Fabułę ma genialną! W Trójce rozgrywka ewidentnie była ważniejsza. Zdarzenia - dodatek. Nie wyszło najgorzej, nie wyszło też najlepiej. W Vice City wszystko ładnie szło do momentu zabicia Diaza. Potem się urywało. Wykonywaliśmy zadania, które nijak się ze sobą łączyły. Do spójnej fabuły wróciliśmy dopiero na dwie misje przed końcem wątku głównego. San Andreas to kwestia sentymentu, więc zawsze dla wszystkich będzie najlepsza, ale nie dla mnie. Za dużo wątków wpychanych na siłę, by objętość robiła wrażenie no i te nieszczęsne elementy RPG. Advance załamywało całe uniwersum 3D, a fabuła, o której mowa, nie wciągała. W Vice City Stories za dużo było miejsca na rozterki Victora. Był zbyt ludzki jak na protagonistę. No i graliśmy z przeświadczeniem, że dwa lata ktoś go rozstrzela :D GTA IV szeroko krytykowane, ale dla mnie bardzo ciekawe. Kierując się sercem nic nie przebije mi LCS, ale muszę powiedzieć, że czwórkę można nazwać lepszą. Epizody trochę za krótkie. Nie dało się wczuć w bohatera, ale były jak plaster na rany po "tym chujowym i dennym Belicu". Chinatown Wars? Takie sobie. I tyle. No i GTA V, które jak na tak nowoczesne dzieło R* wyszło po prostu świetnie.
A Liberty City Stories jak dla mnie fabułę ma najlepszą :D A pomimo krytyki, jaką wylałem wcześniej to każda odsłona była świetna, ale miały swoje wady. LCS też pewnie ma, ale ja nie potrafię dostrzec ;P