Z cienia wyszła kocica, ubrana w drapiące łachmany.
-Khajiit - powiedział Angra, nie kojarzył jej - ktoś jeszcze?
Porucznik nie doczekał się odpowiedzi. Niska Kobieta stała przed nim i wpatrywała się w niego pustym spojrzeniem. Co chwilę poprawiała sobie kajdany, które uciskały jej nadgarstki.
-Co potrafisz? - zapytał Grimes
Khajiit przez chwile się nie odzywała. W czasie milczenia Porucznik przyjrzał się jej. Miała na twarzy długą bliznę, oczy czarne jak ebon. Cała okryta była brudnym pyłem.
-Wszystkiego po trochu - jej głos był zbyt delikatny w porównaniu do tego jak wyglądała - głównie władam sztyletami, chociaż umiem się skradać, otwierać zamki, strzelać z łuku, kiedyś nawet pałałam się magią zniszczenia.
-Jak cię złapano?
-Czy to ważne? Nie lubię się tym przechwalać. - odpowiedziała.
-Jak? - mężczyzna naciskał, kobieta z rozdrażnienia odwróciła się bokiem do Grimesa i spuściła głowę.
-Po co te durne pytania ? - zasyczała. Jej oddech przyśpieszył.
Angra skinął głową do strażnika, ten otworzył kraty i wypuścił kobietę. Nie był zachwycony z wyboru ale nie miał innego wyjścia.
We dwójkę wyszli z lochów. Kobieta po wyjściu z ciemności musiała przyzwyczaić swoje oczy do światła dziennego. W czasie kiedy ona rozglądała się po okolicy, Nord opowiadał jej plan działania.
-Dam ci siedem dni na przygotowanie się, moi ludzie zapewnią ci broń i zbroje. Jeśli spróbujesz uciec, zabije cię osobiście Khajiicie.
-Gfin Rejk
-Co? - Porucznik spojrzał się na nią.
-Mam na imię Gfin Rejk - zasyczała.
Porucznik zignorował tą wiadomość, dalej szli w ciszy. Kiedy znaleźli się przed karczmą Grimes odwrócił się i posłał jej tylko jedno spojrzenie. Ono wystarczyło, żeby Khajiit zrozumiała, że jest obserwowana.
Weszli do pomieszczenia i usiedli z dala od wścibskich oczu. Grimes wstał i podszedł do karczmarza. W tym czasie Gfin rozejrzała się po sali. Znajdowało się w niej tylko kilka Nordów, najpewniej przyszli tutaj aby zjeść posiłek przed służbą albo napić się wina po niej.
Cały tydzień minął dość spokojnie. Oboje przygotowywali się w swoim zakresie do wyprawy. Gfin nabrała trochę ciała i znów przyzwyczaiła się do zimnej stali przy nodze i wprawiła się w walce po długiej przerwie a Grimes Angra dokładniej przyjrzał się sprawie.
Wyruszyli w Tridas. Oboje zachowywali dystans i bez potrzeby nie odzywali się do siebie. Jedli skromne posiłki, kładli się spać o zmierzchu i wyruszali o świcie. Po kilku dniach byli już blisko Blackreach.
Nad miastem unosiła się czarna chmura z czerwonymi przebłyskami.
Żadne z nich nigdy nie widziało czegoś podobnego. Wyglądało to jak jakby któreś z bóstw wysysa życiodajną energię z tego miejsca. Oboje spojrzeli na siebie i dopiero zrozumieli, że mają tylko dwa wyjścia. Albo uciec i zapomnieć o dotychczasowym życiu lub wejść do miasta i umrzeć.
Każde z nich już dokonało wyboru.