No nie, przykro mi, ale nie.
Tłumaczenie czynów Kommodusa brakiem miłości ze strony ojca to skazana na porażkę próba quasi-usprawiedliwienia tej postaci. Skazana na porażkę, bo Kommodus wcale nie jest tak skomplikowanym bohaterem; film nakreśla go jako złego do szpiku kości, potwora w ludzkiej skórze. Nie ma żadnych przesłanek, które wskazywałyby, że kiedykolwiek był inny; jak ktoś wspomniał, większe docenienie ze strony ojca prawdopodobnie podziałałoby jeszcze bardziej destrukcyjnie na osobowość Kommodusa. Jak już ktoś tu wspomniał, porównanie z Jokerem jest nietrafione, bo poza egoizmem i widocznymi zaburzeniami osobowości tych postaci nie łączy wiele. Nie bez powodu twórcy "Jokera" starają się wytłumaczyć swojego bohatera, a Scott nie. Kommodus nigdy nie był pomyślany jako postać jakkolwiek zniuansowana czy posiadająca pozytywne cechy, to dosyć jednowymiarowy, monstrualny antagonista, choć oczywiście diabelnie dobrze zagrany przez Phoeniksa.