Skok, skok, skok, skacze sobie wypuszczając spod pach gwiazdki w rytm uzależniającej muzyki, skok, skok, skok, każdy stopień przybliża do szczytu... Dzwonek... wszytko pędzi coraz szybciej, a wyjścia nie widać. Skok, skok, ratowanie życia. Gdzie ten najbliższy checkpoint? Mijam 300 stopień a zapisu dalej nie widać... Dalej nie dam rady... Spadam...
I tak zaczynamy od początku naszą wspinaczkę w Icy Tower. Nawet bez checkpointów ta gra przyciągała, przyciąga i będzie przyciągać ogrom ludzi. Taka kochana gra dzieciństwa ze świetlicy...
To był różowy! Tak jak moja młodsza siostra w różowym kubraczku przewróciła kiedyś choinkę tłukąc wszystkie bombki. Tak różowy impostor "wywrócił" wszystkich crewmatów! Od tego czasu na wigilię nikt nie nosi nic różowego....
Ciche kroki należały do młodej około 17 letniej dziewczyny. Z pod błota i brudu bystro jaśniały jej niebieskie oczy. Dziwne miejsce dla takie ślicznotki w tym lochu. Co ciekawe współwięźniowie zachowywali od niej dystans. Gdy dziewczyna się zatrzymała w celi zapadła głucha cisza. Jakby wszyscy nagle przestali oddychać. Metaliczny zapach przeszył nos Grimes'a. Nie minął ułamek sekundy wszystkie latarnie przygasły a porucznik poczuł porażające zimno na swojej szyi. Była to lodowata ręka tej młódki. Szybkim ruchem Angra chwycił dziewczynę za szyję podniósł kilka centymetrów nad ziemię.
- Na.. daję... się? - jedynie to zdołała powiedzieć dziewczyna przez zaciśniętą szczękę.
Angra nie dowierzał w to co się stało. Jak ta dziewczyna przedostała się przez kraty? Oczywiście magia, ale teleportacja była zarezerwowana jedynie dla wielkich mistrzów ze Skyrim. Intrygująca dziewczyna pomyślał. Lepiej ją mieć przy sobie.
- Może być. - odpowiedział rzucając dziewczynę na na lodowate kamienie pokryte starą słomą. - jak cię zwą?
- Anja.- odpowiedziała wbijając bystry wzrok w porucznika, łapała ciężko oddech a na jej szyi powoli wychodziły ciemne krwiaki.
- Ktoś jeszcze chce popisywać? - głębokim głosem odezwał się Grimes.
Wśród osadzonych było kilku groźnie wyglądających morderców czekających na wyrok. Typowe zabijaki czekające na ofiarę w mrocznych zaułkach. Było też kilku strachliwych więźniów schowanych po kątach. Kulili się unikając najmniejszego promienia światła, które pośpiesznie zapalał jakieś strażnik po wyczynie Anji.
Jednak nie oni przykuli uwagę porucznika. Pod jedną ze ścian stali dobrze zbudowani bracia. Byli podobni jak dwie krople wody. Wyraźnie nie obchodziło ich co się dzieje dookoła nich. A jednak coś przykuło wzrok Angra.
-Wy dwaj! Podejdźcie tutaj! - zawołał - Jak macie na imię ?
Bliźniacy momentalnie odwrócili się w stronę porucznika i wolnym ale pewnym krokiem poszli w jego stronę. W ich podstawie było coś znajomego. Te ruchy, niby niedbałe ale widać że są gotowi na obronę, atak. Wiedział to bo sam się tak poruszał.
- Awan i Alan - odpowiedzieli równocześnie a ich głosy zlewały się w jeden. Ledwo można było odróżnić ich imiona, lecz porucznikowi się udało.
-Kto was szkolił? - to pytanie wyraźnie wstrząsnęło bliźniakami.
- Xo-Anga z Zamku Deszcz. - odpowiedzieli niepewnie. - Angra wiedział że kłamali, ale podejrzewał że jeśli byli szkoleni przez jego mistrza to nie ma większych wojowników w tej klatce niż Awan i Alan.
- No niech będzie. Pomóżcie dziewczynie. Idziemy na górę. Dam wam wyposażenie, jedzenie, a potem lepiej się poznamy.- szczerząc się okropnie powiedział porucznik ciągnąć soją drużynę ku wyjściu z lochów....