-Rez Studios nikomu, dosłownie nikomu nie polecam tej gry. Wyzwiska i trolling to standard.
Jeśli szukasz gry, przy której się odstresujesz, to nie jest pozycja dla Ciebie
Dopóki Hi-Rez nie zrobi czegoś z toksyczną społecznością zamiast wprowadzać kolejne kosmetyki, ich gry oparte wszakże na współpracy z tą społecznością pozostaną ryneczkiem lidla, na którym stajemy na środku i prosimy się o roast na poziomie soku z buraka
(a przy okazji po powrocie po dłuższym czasie podtrzymuję poprzednią ocenę, nic niemalże nie zostało naprawione. Ale jest więcej kosmetyków...)
Kupno tej gry, obok Risena 2, czy Elexa, to najgorzej wydane pieniądze nawet mimo zakupu 2 lata po premierze na promocji
Dlaczego ocena 4/10? Bo twórcy ewidentnie zrobili grę ze śmietnika z masą niedociągnięć, uproszczeń, tragicznych niedoróbek, a wycenili na poziomie gry AAA!
Żeby nie było na początek plusy
+ momentami niezgorszy świat fantasy (choć wykonanie... więcej w minusach)
+ jedna z nielicznych gier turowych choć trochę zbliżonych do Heroes of Might and Magic
i w zasadzie tyle, gdyż przez blisko 18h gry rosła wyłącznie frustracja zamiast przyjemności
- KAŻDA postać żeńska (poza 2 potencjalnymi bohaterkami) ma IDENTYCZNĄ teksturę twarzy, której mimika i ekspresja jest na poziomie sprzed 10-15 lat (np. w Fable z 2005 mimika była na dużo wyższym poziomie). W zasadzie w trakcie wypowiedzi twarz jest niemalże statyczna
- KAŻDA tekstura terenu jest niewidzialną ścianą. Widzisz tę skarpę wysokości 10cm ciągnącą się przez 100m? Nie, nie możesz po niej wejść, ani z niej zeskoczyć, biegnij naokoło. Frustruje nie tylko brak opcji skoku, ale również to, że na tych niewidzialnych ścianach możemy się nieodwracalnie zbugować :|
- Sterowanie koniem (nota bene przez pół gry nie dostrzegłem możliwości jego wymiany) jest na tak tragicznym poziomie, że w grach mobilnych bywa przyjemniejsze, zwierzę skręca w losowych kierunkach...
- BRAK BALANSU. Po pierwszym kontynencie, prologu, każda potyczka jest na bezsensownie wysokim poziomie. Tu nie chodzi o wyzwanie, ale brak logiki. Posiadając armię jednostek 1. poziomu walczymy z 2-3. poziomem. Gdy dochrapiemy się 2. i 3. poziomu walczymy z jednostkami 4. i 5. poziomu. Dodatkowo nieliczni wrodzy bohaterowie rzucają czary kilkukrotnie wyższego poziomu niż my byliśmy w stanie zdobyć (jestem typowym "completionist", przeszukiwałem wszystko naokoło i nie zdobyłem czarów na poziomie tych u wrogów)
- Fabuła pisana na kolanie, kompletnie nie interesuje, równie dobrze mogłoby jej nie być
- Wprowadzenie zrobione tak bez polotu, w ogóle nie intryguje gracza, nie wprowadza go w świat gry, nie wyjaśnia, dlaczego jest w więzieniu. O! Dostaliśmy list i cię wypuszczamy. Zbieraj d..ę w troki, bierz wojaków, no, to wypie... :|
- Zadania poboczne na poziomie jeszcze niższym niż fabuła
- Ogólnie graficznie, uwzględniając tekstury postaci, otoczenia, mimikę, itp., gra stoi na poziomie sprzed 10 lat co najmniej
- Liczba dostępnych rekrutów/stworzeń jest śmiesznie mała, około 40
- Łączenie rekrutów/stworzeń z różnych "ugrupowań" na dłuższą metę odpada, bo dostajemy spore kare do morale, przy czym umiejętnościami możemy co najwyżej zejść do poziomu neutralnego, ale już podnieść tego poziomu nie możemy! Dużo lepszym rozwiązaniem była np. umiejętność dowodzenia z Heroes III. Tutaj mamy wybór: 1 "rasa" lub w najlepszym wypadku neutralne morale. Pomijam możliwość podniesienia morale ekwipunkiem, bo w takim wypadku rezygnujemy z innych opcji, jak np. ekwipunek dający odporność, itp. Gdzie tu sens?
Mógłbym dalej wymieniać, ale to strata czasu. Fakt: kupiłem grę 2 lata po premierze na sporej przecenie (28 zł). ALE, skoro gra w dacie premiery była w cenie gry AAA, to czuję się co najmniej oszukany. Takie partactwo nie zasługuje na wyższą ocenę.
Sterownik regularnie aktualizuję, także odpada. Ale też inny dowód, że to wina ubisoftu - dopiero co ograłem Plague Tale Requiem, prawie całe na ultra (tylko w jednej lokacji przycinało) bez problemów, czy większych zacięć. Także kwestia optymalizacji moim zdaniem :/
MSI GF65, 16gb RAM, RTX3060, i7 10 gen. Ustawienia wypróbowane od średnich do ultra. Niezależnie od ustawień gra crashuje w filmiku po zabójstwie tego pierwszego kapłana. Game breaking. Pominięcie filmiku, to też żadne rozwiązanie, bo od tego momentu gra zaczyna crashować co jakieś 5 min (niezależnie od ustawień).
Gdyby to był CD Projekt, to hur dur, jak można coś takiego wypuścić. Ale że ubisoft, to przechodzi bez echa. Mimo że gra miała i ma POTĘŻNE problemy z optymalizacją (a raczej jej brakiem). Przykład: https://www.ubisoft.com/forums/topic/190546/game-crashing-at-specific-cutscene/5?lang=en-US
A ubisoft sobie zlewa :)
Ta gra ma zdaje się same minusy, to nie powinno zostać wypuszczone pod marką Battlefield!
- Fizyka,
- grafika,
- model strzelania,
- brak zgodności z realiami historycznymi - bronie z tyłka,
- skórki typu pubg,
- (tu proszę mnie nie oceniać jako szowinistę, ALE :P ) pełno kobiecych modeli, które są ustawiane domyślnie, więc co druga postać to pani drąca się w irytujący sposób, jak mężczyzna, w imię czego, poprawności?
- potwornie nierealne obrażenia zadawane przez np. czołgi lub karabiny snajperskie
- losowy system zniszczeń w pojazdach
- nierealnie silna broń ręczna przeciw czołgom
Można mnożyć. Ta gra mogłaby zostać wypuszczona pod jakąkolwiek inną marką jako F2P. To już nie jest battlefield.
+ Rewelacyjna grafika i CUDNE krajobrazy
+ Muzyka, to majstersztyk
+ Fabuła, fabuła, fabuła (z jednym wyjątkiem poniżej - spoiler)
+ Relacja Hugo i Amicia, która (wbrew obiegowej opinii) w moim odczuciu ewoluuje
+ Mechaniki wprawdzie prawie identyczne, jak w poprzedniej części, ale (moja opinia) po co zmieniać coś, co jest dobre
- Bardzo irytowała mnie powtarzalność i backtracking w jednej lokacji, a konkretnie
spoiler start
wyspa la cuna
spoiler stop
, która dodatkowo miała trochę otwarty teren, niepotrzebnie
- ciężko mi znaleźć więcej minusów poza jednym ale bazującym wyłącznie na moim osobistym odczuciu, więc część osób może się z nim nie zgodzić. Dotyczy fabuły, będzie przydługi, ale konkretnie:
spoiler start
Zakończenie głównego wątku moim zdaniem było kreowaniem dramatu głównych bohaterów na siłę. Nie widzę tu logicznego sensu, dlaczego nie można było zakończyć happy endem lub przynajmniej cliffhangerem. Część osób, które popierają "zabicie" Hugo (dlaczego cudzysłów napiszę poniżej), twierdzą, że gra nas do tego przygotowywała, gdy np. ten mówił, że pogodziłby się z tym, jakby musiał umrzeć. Niby racja, ale nie do końca. Z drugiej strony mamy poświęcenie mnóstwa postaci, Arnaud, Beatrice, te z poprzedniej części, by mógł przeżyć i żyć. Ostateczne rozwiązanie głównego wątku sprawia wrażenie, że to wszystko poszło na marne, bo przecież można było w I rozdziale I części go zabić i z głowy. Spotkałem się też z określeniem dotyczącym niektórych nowych filmów, gier, czy seriali, fetyszyzacja cierpienia, na siłę pchanie fabuły ku tragicznemu zakończeniu, gdzie równie uzasadnione fabularnie i logicznie byłoby to pozytywne. Osobiście nie widzę uzasadnienia w takim obrocie spraw. Wszystko, co robiliśmy w ostatecznym rozrachunku traci sens.
Druga kwestia dotyczy teorii (jak zwykle fanowskiej, ale ta akurat moim zdaniem ma trochę sensu), że zakończenie można interpretować, jako halucynację. Więc teraz mamy albo faktycznie grunt pod olbrzymiego plot twista, albo będące pożywką dla tej teorii niedopracowania Asobo. Stąd cudzysłów, "zabicie" Hugo. Zainteresowanym polecam np. to: https://youtu.be/pu8g4BLilHo . Najważniejsze argumenty: inny ubiór Hugo w ostatniej scenie, brak wyjaśnienia, jakim cudem Amicia i Lucas uciekli z Marsylii, Lucas mówiący wcześniej Amicii, że w nebuli nie działają prawa natury, przez co potem wszystkie jej działania są jakby na odwrót, brak logiki w tym, że wszystkie nasze działania tracą znaczenie, rozstępujące się szczury prowadzące do Hugo (czy zatem macula CHCE abyśmy go zabili?), itd. Są to albo niedopracowania modelu postaci i dziury fabularne, albo celowy zabieg. Jeśli to pierwsze, to jest to mega słabe.
Ostatnia kwestia, nie wpływa na ocenę tej konkretnej gry, ale rodzi moje wątpliwości, co do przyszłości serii. Asobo na początku nie chciało, teraz już planuje powoli kolejną część. Jaką? Moim zdaniem fenomen serii opierał się na więzi Amicii i Hugo. To moja osobista opinia, ale bez Hugo będziemy mieli coś a la Horizona. Jeśli natomiast fabuła przeniesie się do innych czasów (przez teaser na końcu sugerujący nosiciela w czasach współczesnych), to dostaniemy kolejnego assassina do dojenia pieniędzy z mikrą fabułą.
Widzę trzy wyjaśnienia: twórcy nie przemyśleli i zrobili na siłę zakończenie dopuszczając się niedoróbek (słabe), twórcy planowali plot twista, że Hugo żyje (myślę, że połowie graczy się to nie spodoba przez emocjonalny diabelski młyn), twórcy zakończyli wątek Amicii i Hugo, a teraz chcą doić krowę w innych czasach (uber słabe).
Moja opinia i, sądząc po forach, które sobie prześledziłem, wielu innych graczy, jest taka, że co twórcy nie zrobią w tym momencie (poza pozostawieniem tego uniwersum na stałe), może zostać źle odebrane przez ~połowę fanów. Z jednej bowiem strony byłbym, jako fan tego uniwersum, zadowolony, gdyby twórcy zastosowali plot twist i kontynuowali wątek rodzeństwa, ale wiem jednocześnie, że znacznej części graczy nie przypadnie to do gustu. I na odwrót.
Podsumowując, zakończenie zepsuło mój osobisty odbiór tej gry. Osobiście uważam je za niepotrzebnie tragiczne. Przez I część i 90% drugiej części szliśmy wątkiem zmierzającym do ocalenia Hugo - po co? Dla części osób takich, jak ja, dla których na pierwszym miejscu jest fabuła, było ono skokiem na główkę do pustego basenu po niesłychanie przyjemnej przygodzie, kubłem zimnej wody, garnkiem dziegciu, itp.
spoiler stop
Po powyższej, przydługiej opinii, podsumowując oceniam na 7.0, ale wynika to z mojej osobistej niechęci do zastosowanego zabiegu fabularnego, w przeciwnym wypadku, wiedząc, że części osób może on się spodobać lub przynajmniej być obojętny, oceniłbym na 8,5/10.
O faktycznie,
spoiler start
z tymi dwiema drzazgami, to zapomniałem, a rzeczywiście mnie nawet przez moment to zastanowiło, czy Charles czegoś nie kręci. No ale machnąłem na to ręką :P
A co do lodówki, to przez te jej fetysze ciężko było się skupić na meritum, heh :P Jak namawiała przy pierwszym spotkaniu, żeby zdjąć rękawicę, to miałem wrażenie, że tylko po to, żeby nas teges śmeges :p
Generalnie tak z perspektywy, to twórcy faktycznie zostawili trochę wskazówek, ale chyba tylko najbardziej uważni gracze na nie uwagę zwrócą, znaczy np. nie ja xD
spoiler stop
Zdecydowanie nie jest to majstersztyk, ale dawno nie było tak dobrej gry. Będąc jakieś 80% w fabule oceniałem na 7/10. Po zakończeniu - 8/10.
Na plus:
+ muzyka robi klimat
+ ciekawa alternatywna rzeczywistość
+ system walki dość przyjemny
+ FABUŁA
+ bardzo ładne cut scenki
Na minus:
- grafika jest ładna, ale nieznacznie przestarzała (choć to subiektywna opinia)
- brak jakiejkolwiek destrukcji otoczenia, tzn. możemy uderzać w drzwi, okna, ściany, nie ma jakichkolwiek efektów
- poligony są powtarzalne
- mimika (szczególnie poza cut scenkami) jest bardzo słaba, nie oddaje w ogóle powagi tego, co się dzieje
- głosy większości postaci są nudne, sztywne, słabo pod względem aktorskim
Generalnie gra wydawała mi się średniakiem. ALE na jej plus fabuła, a szczególnie jej zakończenie.
spoiler start
Ten ogromny plot twist na końcu, wydaje się, że wybieramy dobre zakończenie, nie sposób było przewidzieć, że byliśmy cały czas manipulowani (subiektywna opinia). Kto mógł się spodziewać, że odkrywając powoli, że Sieczenow jest antagonistą, tak naprawdę robimy dokładnie to, czego chce od nas... rękawica :D Naprawdę niezła robota z tym plot twistem
spoiler stop
Podsumowując, gra pod względem grafiki, fizyki i gameplaya jest średniakiem, ale fabuła nadrabia.
Gra ma znanego buga, multiplayer nie współpracuje ze słuchawkami bluetooth. Oznacza to, że nie ma możliwości gry ze znajomymi (co chyba jest sensem tej gry), chyba że zainwestujemy w inne słuchawki. Gra wymusza korzystanie z mikrofonu, wyłączenie opcji w windows nie pomaga, jak przy innych produkcjach. Dla mnie osobiście przekreśliło to tę grę.
Widzę, że dołożenie jakiegokolwiek wysiłku w celu zweryfikowania mojej opinii, przekroczyło Twoje możliwości. Podtrzymuję zdanie, że to plagiat, bo te rozwiązania nie tylko są charakterystyczne dla obu przytoczonych przeze mnie gier, ale zostały wprowadzone w encased niemalże kropka w kropkę identycznie. Servoshell to kopiuj wklej pancerz wspomagany, a anomalie po potraktowaniu ich śrubkami zachowują się tak, jak w stalkerze. Czym innym jest stosowanie ogólnych i powszechnych rozwiązań, jak strzelanie (lub myślenie przed napisaniem komentarza ;)), a czym innym kopiowanie już konkretnego szczegółu świata gry.
Po przejściu gry miałem napisać opinię, dlaczego uważam, że jest zwyczajnie bardzo słaba, ale widzę, że mogę się podpisać pod wszystkim, co napisał RipRoy.
Dodałbym jedynie, że ataki - pudła są żenująco słabo ustawione. Szansa na trafienie 100% - pudło za pudłem. Rozumiem 99%, bo rachunek prawdopodobieństwa. Ale tutaj walka jest chaotyczna, bezsensowna, nielogiczna, niesprawiająca jakiejkolwiek przyjemności.
I jeszcze kwestia plagiatu. Rzucanie śrubkami w anomalie? STALKER. Pancerz wspomagany? FALLOUT. Takie małpowanie jest mega słabe. I za nie właśnie jeszcze jeden punkcik w dół.
Potwierdzam, jego exploity ogląda się z czystą przyjemnością. Jeden z lepszych youtuberów, BA, ogarnął nawet exploit na fejm na YouTube xD
4.0
Ostatnim razem oceniłem grę na 0,5 - przez ponad tydzień od premiery open bety gra była niemożliwa do uruchomienia. Teraz po paru tygodniach w grze można stwierdzić: gra działa - ale to gra z kosza.
+ substytut battlefielda (od biedy i bardzo słaby, po prostu darmowy)
+ za darmo :|
+ sporo broni
+ ciekawe uderzenia
+ dobry model strzelania
- katalog broni nie jest w ogóle aktualizowany
- każda broń brzmi tak samo
- grafika jest słaba jak na dzisiejsze standardy
- ZERO FIZYKI!!!
- brak możliwości niszczenia otoczenia
- Twój czołg prędzej zostanie zniszczony przez zablokowanie się na dowolnej teksturze niż w trakcie walki
- model jazdy, to kpina
- pociski czołgowe zatrzymuje każda struktura w rodzaju siatka ogrodzeniowa, znak drogowy, drzewko
- pojazdy nie przejeżdżają przez 90% obiektów typu najcieńsze drzewo, ogrodzenie (z siatki)
- strzały z pojazdów opancerzonych, z wyrzutni rakiet i granaty mają pole rażenia mniejsze od kija z kupą - ergo, trzeba trafić CENTRALNIE w du*ę wroga, aby zabić go czołgiem/rpg
- brak tarczy po respawnie powoduje, że często respawnujemy się na wrogu, który na luzie nas zabija
- powtarzalność map i brak ich aktualizowania
Tak by można jeszcze dużo dłużej. Ta gra to CRAP, twórcy nie mają nic na swoje usprawiedliwienie, bo widać, że od pierwszych testów nic się nie zmienia. Wszystko można zrozumieć, że małe studio, że gra za darmo, że to beta... ale po takim czasie bety ta gra powinna spełniać minimalne standardy. A to jest produkcja, która na dłuższą metę frustruje swoimi niedociągnięciami liczniejszymi od plusów... jeśli tak ma wyglądać pogromca battlefielda, to ten pojedynek jest dość groteskowy na korzyść tego drugiego...

To aż przykre, a jednocześnie żałosne, że polski developer wypuścił na rynek coś takiego... Nie dlatego, że gameplay jest słaby. Bo nie jest. Choć np. brak możliwości destrukcji otoczenia, to kpina przy dzisiejszych standardach. Nie dlatego, że grafika jest średnia. Daleko jej do najnowszych produkcji, ale ujdzie w tłumie. Nie.
Dlatego, że ta gra NIE DZIAŁA.
Jak napisałem w temacie dotyczącym problemów z serwerami:
"Aktualnie odpalenie tej gry jest niemożliwe. O ile już komuś uda się przejść przez zabugowane ustawianie nicku, to później launcher z uporem maniaka wywala błędy - timeout. JEŚLI NAWET komuś uda się jakimś cudem wejść do menu, to lobby non stop wywala ERROR 151.
Na ten moment jest to C R A P, po prostu nie działa. Po takim czasie closed bety i testach stresowych wydaje się, że powinni być chociaż trochę przygotowani na open betę. Żenujące."
Osobiście poddałem się po dwóch dniach w sumie zmarnowanego czasu. Łącznie myślę 4 godziny próbowałem wejść do gry, grałem max 30 min tak pośrodku. Ta ocena, to 0,5 powyżej zasłużonej na ten moment, to dlatego, że MOŻE developerzy ogarną du*y i naprawią tę porażkę. Na ten moment jak na screenie.
Aktualnie odpalenie tej gry jest niemożliwe. O ile już komuś uda się przejść przez zabugowane ustawianie nicku, to później launcher z uporem maniaka wywala błędy - timeout. JEŚLI NAWET komuś uda się jakimś cudem wejść do menu, to lobby non stop wywala ERROR 151.
Na ten moment jest to C R A P, po prostu nie działa. Po takim czasie closed bety i testach stresowych wydaje się, że powinni być chociaż trochę przygotowani na open betę. Żenujące.
Rewelacyjna gra, perełka
Ograna w ramach game passa, jeden z powodów, dla których warto go wypróbować.
+ Grafika mimo upływu paru lat w dalszym ciągu cieszy oko
+ Gracz naprawdę może się zżyć z głównymi postaciami, Amicią i Hugo, świetnie zbudowane
+ Towarzysze, mimo że niektórych znamy krótko, są równie dobrze zbudowani
+ Dla niektórych może to być minus, dla mnie to na plus, że nie wiemy tak naprawdę dużo o towarzyszach, nie ma tu znanego z durnych filmów, czy gier motywu "hej no właśnie uciekliśmy tym złodupcom, to opowiem ci historię mojego życia, siadaj mordo", nie ma zbędnych dialogów, pod względem relacji głównych postaci z towarzyszami imo był złoty środek (to znaczy jak na dość krótką fabułę)
+ Średnio skomplikowane, ale ciekawe zagadki logiczne
+ Fabuła, która angażuje
Dwa największe dla mnie plusy
+ Relacja dwóch głównych postaci, szczególnie na początku gry, imo zasługuje na ogromną pochwałę, historia jest przygnębiająca, szczególnie na początku, ciężka, ale przy tym można się wczuć w rozpaczliwą sytuację Amicii i Hugo i chce się brnąć dalej, by odkryć, czy im się powiedzie
+ Klimat, klimat, KLIMAT! Np. przechodzenie przez usłane trupami pole bitwy...
Minusy od razu zastrzegam, że nie zepsuły mi w żadnej mierze przyjemności z gry, ale będąc obiektywnym zwróciłem uwagę na:
- czasem glitchujące się "szczurze kule", jak zagonimy je w róg, to śmiesznie drżą i puf nie ma
- system automatycznego namierzania z procy powoduje, że wypuszczony kamień potrafi trafić przelatując przez teksturę ściany/płotu, itp.
- mimo cieszącej oko grafiki na upartego zdarzają się miejsca, gdzie widać upływ czasu
- mimika twarzy mogłaby być lepsza
spoiler start
- po tym, jak Hugo już się ogarnia i staje się władcą szczurów, to kolejne poziomy ze szczurami nie robią takiego ciężkiego wrażenia, klimatu, jak wcześniejsze
- za mało fabuły poświęcono ojcu głównych postaci
- śmierć Vitalisa zbyt szybko przeszła w napisy końcowe, ale to akurat mogło być subiektywne odczucie, a poza tym jest jeszcze epilog
spoiler stop
Fantastyczna fabuła, niesamowicie ukazana więź między głównymi postaciami - Amicią i Hugo, ciężki klimat powodują, że tych minusów specjalnie nie odczułem. Ta gra to jedna z niewielu w ostatnim czasie perełek w zalewie szamba bylejakości, więc szczerze polecam każdemu, kto jak ja uwielbia gry z fantastycznym scenariuszem - w tę historię można porządnie wsiąknąć... z zastrzeżeniem, że jest ona, szczególnie na początku, naprawdę ciężka...
Ogromny zawód - nie polecam
Od razu zastrzegam, że grę zainstalowałem korzystając z game passa. I to akurat wyszło na dobre, nie zmarnowałem pieniędzy.
Przeszedłem do końca tylko dlatego, że nie lubię nie kończyć gier, bo jak wtedy ocenić obiektywnie całokształt. W tym wypadku poczułem OGROMNY niedosyt po ukończeniu... aż żal ściska pewną część ciała, że po tylu godzinach trud powodowany licznymi niedociągnięciami nie został wynagrodzony jakimkolwiek satysfakcjonującym zakończeniem... toż indyki dają więcej satysfakcji niż ta kupa...
Ciężko mi pisać o plusach taki mam niesmak, bo każdy, o jakim pomyślałem, był zarazem minusem, a oto dlaczego:
+ dość ładna grafika
- ale są momenty, że jest tragiczna (woda płynąca po zniszczeniu tamy w 1 fps jak z Tomb Raidera sprzed 30 lat)
+ ciekawy okres historyczny
- który przedstawiono z pogwałceniem wszelkich prawd historycznych
+ możliwość kierowania legionem i toczenia bitew
- sprowadzająca się do przeklikiwania ich byle odhaczyć
Więcej plusów nie zauważyłem, za to masa kolejnych minusów
(najbardziej mnie zdenerwowało to, że część z nich była już w Expeditions: Viking, które oceniam na 7/10, ale twórcy olali je i nie naprawili/nie usunęli)
- skalowanie poziomu trudności dla de*ili, grając na hard atakuje nas tylu wrogów, że brak tu jakiejkolwiek logiki, dlaczego naszych 6 pretorianów ma spacyfikować 20+ buntowników, gdy tuż obok mamy cały legion, który może to zrobić? dodatkowo wrogowie nierzadko mają znacznie więcej ruchu od nas
- nasi sojusznicy w bitwach to skończeni idioci
- podróż po "mapie" rodzi chęć rozwalenia ekranu, tu także mamy skalowanie eventów, tj. zależnie od aktu ich częstotliwość (i poziom irytacji) rośnie, z czego 80% to randomowy sh*t, w stylu, o patrz, atakują cię dziki, w sumie nie możesz z nimi walczyć, przeklikaj do końca okienko, żebyś mógł odnieść poważne obrażenia całkiem z du*y
- nasi towarzysze mogliby mieć znacznie ciekawiej poprowadzone wątki... tymczasem zrobiono to na odwal aż boli
- drzewko umiejętności mało czytelne, większość umiejętności nie daje satysfakcji, a nadmiar kombinacji z broni doprowadza do bólu głowy
- w języku angielskim wiele łacińskich zwrotów wypowiadanych w zamerykanizowanej formie, uszy bolą, a mózg nie dowierza, że ktoś mógł być tak głupi... Roma invicta wypowiada się "roma inwikta", a słyszymy roma inłikta, a to tylko przykład jeden z wielu
(tu uwagi odnośnie fabuły i zakończenia)
-
spoiler start
osobiście się masakrycznie zaskoczyłem na samym końcu gry, wciskałem wszystkie dymki, żeby mieć <3 z jedną z postaci i nic. Dlaczego? Pomocny okazał się youtube, w Egipcie powinienem mieć RANDOMOWY event na mapie, który posunie wątek naprzód. No nie miałem go jakoś, mimo że na wędrówce po Egipcie spędziłem ze 3 bite godziny najbidniej. Miło...
- mimo wszystkich minusów w bardzo niewielkim stopniu zainteresowały mnie postaci najbliższych towarzyszy, więc na upartego cisnąłem do końca, wybrałem, aby nie rozwiązywać legionu, pokonałem tego złodupca, udałem się na wygnanie, bo to ponoć najlepszy wybór podsumowując to, i co? każda z postaci sobie poszła w swoją stronę ot tak, logiczne... żadnej chwały za nasze zwycięstwo, jeden wielki niedosyt, nasze dokonania strategiczne można sobie wsadzić, plus jeszcze ten minus powyżej... dawno takiego niedosytu i zawodu nie czułem patrząc się na napisy końcowe
- a w napisach końcowych komentarz, że coś tam się wzorowałem na faktach historycznych (narrator)... hmm, z której strony? Nawet jak na alternatywną wersję historii Juliusza Cezara, który nota bene dla utrzymania tej fabuły pisanej przez pijanego mietka spod żabki ginie z du*y na samym początku, jest to prostu naciągana kpina. Historie alternatywne zawsze spoko, ale ta się NIGDZIE nie trzyma kupy
spoiler stop
Podsumowując, około 25h względnej męki z nadzieją na nagrodę w postaci zakończenia, które okazało się największym z minusów tej gry. Jedyny plus jest taki, że gra jest w game passie, w którym ją przeszedłem, gdybym ją kupił, to plułbym sobie w brodę aż do odwodnienia...
Jedna z niewielu NAPRAWDĘ dobrych gier ostatnich lat! Rewelacja!
Jeśli komuś się podobały obie części (filmy) Strażników Galaktyki, to z pewnością spodoba mu się ta gra. Humor, fabuła, dialogi, wszystko jest na tak samo wysokim lub wyższym poziomie. A dialogi... jest ich niesłychana wręcz ilość, NON STOP są przerywniki, wstawki, członkowie strażników cisną po sobie, drax doprowadza do łez, rocket nie lubi wody i kropka, a przy tym fabuła i misja, która jest wiarygodna, dobrze poprowadzona, przyjemna. Poza tym, moje osobiste odczucie, żarty w nowych filmach marvela mnie coraz częściej drażnią, poziom imo spada, są nierzadko wymuszone, za to w tej grze non stop miałem banana na twarzy :)
Niektórzy zarzucają grze powtarzalność, osobiście nie raziło mnie to w oczy, a nawet tego nie odczułem bardzo. Są te przerywniki (huddle), w trakcie których można motywować strażników, dopiero w 70-80% fabuły dialog się powtórzył. Walka jest faktycznie raczej taka sama, ale to nie oznacza, że nie sprawia frajdy. Grając na wysokim poziomie trudności była BARDZO dynamiczna, a przez to przyjemna mimo tej niewielkiej powtarzalności.
Ale prawdziwym hitem jest ścieżka dźwiękowa! Kawałki tak świetnie dobrane, klimat dzięki muzyce wylewa się z ekranu! Jeśli komuś jak mi podobał się początek drugiej części strażników (film) z tańczącym w rytm muzyki grootem, to i ta gra mu się spodoba. Bo czy może być coś przyjemniejszego od epickiego rozwalania dziesiątek złodupców, aby uratować galaktykę, i to wszysto w rytm najlepszych kawałków z lat 80.?! (w tym Ricka Astleya <3)
Nie spodziewałem się czegoś aż tak dobrego, polecam gorąco! Po ostatnich 5-6 grach znanych studiów, które mnie mocno zawiodły, ta gra okazała się perełką :) A już na pewno warto ją zaliczyć czekając na Strażników Galaktyki vol. 3!
Powrót do gry w poszukiwaniu alternatywy dla cywilizacji po niespełna roku od wystawionej oceny 6/10. Powiedziałbym, że 90% błędów nie zostało naprawionych. Mankamenty, które denerwowały, pozostały nietknięte. Za to twórcy nie ustępują cywilizacji w jednym: skupianiu się na wypuszczaniu rozszerzeń i ignorowaniu złego stanu technicznego (nawet nie dodali głupiej możliwości szybkiego ruchu).
Gdybym teraz oceniał - 4/10 max, bo twórcy ewidentnie spoczęli na laurach.
Kolejna kupa z ładną grafiką...
- Model jazdy jest tragiczny, ani to realistyczne, ani zręcznościowe
- komputer zwyczajnie oszukuje, tzn. jedziemy np. 150 km/h, włączamy nitro do 180 km/h, a pojazd npc przed nami bez nitro automatycznie również przyspiesza, żeby go nie wyprzedzić...
- ale jak już go wyprzedzimy, to zdarzają się sytuacje, że z niewiadomych powodów npc już zwalniają same z siebie
- policja, która jest nie do zniszczenia
- która dodatkowo widzi i atakuje TYLKO nasz pojazd
- i łapie nas tylko w nocy, chyba że wjedziemy jej w dupę w dzień, a że jedziemy 300 km/h w dzień, to jej nie obchodzi...
- fabuła pisana na kolanie w klozecie, bo deadline
- teoretycznie fajny pomysł ze swapami silników, który w praktyce oznacza, że nie ma większego znaczenia, jakim pojazdem jeździmy, skoro każdym możemy wygrywać... może to subiektywne, ale kupno nowych samochodów nie daje żadnej satysfakcji ani poczucia progresu
- system driftu jest najgorszy ze wszystkich NFS
- masa znajdziek na mapie, jak w jakimś asasynie, mapa jest po prostu ZAS*ANA znajdźkami
- POLSKI dubbing, to porażka na miarę trudnych spraw, gra aktorska, jakby aktorzy mieli płacone z góry i trzeba odwalić kierat
- brak prostej możliwości zmiany języka w grze
- widoczny port na PC zrobiony na kolanie: brak myszki, menu tuningu wymaga klawiatury numerycznej (brak opcji zmiany w ustawieniach)
- okazjonalne bugi grafiki, która potrafi się zamienić w pikselozę
Ta gra, to CRAP. Porównuję każdego NFS do perełki, jaką było MW. Jak na razie jest równia pochyła. Nie polecam
Po przegraniu około 12h w tę "produkcję" (i trzech podejściach) musiałem zweryfikować moją opinię, co do najgorszej części Total War. Total War Saga: Troy spadło na drugie miejsce.
- nieczytelny interfejs, do którego po prostu nie sposób się przyzwyczaić
- dużo nowych opcji dyplomatycznych, ale w przypadku 80% z nich nie widać jakiegokolwiek efektu lub jest on skrzętnie ukryty pod tragicznym interfejsem
- nieistniejące w rzeczywistości morale jednostek, zaczynają uciekać w najmniej spodziewanym momencie, brak tu jakiejkolwiek logiki, a jednocześnie szarża na ich tyły jest zbyt skuteczna, przesadzone w porównaniu do poprzednich części
- jednostki, szczególnie jazdy, potrafią nie reagować na polecenia
- bitwy, ogólnie rzecz biorąc, to jeden wielki, zbyt dynamiczny, nierealistyczny, kolorowy i denerwujący chaos
- grafika sprzed lat na ustawieniach ultra
+ ciekawy okres historyczny (- który został tragicznie odwzorowany)
Nie wiem, do kogo była kierowana ta produkcja. Gdzieś zniknął czar Total Wara z czasów medieval 2. Zamiast tego jest... droga tandeta
Zdecydowanie odradzam, szczególnie każdemu fanowi serii Total War i mówię to po trzech próbach przekonania się do tej gry i około 12h próbowania "wgryzienia" się w nią...
Jedna mechanika powoduje, że gra traci jakikolwiek sens, przynajmniej Rzymem, a to w zasadzie powinno być akurat najbardziej dopracowane... SECESJA.
Zbyt częsta, zbyt losowa, zbyt pozbawiona logiki.
Nagle w trakcie kampanii dajmy na to w Egipcie rozpoczyna się secesja. Pół Afryki się buntuje. Pół Afryki, w której nie było ani jednego legionu. Ale nagle spośród piasków pustyni powstają dwie pełne armie... pretorian... Gdy najlepsza jednostka, jaką możemy rekrutować, to triarii...
Dziękuję, dobranoc. Mimo licznych plusów ta mechanika jest nie do przełknięcia, stąd niska ocena całej, niedopracowanej gry

Już dawno są dostępne :p ciekaw jestem, kiedy zaczną sprzedawać slipy z wiedzminem, bo na razie JESZCZE nie ma (chyba) :D

To jest najgorsza gra, w jaką kiedykolwiek grałem w moim życiu. Jeszcze nigdy tak nie żałowałem wydanych pieniędzy.
Zacznę od tego, że jestem ogromnym fanem gier z serii Gothic (1-3). Mimo całej ich toporności uważam je za majstersztyki, a Gothic 2 z dodatkiem Noc Kruka to wisienka na torcie. Dlatego nie rozumiem, co się stało z PB, że tworzą od jakiegoś czasu takie... potwory.
Po ukończeniu Risen 2 myślałem, że gorzej już nie będzie, że twórcy czegoś się nauczyli. (I tu wlatuje Tadeusz Sznuk, BZZZ otóż nie.)
Długo zwlekałem z kupnem Elexa, bo wśród znajomych dominowała ocena, że ta gra to kicz. Ale jako fan Gothica myślałem, że zaryzykować warto, a w Internecie masa pozytywnych opinii. Pierwszy błąd. Nie wierzyć w opinie w necie. Ostatecznie kupiłem w promocji za ~30 zł. I to były najgorzej wydane pieniądze w moim życiu. Lepszym dealem byłoby kupno za nie 15 harnasi. Ciepłych.
Gra od samego początku trąci kiczem. Pierwsza cutscenka wygląda, jakby pochodziła z jakiejś taniej gry z kosza sprzedawanej w kiosku ruchu po 19,99 zł. Grafika (max ustawienia) bardzo średnia, postaci nieprzekonujące, główny bohater przejął się nieudaną próbą zamordowania go, jakby chodziło o zerwaną sznurówkę w bucie. Tak, wiem, że jest albem, średnio u nich z uczuciami, ale jako gracz widziałem budowanie emocji na poziomie wpisu z wikipedii.
Potem poznajemy pierwszego towarzysza. No Diego to to nie jest. W zasadzie tak, jak każdy inny NPC w tej grze (KAŻDY) ma jakąś historię, charakter... ale w zasadzie mógłby się bez nich obyć i stanowić tylko kod zero-jedynkowy.
Wybór któregoś z obozów (serio, PB nie ma lepszego pomysłu na start po tylu latach) w zasadzie nie ma znaczenia. Wchodząc do każdego z nich jakieś NPC rzucają nam w twarz garść suchych, nudnych informacji. Jesteśmy A, robimy to i to, wierzymy w to i to, dlatego że to i to. Tyle. Graczu, zapamiętaj to, bo nie mamy czasu! Poza tym, przy końcu gry wyboru obozu także się nie odczuwa w żaden sposób. Na to, jakiej broni będziemy używać, także ma to zerowy wpływ. Słowem: wybierz, bo tak.
Podnoszenie poziomu jest niesłychanie nudne i niedające satysfakcji. Nie czuć tej różnicy po zwiększeniu siły. Strzały przez 99% czasu gry odbijają się od wrogów jak logiczne argumenty od lewaka. Miecz trochę szybciej (po jakichś 15 godzinach) staje się użyteczny. Broni palnej nie ocenię, nie używałem.
Dialogi od połowy gry pomijałem. Tłumaczenie wygląda w ten sposób, że najwyraźniej ktoś całość przepuścił przez Google Tłumacz. Przykład: -Jakie masz towary? - Rozumiem. :| Poza tym są nieangażujące, bezsensowne, wewnętrznie sprzeczne, pisane na siłę (jak chyba cała fabuła i gra).
Fabuła rozwija się podobnie, jak dialogi. Jest w tle i irytuje. W ogóle nie angażuje. W poprzednich grach PB, nawet w tragicznym Risenie 2, w jakimś stopniu (malejącym wraz z kolejnymi produkcjami) ciekawił mnie rozwój wypadków. W Elexie w ogóle. Może dlatego, że sam bohater nie potrafi nawet głosu podnieść, to czego można wymagać od gracza.
Walka jest najsłabszą, najgorszą, wręcz PASKUDNĄ częścią tego crapa. Pomijam już kwestię, że przez 2/3 gry nie rozdupcymy nawet pseudożaby bez utraty 90% hp. O matko. Tutaj trzeba zwrócić uwagę na masę bolączek...
1. Nie czuć w ogóle ciosów. Co to oznacza? Tniemy wroga, ten inicjuje i tak sekwencję ciosów, nasze go nie powstrzymują. Możemy używać super ciężkiego młota, a ciało wroga ma to w d... Gdzie jakaś fizyka?
2. Związane z powyższym: jak zaczniemy (lub wróg) wyprowadzać cios, to nie możemy już odskoczyć aż się "finezyjnie" skończy (o ile kloc drewna może być finezyjny).
3. Hitboxy na pół ekranu. Unikamy ciosu wroga? Próbować możemy. W 9 przypadkach na 10 broń wroga ciachająca powietrze obok nas i tak zada obrażenia. Najśmieszniej to wygląda, gdy uciekamy od wroga po wyprowadzeniu ciosu. Uderza nas od tyłu - odpycha nas lekko, więc jesteśmy dalej od niego, ale I TAK następne ciosy nas trafiają w magiczny sposób pokonując barierę powietrza...
4. Auto-Aim wrogów. Czy to są dzidy laserowe, czy kamyczki trolla. Przy dzidach laserowych nie jest to tak widoczne, po prostu prawie zawsze nas trafiają nie ważne, gdzie odskoczymy. Przy kamyczkach jest to wręcz komiczne. Amerykańscy baseballiści mogliby się uczyć od PB. Głazy zakręcają w powietrzu lecąc do nas odskakujących!
5. Pseudobalans, czyt. zwierzakom nie uciekniesz. Żeby nie było za prosto, nie możemy tak po prostu uciec od potworka naszym plecakiem rakietowym. Bo prawie każdy zwierzak czymś w nas napluje!
6. Blokowanie się na teksturach i "zeskakiwanie" z nich (pozornie płaskich) może pokrzyżować nasze plany ucieczki. Dosłownie każda płytka, kamyczek, wyższa kępa trawki jest istnym Matterhornem dla naszego protagonisty!
7. Ale wrogowie też się blokują. Gdyby nie to, że chciałem ukończyć grę, by móc ją ocenić, to przy kilku walkach miałem ochotę usunąć ją ze steam. Wrogowie wyposażeni w broń ciężką (np. bazooki) potrafią zablokować się w rogu jakiejś szopy. My mamy ich zabić, ale NIE MOŻEMY podejść, bo każdy strzał nas odrzuca w tył i zabiera 1/3 HP. A wróg nie wyjdzie za Chiny!
8. Friendly fire. Nasi towarzysze mają ciężkie pukawki, ale korzystają z nich z taką gracją, jak smerf Ciamajda. Innymi słowy my sobie wesoło ciachamy wroga, a nasz przyjaciel, opiekun i towarzysz strzela w niego granatnikiem... odrzucając nas do tyłu i zabierając pół życia :) RIP - quickload - repeat
9. Liczba punktów doświadczenia za zabitych wrogów jest słabym żartem. Na początku mamy problem z zabiciem pseudożaby, co daje nam... 5 xp. Jakiś struś ciężki do zabicia? 10 xp. Później są "szakale", potwornie ciężkie przez te pierwsze kilkanaście godzin. 120 xp. Więcej doświadczenia dostajemy za przyniesienie spleśniałego chleba wieśniakowi.
Przechodząc dalej, choć o walce można by jeszcze dużo (ale nic dobrego) napisać, tekstury są tragicznie niedopracowane. Jak wyżej, blokujemy się na nich, a w niektórych miejscach po prostu prześwitują - wgląd poza mapę...
Tekstury postaci są pracą domową pospiesznie spisaną na przerwie. Każda kobieta ma IDENTYCZNĄ twarz. Ok, różnią się brwiami, zabrudzeniami, włosami. Ale nawet dziecko pozna, że to identyczna, skopiowana po chamsku twarz. Panowie podobnie, choć tutaj cwany zabieg - niektórzy mają na stałe chamski grymas Clinta Eastwooda, inni minę cielaka.
O tej grze można jeszcze sporo złego napisać, ale to najważniejsze mankamenty. Chyba że celem PB było stworzenie legendarnego crapa, to w takim razie są to poważne osiągnięcia!
Jeśli ktoś dotrwał do tego momentu i zastanawia się, czy kupić Elex, szczególnie przed premierą Elex 2 - NIE! Lepiej oszczędzić te pieniądze i kupić COKOLWIEK innego. To już nie jest to samo studio, które stworzyło gry z serii Gothic. To jest arcycrap.
Dopóki twórcy gier będą zbijali pieniądze na takich niedopracowanych potworach, rynek się nie poprawi. Ciekawostka na koniec, jeśli ktoś oglądał zwiastun Elex 2 (ten z walką) i miał, jak ja, przykre zetknięcie z walką w Elex 1, to zauważy, że PB tak naprawdę pod kamuflażem bocznych i przyspieszonych ujęć NICZEGO się nie nauczyło.
Ktoś napisał na jednej stronie, że Elex, to pod względem wykonania taki trochę indyk. No nie do końca. Lepiej zainwestować w indyka niż w Elex, bo zazwyczaj będzie z sercem dopracowany. A PB spoczęło chyba na laurach i ciśnie na sentymencie do Gothica.
Czy na pewno skomentowałeś tam, gdzie chciałeś? :P W którym miejscu pisałem cokolwiek o fpsach? Czytaj dokładnie, zanim odpowiesz, byle odpowiedzieć ;)
Gra działa mi płynnie, może to być skutek tego, że nie gram na "mikrofalówce" i nie mam niespatchowanego pirata, pudło, panie internetowy detektyw :D Mam oryginalną grę, która mi działa płynnie. Ale to nie to stanowi powód mojej niskiej oceny, a całokształt poza oprawą graficzną, który jest zwyczajnie mierny. Dlatego ocena odzwierciedla jakość ładnie i płynnie działającego crapa.
Serwery dalej nie dają rady. Jeśli kupujesz samochód, który jeździ na paliwo, którego NIE MA, to czy to dobry samochód? Tak samo w tę grę w 9 przypadkach na 10 nie da się zagrać, bo crash. Jeśli w grę nie da się grać, to JAK ma ona być dobra?
Po ostatnim update gra w ogóle się nie uruchamia. Mózgi dodali Easy Anti Cheat (tak, do gry bazującej na PvE XD), które zwyczajnie... NIE DZIAŁA. Tysiącom graczy wywala błąd <3
Za taką chałturę 0/10. Człowiek czeka cały tydzień, by pograć sobie w wolnej, zaplanowanej chwili. A nie, damy zbędny update, bo przecież zwalczamy czitków w grze PvE XD
Nie wiem, jak w tej grze można dostrzec coś więcej niż zabugowanego średniaka.
Po około 10-12h spędzonych w grze miałem dosyć: bugów, identycznych zadań, żenująco prostego wątku głównego, całkowicie zepsutego systemu walki, blokowania się postaci i konia na co 2giej mijanej teksturze krzaczka, by wymienić jedynie kilka mankamentów.
Ta gra jest zwyczajnie słaba. Twórcy porwali się z motyką na księżyc tworząc coś może faktycznie ambitnego (w założeniu), ale zrobionego NA ODWAL. Cyberbug w porównaniu do tej gry jest majstersztykiem. IMO nie powinno się dawać wyższych ocen grom tylko dlatego, że są ambitne, podczas gdy twórcy dostarczają produkt zwyczajnie niedopracowany... Kingdom Come zasługuje maksymalnie na naciągane 5/10.
- Co do terenu, to ustawiłem tylko opcję "kontynenty", więc jest ich zazwyczaj 3-4 i sporo wysp. To mi nie przeszkadza. Problem w tym, że wędrując te kilka(naście) tur, jak już znajduję pierwszy dobry teren, to jest on tuż obok SI. Jeśli zatem tam się osiedlę (przy czym nie mam wyjścia, bo inne tereny mają 0 dodatkowych zasobów), to oznacza wyścig z SI o kolejne tereny... tutaj też dodajmy, że nie chodzi o jakiś perfekcyjny start dający mi z automatu przewagę, ale fakt, że bez zasobów typu konie, miedź, żelazo, zostajemy od razu w tyle w stosunku do SI, które tymi zasobami dysponuje. I też nie chodzi o to, że każdy powinien mieć po równo, jak u naszych czerwonych przyjaciół ze wschodu, ale zbyt kłuje w oczy to, że na terenie odkrywanym przez kilkanaście tur na 3/4 terenu potrafi być zagłębie biedury, a na 1/4 kraina mlekiem i miodem płynąca. To działa w dwie strony. My przygarniemy ten teren - SI leży i kwiczy. SI przygarnie teren - przewaga niemalże niemożliwa do wyrównania.
- częstotliwość występowania rzek, jezior, wysp, itd. mi nie przeszkadza, akurat na średnim poziomie jest ich wystarczająco
- o możliwości wyłączenia przeskakiwania akurat nie wiedziałem :p inna sprawa, po co w ogóle dodawać tak irytującą, a domyślną opcję?
- co do możliwości zmiany charakteru SI, czy na poziomie Państwo (odpowiednik króla z cywilizacji, hard) nie powinno per se już być ciężej? Tymczasem jedyna różnica, jaką odczułem, to szybsze postępy SI w nauce, zdobywaniu punktów i awansowaniu do kolejnych epok. Co zabawne, SI samo z sobą toczy już wojny... xD
O czym zapomniałem napisać, a co mnie drażni, to brak (?) możliwości zmiany nazwy miast. Naczytałem się w Internecie, oglądałem na youtubie, dalej nie mogę znaleźć tej opcji. Nawet zakładając, że ona gdzieś tam jest (PODOBNO jakiś mały symbol miał być koło nazwy), to czy nie powinno to być prostsze?
I jeszcze jedna opcja, moim zdaniem niepotrzebnie zmieniona w porównaniu do civki. Pomniejsze ludy (odpowiednik miast państw z cywilizacji) pojawiają się po kilkunastu turach. Brak logiki widoczny jest na następującym przykładzie: odkryliśmy cud natury i chcemy przygarnąć teren, na którym się on znajduje, ale akurat brak nam odpowiedniej liczby pkt wpływów. Za 5-6 tur już je mamy, wysyłamy tam jednostkę. Jednostka będzie szła kilka tur. I nagle... jedną turę przed jej przybyciem na miejsce pojawia się znikąd niczym mityczni naziści jakieś miasto państwo, zajmuje ten upragniony przez nas teren, a jego dzielni obrońcy (nie wiedzieć czemu zazwyczaj na rydwanach) zabijają naszą jednostkę :|
Może się czepiam, ale są to jednak niedociągnięcia, które łącznie naprawdę mocno irytują :p
Zaprzepaszczona szansa. Pod względem psujących zabawę niedociągnięć faktycznie są konkurencją dla cywilizacji, i to porządną.
Na plus ciekawe możliwości kombinowania różnych kultur, przyjemna dla oka grafika... i w zasadzie tyle. W pozostałych kwestiach klon cywilizacji.
Na minus:
- Tak jak w cywilizacji, jeśli wygenerowany losowo teren wokół nas będzie ubogi w zasoby, to równie dobrze możemy zrestartować grę, czasem nawet 3-4 razy, zanim wylosuje nam coś, co da szansę na konkurowanie z AI...
- Tak jak w cywilizacji, niby są co najmniej 3 kontynenty (jeden z rodzajów map), a mimo to potrafi wygenerować 5 z 7 graczy na jednym z nich
- Związane z poprzednim, generowanie miejsca startowego AI kilka heksów od nas
- Masakrycznie wkurw... denerwujące, bezsensowne, nielogiczne, samowolne przeskakiwanie po całej jebutnej mapie bez naszego klikania na czymkolwiek, bo pojawia się jakieś powiadomienie całkowicie z dupy. Jeśli w tym momencie wydawaliśmy rozkaz jednostce, to duża szansa, że zmarnujemy turę, bo jak klikamy PPM gra nas przeniesie na drugi koniec mapy...
- Dyplomacja, to fikcja
- Nie do końca dopracowany system wojny, wymusza na nas wymuszenie kapitulacji od wroga, gdzie my raz, że nie jesteśmy na to gotowi, więc zabraliśmy armie z kilku jego miast (więc nie możemy ich żądać), dwa, że nie skończyliśmy czegoś oblegać, trzy, że nie zdążyliśmy pobić tej jego uciekającej ostatniej armii, więc nie możemy znowu wymusić na nim w już 3ciej lub 4tej z kolei wygranej przez nas wojnie poddaństwa...
- Niby gra nie toczy się na "lata", jak cywilizacji, a na tury, ale mimo to my możemy dysponować czołgami i rozjeżdżać wrogich hoplitów...
- AI nigdy nie wypowiedziało mi wojny, mimo że miało dosyć często wymagany poziom tych tam wojennych, żeby to zrobić
Itd.
Ogólnie były nadzieje, a z jakichś powodów wyszedł brat cywilizacji z innego ojca. Parę świeżych rozwiązań, mankamenty psujące zabawę te same. Twórcy niby deklarują, że ciągle dopracowują... Niestety, dużo pracy przed nimi.
Przy obecnej cenie w żadnym wypadku nie polecam. Sam mocno zastanawiałem się nad kupnem przed premierą, ale w międzyczasie uaktywniłem game passa i w jego ramach ograłem (~20h). Gdybym miał płacić za samą grę, to bym BARDZO żałował
Ok, doprecyzuję. Bug dotyczy coopa. Ale czytając również opinie na steam zauważyłem, że pierwsza recenzja od góry była negatywna właśnie z powodu tego bugu i przytrafiła się graczowi w single player po 11h gry. Crash i bug.
Nie ma sensu grać w tę grę, ani rozpisywać się na temat jej zalet. GAME BREAKING BUG.
Losowo tracimy wszystko, co mamy na wyposażeniu. Bezpowrotnie.
Dopóki bug nie zostanie usunięty gra jest pozbawiona sensu.
Po ukończeniu gry miałem dać ocenę 8/10, byłem taki na hype, że łooo ukończone, w sumie nie było takie złe... ale no właśnie... zacząłem sobie w głowie wyliczać minusy i niedociągnięcia i już nie jest tak kolorowo...
Plusy:
+ piękna grafika
+ a dodatkowo do niej cudnie zaprojektowane krajobrazy, ruiny. Naprawdę wielokrotnie miałem moment, w którym stanąłem na minutę i przyglądałem się z zapartym tchem
+ zagadki takie w sam raz, są wymagające i dają satysfakcję z ich rozwiązania. A jednocześnie nie są przesadzone (tylko 1-2 razy musiałem sięgnąć do googla, gdy już naprawdę nie kumałem, o co biega, ale możliwe, że to też trochę lenistwo)
+ fabuła (prawie cała) na plus
+ mimika twarzy (ale też są wyjątki)
Minusy:
- fabuła ma pewne ułomności. Np.
spoiler start
gdy na końcu Amaru umiera, to nagle z Larą bff, łapie za łapkę i mruczy czule, żeby opiekowała się Paititi. No ok, może olśnienie przedśmiertne, ale to stało jak dla mnie w ogromnym kontraście do jego fanatyzmu w poprzedniej lokacji i cut scence...
spoiler stop
Poza spoilerem, to prawie cała fabuła przyjemna;
- ewolucja charakteru Lary... o ile ona ma jakiś charakter, a nie jest metalową robotyczną puszką ślepo prącą naprzód.
Przykład:
spoiler start
jest taki moment, gdzieś w około 60% gry, jakaś tam fabryka wybucha, Lara myśli, że Jonah nie żyje, piana na mordzie i cyk pyk zabija bezlitośnie wszystkich wrogów jak predator-feministka... a na końcu lokacji ma niby katharsis, jakby dotarło do główki, ile osób zabiła. Po sekundzie wyłania się Jonah, a ona zaczyna jakby płakać. Piszę "jakby", bo w ogóle mnie ta scena nie kupiła. A po niej zurück do zabijania w następnych lokacjach i zapominamy o wyrzutach sumienia
spoiler stop
Poza spoilerem, to ogólnie nie pasuje mi Lara z tej części do tej, którą poznaliśmy w dwóch poprzednich. Ok, rozumiem argumenty, że tak po prostu wygląda jej ewolucja od przerażonego rozbitka do zdeterminowanej... no właśnie, morderczyni? Przy odrobinie wysiłku twórcy mogli to sprytniej rozwiązać. Niestety, w formie, jaką nadali głównej postaci, jest ona dla mnie niewiarygodna, słabo wykreowana
- mimika twarzy jest dobra tylko w głównych cut scenkach. We wszystkich pobocznych, a nawet w części niby głównych, ale krótszych i mniej istotnych, rozmówcy wyglądają, jakby dentysta im znieczulił całą żuchwę środkiem dla słoni. Niemrawo coś tam ruszają, w ogóle nie współgra to z mówionym tekstem...
- ... który też jest bezsensowny, bo postaci poboczne mówią do Lary w języku ojczystym, a Lara odpowiada po angielsku :| magia... magia kina!
- sceny akcji bardzo dynamiczne, teoretycznie na plus... tutaj to pewnie tylko moje subiektywne odczucie i dużo osób się nie zgodzi, ale te skoki, gdy grunt pod nami się zapada, a tam na wprost nagle łamie się słup od prądu i tworzy nam kładkę, po której biegniemy do gałęzi właśnie ułamanego drzewa, łapiemy się jej naszym hakiem i skaczemy na kolejny w tym momencie wypchnięty w górę kawał gruntu... TA DAAAA :| zbyt to wszystko naciągane, po prostu dla mnie tego za dużo
- grafika jest piękna, ale nie zawsze. Np. w jednej z ostatnich scen zbliżenie na dłoń i paznokcie... które wyglądają, jakby żywcem wzięte z gry sprzed 10-15 lat.. takie małe niedociągnięcia jednak irytują
- z dodatkowych aktywności ciekawe są tylko grobowce/świątynie. Artefakty max połowa jest ciekawa. Pozostałe znajdźki na mapie, to zapychacze czasu
- całkowicie imo zepsuty system znajdowania ukrytych treści, czy jak to nazwać, w artefaktach. Kilkukrotnie musiałem sięgać do google, żeby ogarnąć, czego ja mam wypatrywać w danym artefakcie i pod jakim kątem go ustawić
Ogólnie gra jest dobra. Ale nie jest bardzo dobra. Nie jest rewelacyjna. Jest TYLKO dobra.
Twórcy chcieli zamknąć trylogię prequeli i to zrobili. "-sefie, ale to nie ma sensu -ja ci nie płacę żeby miało sens, ale żeby było na czas!" tak widzę proces produkcyjny. Kupiłem w promocji za około 50 zł i w sumie tyle myślę jest warte. Poza tym, po świetnej pierwszej części trylogii i bardzo dobrej dwójce liczyłem chyba na coś więcej. Ale cóż. Się przeliczyłem :p
Po wielu bataliach z grą w trybie multiplayer dochodzę do wniosku, że gra jest zwyczajnie spier... jeśli chodzi o tryb kooperacji. Za każdym razem, gdy łączę się (a raczej usiłuję) przez Internet, jest błąd/crash/nieskończenie długie ładowanie.
Dlatego doceniając fabułę radzę każdemu 10 razy przemyśleć kupno gry na GOG, jeśli druga osoba do gry w trybie kooperacji ma grę na steam i na odwrót. Gra w takim wypadku jest zwyczajnie
NIEGRYWALNA
Gameplay: 7/10
Grafika: 8/10
Cheaterzy: 10/10 (masa)
Po około 140h w grze stwierdzam, że nie warto. Developerzy mają graczy głęboko w dolnej części kręgosłupa. Jedyne, czym są zainteresowani, to wprowadzanie nowych kosmetyków, oczywiście płatnych. Dowód? Niektórzy cheaterzy mogą być określeni jako weterani. Nagrania z nimi są dostępne na youtubie niemalże od pojawienia się gry i nikt z tym nic nie robi. Powszechna dostępność cheatów nie poprawia sytuacji. Dlaczego po 140h dopiero to zauważam? Bo jak nabrałem wprawy, to zaczęliśmy w klanie się bawić w CW, clan wars. Połowa klanu odeszła. W CW namierzanie przez ścianę i 6sty zmysł, to norma. Niestety.
Przy bardziej "fair" postawie developerów byłby to może ciekawy zamiennik CoD. Niestety, obecnie jest to zwyczajnie kolejna gra f2p przesiąknięta oszukistami...
UWAGA DLA OSÓB, KTÓRE CHCĄ GRAĆ W COOPA
Kupujcie ze znajomymi grę tylko i wyłącznie w ramach jednej platformy (steam/gog). Razem z kumplem (ja GOG, on STEAM) już drugi tydzień męczymy się z coopem... Zazwyczaj dołączanie do rozgrywek polega na tym, że ja dołączam do niego i zajmuje nam to 20 min do 1h. Gra zwyczajnie wywala komunikat błąd połączenia/brak miejsc/nie udało się nawiązać połączenia.
Problem znany i, jakkolwiek szanuję Lariana, olewany.
Szczerze mówiąc, jest jedno rozwiązanie, przez które żałuję, że kupiłem grę oryginalną - hamachi.
Sama gra zasługuje na 9/10. Ale serwery Lariana, to porażka. Zwyczajnie w świecie steam z gogiem nie współpracują.
Plusy:
+ typowa gra pod coopa, max 4 osoby, więc grając ze znajomym/i jest nawet przyjemnie;
+ ciekawe zagadki, nie za trudne, nie za proste, w sam raz :P ;
+ miła dla oka grafika;
+ w miarę urozmaiceni wrogowie;
+ możliwość odblokowywania ciekawych gadżetów, broni i umiejętności oraz ich ulepszania;
Minusy:
- jest tak krótka, że po ukończeniu z kumplem gry siedzieliśmy chwilę z WTF wymalowanym na twarzach nie czając, że to już koniec... ;
- dodatkowo o ile sama fabuła jest, bo jest, to zakończenie na zasadzie "pociąg a jedzie z prędkością... a ch** z tym, pora na csa";
- tak naprawdę tej broni aż tyle nie ma;
- powtarzalność lokacji odczuwalna nawet mimo licznych zagadek, itp.;
- humor taki hmm... nie wiem, kogo ma to śmieszyć, może dzieci w wieku do 12 lat.. ale niektóre potwory z kolei są dla nich nieodpowiednie, także do kogo właściwie to jest adresowane? ;
- dźwięk wariuje, jak w zagranicznych filmach z polskim lektorem... niektóre dźwięki za ciche, a jak boss rzuci hasło, jak to nas zabije tak i owak, to ogłuchnąć można :| ;
ŚREDNIAK. Kupiłem w promocji, fakt, nie za drogo, około 50-60 zł, jeśli mnie pamięć nie myli. Ale przez te powyższe minusy byłem BARDZO zawiedziony. Chyba liczyłem na coś innego. Tak naprawdę to, co przyjemne w tej grze, wynikało z faktu, że mogłem ogrywać ją z kumplem. Polecam, jeśli ktoś szuka gry na coopa na tydzień, max 2, zabawy. I tylko w dobrej promocji...
Pewnie ktoś skomentuje, że darowanemu koniowi... przygarnąłem za darmo z EGS, ale nie będę przez to zawyżał oceny :v
[*] Pierwsza kwestia, to sam gameplay. Dla osób, które lubią w zasadzie bezmyślne nawalanki - Rage 2 jest idealny. Porównania do serii Borderlands są mocno naciągane, bo nawet tam trzeba było mocniej wytężać umysł...
[*] Fabuła jakaś jest, ale typowa dla Bethesdy. Tzn., że jej poziom jest taki, jakby napisał ją gimbus w przerwie śniadaniowej na kibelku. Osobiście po pierwszych kilku dialogach resztę pomijałem ziewając..
[*] Grafikę ciężko mi ocenić jednoznacznie (ustawienia ultra). Wybuchy bardzo miłe dla oka. Krajobraz bardzo średni. Piaszczyste drogi rodem z Mad Maxa znowu przyjemne. Detale broni natomiast byle jakie. Mimika twarzy w cut scenkach robi wrażenie. Jak tylko cut scenka się kończy, to poziom leci w dół. Niby jest dobrze, tragedii nie ma, ale mogło być lepiej, szczególnie na ultra...
[*] ocena soundtracku i ogólnie udźwiękowienia sprowadza się do kilku kawałków na okrągło. Dźwięki broni w porządku. Dźwięki pojazdów niby przyjemne, ale mam wrażenie, że na zasadzie kopiuj wklej...
[*] Z innych kwestii, to masakryczna powtarzalność aktywności. Aż się Skyrim i Fallout 4 czkawką odbijają. Lokacje na zasadzie kopiuj wklej i ten sam schemat, wybij wszystkich. Zero urozmaiceń poza (w znikomym stopniu) ciekawszymi głównymi questami. Z drugiej strony ta powtarzalna rozwałka może niby pełnić rolę jakiegoś odstresowywacza, kto wie, nie znam się...
No dobrze i ponownie muszę ocenić w dwojaki sposób. Wychodzę z prostego założenia, że gra musi być sprawna technicznie, żeby w ogóle był sens dawania jej pozytywnej oceny.
Dlatego abstrahując całkowicie od stanu technicznego oceniłbym Rage 2 na 6/10.
Rzecz w tym, że w ciągu godziny mam 6-7 crashy z d..y bez powodu, których rozwiązania próżno szukać. Czy to czyni grę niemożliwą? Nie. Czy czyni uciążliwą? Jak sam sk...syn.
Dlatego ze względu na stan techniczny (i to w 100% nie z winy komputera, wszystkie sterowniki najnowsze, sprzęt ma 2 tygodnie) oceniam grę na 1/10, bo spartaczona imo, a 6-7 crashy / 1h dosyć mocno irytuje.
Ponownie wyrażę pogląd, że to, co serwuje nam większość developerów, to niedopracowane, spartaczone produkcje mające tylko wyciągać od nas, graczy, pinionżki. Tym bardziej cieszę się, że grę mogłem przytulić i ocenić za darmo, a zaoszczędzone pieniążki wydam sobie na grę twórców szanujących graczy, ot, choćby DOS II, czy innego dopieszczonego "pewniaka" :)
Ogarnij lepszy sprzęt xD Dobre, dobre. Problem solved :) Nigdy nie spotkałeś się z bugiem? A czy zanim skrytykowałeś moją opinię i mój sprzęt, którego nawet nie znasz, sprawdziłeś w google, czy moje uwagi są wyssane z palca?
https://steamcommunity.com/app/1237950/discussions/0/2577697428281641383/
ograj jak należy i później oceniaj a nie na odwrót powiało hipokryzją.. -_-

Taki artykuł chyba już kiedyś był. Zaciekawił mnie fragment:
Wiele głosów sprzeciwu ucichło, gdy w Casino Royale z 2006 roku zaprezentował widzom nową kreację agenta. Przesunął środek ciężkości z często seksistowskiego poczucia humoru...
Seksizm? XD W dobie kręcenia takich gniotów, jak 365 dni, czy 50 twarzy graya, Bond w starych filmach jest raczej niespotykanym dzisiaj archetypem gentlemana. Ale co ja tam wiem.. ;)
JEŚLI gra się uruchomi, to gra się bardzo przyjemnie. Pozycja byłaby godna polecenia, jako gra 9/10...
... gdyby nie jeden bug, tradycyjnie już chyba olewany przez developerów od dłuższego czasu (można poczytać w google, liczne fora i "rozwiązania").
Żeby zagrać w grę wypada przejść przez ekran ładowania po kliknięciu w skrót :)
Ekran ładowania potrafi trwać parę sekund, ale też potrafi "wisieć" nieskończenie długo. Fajny bug, taki nie za bardzo umożliwiający grę. Twórcy naturalnie przestali ją wspierać przerzucając się na nowsze produkty. Bo trzeba na nowych grach kosić pinionżki :)
Z powyższego względu jestem zdania, że bez sensu dawać grze, która losowo działa, cokolwiek powyżej 0/10.
Stanowczo odradzam kupno tej gry. Jeśli ktoś ją przytulił za darmo w EGS, to można przejść nad tym bugiem do porządku dziennego. W przeciwnym razie nie warto wyrzucać pieniędzy w błoto.
* po lekturze licznych forów i analizie "rozwiązań" dowiedziałem się, że powyższy bug jest winą tylko i wyłącznie gry i twórców, jest niezależny od sprzętu gracza i całkowicie losowy ...
Problemy z tą grą ponownie dały mi do myślenia, że naprawdę warto doceniać twórców pozycji, które od momentu wypuszczenia na rynek są bezbłędne lub mają niewielkie, sprawnie naprawiane błędy... Jak na razie do listy studiów, których gier unikam (poza kupowaniem w uber promocjach) ze względu na rozczarowanie i/lub tzw. game breaking bugi, zaliczam Bethesdę, Ubisoft i niestety także EA DICE.
IMO aktorzy będą mogli skutecznie domagać się pieniążków od niemądrych autorów. To naruszenie dóbr osobistych i praw autorskich.
Podobnie jest w przypadku nagrań deepfake. Co z tego, że podłożona twarz została wsadzona w wideo sztucznie. Ale należy do określonej osoby. Wypada szanować dobra innych osób, inaczej mogłoby dojść do irracjonalnych sytuacji, w których nie będą potrzebni aktorzy, bo ich głos developerzy podłożą przez SI...
Zapomniałem o jeszcze jednym dosyć istotnym mankamencie, który bardzo mocno wpływa na początkową rozgrywkę i może mieć długofalowe implikacje.
Z niewiadomych powodów AI ma tendencje do potępiania nas w kilka/kilkanaście tur po spotkaniu. Zdarza się dosyć często (tak około w 50% moich gier) i następuje lawinowo, tzn. nie jedna, a 2-3 cywilizacje. I uwaga.
Przy potępianiu mamy w nawiasie informację, czym zawiniliśmy (wojowniczość np.). Niemniej jednak, w tym wypadku powód jest kpiną. Cytat: (Po prostu cię nie lubią).
IKSDE
Jeśli na 5 spotkanych cywilizacji 2-3 nas potępią, to można sobie dopowiedzieć, jak to wpłynie na naszą dalszą grę, możliwości handlu i wojny z d... tyłka.
#Logic5 :)
Opinie, które mają najwięcej plusów i są na górze, są najbardziej trafne.
Odradzam każdemu zakup tej gry
Poza całkowitym zgadzaniem się ze wspomnianymi opiniami, dodam parę groszy od siebie.
1. Nie poprawiono mankamentów z poprzednich części, z których najbardziej drażni niekontrolowane i niemożliwe do powstrzymania zakładanie miast przez AI 4 heksy od naszego miasta (i kilkanaście od swoich terytoriów).
2. Nawiązując do pkt 1, wypowiadamy wojnę AI, które stworzyło miasto tuż obok naszego. Zdobywamy miasto. Burzymy je. I JE*UDU. Wszystkie cywilizacje nas krytykują za agresję. #Logic :)
3. Nawiązując do pkt 2. Jesteśmy ofiarą wypowiedzenia wojny. Bronimy się. Przechodzimy do kontrataku. Zdobywamy jedno miasto agresora. Zatrzymujemy je. I replay z pkt 2, JE*UDU, wszystkie cywilizacje nas krytykują za agresję :)
4. AI zwyczajnie nie uważa za potrzebne sprawiedliwego handlu z nami. Przez około 100h w tej grze nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, żeby AI kupiło od nas luksusowy towar. ALE! proponują nam za niego 10% ceny (w civ 5 zwyczajowa cena to ~200 złota), 1 złoto na turę i otwarte granice. Jeśli nas nie lubią, to żądają towarów, a jak nie damy, to nas potępiają. #Logic2 :)
5. W dalszym ciągu nierozwiązany problem z brakiem balansu w technologii. Są sytuacje, gdy my budując kampusy i inwestując w naukę mamy w turze 100 muszkieterów. A cywilizacja obok w jedną turę przeskakuje z 60 nauki/tura na 180 nauki/tura i ma jednostki ppanc. #Logic3 :)
6. W związku z pkt 5. To działa w dwie strony. Kiedy my, nawet nie wysilając się, mamy muszkieterów, AI atakuje nas zbrojnymi. #Logic4 :)
7. Zwyczajnie chamska postawa developerów. Problem z pkt 1 został rozwiązany w DLC przez dodanie opcji gubernatorów i nacisku. To jest opcja must have w tej części civki. Tylko że każde DLC kosztuje tyle, co nowa gra. Dla osoby nieszczególnie bystrej dosyć proste do zauważenia jest, że developerzy zwyczajnie wykańczają grę w biegu, a każdy kolejny, najmniejszy dodatek, wyceniają jak nową grę.
Sukces cywilizacji wynika tylko i wyłącznie z pozycji tej serii na rynku, tj. monopolu, za którym nie idzie jakakolwiek jakość. Dla każdego spragnionego dobrej strategii w podobnym stylu polecam szukać innych gier, jak chociażby nowo powstające Humankind. Developerzy cywilizacji nie zasługują na jakiekolwiek pieniądze za odwalaną chałturę i podejście do klientów. Pozdrawiam :)
„u mnie działa” iksde
Niestety,
Ale że gra była za darmo na Epicu, to nie narzekam :p zgadzam się tylko z RipRoyem.. i no cholibka kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że współcześnie developerzy mają mentalność memicznego budowlańca - kuuuurła paanie to się zateguje :| No taki EA czy Ubi nie zategowuje :p
Sam gameplay mega przyjemny, szczególnie ze znajomymi, oceniając GOŁY gameplay, to 9/10 bym dał, licząc mankamenty techniczne to tak z 7/10
Developerzy zrobili chyba jeden z bardziej chamskich "dick move"... skok na hajs w bezczelny sposób..
Polecam zapoznać się z artykułem https://www.vg247.com/2020/08/21/destiny-2-content-vault-free-to-play-new-light-cuts/
Najpierw ogłosili, że gra przechodzi na free to play. No fakt, mało sprawiedliwe wobec tych, co ją kupili. Ale przyciągnęło nowych graczy, z których spora część (jak ja) rozważała zakup DLC, itp.
Potem najprawdopodobniej w biurze była taka rozmowa:
- wiecie co, trochę ch...wy był ten nasz pomysł z przejściem na f2p..
- no ta, hajsu by się wincyj przydało, ale co tu zrobić, jak już przeszliśmy..
- a może by tak.. wyje..ć 90% contentu i dać nowy, niby to lepszy, ale 100% płatny?
- teee, to jest dobre! i niech będzie droższe niż jakakolwiek inna gra!
Rezultat oczywisty. Twórcy pokazują środkowy palec, "heh cożeś myślał, że będziesz za darmo grał?"
*nie ukrywam, gra przyciągnęła moją uwagę przez przejście na f2p, ale rozważałem zakup dlc, gdyby okazała się wciągająca. Na rozważaniach się skończyło. Moim zdaniem po stokroć lepiej przeznaczyć pieniążki na wsparcie twórców szanujących graczy, chociażby GGG (Path of Exile).
Normalnie oceniłbym grę na 8,5/10. Gameplay, dźwięk, fizyka broni.
Ale jedyna słuszna ocena, to 0/10, gdyż cheater pogania cheatera!
Dzisiaj kolejny raz podjąłem nierówną walkę z tą grą. Na 5 serwerów, na 4 byli cheaterzy (statystyki 150-0). Oczywiście nikt z tym nic nie robi. Także gra jest w 80% przypadków niegrywalna.
Stanowczo odradzam zakup, chyba że kogoś interesuje wyłącznie single player lub ma ochotę szukać tego 1 serwera na 5, na którym nie ma oszukistów :|
(Zastrzeżenie, grałem w wersję redux)
Gra w pewnych aspektach masakrycznie wręcz lepsza od poprzedniego Metro 2033, w innych zaś krok w tył. Gdyby nie bardzo denerwujące bugi, oceniałbym na 9.. może 9,5/10.
+ Klimat znakomity, nie do opisania, mroczne postapo, można wczuć się w rzeczywistość otaczającą głównego bohatera
+ Bardzo wciągająca fabuła, chce się grać więcej i więcej, żeby ją poznawać
+ Do tego dodające do klimatu dzienniki głównego bohatera, dobrze napisane teksty
-/+ dla niektórych to spory minus, osobiście oceniam jako przykrą konieczność. Twórcy musieli wybrać jedno z dwóch możliwych zakończeń metro 2033. Ci, którzy mieli dobre zakończenie, mogą być zawiedzeni. Kanonem jest zniszczenie cieni
- liniowość, choć to też niewielki minus w tym przypadku
------ !!! Olbrzymi minus, przez który zastanawiałem się, czy nie dokończyć gry poprzez oglądanie gameplayów na yt. BUGI!!! Twórcy najwidoczniej całkowicie olali ich temat. Osobiście zdenerwowały mnie 2 z nich, z czego jednemu zaradziłem, drugi był tzw. game breaking.
Pierwszy: po jednym rozdziale (Revolution, ale bug ujawnia się dopiero po jeszcze jednym rozdziale, Regina) z niewiadomych powodów całkowicie nie działa opcja neutralizowania wrogów. To oznacza, że można ich omijać (mało praktyczne) lub wyłącznie zabijać. Problem podobno związany z zepsutymi plikami zapisów. Nie wiadomo, co go powoduje, problem bardzo szeroko opisany w Internecie. Twórcy milczą. Dokończyłem grę mimo to, ale jest to nader denerwujące.
Drugi: związany z pierwszym, tzn. pliki zapisów lubią się zepsuć. Ostatnia misja, 10 min do napisów końcowych, crash za crashem przy wczytywaniu gry po śmierci. Udało mi się ukończyć grę przechodząc ostatni rozdział od początku do końca nie ginąc. Denerwujące :/
Żeby było jasne, gra bardzo godna polecenia. Ale przez bugi zamiast 9,5/10 maksymalnie 8/10. Jeśli ktoś przejdzie nad tymi bugami do porządku dziennego, to na pewno grę doceni
Gra godna polecenia. Bardzo ciekawa, wciągająca fabuła, mroczny klimat postapo, przyjemny gameplay (szczególnie w trybie stalkera!).
Minusem jest liniowość, choć to niewielki minus w tym przypadku. Drugi minusik, to za zakończenie, ale też zrozumiały wybór twórców. Z dwóch zakończeń, dobrego i złego, wybrali na potrzeby kontynuacji złe, bo przeważająca większość graczy je osiągnęła. Niektórym to może przeszkadzać, że ich wybory w Metro 2033 w zasadzie nie mają znaczenia w kontynuacji.
Ale abstrahując od tego Metro 2033, to dobra gra. I o dziwo... mniej zabugowana od Metro Last Light...
NIE POLECAM!
Jeśli ktoś rozważa kupno tej gry, to radzę kilka razy przemyśleć i za jak najniższą cenę. Osobiście kupiłem w promocji. I co?
Jeszcze nigdy nie byłem równie zawiedziony.
Pierwszy minus: Bugi. Po takim czasie od premiery w dalszym ciągu bug goni bug. Wrogowie potrafią lewitować. Pojazdy kręcą bączki w powietrzu. Zahaczenie samolotem o drzewo oznacza, że pilotowany samolot tańczy salsę.
Nie przeczę, że prawie każda gra współcześnie ma potworne bugi po jej wypuszczeniu na rynek. Ale ilość błędów po takim czasie od premiery daje do myślenia...
Drugi minus: Kampania w coopie, to zwyczajne kłamstwo. Owszem, można przechodzić wspólnie kampanię ze znajomymi. Tak, taką informację przekazał Ubisoft. Tylko nikt nie spodziewał się, że Ubisoft przeinaczył fakty. W trybie coop wyłącznie host robi progres. "Goście" są zaledwie widzami, niczego nie odblokowują, nie zaliczają misji, nie odkrywają nawet mapy! Aby możliwe było odblokowanie czegokolwiek konieczne jest przechodzenie gry w trybie pojedynczego gracza lub bycie hostem... Nieładnie :/ Ale! Na forach Ubisoft jest rozwiązanie! Wystarczy poprosić znajomego gracza, aby nam "dropnął" jakąś broń... To nie żart :) To jest rozwiązanie tego problemu od developera :) Można się zastanowić, czy nie prostsze byłoby w takim razie wpisanie ewentualnych komend (cheatów) w konsolę...
Trzeci minus Fabuła. Nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą, że główny antagonista jest lepiej stworzony od Vaasa lub Pagana. Bzdura. O ile jeszcze czołowy antagonista jako tako daje radę, to postaci poboczne są byle jakie. Nie interesują. Ich historie są wymyślone na kolanie. Dialogi z nimi na poziomie opowiadania zadanego uczniakowi w 5 klasie podstawówki. Poza tym, że jest gorzej niż w poprzednich częściach, to kontynuowane są ich bolączki. Zadania poboczne... mogłoby ich nie być. Jedyny ich plus, to dodatkowa gotówka.
Czwarty minus: AI. A raczej jego brak. Pierwszy przykład: uwalniamy zakładnika (który może być na muszce przez 30 min lub dłużej w zależności, jak długo komuś się będzie chciało obserwować z ukrycia "egzekucję"). Rozmawiamy z nim, bo ma jakieś informacje dla nas (skrytka, czy cuś). Po czym... on ucieka przed nami :| Nagle cyk kuli się i ucieka, bo popełniliśmy ten potworny akt terroru (na jego oprawcach, ale co to za różnica). Logic <3 Inny przykład, wrogowie na posterunkach. Załóżmy, że chcemy po cichu wyczyścić posterunek. Eliminujemy wrogów z karabinu snajperskiego tak, żeby jeden nie widział drugiego, wiadomo. Żaden z nich nie spostrzegł jakiegokolwiek ciała. Nasz karabin ma tłumik. Nagle... (tu moje podejrzenia) główny antagonista, to kryptodżedaj, który telepatycznie siłą mocy przekazał swym pomagierom ostrzeżenie i cyk zaczynają biegać jak mrówki, którym ktoś w mrowisko wsadził kija z kupą. Cóż z tego, że się pilnowaliśmy, gdy moc jest z nimi...
Piąty minus: Zróżnicowanie wszelakiego ekwipunku, itp. A raczej jego brak. Można jeszcze zaakceptować niewielkie zróżnicowanie pukawek (chodzi mi o wersje standardowe i ekskluzywne, gdyż w ogólności pukawek trochę jest). Wersje ekskluzywne od standardowych różnią się tylko kolorami i ceną. Przymknijmy jednak na to oko, ostatecznie tragedii tu nie ma, są 3-4 ciekawsze do odblokowania. Ale! Pojazdy wszelakiej maści... quad podobny do quada, osobówka do osobówki, właściwości jezdne na moje oko identyczne w każdym aspekcie (pomijam, że wiadomo, osobówka szybsza od terenowego, a terenowy szybszy od ciężarowego, ale to oczywiste), jakieś tam różnice minimalne w wyglądzie, poza tym nic. Że tak brzydko powiem, nawalone tego jak rodzynek w serniku, a nie wiadomo po co. Ciekawszych samochodów jest 2-3 (jeden z rakietami), samoloty w zasadzie różnią się wyłącznie wyglądem, łodzi mogłoby nie być. Pojazdów ekskluzywnych poza inną skórką nic nie wyróżnia.
Szósty, ostatni, minus: Zwyczajnie głupie rozwiązania. Przykładem jest kwestia cięższej amunicji (rakiety, bomby). Po jej wyczerpaniu trzeba wydać 1000$, żeby ją odnowić. Brak logiki, gdzie prostszym rozwiązaniem byłoby uzupełnianie amunicji na lotnisku. Inny przykład, to zwierzęta. Są silniejsze od ludzi, tzn. zwykły skunks zadaje większe obrażenia swoim bączkiem niż strzał z karabinu wroga. A, no i trzeba dużo więcej pocisków, żeby go zabić w porównaniu do człowieka. Pozostaje cieszyć się, że takie zwierzęta nie żyją w Polsce, bo strach by było do biedronki na wsi wyjść :|
O plusach pisać nie będę, bo zwyczajnie ciężko o nich myśleć będąc tak zawiedzionym. Gdybym wiedział o tych wszystkich bolączkach przed zakupem gry, to wątpię, czy podjąłbym taką samą decyzję. A jako że grę kupiłem razem z kumplem, żeby wspólnie ją przechodzić, to na decyzję na pewno wpłynąłby fakt, że przechodzenie gry w coopie wcale nie wygląda tak, jak deklarował Ubisoft. Niefajnie.
Grając w poprzednie FC wiedziałem, na co mogę liczyć. Ale podkreślam, że FC3>FC4>dużo innych gier>FC5. Poprzednie gry nie były rewolucyjne, ale dawały dużo więcej frajdy. Ubisoft moim zdaniem idzie na masówkę i tworzy gry dla niewymagającego konsumenta przyzwyczajając nas, graczy, do bylejakości, nie szanując i licząc tylko na $$.
Gra jest bardzo przeciętna. W znacznej mierze mógłbym podpisać się pod tym, co napisał wyżej Irek22.
Wymęczyłem ją od początku do końca na poziomie trudnym. Od połowy tylko po to, żeby móc wystawić rzetelną ocenę i dodać parę groszy.
5/10.
- System walki, to kpina. Całkowicie rujnuje grę. Po wymaksowaniu wytrzymałości w dalszym ciągu 1 strzał z muszkietu powoduje zgon, rzadziej zabiera 90-95% życia. Turlanie (unik) nic nie pomaga, więc walka z 1 przeciwnikiem z muszkietem polega na schemacie f5/f9 (save/load) w kółko. Większa liczba wrogów uzbrojonych w muszkiety oznacza rwanie włosów z głowy;
- Związane z powyższym jest to, że rozwoju postaci się prawie w ogóle nie odczuwa. Nauczyłem się silnej riposty, która jest całkowicie nieprzydatna w walce. Wróg, jak już zacznie atakować, to ma w głębokim poważaniu nasze bloki;
- Prawie każda umiejętność poza może 3-4 jest zbędna i nieprzydatna. Nie odczuwa się "progressu". Kilka umiejętności zwyczajnie nie działa (bug?). Np. trafienie krytyczne z pistoletu, które w moim przypadku ani razu nie wystąpiło;
- Co innego widzimy w napisach do dialogów, a co innego słyszymy (wersja PL). Poza tym dialogi pisane na siłę, bez polotu. Scena końcowa prezentuje poziom projektu gimnazjalnego robionego na zakończenie roku przez takich średniaków, którzy jak pykną jakiś filmik wspólnie na zajęcia w czerwcu, na które i tak prawie nikt nie przyjdzie, to im "facetka" oceny końcowe podniesie :| ;
- Fabuła bardzo taka sobie, silnie i nieudolnie wzorowana na piratach z karaibów skrzyni umarlaka. Przewidywalna, od połowy nużąca. Finalna walka zrobiona na odwal i sprowadzająca się do tego samego schematu, co każda poprzednia z mini bossem;
- Muzyka mocno wzorowana na tej z gothica... tyle że znacznie mniej klimatyczna;
Gra jest tak irytująca, że naprawdę nie chce się ich w pamięci wyszukiwać, co i tak byłoby na siłę. Ocena 5/10 dlatego, że wyżej nie ma za co, niżej nie można, gdyż mimo wszystko kompletny crap, to to nie jest. Po prostu słabiak.
Niektórzy gracze skarżą się na gry tego studia, że toporne i jak to w ogóle można Gothica kochać. No cóż. Gothic jaki by nie był (sam jestem ogromnym fanem 1 i 2 + NK), to faktycznie był bardzo toporny. ALE! W porównaniu do Risena 2, system walki w gothic 1 jest majstersztykiem.
Kupiłem tę grę w promocji za ~15 zł. I całe szczęście, że tylko za tyle, chociaż i tak żałuję wydanych pieniędzy. W każdym razie, moim zdaniem więcej na pewno nie ma sensu za tę grę płacić niż ~10 zł. Szczególnie, że jest to znaczny krok wstecz w porównaniu do Risen 1, w który mi się dużo lepiej grało, mimo że też nie był rewolucyjny.
Gra działała wspaniale i wciągała... przez pierwsze 2 godziny. Następnego dnia 20 min po uruchomieniu wywaliło do pulpitu. Hmm.. może obniżyć ustawienia grafiki (mimo że na moim sprzęcie gra powinna działać bez problemu na wysokich ustawieniach). Nope. Po 30 sekundach wywaliło. I jeszcze raz.
Żadne aplikacje poza steam nie działały w tle, windows 10 zaktualizowany, sterownik grafiki też. Po sprawdzeniu kilkunastu tematów na forach, problem istnieje od premiery.
Fajna ta gra... taka nie za bardzo działająca :) Żal pieniędzy.
Łezka w oku się kręci... Herkules, Faraon, Aladyn, Pizza Syndicate, Worms 2, Reksio no i przede wszystkim
Kapitan Pazur <3 i Jazz Jackrabbit 2 <3
Można się poczuć staro.. :p Kurła kiedyś to było!
Jak na produkcję stosunkowo młodą, sposoby, w jakie poziom trudności jest sztucznie zwiększany, są archaiczne. Gra nie jest wymagająca przez wymaganie od gracza myślenia. Gra jest wymagająca, bo AI oszukuje.
Ok. Zabierzmy przeciwnikowi wszystkie wioski - dochód zerowy lub ujemny, prawda? Ale to nie przeszkadza mu rekrutować taśmowo wojowników.
W misjach, w których wróg atakuje "spoza mapy" (czyli co chwilę spawnują się jednostki przeciwnika) wyższy poziom trudności polega na nielogicznym przysyłaniu (znowu taśmowo) wrogich jednostek z kilku kierunków. Dodajmy, że my mamy ograniczenie do 10 jednostek. Teraz podzielmy to na 4... no nawet na 3 możliwe rejony ataku wroga.
Pompowanie poziomu trudności na siłę jest jedynie denerwujące i niszczy przyjemność z gry.
Jeśli ktoś chciałby stwierdzić, że "trzeba lepiej planować, myśleć, itd.", to wyprzedzam taką sugestię. Polecam zapoznać się z problemem na forach, na których ludzie się skarżą na tę kwestię, która jest denerwująca już na normalnym poziomie trudności.
Oczywiście plusem są postaci historyczne, nie najgorsze możliwości taktyczne (jak np. flankowanie, które działa na morale) i ścieżka dźwiękowa.
Ale, że tak posłużę się przykładem, jeśli do ferrari wrzucimy ul pełen pszczółek, to nieważne, jak przyjemnie pachnie skóra, a samochód wygląda z zewnątrz skoro i tak nie da się z niego korzystać.
Na grach strategicznych zjadłem zęby (zaczynając od Tzara przez serie AoE, TW, itp.) i zawsze to, co mnie denerwowało, to oszukujące AI. Można to było zaakceptować te 15-20 lat temu, gdy AI w grach RTS raczkowało. Ale współcześnie...?
Tak, jak w przypadku Kozaków irytował słynny cziter-AI zawsze znający naszą pozycję, tak w tym przypadku AI zdaje się gwizdać na nasze próby pokonania go.
Z boju wychodzimy poharatani, z żyłami na wierzchu i najwyżej oddechem ulgi, że misja już za nami. No tak ulgi... Nie dlatego, że nasze zdolności myślenia strategicznego okazały się lepsze od AI, ale że mamy tę męczarnię już za sobą i następna misja pewnie będzie bardziej "fair. No właśnie. Nie jest.
Kolejne porównanie. W czasie II wojny światowej Niemcy przegrali z Rosjanami, mimo że górowali taktyką i technologią. Dlaczego? Bo Rosjanie stosowali strategię "kupą mości panowie", było ich więcej niż Niemcy mieli kul. Tak właśnie wygląda walka w AL z komputerem.
Gra strategiczna powinna dawać więcej przyjemności niż irytacji, nieprawdaż? Tutaj ten bilans wypada mocno na niekorzyść.
Mimo to, nie odradzam w 100% wypróbowania gry. Po prostu na dłuższą metę jest ona męcząca. W którymś momencie nie chce się już znosić tego oszukującego AI. Dlatego jest średnia. Nie dająca satysfakcji z parcia naprzód.
Pozwolę sobie skopiować mój komentarz w jednym temacie najlepszych gier f2p. Jest stale aktualny ;)
Oto dlaczego, moim zdaniem, Warframe jest bezapelacyjnie top1 wśród gier f2p. To taka mini recenzja, mam nadzieję, że przekona was do ściągnięcia i wsiąknięcia w tę grę ;)
1. ZUPEŁNIE F2P. Całkowicie! Owszem, są (niezbyt liczne) elementy, które możemy nabyć tylko za gotówkę, ale dotyczą one jedynie mało znaczącej kosmetyki. Tak, można wydać hajs, żeby od razu odblokować ekwipunek, ale WSZYSTKO można osiągnąć metodą grindu całkowicie za darmo. Ba! Również walutę w grze, platynę, możemy zdobyć handlując z graczami i sprzedając to, co sami ZA DARMO zdobyliśmy.
Przykład? Mój kolega z gry ma kilka milionów kredytów i kilka tysięcy platyny. Nie wydał ani dolara na grę :) Powiem więcej, wydanie hajsu psuje zabawę, bo bez grindu nie tylko nie mamy satysfakcji ze zdobycia jakiegoś dropu, ale i często nasza wiedza o grze jest byle jaka w porównaniu do graczy, którzy spokojnie dążą grindem do upragnionego przedmiotu :)
2. Grafika. Nic dodać, nic ująć. Jest na bardzo wysokim poziomie, na Równinach Eidolon widać to najlepiej, chociaż grając na najwyższych detalach nasza maszynka może się nieźle zagrzać ;) Mimo to, imo wymagania gry są jak najbardziej w porządku i wszystko wygląda pięknie nawet na niższych niż maksymalne ustawieniach
3. Najważniejszy punkt. FABUŁA
To, co odróżnia Warframe od pozostałych produkcji - Fabuła. Ona nie jest tylko usprawiedliwieniem dla głupiego siekania kolejnych fal wrogów. Owszem, grinding jest, niektórzy śmieją się, że Warframe, to symulator grindingu. Ale fabuła prowadząca nas przez uniwersum jest majstersztykiem!
Owszem, zaczyna się od tego, że budzimy się jako jakiś blaszak, do którego gada dziwna pani i jeszcze dziwniejszy pseudokwadratowy elektroniczny głos, a my mamy uciekać i rąbać nibyzombiaki z karabinami. Miałkie, nie? Otóż nie :D Nie zamieszczając zbędnych spoilerów, powiem na moim przykładzie. Zadanie "Second Dream" zawarło tak ogromny plot twist, że należą się oklaski dla twórców. Każde kolejne zadanie wbijało mnie w fotel, byłem zachwycony możliwymi wyborami, tym, jak głęboka staje się fabuła i jak ciekawie jest opowiadana. A każdy kolejny quest, to kolejny plot twist, aż do (jak na razie) ostatniego zadania "Sacrifice". Ha! To ostatnie zadanie, które wcale nie jest ostatnie (twórcy ustawicznie pracują nad rozwijaniem uniwersum, patrz pkt. 4), pozostawiło mnie z gębą rozdziawioną i większą liczbą pytań niż odpowiedzi. A zadania poboczne nie są wcale gorsze. Przykład: "Chains of Harrow" - quest horror, gra w ciemności ze słuchawkami może o zawał przyprowadzić, niby tylko poboczne zadanie, a nie ustępuje poziomem głównemu wątkowi.. Po prostu cudo.. I za to uwielbiam Warframe :)
Przyznaję, uniwersum jest spore. Żeby je ogarnąć trzeba poświęcić chwilę lub dwie na czytanie kodeksu w grze lub po prostu lekturę wiki. Ale wszystko jest do ogarnięcia i w dodatku jest ciekawie napisane, widać, że twórcy się przyłożyli.
Inne gry w tym zestawieniu nie posiadają żadnej (lub żadnej znaczącej) fabuły, która jest usprawiedliwieniem najczęściej dla przechodzenia tych samych instancji, zabijania tych samych wrogów, czasem znalezienia lepszej broni. Tutaj jest zgoła odmiennie. Za samą fabułę mogę dać 10/10.
4. Update'y!!! Twórcy ustawicznie rozwijają grę. Średnio raz na parę miesięcy jest większy update (zazwyczaj kilka GB), który wprowadza od nowych aktywności, poprzez kosmetykę po rozwinięcie fabuły. Twórcy nie spoczywają na laurach. To aż dziwne, że ich produkcja jest darmowa.
Ogólnie, moim zdaniem, Warframe zasługuje na top1 wśród gier f2p. Polecam, każdy powinien wypróbować tę grę. Jak już wsiąknie, nawet jeśli grind go znudzi, to powróci, jak tylko wyjdzie kolejny update ;)
A tu na koniec mały przedsmak tego, co twórcy nam szykują ;)
https://www.youtube.com/watch?v=NGpJICoghnQ&t=
Wszystko o Warframe już zostało powiedziane, no może dodam tylko: FABUŁA! :) Genialne plot twisty, gęsta atmosfera i BARDZO bogate uniwersum. I to wszystko za darmo.
Jeśli ktoś jeszcze w to nie grał, a szuka dobrej gry - WARFRAME!
Szczerze mówiąc, jestem dość mocno zdziwiony, że WARFRAME nie dostał top1 :/ Mam lekkie wrażenie, że autor potraktował wszystkie gry w zestawieniu po macoszemu, przytaczając pokrótce ich niepełny zarys, a sam nie grał (dostatecznie długo?) w żadną..
Oto dlaczego, moim zdaniem, Warframe jest bezapelacyjnie top1 wśród gier f2p. To taka mini recenzja, mam nadzieję, że przekona was do ściągnięcia i wsiąknięcia w tę grę ;)
1. ZUPEŁNIE F2P. Całkowicie! Owszem, są (niezbyt liczne) elementy, które możemy nabyć tylko za gotówkę, ale dotyczą one jedynie mało znaczącej kosmetyki. Tak, można wydać hajs, żeby od razu odblokować ekwipunek, ale WSZYSTKO można osiągnąć metodą grindu całkowicie za darmo. Ba! Również walutę w grze, platynę, możemy zdobyć handlując z graczami i sprzedając to, co sami ZA DARMO zdobyliśmy.
Przykład? Mój kolega z gry ma kilka milionów kredytów i kilka tysięcy platyny. Nie wydał ani dolara na grę :) Powiem więcej, wydanie hajsu psuje zabawę, bo bez grindu nie tylko nie mamy satysfakcji ze zdobycia jakiegoś dropu, ale i często nasza wiedza o grze jest byle jaka w porównaniu do graczy, którzy spokojnie dążą grindem do upragnionego przedmiotu :)
2. Grafika. Nic dodać, nic ująć. Jest na bardzo wysokim poziomie, na Równinach Eidolon widać to najlepiej, chociaż grając na najwyższych detalach nasza maszynka może się nieźle zagrzać ;) Mimo to, imo wymagania gry są jak najbardziej w porządku i wszystko wygląda pięknie nawet na niższych niż maksymalne ustawieniach
3. Najważniejszy punkt. FABUŁA
To, co odróżnia Warframe od pozostałych produkcji - Fabuła. Ona nie jest tylko usprawiedliwieniem dla głupiego siekania kolejnych fal wrogów. Owszem, grinding jest, niektórzy śmieją się, że Warframe, to symulator grindingu. Ale fabuła prowadząca nas przez uniwersum jest majstersztykiem!
Owszem, zaczyna się od tego, że budzimy się jako jakiś blaszak, do którego gada dziwna pani i jeszcze dziwniejszy pseudokwadratowy elektroniczny głos, a my mamy uciekać i rąbać nibyzombiaki z karabinami. Miałkie, nie? Otóż nie :D Nie zamieszczając zbędnych spoilerów, powiem na moim przykładzie. Zadanie "Second Dream" zawarło tak ogromny plot twist, że należą się oklaski dla twórców. Każde kolejne zadanie wbijało mnie w fotel, byłem zachwycony możliwymi wyborami, tym, jak głęboka staje się fabuła i jak ciekawie jest opowiadana. A każdy kolejny quest, to kolejny plot twist, aż do (jak na razie) ostatniego zadania "Sacrifice". Ha! To ostatnie zadanie, które wcale nie jest ostatnie (twórcy ustawicznie pracują nad rozwijaniem uniwersum, patrz pkt. 4), pozostawiło mnie z gębą rozdziawioną i większą liczbą pytań niż odpowiedzi. A zadania poboczne nie są wcale gorsze. Przykład: "Chains of Harrow" - quest horror, gra w ciemności ze słuchawkami może o zawał przyprowadzić, niby tylko poboczne zadanie, a nie ustępuje poziomem głównemu wątkowi.. Po prostu cudo.. I za to uwielbiam Warframe :)
Przyznaję, uniwersum jest spore. Żeby je ogarnąć trzeba poświęcić chwilę lub dwie na czytanie kodeksu w grze lub po prostu lekturę wiki. Ale wszystko jest do ogarnięcia i w dodatku jest ciekawie napisane, widać, że twórcy się przyłożyli.
Inne gry w tym zestawieniu nie posiadają żadnej (lub żadnej znaczącej) fabuły, która jest usprawiedliwieniem najczęściej dla przechodzenia tych samych instancji, zabijania tych samych wrogów, czasem znalezienia lepszej broni. Tutaj jest zgoła odmiennie. Za samą fabułę mogę dać 10/10.
4. Update'y!!! Twórcy ustawicznie rozwijają grę. Średnio raz na parę miesięcy jest większy update (zazwyczaj kilka GB), który wprowadza od nowych aktywności, poprzez kosmetykę po rozwinięcie fabuły. Twórcy nie spoczywają na laurach. To aż dziwne, że ich produkcja jest darmowa.
Ogólnie, moim zdaniem, Warframe zasługuje na top1 wśród gier f2p. Polecam, każdy powinien wypróbować tę grę. Jak już wsiąknie, nawet jeśli grind go znudzi, to powróci, jak tylko wyjdzie kolejny update ;)
A tu na koniec mały przedsmak tego, co twórcy nam szykują ;)
https://www.youtube.com/watch?v=NGpJICoghnQ&t=
Typowi Polacy. Oceniając po komentarzach, sracie do własnego gniazda, narzekacie na KK, jak tępe owce wierząc w rozmiar degrengolady prezentowany przez Smarzowskiego. Reżyser sam przyznał, że "NIENAWIDZI" Kościoła, więc jego celem było szkalowanie go. Film przedstawia obraz oparty na jednostkowych odchyłach, nie jest w najmniejszym nawet stopniu wiarygodny.
Ale bezkrytyczni widzowie kiwają głowami "taak taaak kuurła, ktoś w końcu dobrze mówi, księża bee, kościół bee, brawo kler kuurła" zamiast zastanowić się, czy tak w rzeczywistości jest.
Tępota widzów jest żenująca, tak, te ostre słowa są jak najbardziej na miejscu. Od końca II wojny światowej komunistyczne władze widziały w Kościele wroga nr 1, który spajał społeczeństwo (przed wojną Polska miała nawet w konstytucji zapisaną wiarę katolicką) i dawał mu siłę, więc jedynie logicznym wyjściem było uderzenie właśnie w Kościół.
Wkrótce komuniści zorientowali się, że argumenty siłowe nie działają. Morderstwo chociażby Popiełuszki przyniosło zgoła odmienny efekt, uczyniło z niego męczennika i dało ludziom siłę. Zaczęto się zatem zastanawiać, jak inaczej uderzyć w Kościół.
Proste - wpajać ludziom, że jest zły, wyszukiwać skandaliczne przypadki i robić z nich afery. Wszak każdy wie, że dużo większy odbiór ma skandal niż zachowanie pozytywne. Szybko zapominamy o policjancie, który przeprowadzi starszą panią przez przejście, ale jeden wariat, który w jakiś sposób zrani obywatela - skandal medialny rozdmuchiwany na cały kraj.
I wiecie co? To działa. Pomaga w tym telewizja (TVN w założeniu został założony przez środowiska prorosyjskie i prokomunistyczne, miał manipulować ludźmi, już wtedy wiedziano, że to media pomagają w walce, a nie siła - MANIPULACJA jest prawdziwym orężem), która ustawicznie rozdmuchuje skandale, jednocześnie milcząc na temat tych dobrych ludzi.
A wy? Żal mi ludzi, którzy tego nie dostrzegają. Czy ktoś z was jest w stanie wymienić 1-2 księży znanych przez was osobiście, którzy są pedofilami lub dorobkiewiczami? Mówię o znanych osobiście, a zatem macie 100% pewność, nieopartą jedynie na plotkach.
Pozwalacie sobą manipulować, przyjmujecie bezkrytycznie to, co serwuje wam III władza - media, które w ten sposób służą komuś. Komu? To już do przemyślenia.
Kościół to ludzie. Ludzie nie są krystalicznie czyści. Ale jaka inna grupa społeczna jest?
I taka jeszcze informacja, zgodnie ze statystykami, największy odsetek pedofili jest wśród nauczycieli.
A teraz wracajcie do bezkrytycznego przyjmowania informacji wtłaczanych do waszych głów przez media służące tym, dla których świadomi i zjednoczeni Polacy są zagrożeniem.
Pewnie i tak nie zrozumiecie tego powyżej, ale jeśli chociaż jedna osoba zacznie myśleć, to już sukces...
Tej gry nie ma sensu recenzować, tę grę trzeba polecić. Oby więcej takich dzieł sztuki!
Jeśli ktoś z czytających mój komentarz jeszcze nie zagrał w tę grę - nie ma co czekać, to jest najlepsza gra ze wszystkich, w jakie grałem. Pod względem ładunku emocjonalnego zawartego w przepięknej fabule wyprzedza niejedną uznaną produkcję filmową.
POLECAM!!!
Czyli w sumie coś jakby fabuła wzięta z "V jak Vendetta (ang. V for Vendetta), tylko dzieje się na początku wydarzeń, które doprowadziły do akcji filmu..
Niuch niuch.. czy to plagiacik? ;D
+ Kolorowa, przyjemna grafika
+ Sporo ciekawych bohaterów
+ Brak p2w
ALE!!!
- Tzw. hitboxy (czyli obszar, w którego trafienie skutkuje odniesieniem przez wroga obrażeń) jest tak ogromny, że można strzelać centralnie OBOK głowy i w przypadku większości postaci i tak będzie headshot. Przykładowy bohater, Androxus, korzysta na tym, gdyż nie musi zbytnio dokładnie celować, wystarczy, że nap... strzela w kierunku wroga i zadaje ogromne obrażenia
- Bezmyślne próby balansowania bohaterów. Low-Rez z jakiegoś powodu próbując to wprowadzić pogarsza jedynie sytuację (nie chodzi raczej o pieniądze, więc może po prostu pracują tam idioci...). Przykład: Buck - flanker, niegdyś jeden z przyjemniejszych (grałem nim sam wielokrotnie od początku), ostatnio na skutek narzekań graczy był tyle razy osłabiany (nerf), że obecnie gra nim jest najzwyczajniej w świecie uciążliwa. Podobnie w przypadku Ruckusa (tzw. frontline), który po prostu odstaje na jego niekorzyść w porównaniu do pozostałych frontline.
- Nowo wprowadzeni bohaterowie są w wielu przypadkach niepoważnie mocniejsi. Fakt, każdy może takiego bohaterka sobie kupić za walutę w grze. Tylko po co, skoro gra tą postacią, a tym bardziej PRZECIW niej, sprawia wrażenie korzystania bądź grania przeciwko cheatom (przykład: niesławna Maeve, na którą tabuny ludzi się skarżą z powodu niepoważnej mobilności i obrażeń, przez co nie jest w NICZYM słaba).
- (w związku z powyższym) Low-Rez ponadto najzwyczajniej w świecie ignoruje skargi graczy i nic z tym nie robi.
3/10, gdyż gra w moim osobistym odczuciu ma za mało do zaoferowania by przyćmić zwyczajną frustrację. Podkreślam tylko, żeby nie było hejtów, że nie próbowałem być dobry w grze każdą postacią, a opanowałem sobie od początku Paladinsów bardzo dobrze zaledwie po 1-2 postaciach z każdej roli. Nawet grając moim ulubionym Viktorem odczuwam podobną frustrację w wielu rozgrywkach, jak w grze typu fps, gdy w przeciwnej drużynie jest cheater. Osłabianie postaci i tworzenie nowych terminatorów w różu nie jest dobrym pomysłem..
Zatem po połowie roku z Paladinsami
NIE POLECAM!!!
To jakaś żenada...
Wielki bum w wykonaniu Bethesdy (w sumie ona niczym już chyba nie zaskoczy), bo nagle wypuszczają na PC (konsole to inna sprawa, chodzi mi o PC) paczkę lepszych tekstur. Przecież wystarczy popatrzeć na mody na nexusie, gracze poprawili Fallouta do tego stopnia, że różnica między wersją na modach, a wersją Bethesdy na ustawieniach ultra przypomina różnicę rzędu 4-5 lat w ewolucji grafiki w grach... I, co moim zdaniem najistotniejsze, gracze pokazali, jak Bethesda powinna dopracować własną grę przed jej wydaniem. Przecież moderzy dysponują nieporównywalnie mniejszym budżetem i możliwościami od tej firmy, a jednak osiągnęli to, co Bethesda olała...
Sam nie mam najlepszej maszyny, ale na ustawieniach między wysokimi, a najwyższymi, gra z modami prezentowała się cudnie. Bez modów... dałbym jej za grafikę ocenę 7/10. Do tego dochodzi jeszcze ENB dla posiadaczy mocniejszych komputerów. Myślę, że można spokojnie zaryzykować stwierdzenie, iż Fallout z modami (lub Skyrim, w jego przypadku sytuacja jest identyczna, jak opisana przeze mnie powyżej) może konkurować z każdym Crysisem na ustawieniach ultra. Ale Bethesda zamiast uszanować fanów i popracować nad grafiką, wypuszcza niedopracowany syf, który następnie ulepsza czymś, co już dawno zostało wprowadzone przez samych graczy.
To tak, jakbyśmy kupili sobie samochód, po którym się spodziewamy, że będzie miał najnowsze szmery bajery, ale okazuje się, że jest najwyżej mierny i musimy sami sobie owe szmery bajery zainstalować, bo firma ich nie wprowadziła. A jak już wprowadzi (gorszą) wersję tego, co my sobie w naszym autku zainstalowaliśmy, to krzyczy nagle, że (z rzadka nawet za darmo) udoskonali nasz samochód tymi "cudeńkami"! Nie wspominając o patrzeniu się krzywym wzrokiem na wszystkich dłubiących w ten sposób przy ich "autku", bo przecież oryginalny produkt niczego nie potrzebował (Bethesda nie przepada za moderami lekko mówiąc)! ŻENADA
Ach, no i na kolejny minus można by dodać OKROPNĄ liniowość rozgrywki. Teren, to najczęściej ścieżka od punktu A do B z ewentualnymi bocznymi ścieżkami do C, bardzo rzadko D. Wszystko wygląda, jak w platformówce lub średnim FPSie, gdzie biegniemy przed siebie tak, jak nas kompas prowadzi, który w zasadzie potrzebny nie jest, gdyż i tak nie możemy nigdzie indziej się udać. Niestety...
- Kamera jest całkowicie pomylona, przesuwa się, jak sama chce.
- Nie mamy praktycznego wpływu na wybór, kogo atakujemy, wróg jest automatycznie wybierany w zależności od tego, w jakim kierunku staramy się atakować - efekt? W przypadku walki z bossem zamiast uderzać w niego uderzamy w jakieś g...no obok.
- Niepoważny poziom trudności, przejście gry na poziomie hardcore graniczy z cudem (nie chodzi tu o brak odpowiednich umiejętności, gdyż przeszedłem sporo gier na najwyższym poziomie trudności. Żadna z nich nie uniemożliwiała przejścia gry określonym typem bohatera - przykład: wielu najtrudniejszych bossów ma aurę, która uniemożliwia zbliżenie się do nich Lucasem - postać walcząca wręcz - a towarzysze sterowani przez komputer są upośledzeni - ergo? Zmiana poziomu trudności lub konieczność gry ze znajomym, który by sterował towarzyszem, podczas gdy my robimy za latającego naokoło koguta bez łba)
- Wspomniana już głupota towarzyszy. Są w 90% sytuacji bezużyteczni. Chcąc nas chociażby ożywić biegną do nas nie stosując żadnych uników przez co padają. Można by dalej wymieniać, ale po co... Są w zasadzie jedynie dekoracją.
Podsumowując: Grę oceniam na 4.0 nie dlatego, że jest aż tak tragiczna, ale dlatego, że liczyłem na więcej od III części Dungeon Siege. Fani będą w większości przypadków zawiedzeni, pozostali machną ręką, jak na każdą bardzo średnią produkcję.
Żenada.. Nie dość, że za grę trzeba zapłacić tyle, co do niedawna kosztowały gry na Xboxa (200 zł, to jakaś kpina), to jeszcze za elementy, które świadczą o niekompletności podstawowej wersji, trzeba ponownie płacić... Ktoś tu chyba na głowę upadł...
Poza tym jakieś Kongo, które, lekko mówiąc, nie jest zbytnio zaawansowane cywilizacyjnie (ostatnio podobno opatentowano zaostrzonego patyka) było w podstawowej wersji gry, ale Polska, która była jednym z hegemonów europejskich na przestrzeni wieków jest płatnym dodatkiem i zróbmy z tego wielkie HURRAAAA...
Parafrazując Siarę Siarzewskiego: Czy im czasem, osłom, sufit na łeb się nie spadł?
Moja krótka ocena tej zaskakująco dobrej gry :)
+Gra wciągająca, mimo że poziomy podobne, to miło się siecze kolejne zastępy wrogów i w końcu poskramia bossa :D
+Przyjemna dla oka grafika, japońska manga, czy jak nazywa się ten styl graficzny, jest widoczna na szczęście tylko w obrazkach podczas rozmów (dla mnie osobiście to ważne, gdyż japoński wygląd potworów, postaci, itp. mnie odrzuca).
+Wprawdzie expię sam, znajomi niestety nie gustują w tym typie gier, ale dla każdego, kto ma z kim pograć, pozycja naprawdę WARTA uwagi. Wspólna rąbanka, czego chcieć więcej :D
+Klikanie klikaniem, ale trzeba łączyć je w jakieś mniej lub bardziej sensowne kombinacje, dzięki którym rąbanko nie sprowadza się do molestowania LPM :P
-Jeden z niewielu minusów, to złożoność logowania, musiałem stworzyć drugie fikcyjne konto mailowe, bo jedno to za mało i konieczna była jakaś weryfikacja po moim powrocie do gry o_0
-Inny minus, chociaż to już wynika z mojego uporu, grając na najwyższych ustawieniach graficznych, z których nie chcę za nic zejść :P zdarzają się przycięcia w mieście startowym przy ładowaniu, co dziwne, bo komputer odpowiedni i gra działa płynnie. Może wynik połączenia internetowego, w każdym razie sporadycznie występują takie zacięcia, ale da się z tym żyć.
-Pół punktu musiałem jednak jeszcze odjąć za prawdopodobnie konieczną (z tego, co czytałem), ale irytującą politykę twórców gry. Od pierwszych kroczków na drodze Expa znajdujemy masę rzeczy, które najogólniej rzecz biorąc byśmy opchnęli zgarniając przesławnego <golda>, który niby nie jest potrzebny, ale sprzedałoby się rzeczy. Tak sprzedałem jakieś 20 przedmiotów, żeby zorientować się, że hajsik nie rośnie, bo do któregoś etapu w grze jest ograniczenie, żeby przeciwdziałać jakimś tam niegodziwym praktykom graczy i każda rzecz jest warta całe konkretne 0! golda. Uzasadnione, czy nie, irytujące na pewno.
Poza tym gra przyjemna i polecam ;)
Właśnie przez takie bezsensowne opinie gry, które są naprawdę porządne i zasługują na uwagę, mają niedostatecznie wysokie oceny... Fakt, Vindictus długo się pobiera, ale może zwróćmy uwagę na grafikę i złożoność tej produkcji. A jeżeli faktycznie występują problemy z instalacją, to zawsze możemy napisać do supportu, wystarczą tylko dobre chęci ;)
Inna sprawa, że kto normalny zwraca uwagę na oceny rzędu 0 i 10 punktów, jedno i drugie to nieobiektywna skrajność.
Przestałem grać w WoTa, bo nieodpowiadał mi faworyzowanie czołgów kacapów (ten głośny w internecie "russian bias", który był faktem, a nie tylko bólem dupy). Przesiadłem się na War Thunder, bo bardziej realistyczny, dopracowany, będzie fajnie i sprawiedliwie.
No i ok, męczyłem od dwóch miesięcy (do dzisiaj). I era jeszcze w miarę, czołgi nawet zgodne z historycznymi realiami (przy czym w tamtym okresie Niemcy mieli słabsze czołgi) poza oczywiście ruskim t50, który jest dosłownie nieprzebijalny (a zapewniam, że nie jestem laikiem i nie strzelałem na chybił trafił), a działo ma nieporównywalne do realiów historycznych. Ale II era... to prawdziwa TRAGEDIA. Pojawia się T34, chociaż powinien nazywać się Rudy, bo KAŻDY t34 jest tak potężny, jakby faktycznie mógł sam jeden ruszyć i zdobyć Berlin -_-
Patrząc z perspektywy czołgów niemieckich (głównie PZ IV F2, w którym działo było takie, jak w najpopularniejszym w czasie II Wojny Światowej PZ IV H), można sobie strzelać, nawet ładnie przebija to działo, jest mocne. Ale niestety, ruskie czołgi mają to w głębokim poważaniu, bo co z tego, że uszkodzi się silnik, podpali, rani załogę, jeżeli t34 walczy po 4-5 strzałach bez przeszkód odbijając przy tym połowę pocisków i na końcu jeszcze jednym strzałem (chyba że nas wcześniej zauważy) zabijając naszą całą załogę. Działem słabszym nota bene niż w naszym PZ IV.
O KV1 itp. nie ma sensu się rozwodzić, bo sytuacja podobna. Ruskie działa pancerne tak samo (niemieckie, na marginesie, które wprost uwielbiam, są bezużyteczne, czasem zabiją i owszem jednym strzałem, ale CZASEM, a najczęściej, z braku systemu kamuflażu, giną po jednym strzale). Sraijin Team z białorusi chyba ma jakieś kompleksy i nienawidzi prawdy historycznej, że kacapy byli dosłownie MIAŻDŻENI przez Niemców, gdyż niemieckie czołgi są gorsze nie tylko od ruskich. One są przeważnie na samym końcu, padają, jak muchy. Dziwne, że ta Rzesza odnosiła takie sukcesy z takimi maszynami :O Blitzkrieg to kłamstwo!? :O
Reasumując, NIE POLECAM. Zrezygnowałem, mimo że odblokowywałem Tygrysa, bo stwierdziłem, że nie ma sensu się męczyć. Wszakże nie tylko Tygrys był potężny, więc skoro poprzednie niemieckie czołgi są tak słabe, to czy naprawdę inne będą warte tej męki? Gra chyba powinna odprężać, ale jedyne odprężenie, to gdy grasz z portretem Stalina i Putina na ścianie w jakimś kołchozie jeżdżąc swoim niezniszczalnym t34 i torując sobie drogę na Berlin.
Jeśli uwielbiacie, jak ja, niemieckie wunderwaffe i chcielibyście pojeździć Tygrysem, to nie ściągajcie tej gry. Bo będziecie tylko sfrustrowani i zawiedzeni. A prawda historyczna niech pozostanie poza manipulacjami Sraijin Srentertainment i brzmi: Niemieckie czołgi były najpotężniejsze, a ruskie były mięsem armatnim. Wikipedia to nawet wie. Jeśli ktoś chce poczytać w ramach ciekawostek, to link:
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2014/11/19/przerabane-jak-w-ruskim-czolgu-cala-prawda-o-t-34/2/
Pozdrawiam
(jedyne plusy za grafikę i, jeśli ktoś lubi czołgi kacapów)
Gra w zamyśle fajna, gorzej z wykonaniem..
1. Co tu owijać w bawełnę, panowie z Wargaming mają, jak to ktoś określił na jednym forum, "kompleks Rosjanina". Oznacza to, że rosyjskie modele czołgów są na ogół silniejsze, gra przeciwko nim jest uciążliwa i męcząca, a poprawność historyczna, to pojęcie, z którym twórcy nigdy nie mieli chyba nic do czynienia..
2. Pay2Win. To nie żart, mimo całej paplaniny, że można wszystko osiągnąć grając za darmo. Problem pojawia się, gdy wprowadzany jest nowy czołg premium z lepszymi parametrami, który przebija pancerze większości zwykłych czołgów tego samego, a zazwyczaj i wyższego poziomu, jest szybszy, ma lepszy pancerz, ogólnie jakby był na kodach.. Oczywiście można z nim wygrać, wystarczy, że zakupi się samemu pojazd premium, albo tzw. "gold ammo" czyli pociski podkalibrowe dostępne za płatną walutę w grze.
3. Nierealne czołgi. Ostatnio wprowadzono chociażby nową linię japońskich czołgów ciężkich, na poziomie VI jest to bodajże O-I. Czołg superciężki, który był tylko i wyłącznie zamysłem japońskim w czasie II wojny światowej, ale jego rozmiar, ogromne działa i 3 wieżyczki sprawiały, że jego produkcja była niemożliwa. Ale to nie przeszkodziło wprowadzić go do gry, więc niech gracze walczą sobie czołgami typu Tiger I z jeżdżącą fortecą z działem okrętowym (150 mm)... To tylko przykład, są też i niemieckie działa samobieżne, a fizyka nie ma tu nic do rzeczy (działo 3x dłuższe niż gąsienice)
4. Kiczowaty "matchmaking" czyli sposób dobierania graczy do pojedynczej rozgrywki. Czołgi podzielone są między innymi w zależności od poziomu (Tier I, II, III... IX, X). Problem w tym, że nikt nie uwzględnił, że czołgi słabsze walczyły często w tym samym okresie z czołgami silniejszymi, np. t34 vs Tiger I. Także przykładowy t34 jest na V poziomie i będzie walczył z PzIV, a Tiger I będący na poziomie VII walczy z czołgiem IS, T29 (który nigdy nie był seryjnie produkowany i używany w walce) czy innymi silniejszymi od niego. Ale jest też możliwość walki z poziomami wyższymi o 2. Czyli Poziom VII vs IX. A na poziomie IX są już czołgi z lat chociażby 50' czy 60', więc gra tymże tygrysem przeciwko nim, jest porównywalna do Cywilizacji, gdy komputer będący w średniowieczu atakuje nas będących w erze atomowej. Efekt każdy zna..
5. Polityka Wargaming. Napisać cokolwiek negatywnego o nich na ich forum - delete, spadaj, f*** off. Gardzą graczami, no.. chyba że płacisz.
Wniosek nasuwa się jeden, chcesz zagrać w dobrą grę z czołgami? Kup ją, nie żadną f2p, tylko taką bez mikropłatności, w pełni płatną, takie w niczym nie zaskoczą i nie faworyzują nikogo.
Materiał bardzo fajny, gorzej z wykonaniem.. Blood wymawiane jest "blad", a nie blod. Wilan, seting, nie ma takich słów w języku polskim, moglibyście nie używać niepotrzebnie zbyt wielu spolszczonych słów z angielskiego, to niszczy cały materiał.. Ciężko się z tego powodu go słuchało, mimo że merytorycznie był bardzo dobry