- Mamy pierwszego odważnego. - mruknął pod nosem, patrząc na idącą w jego stronę postać. Ochotnik był mężczyzną, stosunkowo niskim i bez wątpienia brudnym, ubranym w podarte łachmany. Twarz skrywał w mroku kaptura, który zdawał się zatrzymywać blask pochodni. - Jak cię zwą?
- Wcale. - odparł obdartus. Dało się wyczuć coś dziwnego w jego głosie; coś złowrogiego i nieprzyjemnego. Grimes nie należał do osób przesadnie bojaźliwych, bądź przesądnych, lecz i tak po plecach przeszły mu dreszcze. Przez chwilę stali naprzeciw siebie w milczeniu, mierząc się wzrokiem.
- Zdejmij ten kaptur, bezimienny. - wycedził w końcu porucznik. Miał nadzieję, że głowa rozbolała go od duchoty i fetoru, panujących w lochu, a nie od wzroku mężczyzny.
Jegomość bez słowa wykonał polecenie, płynnym ruchem zrzucając nakrycie głowy. Angra gwizdnął przeciągle, podziwiając okazałą kolekcję tatuaży, szpecącą twarz bezimiennego. Każdy z nich stanowił pamiątkę po zbrodni, przysiędze, bądź kobiecie. Orli nos, małe usta oraz podobne do dwóch kawałków węgla oczy - to wszystko ginęło gdzieś pośród pokrętnych wzorów i symboli, do tego stopnia, że mogłoby równie dobrze nie istnieć.
- Ładna kolekcja. Widzę, że masz sporo na sumieniu, Hub. Masz coś przeciwko, jeśli będę cię tak nazywać? Bezimienny to strasznie głupie przezwisko.
- Nie mam.
- Dobrze. To teraz wytłumacz mi, czemu miałbym uratować taką parszywą kanalię jak ty, od pewnej śmierci w tym zacnym przybytku, hm?
- Tylko ja mogę zagwarantować, że nikt nie poderżnie ci gardła we śnie.
Grimes sięgnął przez kraty i złapał Huba za łachmany, przyciągając go do siebie.
- Nie jesteśmy na “ty”, zrozumiano?! Dla ciebie, szczurze, jestem porucznik Angara, zrozumiano?! - wykrzyczał, czerwony ze wściekłości. Pozostali więźniowie cofnęli się profilaktycznie w głąb celi, jak najdalej od potencjalnych kłopotów.
Obdartus, chociaż nie wyglądał na siłacza, bez problemu wyrwał się z uścisku, zwinnie odskakując poza zasięg wielkich, włochatych rąk. Następnie, salutując teatralnie, odparł spokojnie:
- Zrozumiano, poruczniku Angara. Kiedy wyruszamy?
- Patrzcie, patrzcie, jaki pewny siebie. Czy jeśli powiem, że nasz cel to Blackreach, nadal będziesz taki chętny?
Pierwszy raz podczas rozmowy, Hub zawahał się przed odpowiedzią. Przez krótki, trwający mniej niż mrugnięcie oka moment, dało się dostrzec zwątpienie, może nawet strach, na jego paskudnej twarzy.
- Będę… poruczniku. - odpowiedział w końcu, przykładając po żołniersku pięść do piersi.
- W takim razie znajdźmy ci kilku kolegów.
* * *
Grimes od kilku godzin chodził nerwowy po osobistej kwaterze. Polecił strażnikom zaprowadzić swych nowych podwładnych do zbrojowni i przygotować ich do drogi już jakiś czas temu, jednak wciąż miał złe przeczucia. Postanowił po raz kolejny przejrzeć ich akta, by przyswoić jak najwięcej potrzebnych informacji. Wybrał czterech, najbardziej obiecujących skazańców.
Szarawego, niemal dorównującego mu pod względem wzrostu, Khajiita, który czekał na wyrok już kilka ładnych lat i jakoś nie mógł się doczekać. Zwykły złodziej, o niezwykłych umiejętnościach akrobatycznych i perfekcyjnym wzroku.
Będę musiał mieć go na oku, takie gagatki są nieprzewidywalne - powtarzał sobie w myślach.
Dwóch braci, pracujących jako siepacze dla jakiegoś z tutejszych watażków. Niezbyt rozgarnięci, ale biegli szermierze. Do samego końca nie zdradzili swojego pracodawcy.
Może nie trzeba będzie bez przerwy patrzeć im na ręce.
Hubę - największą niewiadomą całej wyprawy. Nikt nie wiedział kim jest, skąd przyszedł ani co zamierza. Pewnego dnia po prostu się pojawił i zabił podczas bójki w barze trzech, napastujących kelnerkę mężczyzn. Rozsądek przekonywał, by trzymać się od niego z daleka, wybrać kogoś innego. Problem w tym, że gdyby Angara słuchał swojego głosu rozsądku od początku, nie znalazłby się w tej sytuacji.
Poza tym, nie było nikogo innego. Nie było też czasu. Dzwony na placu zaczęły bić, nawołując wszystkie drużyny do zbiórki.
Nadeszła pora, by wyruszyć w drogę.
Zacznijmy od tego, że muszę pisać ten komentarz 2 raz, ponieważ jakimś cudem za pierwszym razem się nie dodał. Dlatego pominę wstęp, w którym mówiłem, że materiałów przedpremierowych nie oglądałem a z marką R6 też nie miałem wcześniej nic wspólnego. Przejdźmy do rzeczy. Nie zgadzam się z recenzją i postaram się znaleźć kontrargumenty na argumenty recenzenta.
Brak scenek wejścia - coś takiego jest dobre za pierwszym, drugim, może trzecim razem. Ale za setnym zwyczajnie by już nużyły i wybijały z rytmu.
Każdy widzi się jako "tego dobrego" - coś takiego przejdzie w strzelankach typu cs, bf czy cod gdzie gramy anonimami. Ale w Siege każda postać jest zupełnie inna; ma inną umiejętność, głos, broń, czy życiorys. Żeby zrealizować pomysł autora, trzeba by pozbawić operatorów ich wyjątkowości i niepowtarzalności.
Brak kampanii – już przed premierą było wiadomo, że będzie to tytuł stricte multiplayer i wymaganie kampanii w czymś, co nigdy nie miało być grą dla jednego gracza jest nie na miejscu.
Balans - proszę mi wskazać grę, w której jest prawie 30 postaci i wszystkie są w 100% dobrze zbalansowane. Gram niemal od początku i ów balans jest obecnie niemal idealny (poza Lordem Chanką, ale i on ma niedługo zostać wzmocniony).
Często dobiera silniejszych przeciwników - albo zwyczajnie lepiej zgranych. Rangi muszą mieć przynajmniej podobne do Waszych a to, że któryś z Was nie zasłużył na tak wysoką (lub tak niską) rangę to już nie wina gry. Jeśli Twoja drużyna Cię boostuje to nie dziw się, że jak trafisz na inną nie musi już być tak różowo. Działa to w 2 strony.
Eskorta VIP-a – nie ten typ gry. Tu chodzi o obronę i atak określonych pomieszczeń. Coś takiego zwyczajnie tu nie pasuje.
Wszystko sprowadza się do zespołowego deathmatch'u - jeśli ktoś ma już trochę doświadczenia to gra na cele gry. Co prawda najłatwiej (i najczęściej) jest to zrobić na rozbrajaniu bomb ale na innych trybach również nie jest to aż tak rzadkie.
Gra jest brzydka - przyznaję, nie należy do najpiękniejszych na rynku, ale nazwanie jej brzydką jest przesadą. Nawet jeśli przyjmiemy tezę, że jest brzydka, to porównanie jej do Crysis'a ją wyklucza, ponieważ Crysis nadal jest uważany za naprawdę ładną grę (był chyba nawet o tym materiał na tvgry). Zresztą jeśli mojemu koledze poszło w 60 klatkach na karcie GT 540m to znaczy, że jest warto. Ja natomiast gram na najwyższych i nie narzekam na brzydkie widoki, ponieważ nie każda gra musi mieć grafikę nowego Battlefield'a.
Skiny, hełmy - ich ceny i mikropłatności - nie wiem jak inni, ale ja jakoś nie zwracam uwagi na wygląd moich sojuszników czy wrogów (chyba, że trzeba dać info) i zupełnie nie przeszkadzają mi te kosmetyczne dodatki. Miła odmiana - mała rzecz a cieszy. Co do ich ceny to jeśli ktoś chce spędzić z grą więcej czasu to przynajmniej będzie widział cel, dla którego zbiera tą całą gotówkę. Natomiast jeśli ktoś nie ma czasu lub ochoty na spędzanie z grą więcej czasu, to takie rzeczy nie powinny go raczej interesować. Mikropłatności nie dają natomiast żadnej przewagi nad przeciwnikiem – to nie jest Bf czy CoD gdzie można kupić nowe mapy czy bronie – dostajemy tylko rzeczy kosmetyczne lub szybsze zdobywanie punktów rozgłosu.
Nie jest w stanie wciągnąć na długie sesje, bez ekipy i nikt nie będzie płakał, jeśli Ubi zamknie serwery - proszę nie generalizować i nie uogólniać - jest to podstawowy błąd, który już w szkołach podstawowych jest piętnowany przez polonistki. Zawsze znajdzie się ktoś, kto się nie zgodzi z danym stwierdzeniem. Ja się nie zgadzam. I znam wiele osób, które również by się z nim nie zgodziły, gdyby je usłyszały.
Zaporowa cena – 70 – 80 zł za wersję pudełkową i jakieś 60 zł w promocji za wersję cyfrową to zaporowa cena? Proszę mi zatem wytłumaczyć, co by nie było tą "zaporową ceną". Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt darmowych DLC w tym roku i zapowiedz wspierania gry przez co najmniej następny rok.
Czekam na odpowiedz i kontrargumenty do moich kontrargumentów.
Chodziło mi bardziej o to, że szybko wyszukuje, więc wciąż sporo osób gra. Oczywiste jest, że z czasem ludzie odchodzą od gier i tak też jest w tym przypadku. Miałem na myśli, że słowo "umieranie" jest tutaj zbyt ostre; bardziej pasujące właśnie do Battlefronta. Co do sprawdzania poziomów przeciwników i kolegów z drużyny, robię to zawsze i prawie zawsze składy są wyrównane. Nawet jeśli w przeciwnej drużynie są gracze teoretycznie lepsi (załóżmy, że srebro/złoto) to pokonanie ich nie jest trudne (mając w zespole np. brązy/srebra). Ranga tak naprawdę nie odzwierciedla umiejętności (polecam filmik Kromki na YT). Druga sprawa, że gram głównie na grze swobodnej. Jeśli chodzi o cenę, to jednak moim zdaniem ma ona znaczenie. Battlefront (wydany mniej więcej miesiąc przed R6S) w wersji pudełkowej kosztuje około 90 złotych, a znalezienie klucza za 60-70 złotych nie stanowi problemu. Cena Tęczy natomiast oscyluje w granicach 140-150 złotych, a znalezienie czegoś poniżej 130 graniczy z cudem. Wspomnę jeszcze, że AC:S (gra również od Ubi) bardzo mocno spadł z ceny. Sprawdzanie ile osób obecnie gra, mija się trochę z celem, ponieważ jedynym miejscem gdzie można to zrobić, jest steam (jeśli się mylę i jest jeszcze jakieś miejsce, to przepraszam za wprowadzenie w błąd). Chyba nie muszę mówić, że na steam'ie Rainbow'a posiada tylko część graczy (wersje pudełkowe zawierają kod na Uplay, a i taki kod jest tańszy od tego na platformę Gabe'a). 7000 osób to i tak nie jest mało (no dobra, z CS:GO nie ma porównania).
R6 umiera? Jakoś nie zauważyłem. Powiem więcej: dawno nie wyszukiwało przeciwników (i kompanów!) tak szybko i sprawnie. Biorąc pod uwagę fakt, że DLC (trzeba pamiętać, bo to ważne: darmowe) będą wychodzić w pewnych odstępach czasu, ludzie, którym gra się znudziła, będą wracać. Jako potwierdzenie może posłużyć również cena, która praktycznie nie spada od prawie pół roku. To też świadczy o jakości produkcji (np. BF3 i BF4 kosztują obecnie mniej więcej tyle samo, a to wszystko przez, raczej kiepski, odbiór 4 w okolicach premiery).
Czytam to forum i robi mi się smutno. 3/4 komentarzy to zwykłe: "Pograłem w betę, ta gra to gów*o, EA złodzieje itp. itd." Zero argumentów (nie wszędzie, no ale...). Wiele osób narzeka na brak kampanii - pragnę tylko przypomnieć, że Disney anulował Expanded Universe. Czyli wszystkie książki, komiksy i gry nie są już kanoniczne. Zostały tylko filmy i (chyba) seriale animowane. Gdyby zrobili prawdziwego singla, wtedy komentarze brzmiałyby : "Po co w to grać, skoro to i tak nieważne" lub "No to się popisali, ta kampania jest beznadziejna". Dalej: cena. Dobra, tu naprawdę przesadzili, ale kto każe kupować na Originie? Sam widziałem w internecie już za 120 - 130 zł. Poza tym, czy ktoś pamięta cenę Star Wars: Battlefront II? Co do premium, jest to całkowicie nieobowiązkowe. Tylko bez tekstów typu: "Bez premium nie da się grać". Da się. Wymagania są mocno przesadzone. Mojemu koledze na prawie 2 razy za słabym kompie na średnich ustawieniach chodziło w 40 klatkach. Brak bilansu? To częsty argument. "Rebelia zawsze przegrywa", "Imperium ma łatwiej". To prawda, tak było przez 2 pierwsze dni. Wtedy rebelianci nie ogarniali co należy robić; sam byłem świadkiem takich sytuacji: "Dobra, Y-wingi dokonały bombardowania. Olejmy to i dalej strzelajmy do szturmowców!" Co jeszcze? A tak. Spownpoint'y. Nie da się zaprzeczyć, że jeśli ktoś w odpowiednim momencie ustawił się na takowym, to mógł zgarnąć kilka(naście?) zabójstw. Osobiście się z tym nie spotkałem, ale widziałem kilka takich akcji. Czy w tej grze panował chaos? Być może, ale na pewno nie większy niż w w innych strzelankach sieciowych (kto nie utknął na schodach w Bf'ie?). Krytykowane są również: karty, power up'y, brak odrzutu, przegrzewanie się broni, pilotaż, brak rozmów głosowych lub brak przeglądarki serwerów. Moim zdaniem to odróżnia Battlefrona od pozostałych strzelanek. Czy pozytywnie: to już wyjdzie w praniu. Jeśli ktoś czyta ten komentarz, może dojść do wniosku, że uważam tą grę za genialną - tak nie jest. Posiada ona kilka wad, raczej średnich pomysłów i kiepskich rozwiązań. Nie kupię tej gry w dniu premiery (nigdy nie należy tego robić), może na święta. Tymczasem mam prośbę do wszystkich użytkowników internetu: pamiętajcie o kulturze, komentujcie ale nie obrażajcie.
Pozdrawiam
Unity mocno podkopało serię Assassin's Creed, więc by odzyskać zaufanie graczy Ubi musi się mocno postarać. Jak na razie (sądząc z wypowiedzi z wideo) zrozumieli swój błąd. Może o tym świadczyć m.in. zrezygnowanie z multi, na rzecz trybu jednego gracza. Jednak by stworzyć najlepszą grę w uniwersum Assassin's Creed (sami mówili, że Syndicate takie będzie) trzeba by się nieźle natrudzić. Moim zdaniem powinni połączyć najlepsze cechy wszystkich gier, czyli:
- długość (AC2)
- tło historyczne (AC3)
- fabułę (AC2, AC3)
- rozbudowany świat (AC4, ACU)
- zmianę w trybie walki (ACB, AC3, ACU)
- głównego bohatera (oddanie bractwu i honorowość Altair'a, charyzmę i umiejętności Ezia, elegancję i finezję Haytham'a, determinację i niezachwianą wiarę Connor'a, własne zasady życiowe Edwarda oraz odwagę Shay'a)
- inteligentnych przeciwników (sorry, w każdej części to mniej lub bardziej idioci)
- dobrą optymalizację (każda część wystarczy za przykład, oprócz Unity)
Przed Ubi stoi niezłe wyzwanie; czy dadzą radę: czas pokarze. Na razie zapowiada się nieźle, choć sam kupię dopiero gdy cena spadnie.