Tegoroczny kwiecień to niesamowity biedomiesiąc pod względem premier. Z tytułów AAA wychodzi tylko jeden nowy - Mortal Kombat X, lecz niestety ze względu na gatunek - nie obchodzi mnie ani troszkę. Reszta to remaster i goty w jednym, czyli Dark Souls II: Scholar of the First Sin, oraz port GTA V na PC. No, może jeszcze mały rodzynek, jakim jest Assassin's Creed Chronicles: China, się liczy. I w tym momencie następuje coś przedziwnego. Jestem wielki fanem dojnej krowy Rockstara, lubię Asasyny - ale ani jedno, ani drugie na mnie nie działa. "Piątkę" wymaksowałem półtora roku temu na X360, a asasyński spin-off traktuję raczej jako ciekawostkę, którą pewnie sprawdzę, ale nie śni mi się po nocach. To jednak tylko wstęp do dziwności. Gier trudnych nie cierpię. Uważam, że najważniejsza jest opowiedziana historia i lubię ją zgłębiać na spokojnie, relaksując się (szczególnie, że wrodzona wybuchowość w połączeniu z wysokim poziomem trudności ogrywanej produkcji jest zabójcza dla moich padów). Toteż kilka dni temu niesamowicie zdziwiło zarówno mnie, jak i mojego kumpla, moje ponowne podejście do pierwszych "darksolsów", które zakończyło się zakochaniem w nich. Dlatego właśnie, patrząc na premiery kwietnia, najbardziej wyczekuję zbiorczego wydania Dark Souls II ze wszystkimi DLC. Głównie dlatego, że pierwsze Dark Souls jest dla mnie swego rodzaju duchowym przeżyciem i możliwością poznania samego siebie na nowo. Brzmi to jak przesada i w pewnym stopniu tak jest, ale nigdy nie spodziewałem się, że zakocham się w Lordran - w jego klimacie, widokach, a nawet poziomie trudności. Ostatnimi czasy rzadko mi się zdarza, że jakakolwiek gra tak na mnie oddziałuje. Toteż mam pewność, że wyprawa do Majuli stanie się dla mnie tym samym, czym zwiedzanie Lordran. Co więcej, nie mogę się jej doczekać.