Sierra i LucasArts to chyba jedne z najlepszych firm które produkują przygodówki i choć wiele aspektów gier Sierry jest irytujących są to wspaniałe, klasyczne gry.
Dzisiaj zacząłem w to grać. Jak dobrze, że jest tyle gier, których człowiek nie poznał wcześniej ;)
Sądząc po ocenie, to same dzieci oceniają, nie patrząc nawet na datę wydania. Świetna gra z typowym dobrym humorem, znanym z serii ... Quest.
Space Quest to przezabawna gra przygodowa od studia Sierry, która wyszła z rąk Scotta Murphy'ego i Marka Crowe'a, którzy byli już trochę znudzeni pracą przy serii King's Quest w klimatach fantasy z krystalicznie porządnym protagonistą, bo prywatnie kochali zwariowane filmy i komiksy sci-fi. Gra została wydana w latach 1986-1987 na pięciu platformach. Pojawiła się na komputerach Pc, Macintosh, Apple II, Amiga, Atari ST. W zasadzie to parodia filmów science fiction wypełniona po brzegi kapitalnym humorem nie odstającym zanadto od tego co później prezentowały najlepsze przygodówki LucasArts z lat 80'/90' będące przecież najbardziej zabawnymi grami jakie widział świat. Gameplayowo Space Quest przypomina Kings Quest, ale w klimatach sci-fi oraz z dużo większą dawką humoru. Wyjątkowe doświadczenie, które jest częścią historii gier video. Produkcja zbierała bardzo dobre recenzje. Pamiętam, że solucja tej gry pojawiła się w jakimś numerze polskiego czasopisma Top Secret, gdzie nie tylko był opis przejścia całej gry, ale także wszystkie komendy, które wpisujemy po angielsku co zapewne dla wielu fanów przygodówek niezaprawionych z grami Sierry było na wagę złota. Tak epicka gra oczywiście z miejsca stała się hitem sprzedażowym Sierry i uplasowała w tej kwestii zaraz za plecami gier z serii King's Quest. Dawno minęły złote czasy gier przygodowych w klasycznym stylu, które przypadły na lata 80' i 90'. Dzisiejsze gry z pompą stawiają głównie na efektowną grafikę i powtarzalną bezmyślną akcję, a ludzie przyzwyczaili się do stawiania ostrości obrazu ponad wyobraźnię. Gry takie jak Space Quest pozwalały nie tylko pracować wyobraźni na bardzo wysokich obrotach, ale też używać mózgu w celu rozwiązania zagadek, a jednocześnie bawiły nas subtelnymi żartami i sytuacyjnym humorem oraz zapewniały poczucie epickiego spełnienia na końcu wielkiej kosmicznej przygody.
Gameplay. Początek świetnej i zabawnej serii przygodowej w klimacie space opery. Wcielamy się w dość fajtłapowatego woźnego Rogera Wilco, który dba o porządek na dużym statku kosmicznym Arcada. Niestety Arkada zostaje zaatakowana przez grupę złowrogich kosmitów, która zabija większość załogi, a nasz Roger przypadkowo wplątuje się w międzygalaktyczną intrygę i staje się kosmicznym bohaterem. Co ciekawe nasza postać może nazywać się inaczej jak przykładowo Janusz, bo mamy możliwość zmiany jego imienia na jakie chcemy. Sterowanie jest identyczne jak w pierwszych częściach King's Quest więc poruszamy się strzałkami, a interakcje z otoczeniem wykonujemy poprzez wpisywanie odpowiednich komend z klawiatury. Wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym łącznie podczas wpisywania liter z klawiatury co powoduje, że czasem trzeba wykazać się refleksem, by uratować Rogera przed śmiercią. Odświeżona wizualnie wersja z początku lat 90' ma wygodne sterowanie oparte wyłącznie na myszce i jest zdecydowanie łatwiejsza. Rozgrywka w obu wersjach jest bardzo orzeźwiająca i zabawna na czele z odkrywaniem nowych planet, kontaktem z obcymi istotami i ratowaniem wszechświata przed zagładą. Największą siłą są komediowe akcenty pod postacią dialogów, gagów sytuacyjnych, komunikatów po uśmierceniu naszego bohatera i scen parodiowania słynnych filmów. Pomogło to Space Quest wyróżnić się na tle innych gier przygodowych Sierry. Poniekąd najsłabszym ogniwem gry mogła stać się jej czysto liniowa rozgrywka bez rozgałęzień znanych z oryginalnych wersji pierwszych części King's Quest, ale moim zdaniem stało się to zaletą, że po prostu tutaj można czerpać ogromną satysfakcję z przechodzenia od jednej zagadki do drugiej. Ta kultowa gra przygodowa mimo, że jest bardziej liniowa od King's Quest to oczywiście ma porównywalnie wysoki poziom trudności, ale tak wymagająca była większość gier przygodowych według standartów z 1986 roku. Od początku jesteśmy wrzuceni na głęboką wodę. Początkowe lokacje są dość trudne, bo trzeba unikać pułapek i niebezpieczeństw, które są trudniejsze niż same łamigłówki. Gra oferuje kilka zabawnych minigier. Krótka sekwencja zręcznościowa jest dość trudna do opanowania. Automat do gry w barze Ulence Flats bije wszystko na głowę. Ta lokacja zresztą jest pełna zabawnych nawiązań do znanych filmów science fiction. Uwielbiam zwłaszcza wszystkie nawiązania do Gwiezdnych Wojen i Star Trek. Postacie, które poznajemy w grze są bardzo zróżnicowane. Zaczynając od oślizgłego sprzedawcy używanych rakiet po ponurego pracownika magazynu, a kończąc na kosmicznym alfonsie. Jak to w grach Sierry także i tutaj możemy umrzeć na szereg widowiskowych sposobów. Zgony są tak kreatywne, że istnieje pragnienie, by spróbować dowiedzieć się jak umrzeć zamiast tego uniknąć. Zaryzykuje stwierdzenie, że jedyna gra w historii, która przebiła serię Space Quest pod tym względem to Elvira: Mistress of the Dark (1990), która prezentuje niezwykle pomysłowe i makabryczne sceny śmierci odkrywając kolejne krwawe wizualizacje, która zaskakują. Samo zakończenie Space Quest jest również bardzo satysfakcjonujące. Mogę być nieco stronniczy, ale uważam, że przygody Rogera Wilco są dużo bardziej zabawne niż perypetie miłosne Larry'ego z dużo bardziej prymitywnym humorem z cyklu Leisure Suit Larry. Poza tym Roger Wilco stał się jedną z najpopularniejszych postaci w grach przygodowych obok Guybrusha Threepwooda, Gabriela Knighta i George'a Stobbarta. Zdecydowanie Roger Wilco jest kimś z kim łatwo sympatyzować.
Grafika i udźwiękowienie. Graficznie prezentuje się elegancko i klimatycznie. Technicznie dość podobnie jak trzecia część King's Quest i pierwsza część Police Quest. Uźwiękowienie nie jest zbyt spektakularne. Muzyka jest praktycznie nieobecna. Oficjalny remake, który został wydany na początku lat 90' ma znacząco ulepszoną grafikę i dźwięk. Zwłaszcza imponująca wizualnie jest nowsza wersja VGA w 256 kolorach na Pc. Technicznie dość porównywalna z King's Quest V (1990) i Space Quest IV (1991).
Podsumowanie. Oceniam 8,5+/10 z powodu sympatii. Ta gra jest dowcipna, kreatywna i zapewnia mnóstwo frajdy. Ma przyzwoitą fabułę i doskonałą rozgrywkę. Klasyczna gra przygodowa, która zawsze potrafi mnie rozśmieszyć. Integralna część każdej ambitnej kolekcji fanów gier science fiction. Space Quest ma tak zajebiście sarkastyczny charakter, którym zdobyło rzeszę fanów, że pojawiło się w niecałe 10 lat jeszcze pięć sequeli. Uważam, że zwłaszcza Space Quest 1-4 to bardzo udane przygodówki z czasów świetności Sierry, gdy tworzyli gry z pasją i ogromnym luzem. Mam trochę mieszane uczucia co do piątki i szóstki, które powstały już w czasach, gdy Sierra działała jak typowe korpo. W dość podobnych klimatach sci-fi jak Space Quest 1-6 jest przygodówka Revolution Software - Beneath a Steel Sky (1994).
Główną serią Sierry w latach 80' było King's Quest, a pobocznymi cyklami Space Quest, Police Quest i Leisure Suit Larry, gdzie to właśnie Space Quest najmocniej rywalizował z KQ. Pod koniec lat 80' i początku lat 90' rękawice King's Quest i Space Quest rzuciło Quest for Glory (pierwotnie miała nazywać się Hero Quest) w walce o miano najlepszej serii Sierry. Ostatecznie wszystkich pogodził Gabriel Knight, który wysunął się na czele peletonu. Zawsze, gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta :)
Oficjalny remake na komputer Pc z 1991 roku:
https://www.youtube.com/watch?v=BvrIMwCFJUc
Oficjalny remake na komputer Amiga z 1991 roku:
https://www.youtube.com/watch?v=gdX4HjRFiKM
Wersja oryginalna na komputer Pc z 1987 roku:
https://www.youtube.com/watch?v=UboQ_Td7NIk
Wersja oryginalna na komputer Amiga z 1987 roku:
https://www.youtube.com/watch?v=YZW3dmfzmiI&t=2194s