Miłośnicy kina podczas seansu potrafią mieć wiele frajdy. Nie tylko za sprawą pokazywanej na ekranie historii, ale również ukrytych przez twórców niespodzianek.
Szybcy i wściekli: Tokio Drift jest przez wielu fanów serii uznawany za jedną z najlepszych części cyklu. Osadzenie akcji w Japonii, skupienie się na wyścigach oraz wpadająca w ucho muzyka sprawiły, że kończący niedługo siedemnaście lat film na stałe wpisał się w kanon uniwersum.
Nie są to jednak jedyne aspekty, którymi Tokio Drift może się pochwalić. Twórcy ukryli kilka niespodzianek dla widzów z dobrym wzrokiem, a jedną z nich można zobaczyć po zatrzymaniu filmu dokładnie w 44 minucie i 49 sekundzie.
To właśnie w tym momencie na ekranie pojawiają się dwaj z pozoru nic nie znaczący wędkarze. Pozory jednak mogą mylić. Jednym z nich jest Kazutoshi Wakakura, czyli producent Szybkich i wściekłych: Tokio Drift. Ważniejszy dla samego filmu jest jednak mężczyzna w niebieskiej kurtce.

Jest to bowiem Keiichi Tsuchiya, japoński kierowca wyścigowy, który okrzyknięty został mianem „Króla Driftu”. W Kraju Kwitnącej Wiśni uznawany jest on za prawdziwą legendę wśród fanów motoryzacji. Wszak to właśnie dzięki jego niekonwencjonalnemu sposobowi jazdy drift stał się popularny na całym świecie. Dzięki niemu powstanie filmu Szybcy i wściekli: Tokio Drift było w ogóle możliwe.
Trzeba przyznać, że osobom odpowiedzialnym za trzecią część cyklu w bardzo dobry sposób udało się ukryć ciekawy easter egg. Złożenie hołdu osobie, bez której film nie powstałby, z pewnością można zaliczyć do tej kategorii.
Film:Szybcy i Wściekli: Tokio Drift(The Fast and the Furious: Tokyo Drift)
premiera: 2006akcjakryminałdramatthriller
Trzecia część serii Szybcy i wściekli, której głównym bohaterem jest młody mistrz kierownicy, Sean Boswell. Po zakończonym kraksą nielegalnym wyścigu, aby uniknąć kary więzienia, zmuszony jest uciec do Japonii, gdzie mieszka jego dawno niewidziany ojciec. Sean ma ogromne problemy z adaptacją w nowym miejscu, ale wszystko zmienia się, gdy poznaje lokalny półświatek zajmujący się organizacją nielegalnych wyścigów.
16

Autor: Marcin Nic
Przygodę z pisaniem zaczął na nieistniejącym już Mobilnym Świecie. Następnie tułał się po różnych serwisach technologicznych. Chociaż nie jest typowym graczem, a na jego komputerze znajduje się tylko Football Manager, w końcu wylądował w GRYOnline.pl. Nie ma dnia, w którym nie oglądałby recenzji nowych smartfonów, dlatego początkowo pisał o wszelkiego rodzaju technologii. Z czasem jednak przeniósł swoje zainteresowania bardziej w kierunku kinematografii. Miłośnik NBA, który uważa, że Michael Jordan jest lepszy od LeBrona Jamesa, a koszykówka z lat 90-tych była przyjemniejsza dla oka.