Wypadek i OC
Nie wiem gdzie zasiegnac rady wiec pisze tutaj. Kolega mial kolizje, na skrzyzowaniu wjechal mu w tyl gosc. Policja byla i chociaz to ewidentna wina goscia byla , stweirdzili ze to niby on zawinil. Mniejsza o to. Ma spisane dane ubezpieczenia goscia i gosc jego, i on bedzie z niego sciagal, a kolega chce z niego. I co teraz ma zrobic ? Do czyjego ubezpieczyciela dzwonic ? Do tego co mu wjechal w tyl tak ? I co powiedziec ? Ze tamten mu spowodowal szkode ? Sam mu nie moge pomuc, bo nigdy nie bylem w takiej sytuacji
"Kolega mial kolizje, na skrzyzowaniu wjechal mu w tyl gosc."
Wina tego gościa...

Nie chodzi tu o wine, chodzi o to gdzie ma dzwonic
W tyl mu wjechal ale z boku, kolega juz prawie skrzyzowanie opuscil , a tu dup. Ale i tak policja swoje ...
Jak to gdzie ma dzwonic
Do swojego ubezpieczyciela i tyle i to szybko...
Jesli policja miala watpliwosci - to znaczy ze albo koles, ktory mu wjechal, ma znajomosci w policji (malo prawdopodobne - bo wtedy by kolega uslyszal "dogadajcie sie") albo kolega rzeczywiscie dal ciala - pewnie smignal na pomaranczowym w ostatniech chwili ?...
W razie czego bedzie musial dochodzic swoich praw w sadzie.
Jesli kierowca, ktory mu wjechal w bok mial swiadkow- trudno - kolega straci znizki.
Lepsze to niz utrata zdrowia albo zycia tak na marginesie...
A jak wyglądała sytuacja, tak z ciekawości? Zasadniczo każde wjechanie komuś w tyłek = wina tego, kto w tyłek wjechał - trochę mnie dziwi zdanie policji w takim razie. Nie było to czasem aby jakieś wymuszenie?
Dzwoni się pod numer ubezpieczyciela SPRAWCY. Zgłasza się szkodę, podając numer polisy sprawcy, mówiąc, że jest się osobą poszkodowaną itd - zresztą linię obsługują zazwyczaj miłe, konkretne osoby, więc wszelkie niejasności wyjaśniane są na bieżąco.
Inna sprawa, że "chcieć ściągać z czyjegoś OC" nie znaczy "na pewno mi się uda". Decydująca tu będzie opinia policji imho.
Właśnie chodzi o winę, szkody spowodowane własnym działaniem pokrywa AC, skoro została stwierdzona wina kumpla to jak dla mnie może sobie do upojenia dzwonić do ubezpieczalni a pieniędzy z OC drugiego kierowcy nie dostanie.
Jeżeli policja stwierdziła winę kumpla to można zgadywać że wyjeżdżał z podporządkowanej albo przejeżdżał z podporządkowanej w podporządkowaną.
To bylo skrzyzowanie bez sygnalizacji, matka tamtego dzwonila po policje , wymienili sie numerami polis i danymi i teraz nie wie gdzie ma dzwonic , do siebie , czy do jego .
Sytuacja tak wyglada, ze kolega juz prawie przejechal przez skrzyowanie, a tamten tak pedzil, ze mu w bok w tyl wjechal, nawet gosc nie hamowal, zadnych sladow nie bylo, ograniczenie do 40 a ten sam powiedzial ze z 70 zwalnial juz. Ale policja powiedziala ze on sprawca bo regola prawej reki i mial go niby przepuscic, bo pierwszenstwo mial ten co skreca, a gosc jechal prosto i kolega tez. Wina teoretycznie ich obu
ten co wjechal koledze jechal sam, a kolega z kumplem i potwierdza to wszystko
Czyli wymusił pierwszeństwo i dostał w bok pisząc najprościej :).
Nic nie ugra nawet w sądzie. Jakbym sam przestrajał radio na skrzyżowaniu mając pierwszeństwo, ktoś by mi wyjechał, ja bym go pacnął to i tak bym dochodził swoich praw.
PS. Jak razem jadą prosto i ich tor jazdy się przecina to tylko jedna osoba ma pierwszeństwo :).

ale co jak gosc sie dogadal z nimi bo gosc sam tez widzial swoja wine ?
kolega jedzie do gory tym dluzszym, ten od boku to gosc ktory go walnal i jechal prosto czyli na lewo
mi nie chodzi o to czyja wina, bo sami kierowcy sie ugadali juz , tylko gdzie dzwonic, ...
I uda sie tak zrobic ze on z kolegi naprawi auto, a kolega z jego ?
Bo na innym forum mu napisali, ze skoro policja stwierdzila jego wine, to nie zaplaci mu ubezpieczalnia, a moze nawet posadzic i probe wyludzenia. A jakby chcieli swoje auta tak naprawic, to musza ze swojej kasy
No i dobrze mu napisali. Sytuacja jest jasna. Policja stwierdziła czyja wina. No a kolega próbuje kombinować.
Skoro tamten mu przypieprzyl w tyl auta, to ewidentnie tamtego wina,
Nie ma znaczenia czy przypieprzył w tył, czy w przód auta. Jechał drogą z pierwszeństwem przejazdu, a Twój kolega przecinał jego tor jazdy. Koniec dyskusji. Cieszyć się, że nie było czołowego zderzenia.
a tamten tak pedzil, ze mu w bok w tyl wjechal, nawet gosc nie hamowal, zadnych sladow nie bylo
Btw. To nie będzie jakaś mirencjumowa (no offence, tak mi się z Twoją sprawą skojarzyło :)) definicja "samosądu"?
jak nie ma AC to robi z wlasnej kasy. koniec kropka. Ewidentnie jego wica.
I przestan truc co sie dogadali a co nie, bo to nie ma znaczenia, ZADNA ubezpieczalnia nie wyplaci krzyzowo z OC. Tu nie ma wspolwiny i koniec.
Nie ma znaczenia czy przypieprzył w tył, czy w przód auta. Jechał drogą z pierwszeństwem przejazdu, a Twój kolega przecinał jego tor jazdy. Koniec dyskusji.
Raczej nie byłbym taki tego pewny. Mi facet zajechał drogę, jadąc pod prąd, przecinając podwójną linię ciągłą i jeszcze przyznał, że to jego wina, a po sądach musiałem dwa lata biegać bo nieuniknięcie kolizji policja mi zarzuciła. Czyli zawsze można pod to podciągnąć wszystko, nawet jak jesteś na pierwszeństwie.