
Proszę podać kolaże do dalszych rzędów. Drodzy państwo witam was na spotkaniu, członków polskiej filii bram edenu. Dziękuje za tak liczne przybycie. Proszę o zajęcie miejsc. Dzisiejszym tematem będzie wspólnota, jaka istnieje między nami, a naszymi braćmi ze stanu Montana. Już niedługo dołączymy do nich [ dramatyczny najazd na twarz kaznodzieja ]
W prostych słowach.
Lubimy kulty
cenimy tradycje
lubimy strzelać
kochamy antagonistów
Każda z tych rzeczy się liczy, a tylko jedna z gier w tym miesiącu gwarantuje wszystkie z nich. Ten miesiąc to czas FarCry 5
Doskonale pamiętam cudowną datę 1 kwietnia 2014. Przeglądałem stronę gry-online i czytałem artykuły o Goat Symulator. Gdzieś obok wyświetliła mi się informacja, o grze której tytułu nawet nie mogłem wymówić. Dotyczyła tego, że gra będzie posiadać większy świat niż Oblivion.
Nawet po kilku latach pamiętam datę artykuły dokładnie 10 marca 2014. Wtedy otworzyłem usta i tak czytałem przez dłuższy czas pozostałe informacje o grze.
I tak kolejne cztery lata.
Czekałem i powoli zapominałem o niej. Raz na jakiś czas czytałem o dodaniu nowego elementu do gry lub o przesunięciu daty premiery.
Aż w końcu praktycznie zapomniałem. Kilka dni temu stało się coś, czego się nie spodziewałem. Szybsze bicie serca, trochę dreszczy na ręku i kolejne informacje na stronie.
Ta gra, na którą czekałem cztery lata w końcu jest!
Moja gra miesiąca, roku, a może nawet dekady to Kingdom Come: Deliverance
-Początek lata 2117 mała planeta Ziemia wchodzi w między-planetarny układ o nieagresji ze strony Układów Koalicji. Największym osiągnięciem ludzkości jest kolonizacja dzikich układów i zasiedlenie w niemożliwym tempie niemal wszystkich księżyców w odległości setek zgwargów od ziemi. Mamy lek na wszystkie choroby, roboty, które robią za nas wszystko i transfery myśli które wyparły tradycyjną komunikację.
-"Nasz świat jest bezpieczny, nasz świat jest wspólny, nasz świat jest przyszłością." Powtarzaj te słówa siadając na tym krześle. Rozsiąć się wygodnie w keniencie i załóż idealne gearty na swoje piertyiody i rozpłyń się w swoim nowym krześle.
-Teraz nasze krzesła mają nową funkcję przeżywania wspomnień zapisanych w genie numer 427. Więc jaka jest twoja wola? Może nowa próba nowego siedziska?
-Nie dzięki, zostaną przy zwykłym krześle z oparciem i na kółkach.
-Jaki jest tego sens od stu lat jest ono tym samym.
-Nie. Teraz ma uchwyt na kubek.
25 lipca roku pańskiego 1410
Musze powiedzieć co się stało bo Panna Święta nie przebaczy mi inaczej. Bogu Rodzico miejże litość nad Czarnym Panem. Chroń Jadwigę, Bolesława, Mieszka i Witolda Litewskiego. I piastuj nad naszym zwycięstwem znad Grunwalda piecze by nie poszło na miał.
Na imię mi Piegus. Jestem sługą czarnego pana z Garbowa zwanego Zawiszą. Pan mój osławiony rycerz królestwa polskiego i dobrodziej omieszał się we politykę, której rozumem nie pozna żaden z chłopstwa ni to z miasta ni pan na żadne ze swych włości.
Dobrodziej mój co mnie jako dziecie przegarną do siebie i wychował służy od lat szesnastu i miesięcy trzech w zakonie. Zakon zwany ponoć w świecie wilekim liczy lat ponad tysiąc i nie mniej jak czterystu członków. Z ramienia bractwa wystąpiliśmy do bitwy za dnia dziesiątego lipca w tysiąc czterysta dziesiątego roku.
Jagiełła i Witold panowie wielcy zebrali na naradę swe siły przed bitwą. Kolumna nasza za sto chłopa dotarła pierwsza pod Stębark małą wieś przy polu bitwy i cofnęła się pod sam obóz litewski pod niecałe cztery godziny. Czemu zwiady te miały służyć nie wiem lecz znam ja mądrość wielkich, nie zechcą oni naszej zguby.
I tak za dnia staliśmy w ukryciu i odśpiewali my Bogu Rodzice i z pół dnia zajęło szykowanie na bitwę. Poruszenie wielkie było w obozie. Chcieli my zobaczyć słynne mrowie krzyżaków, zbójców i najemników odzianych w białą szatę. Mówili że tych najemnych to ze sześć tysięcy mogło być, a iże w Malborku to drugie tyle siedzi bo tam mają zakon. Acz nie spojżeli my nawet na pole bitwy gdy rozgrzmiało piekło!
Nagle usłyszeli mi tendem kopyt o ziemie i głośnie krzyki za zarośla. I nagle drzy się jeden dziesiętnik ASSASSYNY! I padły na nasze kolumne i zepchły nas z obozu pod las w minutę! A ja żem koło mego pana stał I Czarny drze się - NIE WEZMĄ WITOLDA PUKIM ŻYJEM! - I jak w szale wpadł na zbójce i ranił go w szczenke. A ten odskoczył, fikoła zrobił w miejscu i jaki sztylet z jego ręki wypada gdy go śmiertelnie jeden z naszych ciął pod szyje. I tak by się cała walka w rok może ciągła gdyby nie róg bawoli i wszystkie assassyny umkły do dziczy. I tyle z naszej odwagi w bitwie było bo zara się ona skończyła.
Czarny Pan zbliżył się do takiego wodza czeskiego co go Szyszak nazywają i podsłuchał żem, że te zbócy to mają długe tradycję w mieszaniu do historii. I niech ich diabli więcej nie niosą na nasze ziemie.
Lecz dziś jeszcze świętujem mówią nasi, że jeszcze jutro ruszamy na Malbork. Do naszych dotarły nowe siły. Zpotkały się nasze dowódcy wszystkie i książęta i rycerstwo i my jako sługi wielkiego pana i słyszałem jak nowi składają przysięgę by to assassiństwo wykurzyć ze świata, a nawet widział żem jak jednego przy ognisku tracą. Dla przestrogi chyba to było.
I ostatnie słowa Jagiełły i Witolda słyszałem przed wyruszeniem w bój - Dziś panowie zaczyna się koniec dla wrogów naszych - i ruszyli przebrani w stroje templariuszy do dziczy i znikli mi z oczu.