W migotliwym świetle latarni zaczęły ukazywać się przygarbione sylwetki, a do uszu mężczyzny dobiegały nerwowe szepty, niczym karaluchy lgnące się w cieniu.
-No dalej! - rzucił poddenerwowany Grimes – To wam powinno zależeć, nie mnie.
Nagle chwycił pochodnię z pobliskiego stojaka i zatoczył nią szeroki krąg chcąc oświetlić twarze kandydatów. Szelmy, mordercy i psubraty. Wszystkie te określenia znalazły swój dom na twarzach umazanych w błocie i zaschniętej krwi.
-Na bogów... - porucznik kroczył pomiędzy nimi rzucając przelotne spojrzenia w ich zrezygnowane oczy. Skazańcy odsuwali się lekko od niego, jakby mimowolnie czując palący się w nim gniew. - Sam wasz wygląd wystarczy, aby złożyli broń.
Zrobił kilka kroków i wciągnął nasiąknięte grzybem powietrze. Mężczyźni zaczęli wyrzucać z siebie słowa, które zamieniły się w jeden niezrozumiały bełkot. Po chwili zauważył kątem oka sylwetkę stojącą na końcu zebranych. Przepchnął się pomiędzy śmierdzącymi ciałami i skierował na nią blask pochodni.
Kobieta stała w odosobnieniu, a raczej wyglądało na to, że reszta nie chciała się do niej zbliżyć. Grimes zmarszczył krzaczaste brwi i spojrzał w jej złociste oczy, które patrzyły się tępo w tylko sobie znany punkt.
-Jesteś magiem? - zapytał i przysunął się bliżej niej.
-Zależy kto pyta - odparła bezpłciowym głosem i skierowała na niego swój wzrok.
Poczuł się nieswojo. Zaschnięte maźnięcia farby na jej twarzy układały się w dzikie wzory, które nadawały jej wysokiej sylwetce niepokojącego wyrazu.
-Pyta człowiek, który może ocalić ci życie - warknął.
-Słowa są niczym światła, które widzi człowiek we mgle - mruknęła do siebie, a jej ciało delikatnie drgnęło. - Jeżeli chodzi ci o twory, które wypluwa z siebie Akademia, to nie, nie jestem magiem. Jestem czymś więcej...
-Brzmi pretensjonalnie jak na kogoś siedzącego w zapleśniałej celi, nie sądzisz?
-Ścieżki mojego losu nie kończą się w tym miejscu.
-Zatem dlaczego nie wydostałaś się stąd wcześniej?
-W życiu chodzi o wyzwania, nieprawdaż?
Kąciki jego ust uniosły się mimowolnie. Dobrze wiedział jakie ryzyko niosła ze sobą jego misja. Znał swoich ludzi oraz ich możliwości. Dobrze wiedział jak bardzo przydałby im się ktoś, kto potrafi coś więcej oprócz machania mieczem. Otworzył usta chcąc kontynuować rozmowę, ale zamilkł uchwyciwszy świdrujący wzrok kobiety. Ta włożyła ręce pod fałdy bordowej opończy i zamknęła oczy widocznie zadowolona z siebie.
-Prowadź - dodała po chwili.