Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość gry 2 grudnia 2021, 15:40

Need for Speed Underground mogło trafić na ekrany telewizorów

Need for Speed: Underground mogło doczekać się własnego programu telewizyjnego. O szczegółach mówi były producent projektu.

W SKRÓCIE:
  1. amerykański producent Craig Lieberman zdradził, że dwie dekady temu rozważano program telewizyjny na licencji Need for Speed z budżetem 6,5 miliona dolarów;
  2. seria miała skupić się na rywalizacji klubów samochodowych w licznych wyzwaniach, a jedno z nich rozgrywałoby się w NfS: Underground;
  3. ostatecznie zrezygnowano z tych planów z powodu zbyt dużej konkurencji na rynku;
  4. Lieberman wspomniał też o tym, dlaczego Universal Pictures nie chciało inwestować w gry na licencji Szybkich i wściekłych.

Popularność gier wideo sprawia, że praktycznie od początku istnienia branży pojawiają się pomysły na ekranizacje tej czy innej marki znanej graczom. Tyle że zwykle skutkuje to widowiskiem równie „udanym” co Need for Speed Aarona Paula z 2014 roku, „chwalone” za bezsensowną historię i całkowity brak realizmu w scenach akcji. Co ciekawe, nie był to pierwszy projekt, który mógł przenieść NfS poza komputery i konsole. Craig Lieberman (powiązany m.in. z marką Szybcy i wściekli) zdradził, że już w 2002 roku planowano serię telewizyjną na licencji Need for Speed.

Wzmianka o projekcie, który nigdy nie ujrzał światła dnia, padła w niedawnym filmiku Liebermana zamieszczonym w serwisie YouTube. Materiał wspomina o projektach na samochodowe show, jakich wiele pojawiło się na przełomie wieków. Koncepcja programu zmieniała się parę razy, aż pewnego razu producent przedstawił swój pomysł firmie Electronic Arts.

Nie było to pierwsze spotkanie z wielkim wydawcą. Lieberman był konsultantem zatrudnionym przez EA w trakcie prac nad Need for Speed: Underground i na prośbę spółki zbudował rzeczywisty model Nissana Skyline’a GT-R R34 na okładkę gry. W trakcie tej współpracy obaj producenci podrzucili pomysł na program samochodowy zarządowi Electronic Arts, który najwyraźniej przypadł mu do gustu.

Serial byłby zatytułowany po prostu Need for Speed, by powiązać go z debiutem Underground i – pomijając szczegóły – zasadniczo korzystałby ze schematu typowego dla tego typu programów. Widzowie śledziliby rywalizację grupy klubów samochodowych, których zadaniem byłoby zmodyfikowanie danego pojazdu. Oceniano by m.in. wygląd, osiągi (w tym czas potrzebny na pokonanie jednego okrążenia na torze), najszybszy montaż systemu turbo i nitro, udźwiękowienie auta, wynik w wyścigu równoległym (drag race) itp.

Prócz tego serial miałby jeden, ale istotny zwrot akcji. Otóż pod koniec zespoły wprowadzono by do magazynu mieszczącego wspomniane GT-R R34 z poleceniem wybrania jednego członka drużyny. Jego zadaniem byłoby uzyskanie jak najlepszego czasu okrążenia w wyścigu. Jednakże tuż przed tym, jak wsiedliby do auta, „kurtyna by opadła” i zawodnicy dowiedzieliby się, że owszem, będą się ścigać – ale w Need for Speed: Underground.

Wbrew pozorom nie był to tylko tani chwyt marketingowy – w każdym razie nie „tani”. Budżet programu oszacowano na 6,5 miliona dolarów, a mówimy tu o dolarze sprzed prawie 20 lat, kiedy to amerykańska waluta była warta prawie o połowę więcej niż obecnie (via Statista). Według Liebermana byłaby to jedna z najdroższych tego typu inicjatyw tamtych czasów.

Mimo to ostatecznie zrezygnowano z projektu z bardzo prostego powodu. Konkurencja na rynku była zwyczajnie zbyt duża w 2002 roku – nawet MTV miało problemy z utrzymaniem przy życiu swoich serii. Do tego pojawiły się obawy, że pomysł ma za mało „treści”, by zbudować wokół niego serię. Lata później programy samochodowe zaczęły masowo pojawiać się na wówczas podbijającym Internet serwisie YouTube, co zapewne skutecznie pogrzebało ewentualne wskrzeszenie pomysłu Liebermana.

Skoro mowa o konkurencji grzebiącej projekty, Lieberman zdradził też, że wytwórnia Universal Pictures długo wzbraniała się przed powstaniem gier na licencji Szybkich i wściekłych. Owszem, de facto od początku istnienia marki rozważano wysokobudżetową egranizację. Jednakże ostatecznie uznano, że nie ma sensu wydawanie „dziesiątek milionów dolarów” na projekt, który musiałby rywalizować z gigantami tworzonymi przez weteranów branży, pokroju Gran Turismo, Need for Speed, Forzy czy nawet… Grand Theft Auto („technicznie rzecz ujmując”, wedle słów Liebermana). Zamiast tego Universal wolał zarabiać na licencji, pozwalając deweloperom na uwzględnianie w swoich grach aut znanych fanom Fast and Furious.