No właśnie też się nad tym zastanawiam. Zazdroszcze że nie uświadczyłeś tych kwiatków.
Ukończyłem tą grę. Jakim cudem dałem radę się zebrać w sobie nie wiem. Bardzo lubie uniwersum ME, jednak to co zaprezentowała Andromeda nijak ma się do poziomu trylogii. Na początek
System eksploracji
O ile na planetach jeszcze to wygląda i jazda nomadem sprawia radość tak eksploracja z Tempest już mniej. Co z tego że ładnie to wygląda jak po godzinie wysyłania sond aby odkryć górę, rzeczkę czy krater już nie wspomnę o minerałach których pełno na planetach zwyczajnie wieje nudą. Pojawia się tęsknota za starym systemem skanowania planet który był monotonny ale nie usypiał. Poprzednie części miały to do siebie że postacie coś sobą reprezentowały były w pewien sposób unikalne a tutaj? Wszystko jakby pisane na jedno kopyto. Humor drętwy dowcip z każdym następnym co raz słabszy. Światy są naprawdę dobrze zrobione tylko co z tego jak w większości są pozapychane śmieciowymi questami przynieś, podaj, pozamiataj. Walka stoi na przyzwoitym poziomie i raczej po za lewitującymi przeciwnikami czasem nie ma się do czegoś przyczepić.
Animacje
Temat wałkowany od dłuższego czasu więc nie będę się bardziej rozpisywał. Postacie puste, pozbawione charakteru, wyprute z osobowości. Problemy graficzne które w wersji finalnej jeszczę pare lat wstecz nie do pomyślenia (w takich ilościach) np. Lewitujące meble, teleporty na statku między pokojami, rozdwajanie się postaci zarówno na statku jak i podczas misji. System dialogów i ten niby symulator romansu to jakaś kpina (chyba biorą gracza za przedszkolaka). Cut scenki też niedopracowane np. Nim spotkałem Jaala miałem cut scenkę z nim i Liamem, nim go spotkałem Gil pocztą informował mnie że grał z nim w karty. Wątek główny jest ok tylko strasznie krótki, zupełnie jak w DAI może 4 misje. Gra raz na jeden raz dla prawdziwych fanów. Zdecydowanie odradzam.