Biega, krzyczy Eivor mocny -
Chodźcie chłopcy, chodźcie chłopcy!
Święta idą, a jak święta
To i drzewko zielone jak mięta!
Chłopcy słyszą, cicho bladną
Myślą - Co go znów napadło?
W zeszłym roku zamiast iglaka
Na środku wsi stała pokraka!
Drzewko łyse, bez łańcucha,
ino badyl i kora sucha...
- Basta! - krzyknął Eivor - Precz z narzekaniem!
Idziemy do lasu na polowanie.
Chłopcy w nerwach, zębami dzwonią,
tulą się do siebie i cicho mamrocząc
przeklinają Eivora - bo cóż to?
Bohater osady, a z drzewem wymyśla bzdurne zasady!
Sosna za jasna, modrzew za gruby,
Tuja niepasuje - on chce naszej zguby!
Zamarzniem tu prędzej niż od drzewko znajdzie,
ale byle do północy - wtedy sam ucieknie raźnie!
Eivor na przedzie, udaje że nie słucha,
choć w środku już karci bogu ducha
młodzież winną, co bawić się chciała -
a po co komu choinka, gdy trunku butla cała?
Doszli na miejsce przez Eivora wybrane
i szoku doznali - stała tam! Na piedestale -
olbrzymich rozmiarów kobyła - niedrzewo,
nieboskie stworzenie biegnące w niebo.
- Eivor! - krzyknęli - To drzewo przeklęte!
do jutra byś walczył - nic z tego nie będzie!
Wracajmy do domu, napijmy się nalewli,
Zanim lud pomysli, ze brak Ci piątej kle...
- CISZA! - wrzasnął Eivor - Nie boję się ducha!
Poczekam do północy - niech wezwanie me wysłucha.
Zetnę to drzewo, zetnę z przyjemnością,
a cierpienie wiedźmy zobaczę z radością.
Wtem krzyk potężny wszyscy usłyszeli -
tak jakby brudasa do kąpieli ciągnęli.
Ziemia zadrżała, uciekła zwierzyna,
a po chłopcach została jeno peleryna.
- Zamilcz wiedźmo - odparł Eivor - nie boję sie cienia.
Urosłem, przytyłem - nie traktuj mnie jak jelenia!
Przegrałem ostatnio, lecz tym razem będzie inaczej -
jeszcze po wszystkim gorzko zapłaczesz!
- Naiwny głupcze - głos odpowiedział -
Jesteś gorszy niż cholera - czy ktoś Ci to powiedział?
Co rok przychodzisz, najlepsze drzewa niszczysz -
czas już najwyższy by Cię uciszyć!
Eivor z liścia dostał, zaskoczony padł na ziemię.
- Cóż to - rzekł - Ta wiedźma znów mi wleje?!
Nic z tego! - krzyknął znowu, zerwał się z kolan,
wilczą paszczę rozwarł i dorwał rękojeść topora.
W szale nienawiści skoczył do cienia
i zaczął machać bronią - raz, drugi, trzeci -
mając nadzieję, ze cień się rozleci.
Cien wręcz przeciwnie - zgęstniał mocniej,
a ruchy Eivora były bezowocne.
- Walkirio, pomóż! - błagał w myślach wiking.
Czując, że z sił opada i świadomość traci
wciąż wierzył, że modlitwa się opłaci.
Bogom ufał mocno, był z nimi związany,
choć oni kolejne zadawali mu rany.
- Walkirio, pomocy! - krzyknął w rozpaczy
gdy wiedzma uderzyła ciosem rąbaczym - ciosem zabójczym.
Dość szybko, powiecie, ale wiedźma
cierpliości największej nie miała na świecie.
Uderzenie zadzialało - Eivor wpadł na pola.
Krwawiące miał ręce, ranę na pół czoła,
broda mu spłowiala, oczy sie zapadły.
Wiedźma triumfowała. - Głupcze niezaradny!
Walczyć nie umiesz; bronić chcesz osady,
a ze zwykłym drzewem nie dajesz rady! -
na to te słowa niebo otwarło sie nagle
i na chmurze pojawiło sie ciało zgrabne.
- Eivor Eivor! Już patrzeć nie mogę!-
krzyknęła Walkiria, trzymając nogę na nogę -
co roku to samo, o pomoc wciąż wołasz,
A ja, jak widzisz, zajęta - mam w piekarniku kołacz!
Eivor spojrzalł w niebo, całkowicie zrezygnowany
złapał sie za sercę - i nagle - przypomniał sobie radę mamy:
,,Eivorku kochany! Gdy drzewo się buntuje to znak, że miłości mu brakuje!
Pogłaszcz mu gałązki, wytrzyj listki z wody,
powiedz, że będzie lepiej, że niedługo zmiana pogody."
Eivor sie zamyślił i zalany łzami
podziękował w sercu mamie uśmiechami.
Walkirii również podziękował za pomoc -
środkowym palcem - taki zebrała owoc.
- Czemu się uśmiechasz? - wtem wiedźma krzyknęła -
Przegrałeś! To koniec! Głupia Twa nadzieja!
Eivor sie skupił, zebrał wszystkie siły
i skoczyl nagle na środek kobyły = drzewa-giganta;
pięknego, dumnego, niczym samiec bażanta.
Wiedźma w szoku, krzyczy, mrużąc przy tym oczy -
Nie! Niemożliwe! Jak tyś tam wskoczył?!
Eivor nie słucha, w misji skupiony -
głaszcze drzewo po listkach, przytula sie do kory.
Czuć zaczyna ciepło bijące spod gałęzi,
ciepło zamknięte zaklęciami wiedźmy.
- Przestań! Oszukujesz! Wiedźmina zasmarkana
zaczęło w środku czuć zaklęcie znikania -
- Tym mnie nie pokonasz! A nawet i jeśli...
i tak w Helheimie skonasz!
Eivor nie słuchał. Wtulony do drzewa
odtwarzał w głowie najlepsze wspomnienia -
chwile gdy był radosny i wiecęj się nie liczyło -
no może jedynie, gdyby więcej trunku było...
Na tę radość drzewo się ocknęło,
podniosło korzenie, w górę sie wzbiło -
Wolność! Nareszcie! Dziekuję Ci, Eivorze!
Ludzie myśleli o mnie jako potworze...
Klątwa przeklęta lata mi zabrała,
lecz Ciebie za czyn ten wieczna czeka chwała!
W nagrodę za pomoc spełnię Twe marzenie -
Na środku wsi stanę niczym na scenie.
Świecic będę pięknie, bombkami migotać,
gdy wy w domach będziecie słodko śpiochać!
Jak drzewo rzekło, tak się również stało -
na środku wsi mieniło się na biało.
Lud był szczęśliwy, chłopcy przepraszali,
a Eivor wilka drapał za uszami.
Morał z tej historii nietypowo płynie.
A nuż nagroda od GryOnline wpłynie?
Wesołych świąt!