Odebrałem grę z Epica za darmo, więc być może nie powinienem od niej nic wymagać, bo dostałem ją w prezencie. Spędziłem w grze 35h, więc sporo czasu gra mnie zabawiła. Jednak przed ostatnim questem gra nie chciała mi go zaliczyć, więc nie miałem szansy zobaczyć swojego zakończenia (nie tylko mnie to dotknęło, jak wynika z wpisów ludzi w internecie). Trochę to było frustrujące.
Niektóre postacie, frakcje, lokacje były interesujące i wciągnąłem się w fabułę. Część dialogów udźwiękowiona. w tym aksamitny głos narratora, dlatego poczułem trochę klimat.
Polecam dla fanów serii izometrycznych RPG!
Gra zasługuje na 10/10 przede wszystkim dlatego, że:
1. Jest grą wybitną i wykroczyła poza swoje czasy. Mimo tego że upłynęło 8 lat i większość gier z 2014 jest już zapomniana, w tę grę ciągle się gra, o niej się mówi, a przede wszystkim wciąż nowe gry porównuje się do tej gry jako benchmark.
2. Gra jest horrorem. Horrorów gier w opuszczonym domu jest setki i wychodzą co chwila. Natomiast horrorów sci-fi na przestrzeni ostatnich 10 lat to jest zaledwie kilka. Dlatego jest to unikalne i należy to cenić.
3. Muzyka przeważnie jest dostosowana do sytuacji i generuje wrażenie przerażenia.
W zakresie bugów to spotkałem się z nimi tylko dwa razy. Raz unosiła się broń, a drugi raz Alien zabił mnie w vencie, a powinien porażony ogniem uciec.
Gra zajmuje dość dużo czasu 20h. Mimo że grałem na poziomie łatwym były punkty, gdzie się zacinałem i musiałem powtarzać sekwencje. Wydaje się, że jest trochę przeciągnięta. Jest backtracking, który nie jest dobrze zagospodarowany, bo wrogowie się spawnują przy powrocie z powietrza.
Gra aspiruje do skradanki (mało akcji), ale były rozdziały, że trzeba niszczyć kolejne fale wrogów, którzy nacierali.
Przesadzony jest wątek androidów, o których nikt nie pytał, bo nie taki jest tytuł gry, a występują co chwila. Jednocześnie androidy sprawiają zabawne wrażenie, bo nie korzystają z WIFI tylko klikają w klawiatury komputerów. Zabiłem wiele pracujących androidów w trakcie gry, jednak żaden w pokoju obok się nie zorientował, ani też nie było szkody dla stacji z tego tytułu. Udają, że coś robią? xD
Centralne AI, Apollo, niby takie świetne, a nie radziło sobie z niczym w kryzysowej sytuacji. Jeżeli zależałoby faktycznie na ochronie obcego, to mogłoby zablokować wszystkie drzwi i windy. Tymczasem każdy biega po stacji i robi sobie, co chce. :)
Stacja spadała na planetę, tymczasem w najlepsze jeździły kolejki wewnętrzne. xD
Widzimy mniejsze statki kosmiczne, które nie mają wielkich serwerów jak Apollo i radzą sobie podobnie (podtrzymują życie), co pokazuje, że Apollo jako AI nie było potrzebne.
Nie chciałbym też z taką ekipą przylatywać, bo wysyłają mnie wszędzie samego, w tym czasie sami gdzieś sobie chodzą bez pytania. Kiepska komunikacja od nich, nie mówiąc o braku linii dowodzenia. No ale wiadomo, jak to w horrorach. :)
Po statku chodzą też inni ludzie, ale Alien ma fiksację na graczu. Bo sobie gadają głośno jak chcą i nic im się nie dzieje. Dopiero gdy znajdą się na linii Alien-gracz, to wtedy zaczyna się coś dziać.
Z lokacji to brakło mi sanitariatów (kible, prysznice), bo to fajne miejsca do chowania. W fabule zabrakło też części sypialnych. Napotkałem tylko jeden hostel na 10 miejsc do spania.
Główna korporacja wydaje się bardzo bogata, bo kupiła Sevastopol z dnia na dzień. Jednak od czasu zaginięcia Nostromo (15 lat temu) wysyła właściwie małe stateczki z byle jaką obsługą. Niby taki ważny cel, bo można zbadać życie pozaziemskie, ale właściwie nic w tym zakresie nie robią. Gdzie jest kawaleria ja się pytam? :)
Relacje Aliena z androidami są wątpliwe, ponieważ Alien jest przedstawiony jako zwierzę. Zwierzęta reagują na ruch, natomiast androidy są całkowicie pomijane. Alien też jest przedstawiony jako idealny łowca, chociaż wiemy, że nasz ziemski pies wyniuchałby kogoś kto się schował w szafce. Nie byłoby takich szarad. xD
Podsumowując, jak się widzi te wszystkie ciała i słucha tej muzyki to pierwsze godziny są satysfakcjonująco straszne. Jednak po 10h robi się z tego coraz większa beka, jak się widzi ten cały cyrk. Nie wiadomo było już czy śmiać się z tego, czy płakać.