13BlackJack

13BlackJack ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

08.07.2020 22:24
odpowiedz
13BlackJack
2

-Nie Bodil, nie możesz iść z nami. Nie jesteś zbyt dobrym złodziejem ani szpiegiem. Mogą nas przez ciebie złapać. Przykro mi.-

Micareth poklepała przybitego Bodila po ramieniu. Chłopak czuł się bezużyteczny, chciał pomóc, ale był tylko skrybą, jedyne co mógł, to atakować wrogów ptakami z poskładanego pergaminu. Mimo że, Micareth zabroniła mu iść i tak postanowił, że pozostanie w bezpiecznej odległości i w razie czego pośpieszy po pomoc.

-Sha'anks gotowy, a Micareth? - rzekł khajiit, zarzucając torbę na ramie.

Micareth skinęła głową i wyruszyli. Był środek nocy, znali godzinę zmiany warty i właśnie wtedy mieli przekraść się za mury i odnaleźć Gutrima. Bodil dokładnie im go opisał, wielki barczysty nord o miłej twarzy dziecka, nosi naramiennik z dużą żółtą literą V - znak sierżanta.
Stali chwile pod murami, gdy zobaczyli że dwóch strażników składa broń. Migiem zarzucili liny na mury i wspięli się niczym małpy. Nikt ich nie zauważył, najtrudniejsze było za nimi. Na ich szczęście noc była ciemna, co pozwalało na większa swobodę w przemykaniu. Dotarli do koszar. Według skryby pokój Gutrima powinien znajdować się na początku pomieszczenia po lewej stronie. Sha'anks wślizgnął się pierwszy, upewnił się, że jest czysto i gestem skniął na Micareth. Razem odsłonili kotarę. Im oczom ukazał się widok, którego nie spodziewali się zobaczyć, na łóżku leżał goły mężczyzna, na twarzy malowały się mu ekscytacja i błogość. Na nim okrakiem siedziała dość pulchna kobieta i podskakiwała rytmicznie. Jej włosy plątały się w całkowitym nieładzie, ciało trzęsło się jak galaretka, a twarz przypominała bardziej twarz świnki niż kobiety. Micareth, mimo iż była w szoku, nie poruszyła się ani nie wydała żadnego dźwięku. Za to Sha'anks odskoczył z sykiem do tyłu najwidoczniej przerażony widokiem, jaki zastał. Bogowie chcieli by, zatrzymał się na mężczyźnie o barczystej budowie z twarzą dziecka, który właśnie wyszedł ze swojego pokoju.

-Khajiit- rabuś z celi.Jak miło, że nie musiałem za wami biegać i was szukać, tylko sami wróciliście odbyć resztę kary. -Gutrim chwycił Sha'anks pod szyje i zacisnął mocno

-Przychodzimy od porucznika Grimesa Angry, wysłał nas do pana.- szeptem starała się uspokoić sytuacje Micareth. -Musimy się ukryć. Proszę.- ostatnie słowo ledwo przeszło jej przez zęby, ale nie miała wyjścia, gdyż w połowie korytarza ktoś zapalił świece i mógł ich nakryć.
Nord skinął głową wskazując szafe, wbiegli do niej zamykając drzwi. Usłyszeli niewyraźną rozmowę Gutrima z innym mieszkańcem baraku. Po chwili ciszy drzwi od szafy otworzyły się . Stał w nich przyjaciel porucznika Grimesa- sierżant Gutrim.
***

Nord nalał wszystkim po kielichu wina i przeczytał spokojnie notatki Angry.

-A więc, jeśli dobrze zrozumiałem, z tego co napisał porucznik, kapitan Beinard spiskuje z wampirami, wysyła na rzeź każdego kto nie wchodził mu w dupe przez ostatnie lata oraz kieruje dostawami świeżej krwi. W sumie dobrze, nigdy nie lubiłem skurwysyna. To jaki macie plan by go zamknąć? -

-Konfrontomacja - odrzekł dumnie khajiit.

-Miałeś na myśli konfrontację? Jeżeli wejdziemy do komnaty kapitana gdy będzie sam , nie powinno być najmniejszego problemu.To co idziemy?- Gutrim wstał z ochotą, jakby wybierał się do obreży- Kapitan jest teraz sam i najpewniej śpi, być może uda nam się nawet spokojnie porozmawiać. Ruszajcie tyłki, tylko muszę was skuć, żeby nie przyciągnąć zbyt wielu spojrzeń. Nie martwcie się, dam wam klucze w razie czego. - uspokoił byłych więźniów.

Wspólnie udali się do komnat Beinarda. Przed ostatnimi drzwiami, rozkuli kajdany i przygotowali się do ewentualnego ataku. Bez pukania wtargnęli do środka. Kapitan czekał przy stole, uśmiechając się ironicznie.

-Jesteście beznadziejni, usłyszałem was zanim weszliście na pierwsze schodki. Domyślam się też, że już wiecie kim jestem, skoro wtargneliście tu w środku nocy. Właściwie dobrze, że tak się stało, nad ranem gdy słońce wędruje po nieboskłonie ,nie czuję się zbyt dobrze. - wstał i podszedł do okna, podziwiając nocne niebo.

-Zdrajca!- warknął Gutrim

-Zdrajca powiadasz, otóż nie. Nigdy nie zdradziłem swojego gatunku. Naprawdę wciąż się nie nie domyślasz, głupi olbrzymie. Jestem wampirem.- po czym skłonił się teatralnie.

Trzech śmiałków zamurowało, spodziewali się wszystkiego, ale nie tego.

-Jak? Jak to możliwe?-z niedowierzaniem odrzekł sierżant

-Och proszę cię, naprawdę podoba ci się życie człowieka? Będąc wampirem nie potrzebujesz snu, masz lepszy wzrok i słuch, a właściwie wszystkie zmysły. Możesz napawać się przerażonymi minami ludzi, z których za moment wyssiesz cała krew. A myślałes, że gdzie znika większość więźniów z Greymoor?- zapytał retorycznie, po czym poklepał sie po brzuchu i wybuchnął śmiechem.

Gutrim rzucił się w stronę kapitana z toporem wymierzonym prosto w serce.Beinard spojrzał na niego z powątpiewaniem i zagwizdał. Po sekundzie do pomieszczenia wpadły dziesiątki takich samych stworów ,jakie spotkali w Blackreach. Rozpętało się piekło, każdego zabitego stwora zastępował kolejny. Walka trwała bez końca.

Całą sytuację z trwogą obserwował Bodil spod murów fortu. Nagle przyszedł mu do głowy bardzo głupi i szczeniacki pomysł. Pobiegł do bramy twierdzy, błagając o wpuszczenie. Strażnicy rozpoznali skrybę i wpuścili go bez przeszkód, chcieli wypytać o co chodzi ale nie zdązyli, gdyż Bodil pognał dalej w stronę lochów. Z furią, o którą nigdy by się nie podejrzewał, rąbnął strażnika w łeb. Zwinął klucze od celi i zawołał.

-Chcecie znów przelać trochę krwi i zasłużyć na Sovngard? U góry czeka armia stworów, które nie mają prawa istnieć, które zagrażają całemu Tamriel. Pomóżcie ich pokonać, a ręcze, że zwrócimy wam wolność.

Więźniowie spoglądali na niego z nie dowierzaniem . Po czym razem krzyknęli.

-Za Tamriel!-

Bodil wypuścił wszystkich. Nie wszyscy oczywiście pobiegli by pomóc Micareth i Sha'anksowi, niektórzy czmychnęli korzystając z okazji. Gdy wybiegli na dziedziniec, zobaczyli potężną masę bezkształtnych istot, a po środku trójkę wojowników zapędzonych w kozi róg. Więźniowie bez namysłu chwycili kije, pochodnie, dwójka z więźniów znalazła zapasy broni i rzuciła pozostałym. Gdy tuzin najnikczemniejszych rzucił się do walki, armia nieprzyjaciela rozprysła się niczym bańka mydlana. Przy życiu pozostał kapitan Beinard, który czołgając się, nie wierzył co się właśnie wydarzyło. Gutrim chwycił go za fraki, a Micareth skuła kajdanami.

-Jesteś zdrajcą czy ci się to podoba, czy nie. A teraz staniesz przed sądem.- sierżant podał wampira dwóm żołnierzom, którzy właśnie przybyli.

Reszta więźniów pozostałych na placu boju, widząc, że jest po wszystkim wybiegli za mury twierdzy i zniknęli w mroku. Nikt za nimi nie wyruszył, bowiem mieli dużo większe zmartwienia na głowie.

-No moje małe łachudry, udało nam się!- Gutrim niczym starszy brat przyciągnął Sha'anksa i Micareth do siebie i uścisnął mocno.- Zasłużyliście na ucztę. I na wolność, ale mam dla was jeszcze jedną propozycję. Co byście powiedzieli na pozycje kaprala w naszych oddziałach? Oczywiście na początek, potem może nawet sierżanta. -

Wojowniczka i kahjjit popatrzyli po sobie z wymownymi minami.

-Jeszcze się zastanowimy.- odrzekła udawanym tonem wyższych sfer, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem.

01.07.2020 23:49
odpowiedz
13BlackJack
2

Biegli przed siebie nie tracąc ani chwil pędzili niczym sarny uciekające przed gończymi psami. Uciekali tak szybko jak tylko mogli lecz nie opuszczało ich wrażenie że sama śmierć czeka za ich plecami korytarze stawały się coraz ciemniejsze. Jedyne co oświetlało im drogę to dopalająca się już pochodnia wiedzieli że zostało im tylko parę chwil zanim zgaśnie i zapanuje ciemność. W oddali słychać było odgłosy walki lecz i ona z czasem ucichła nie byli pewni czy to przez odległość czy może przez jej zakończenie w głowach cały czas zadawali sobie to pytanie. W końcu nadszedł moment błąkania się w ciemności i choć sha’anks starał się wyostrzyć swoje kocie zmysły to na niewiele się to zdało niczym ślepcy obijali się od ścian korytarzy którymi podążali. Poza ich krokami korytarza nie wypełniały żadne dźwięki cisza wręcz uderzała w ich sumienie czuli się winni szczególnie Micareth która obwiniała się za to że zostawiła porucznika i Vere cały czas słyszała w głowie przecież mogłam mogłam walczyć może gdybym tam została oni biegli by teraz do wyjścia. I choć sha,anks wiedział co dzieje się w głowie Micareth nie umiał wydusić z siebie słowa. Wydawało im się że im dalej idą tym głębiej schodzą. Woda chlupotała pod ich butami a co gorsza mieli wrażenie że z każdym krokiem jest jej coraz więcej. Oboje chcieli usiąść i odpocząć lacz jaki to odpoczynek siedzieć w ciemności na dodatek w wodzie. Poruszali się do przodu z ręką na ścianie parli przed siebie aż w pewnym momencie Micareth która szła pierwsza zobaczyła odbicie światła w wodzie było one bardzo słabe ale jednak to dawał im nadzieje. Niczym w transie wpatrując się w odbicie światła sprawnie poruszali się do przodu. I choć woda nie była już po kostki a po kolana oni brnęli przed sebie aż dotarli do wielkiej sali całej zalanej wodą wielkie masywne filary podtrzymujące sklepienie stały niczym najstarsze drzewa szerokie i pnące się ku sklepieniu. Światło dochodziło z dużej szczeliny osadzonej na suficie.
-sha’anks widzi światło, sha’anks widzi szanse, sha’anks widzi wyjście.
Kocur nie ukrywał radości mało brakło a ze szczęścia upuścił by niesionego urzędnika.
Micareth była znacznie mniej szczęśliwa i choć czuła radość dalej prześladowały ją wizje przeszłości oschle odpowiedziała
- a jak chcemy tam wejść to dobre siedem może nawet osiem metrów.
Sha’anks z znacznie mniejszą euforią spojrzał na towarzyszkę wyraz jego twarzy świadczył o niezadowoleniu jakby nie mogła dać mu jeszcze chwili na nacieszenie się promykami słońca.
Sha’anks mruknął cicho po po poszukajmy czegoś co nam pomoże mo może jest tu coś przydatnego albo coś na pamiątkę.
Po chwili shan’anks położył urzędnika w jedynym suchym miejscu i zaczął rozglądać się po sali.
Zwrócił on szczególną uwagę na wyrwę w suficie.
-e eee ee micareth nie masz może wrażenia, nie chce ci niczego sugerować ale nie nie myślisz chyba że coś mogło tu wpaść prawda.
-skup się na wyjściu a nie na jakiś domysłach.
-eee eee ale no wiesz ta dziura wygląda no wiesz jakby coś tu wp wpadło.
-och może i tak po prostu szukaj.
sha’anks jeszcze bardziej nerwowo rozglądał się szukając rozwiązania.
-sha’anks myśli że nie wie co myśli.
-czy ty możesz skończyć gadać. Praktycznie wykrzyczała rozsierdzona Micareth.
W tym momencie coś w jednym z rogów sali się poruszyło najpierw z wolna się podniosło zrobił krok potem dwa jego sylwetka była coraz lepiej widoczna prawdziwy potwór wykrzyknął sha’anks
Micareth odpowiedziała – to nie potwór to olbrzym. Micareth w poszukiwaniu przeciwników walczyła już z podobnymi lecz ten był inny dużo większy cały obrośnięty bliznami rzucił się do walki co ciekawe nie miał on maczugi . Olbrzym rzucał się niczym zwierze w potrzasku co sprawiało dodatkowe trudności w walce i choć micareth dzielnie raniła go swoim rapierem to wielki Olbrzym nie przejmował się tym zbytnio. Sha’ansk starał się ciąć go najlepiej jak potrafił zwinnie przeskakiwał i prześlizgiwał się między atakami przeciwnika lecz i to niewiele zdziałało. Olbrzym ryczał niemiłosiernie siejąc zamęt w sercu Sha’anksa. Powoli oboje tracili siły a przeciwnik trwający w dzikim szale nie przestawał atakować.
-musimy dostać się wyżej on nawet nie zauważył że tniemy mu po nogach powiedziała micareth. I w tym momencie jedna z rąk olbrzyma uderzyła w nią odtrącając ją na parę metrów.
sha’anks mówił sam do siebie i atakował z całych sił.
Micareth wpadła do wody i po chwili wynurzyła się trzymając w ręce coś na kształt włóczni. Cisnęła ona nią w giganta po czym z wody wyciągała inną broń. Włócznia wbiła się głęboko w ramię olbrzyma. A sha’anks zobaczył w tym okazje ręka olbrzyma uderzyła o ziemie on wskoczył na nią wbiegł po przedramieniu przeciwnika i wyrwał włócznie z jego barku po czym ponownie wbił ją w inne miejsce po chwili walki olbrzym upadł na kolana a jego plecy oparły się na jednym z filarów. W klęczącej pozycji wydał ostatnie tchnienie.
Micareth powiedziała tylko-dobra robota. I zaczęła szukać swojego rapiera w wodzie.
Sha’anks uśmiechnął się. Patrzył on jeszcze przez chwilę na olbrzyma aż ujrzał szanse potwór był prawie pod szczeliną.
-Sha’anks wi wi widzi wyjście i wie jak wyjść powiedział zadowolony.
Micareth spojrzała na niego z pytaniem w oczach.
-on odparł tylko spójrz i wskazał w stronę giganta. Potrzebuje tylko jakieś kotwiczki albo czegoś takiego liny mi wystarczy jeśli stanę na tym gigancie.
Razem rzucili się w poszukiwaniu czegoś co może się nadać po chwili Micareth wyciągnęła z wody mały toporek i pokazała go kompanowi.
-powinno się nadać odparł sha,anks przywiązał linę do toporka wdrapał się na giganta i zarzucił swoją prowizoryczną kotwiczkę. Sha’anks z euforii już ciał się wspinać kiedy zobaczył że na dole jest jeszcze urzędnik.
- Mi mi Micareth mam już pomysł wyjdź pierwsza zabezpiecz linę a ja spróbuje wyjść z tym tutaj.
Micareth przytaknęła i zaczęła się wspinać po chwili wyszła na zewnątrz i krzykneła gotowe.
sha’anks przywiązał do siebie urzędnika i szybko wdrapał się po linie. Byli już wolni poza tym przeklętym miejscem zwanym Blackreach.

24.06.2020 23:54
odpowiedz
13BlackJack
2

Na posadzce ruszały się jeszcze niektóre ciała jedne zwijały się inne próbowały odpełznąć jak najdalej lecz tym nie mogła skupić się teraz drużyna zwiadowców myśleli tylko o jednym jak wyjść z tego łajna i choć Angra spoglądał jeszcze w wampirze oczy w których widać było spaczenie wiedział że musi ogarnąć się i poprowadzić swoją grupę ku życiu. Każdy z osobna i wszyscy razem chcieli się stąd wydostać i taki początkowo był plan.
Porucznik krzyknął -Za mną
nikt nie protestował i wszyscy ruszyli za porucznikiem Biegli co tchu w stronę z której przyszli lecz stary krasnoludzki mechanizm zamknął się i po schodach nie było śladu.
Sha’anks mruknął- nie nie nie podoba mi się tą co co teraz…
Vera nieco nieświadomym wzrokiem rozglądała się po małym pokoju do którego wcześniej zeszli schodami widząc jak gówniana jest sytuacja w której się znaleźli zrobiła tylko krok w tył chcąc oprzeć się o ścianę i wtedy zobaczyła że stoją nie na posadzce ale na wielkiej zębatce która pewnie służyła przy otwieraniu schodów nie wiedziała tego choć była pewna że coś jeszcze da się zrobić po chwil dostrzegł to także Kocur który bezzwłocznie zaczął szukać rozwiązania Angra i Micareth dostrzegli szanse dopiero po chwili. W pewnym momencie spomiędzy krzyków bestii które biegły w ich kierunku rozległ się cichy lecz niesiony przez echo szept
-jest
nie do końca wiadome było kto to powiedział ale Micareth powiedziała -chodzie tutaj się wciśniemy
przy jednej z ścian brakowało kamienia który klasycznie robił by za ścianę ale tutaj odsłaniał on łączenie się wielkich zębatek i choć pomiędzy nimi była ciemność Micareth postanowiła zaryzykować i przecisnąć się jako pierwsza. Po chwili wszyscy usłyszeli głośny plusk a po chili głos – psia krew wszędzie woda ale chyba bezpiecznie.
Vera wskoczyła bez zastanowienia jako druga Angara stanoł przed szansą na życie i już chciał wchodzić kiedy zobaczył szczającego pod siebie Kota.
Angara wymownym spojrzeniem spojrzał na Sha”anksa i powiedział samego cię tu nie zostawię ale jeśli nie skoczysz to razem tu zginiemy.
-Sha’anks nie nie nie umie pływać
ale kiedy kończył słowo pierwszy stwór wyskoczył już z korytarza i choć sha’anks rozciął go jednym gładkim cięciem horda był już naprawdę blisko.
Kot ze łzami w oczach przeciskał się przez dziurę aż po chili wpadł do wody Angra szedł tuż zanim lecz potwory złapały jego nogę szarpał się jak mógł lecz one były silniejsze już prawie udało im się wyciągnąć jego nogę z dziury kiedy but poluzował się i spadł a pułkownik pędem wskoczył do wody. Fosforyzujące grzyby oświetlały grotę i choć dziewczyny płynęły już do brzegu Grimes rozglądał się za kotem którego nigdzie nie było widać po chwili ujrzał obok siebie bąbelki tym samym zanurkował i wyciągnął dławiącego się wodą Sha’anksa. Po chwili byli już na brzegu.
Micareth cichu powiedziała -co dalej
Vera zmęczonym głosem odrzekła -to. Patrzyła ona na olbrzymi posąg który stał do nich tyłem.
Angra pozbierał się i powiedział- nie karzmy mu czekać
-ale ko ko komu mamy nie kazać czekać? Zapytał Sha’anks
A vera odpowiedziała -Mu
Byli już gotowi wiedzieli że nie ma innej drogi ruszyli w stronę posągu
Skradali się bardzo cicho z pomnika wyrastała niby roślina lecz nie do końca żadne z nich nie widziało nigdy czegoś takiego z jednej strony była piękna z drugiej mroczna i niebezpieczna oplatała ona głowę i klatkę piersiową wielkiej statuty lecz ciągnęła się znacznie dalej schodziła ona po jednej z nóg i spadała z urwiska Vera nie mogła opanować się przed podejściem do zbocza i zobaczenia co kryje się niżej. Kiedy podeszłą do zbocza zobaczyła ogromną sale po której ciągła się roślina a przy niej setki a może i tysiące humanoidów którzy pracowali w wielkim zapale pozyskując farbę i malując jeden i ten sam symbol na ścianach.

17.06.2020 22:43
odpowiedz
13BlackJack
2

Oparci o ściany więźniowie nie śpieszyli się z decyzją, tylko jedna sylwetka wystąpiła na środek. Cień okalał jej twarz przez co Grmies miał problem z domyśleniem się kim jest owa postać. Obok wejścia od strony korytarza wisiała pochodnia Angra sięgnoł po nią, by oświetlić więźnia. kiedy sylwetka stała się widoczna Porucznik wiedział już że to kobieta, twarz przykryta była włosami jedyne co spod nich wystawało to elfie ucho. ubrania były praktycznie nieużytkowe poprzecierane i potargane w wielu miejscach. Po wyrazie twarzy Gimesa było widać zdezorientowanie.
-Nie ma więcej chętnych???
Nikt nie odpowiedział na pytanie..
-Naprawdę takie z was łajzy jakaś dziewka woli walczyć niż stracić głowe a wy siedzicie i czekacie na śmierć jacy z was mężczyźni gdzie wasz honor gdzie odwaga?Szumowiny.
-Gdybym nie szła to może byli by chętni...
-Czemuż to?
kobieta odgarnęła włosy i uśmiechnęła się, jej usta i policzki całe były zalane krwią.Grimes spojrzał na nią z jeszcze większym zdumieniem, nie wiedział co ma zrobić cały czas czekał na odpowiedź, ale nawet mu ten widok nie dodawał otuchy.
-odpowiem ci kiedy przyjdzie pora...
Porucznik nie chcąc ciągnąć sytuacji odwrócił się i i burknął -chodź.
wychodząc z celi odłożył pochodnie na miejsce. kiedy strażnicy zobaczyli co się dzieje niedowierzający strażnicy trzęśli się patrząc na to kto wychodzi z celi. Zamarli, w bezruchu i wpatrywali się w sylwetkę kobiety z przerażeniem.
Grmies warknął - Jaja wam urwało gdzie podziali się prawdziwi mężczyźni. Rozkujcie ją...
Jeden ze strażników chwycił za włócznie drugi natomiast podniósł klucze leżące na stole i podszedł do więźnia. W momencie w którym doszedł do więźnia jego ręce trzęsły się jeszcze bardziej a kiedy kobieta delikatnie otworzyła usta a z nich wyciekłą krew nagle jedna z nogawek spodni zrobiła się mokra. Angra z coraz większym niedowierzaniem i zdumieniem przyglądał się kobiecie. Grimes nie odezwał się, poszedł jedynie schodami w górę gdzie czekał aż dogoni go kobieta. Przed ostatnimi drzwiami ściągnął z siebie futro i rzucił je kobiecie. Martwa albo schorowana na nic mi się nie przydasz... Elfka zarzuciła futro po czym razem z Angrą wyszła na zewnątrz. jej oczom ukazał się rzeki Białych pasm górskich i choć gęsto sypiący śnieg przysłaniał jej widok nie mogła oderwać wzroku od ciągnącego się krajobrazu. Przecierała tylko oczy i patrzyła z niedowierzaniem.
Porucznik raz kolejny warknął. -idziesz czy wracasz do celi???
Kobieta szybko ruszyła za swoim nowym przełożonym. Ten otworzył drzwi i wszedł do środka Podłoga lekko zaskrzypiała a Grimes usiadł na trzynożnym stołku. Wzdychnoł i otwartą dłonią wskazał na inny stołek.
-Więc kim jesteś
-chyba bardziej interesuje cię kim byłam...
-więc???
-Mów mi jak chcesz. Przyjaciele a raczej ci których nie zabiłam nazywają mnie Skade.
-kim byłaś i dlaczego wszyscy tak panicznie się ciebie boją?
-mówisz o tych trupach w klatce??? Nie lubię jak się mnie dotyka bez pytania a szczególnie kiedy mam być tylko zabawką...
-do rzeczy...
-każ im ściągnąć spodnie a przekonasz się jak ostre potrafią być elfie zęby. Pytałeś czym się zajmowałam zanim tu trafiłam byłam szpiegiem precyzując Thalmorskim Szpiegiem. Nie wiem gdzie nie wiem kiedy ani po co ale potrzebujesz mnie dlatego zadbasz bym wyjechała z tego przeklętego miejsca a ja zadbam byś mógł do niego wrócić.
Nagle drzwi otworzyły się z głośnym hukiem. Porucznik trochę wyrwany z rzeczywistości momentalnie obrócił się a w drzwiach stanął Beinard który zdenerwowany Wrzasnął Stój tak głośno że nawet paru strażników przybiegło sprawdzić co się dzieje. Po czym dużo ciszej lecz dalej nerwowo powiedział
-nie możesz zabrać tego więźnia...

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl