Budiszszy

Budiszszy ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

08.07.2020 12:24
odpowiedz
Budiszszy
1

Ukryci w gęstych krzakach nieopodal Fortu zaczęli obmyślać jak dostać się do środka niezauważonym. Wokół co rusz krążył patrol. Na wieżach strażniczych dwójka łuczników na każdej, gotowa zaalarmować choćby wilka zobaczyli. Przyszli w mroku, choć może nie dać im to wyczekiwanej przewagi. Dookoła blask pochodni rozmieszczonych na ścianach rozświetlał każdy kąt. Myśleli nad wyrzuceniem Bodila przed siebie by odwrócić uwagę, lecz nikt nie gwarantował im, że zaraz go nie trafiła, któraś ze strzał i wszyscy zaczną badać teren.
- Sha’anks może spróbować…
- Jeszcze nie, zbiera się na deszcz. – popatrzyła na ciemne chmury wiszące nad nimi, miała nadzieję, że ugasi to przynajmniej kilka światełek i da im dostęp, choćby do jednej strony. – Dasz radę wspiąć się po tej ścianie jak nadarzy się okazja? – popatrzyła na khajita, musiała być pewna jego umiejętności. Nie mógł spaść w połowie drogi i zwołać kogo się da.
- Głupia Micareth, Sha’anks wszędzie wejdzie. Poczeka tylko trochę.
Bodil czekał z tyłu, zamroczony, nie doszedł jeszcze do siebie. Dalej nie dowierzał w to co się dzieje, dwójka przestępców próbuję oddać go w ręce Gutrima. Nie wiedział nawet czemu byli w Blackreach ani kim dokładnie są. Próbował wyciągać pojedyncze wnioski z ich rozmów, choć tych było niewiele. Większą część drogi przebyli w milczeniu. Sha’anks nie pałał do niego sympatią, w końcu musiał go taszczyć przez wąskie drogi na swoich plecach. Micareth też nie wyglądała na zadowoloną z nowego towarzysza. Najchętniej rzucili by go ogłuszonego gdzieś w okolicy posterunku a sami uciekli. Za dowody jakie mieli w torbie dostali by słoną zapłatę od szemranych typów, gdzieś, w ciemnych zaułkach. Coś jednak trzymało ich w przekonaniu, że tak nie można. Chcieli w ten sposób podziękować porucznikowi za uratowanie ich i pozwolenie na ucieczkę.
Zaczęło padać, wiatr wiał wściekle, szumiał koronami drzew. Światło pochodni powoli przygasało.
-Teraz kocie, jedyna taka okazja.
Sha’anks wybiegł z zarośli na czterech łapach, robił susy tak szybko jak tylko potrafił. Musiał zdążyć wejść na górę przed przybyciem patrolu. Zaczął się wspinać, jeden kamień za drugim. Wszystko szło gładko, aż w końcu malutki kamyczek pod jego prawą nogą oderwał się. Stracił przyczepność i deszcz zaczął działać na jego nie korzyść, wszystko wokół czego chciał się złapać było gładkie i mokre. Tuż obok dostrzegł uchwyt na pochodnię. Cudem odbił się ściany i w ostatniej chwili złapał żelazny stożek. Bodil i Micareth ledwo widzieli co wyprawia, lecz niestety usłyszeli kamień, który upadł na ziemię. Skoro oni to słyszeli na pewno słyszeli to też pozostali. Trwale czekali na rozwój wydarzeń z ukrycia, podczas gdy Sha’anks walczył o swoje życie. Podciągnął się i stanął na mocno przytwierdzonym do ściany uchwycie, teraz mógł już wejść na mury. Zniknął za kamienną palisadą. Micareth popatrzyła na młodego urzędnika, nie wiedziała co mają teraz zrobić. Nie sądziła nawet, że kocur dostanie się na mur.
- Nasza kolej? – zapytał oszołomiony Bodil patrząc w stronę posterunku.
- A co? Też tak potrafisz?
Minęło kilka minut i zauważyli osuwającą się po ścianie linę.
- Skąd on wytrzasnął linę? – zapytała pod nosem Micareth, nie oczekiwała odpowiedzi. Było to pytanie retoryczne. Jak tylko patrol krążący dookoła zniknął za głazami ruszyli wściekle na mur. Pierwszy poszedł Bodil, nie umiał dobrze wchodzić po linach, wyglądało to dość żenująco, mokre kamienie też nie pomagały. Próbował pomagać sobie nogami stawiając kroki na ścianie, lecz nie było to takie proste. Musieli się śpieszyć. Stająca tuż pod nim wojowniczka wyciągnęła po cichu rapier z pochwy.
- Rusz rzesz się! Nie mamy całej nocy na twoje guzdranie się! – Zdenerwowała i przemoczona czekała, przecież nie mogła zostać złapana tylko przez to, że urzędas nie potrafi się wspinać.
Pośpieszony widokiem mokrej wojowniczki z bronią w ręku i groźnym grymasem na twarzy od razu nabrał sił i wciągnął się jakby zależało od tego jego życie. W końcu zależało, jednak gdyby ich złapali Bodil zapewne nie trafiłby za kratki. Dwójka jego wybawców już tak. Micareth zaraz za nim wskoczyła na linę i w mgnieniu oka byli już po drugiej stronie.
- Skąd ty do diaska wziąłeś linę?
- Nie pyta, nie ma czasu na głupie pytania.
Schowani w mroku przemykali się między budynkami, wszędzie aż roiło się od straży. Mieli na sobie czarne płaszcze, którymi zakrywali całe swoje ciała. Deszcz sprawił, że kałuże zaczęły tworzyć się pod ich stopami, podłoże stawało się coraz bardziej śliskie i niestabilne. Musieli uważać, jeden niewłaściwy krok i mogli doprowadzić do upadku i sprowadzenia na siebie całego Fortu.
Unikając większych dziur zapełnionych wodą przedostali się do garnizonu, w którym zawsze stacjonował Gutrim wraz ze swoimi chłopcami. Sha’anks spojrzał przez okno czy aby na pewno są w środku. Dwie pochodnie umieszczone na ścianach rozświetlały cały budynek, w środku stolik, kilka stołków i łóżka, na których właśnie spoczywali żołnierze.
- Śpią.
- Cholera… Bodil, jest do tego budynku inne wejście? Nie widzi mi się zapukać do drzwi i czekać, aż któryś się obudzi.
Urzędas musiał chwilę pomyśleć, nigdy nie zastanawiał się nad czymś takim. Spędził tutaj jednak kilka lat więc znał kilka ukrytych przejść.
- Moglibyśmy wejść do środka kanałami.
- Ścieki? – zapytał khajit.
- Tak Sha’anks… Idziemy przez ścieki… - popatrzyła na swoich towarzyszy zmarnowana i zmęczona kobieta, miała już dość całej tej zabawy. Teraz jeszcze musiała tułać się przez kanały. Sama nie wierzyła w to co robi.
Wejście znajdowało się tuż za garnizonem, nikt nie zdążył ich zobaczyć. Micareth i Sha’anks podnieśli kratę i odłożyli na bok.
- Kocie, sprawdź czy nic nas nie zabiję.
Nie zadając żadnych zbędnych pytań wskoczył w ciemny tunel powodując jedynie cichy plusk wody. Koszmarny odór zaczął wydobywać się ze środka dziury. Bodil poczuwszy ten smród zwątpił czy aby na pewno chce tam iść.
- Czysto. – po chwili rezonansu rzucił do swoich kompanów.
Micareth spojrzała na Bodila i widziała, że chce się wycofać. Złapała go za kark i pchnęła prosto w otwór. Wskoczyła zaraz za nim.
Musieli polegać na zmysłach swojego kociego towarzysza, nie mogli zapalić pochodni więc nie mieli żadnego źródła światła. Jedynie wrodzone zdolności khajita ratowały ich od zgubienia się w ciemnych tunelach. Wędrówka nie była długa, niestety dała o sobie znać. Odór aż szczypał w oczy, otworzyli kratę garnizonu i cali cuchnący weszli do środka.
Dźwięk odkładanej żelaznej kraty wybudził jednego z strażników. Ten już miał wszczynać alarm gdy ujrzał wychodzącego Bodila.
- Bodil? Co ty robiłeś w kanałach? – tymi słowami przebudził całą resztę, łącznie z Gutrimem.
- Zaraz wam wszystko panowie wytłumaczę. – Tuż za nim wyszli Micareth i Sha’anks.
***
- Ty podstępny sukinsynie! – Krzyczała i szarpała się zakuta w kajdany Micareth. – Grimes ci ufał, mówił, że można ci zaufać!
- Milcz suko i przestań już tak szamotać! – Ciągnęło ją dwóch strażników, zaraz za nią ciągnięty był khajit, obezwładniony i na wpół nieprzytomny. Oberwał w głowę, gdy próbował walczyć. Nie daj się podejść podstępem, lecz nie wystarczyło mu sił by walczyć z kilkoma strażnikami naraz.
Ponownie znaleźli się w lochu, tym samym z którego kilka dni wcześniej zostali wypuszczeni. Nic się nie zmieniło, wystrój wnętrza był taki sam jaki zapamiętali. Jedyną zmianą było to, że był pusty. Nie było już pozostałych więźniów. Usiedli oparci o kraty naprzeciw siebie. Siedzieli w milczeniu aż krzyki dochodzące znad ich głów ucichły. Żelazne drzwi przez, które niedawno zostali wrzuceni otworzyły się, pojawiła się w nich sylwetka ogromnego norda.
- Jedno muszę wam przyznać, jak na zwykłych rzezimieszków jesteście świetnymi aktorami. – Podszedł bliżej krat i z uśmiechem na twarzy przywitał ich Gutrim.
- Mogliście oszczędzić sobie tego popychania. – Micareth wstała, podeszła bliżej i spojrzała prosto w oczy sierżanta. – Otwieraj kraty, nie będę tu wiecznie siedzieć.
Wyciągnął z kieszeni klucz i pociągnął kraty do siebie, rozległ się dźwięk otwierania zamku.
- Na pewno możemy? – Sha’anks nie końca był przekonany czy cały ich plan wypali, wyczuwał, że zostaną oszukani, tak jak oni chwilę przedtem oszukali cały Fort Greymoor.
- No już, wynosić mi się stąd! – krzyknął podirytowany Gutrim. – I żebym więcej nie musiał oglądać waszych paskudnych mord.
Dwójka doświadczonych rabusiów bez trudu przemknęła obok strażników i uciekli z posterunku zostawiając tam jedynie dowody, kartkę od porucznika i Bodila. Zrobili wszystko co musieli, odzyskali wolność i ruszyli przed siebie.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl