spoiler start
Udzielam się na tym forum z innego konta ale w tej wypowiedzi wolę pozostać anonimowy - stąd takie a nie inne konto, które z resztą pewnie zaraz zostanie skasowane ze względu na tymczasowy mail :)
spoiler stop
Ja nigdy nie daję pieniędzy ani nawet nie kupuję jedzenia... i w sumie to samo radzę wszystkim. Dlaczego? Cóż, powodów jest kilka.
Przede wszystkim w każdym większym mieście działa system jadłodajni dla osób w trudnej sytuacji, gdzie każdy może się w wyznaczonych godzinach zgłosić i dostać posiłek i nikt nie spyta o status materialny, warunki mieszkaniowe, etc. Oprócz tego są również schroniska i noclegownie dla bezdomnych (choć np. w Łodzi to zgroza, którą powinno się zaorać), gdzie oprócz posiłku dostać można dach nad głową i jakieś podstawowe rzeczy (np. ubrania). W obydwu typach instytucji trzeba być jedynie trzeźwym - w noclegowniach i schroniskach bada się to alkomatem, w jadłodajniach ograniczają się raczej do węchu i zachowania ale jednak.
No i ta trzeźwość to druga kwestia. Nawet jeśli kupimy komuś jedzenie to de facto zdejmujemy z niego problem. I tak powiedzmy, że ktoś dostaje 5 złotych i ma wybór między jabolem a jedzeniem - są szanse (choć w sumie to niewielkie), że wybierze jedzenie. Jeśli jednak ktoś dostał jedzenie od "pomagacza" 5 minut wcześniej to dylemat nie istnieje i kasa idzie z automatu na przelew.
Trzeci, powiązany z tym powód to nieutrwalanie pewnego statusu quo. Jakkolwiek może się to wydawać dziwne to sytuacja, w której nic nie trzeba robić a jakieś tam środki do życia są jest w pewien sposób komfortowa. No albo przynajmniej akceptowalna. W efekcie niektóre osoby spędzają na marginesie lata a nawet dekady i nawet im z tym dobrze. Te kilka złotych to po prostu utrwalenie w tym stanie - a naprawdę do życia wystarcza bardzo mała kwota, którą można zdobyć błyskawicznie...
Ostatni to to, że żebranie stało się w pewnym sensie sposobem na życie. Są po prostu organizacje, które uczyniły z tego dodatkowe zajęcie. Nie tylko w Polsce można trafić na ludzi z normalną pracą, mieszkaniem, które po godzinach odpowiednio się przebierają i dorabiają drugą wypłatę żebrząc.
Skąd o tym wiem? Bo sam byłem bezdomny. Wskutek alkoholizmu straciłem kiedyś wszystko i musiałem poznać te mechanizmy od środka. Sam biłem się z myślami na co wydać właśnie otrzymane 2 złote (i naprawdę często wybór padał na alkohol). I przekonałem się, że osoba bezdomna chcąca stanąć na nogi wcale głodna chodzić nie musi - co więcej: tak naprawdę możecie mijać osoby faktycznie bezdomne i nawet do głowy wam nie przyjdzie, że ma taki a nie inny problem. Ba, to może być nawet wasz współpracownik...
Sam potrzebowałem naprawdę konkretnego kopa, żeby coś zmienić. I będąc na ulicy, nie mając już dosłownie nic (torbę z ostatnimi rzeczami mi ukradziono kilka dni wcześniej) znalazłem pomoc, zgłosiłem się do odpowiednich instytucji i zacisnąłem zęby. Tak że dzisiaj mogę pisać te słowa a to, co przeżyłem pozostaje jedynie ciężkim doświadczeniem. :)