Sprzedawcy
Witam, chciałbym się was zapytać o pewną rzecz, której nie potrafiłem określić w nazwie wątku - stąd jego skromna nazwa.
Zastanawia mnie, czy kiedy mijacie na ulicy sprzedawce, u którego jesteście stałym klientem, to czy mówicie mu grzecznie dzień dobry, czy traktujecie go jako nieznajomego. Pytam się was, bo mi obie opcje jakoś tak średnio pasują, nie wiem czemu. Czy jakąś różnicę sprawia wam spotkanie ze sprzedawcą pod jego sklepem?
Dzien dobry.
Jezeli bedzie to podyktowane przyszlym/stalym ktory mam rabatem... tym bardziej dzien dobry.
W sumie nie mam takich sytuacji ale jeśli byłby to sprzedawca do którego często przychodzę, czasami zamienię słowo, zażartuje to czemu mam nie mówić dzieńdobry. Jeśli to tylko osoba z którą dialog wygląda mniej więcej tak.
-Dzień Dobry
-Czypindzisiąt
-Proszę
- Dowidzenia
To nie witam się bo i tak pewnie jestem jednym z setek klientów dziennie których ten sprzedawca obsługuje.
...czy kiedy mijacie na ulicy sprzedawce, u którego jesteście stałym klientem, to czy mówicie mu grzecznie dzień dobry, czy traktujecie go jako nieznajomego.
Oczywiście, że należy się elegancko z szacunkiem ukłonić. Tylko ludzie o małej wyobraźni lekceważą i udają,że nie znają sprzedawców. Tymczasem jak pokazuje historia nigdy nie wiadomo kiedy sprzedawca stanie się kimś bardzo ważnym, o którego względy usilnie się zabiegało.
Nie ma pewności, że nigdy nie wrócą czasy, gdy sprzedawca sprzedawał spod lady towary dla swoich znajomych.
Wszechwładzę sprzedawcy zrozumie osoba, która np stała z wiszącym jęzorem w monopolu a za ladą panisko, które mogło jednym gestem skrócić męki kaca i wyciągnąć spod lady flaszkę, lub wydać wyrok i pokazać drzwi.
Nigdy nie wiadomo, czy nie przyjdzie czas, gdy trzeba będzie zrobić zakupy "na zeszyt". Znajomy sprzedawca to skarb i lokata kapitału na przyszłość. Dlatego należy mówić mu dzień dobry, nawet jak jest gbur.
Wchodząc do sklepu od progu wołam do niej/niego: cześć, witam, dzień dobry jak leci, co słychać - witając się wylewnie i konwersując przez kwadrans. Widząc się poza sklepem na jego/jej powitanie patrzę nonszalancko z zimnym nieprzyjaznym spojrzeniem mówiąc z wyrzutem: przepraszam, czy my się znamy?