
Lubicie Kraków? Chcielibyście tam mieszkać?
Pytanie do osób spoza Krakowa. Gdyby Waszego aktualnego miasta nie było, to czy chcielibyście mieszkać w Krakowie?
Ja mam do Krakowa jakiś taki irracjonalny sentyment, gdy patrzę na niego na mapie od razu przypominają mi się babcine opowieści o szewczyku Dratewce i królu Kraku, jakoś to miasto wydaje mi się szczególnie mocno osadzone w polskiej mitologii, może też po części dlatego, że moja rodzina genetycznie się dość mocno wywodzi z okolic Krakowa, a jak tam goszczę... to nie jestem nieszczęśliwy, to na pewno. Ale no nie chciałbym tam mieszkań w sumie, wole Trójmiasto czy Wrocław, nawet chyba Łódź jest mi już bliższa, chociaż tam całe śródmieście ma szpotawe kolana.
Bardzo mam dużo sympatii do tego miasta, ale jakoś tak trudno mi sobie wyobrazić życie tam.
Ps. Bardzo mi się podobał pomysł na serial "Krakowskie potwory", niestety sam serial był beznadziejny, ale pomysł to własnie to co mówiłem o zakorzenieniu w polskiej mitologii, super. W Warszawie odpowiednikiem były chyba "Galerianki", także ten post to nie jest jak coś hejt na Kraków, tylko bardziej taki wyraz moralnej tęsknoty i nieskonsumowanej zakazanej miłości do miasta.
Sernik tradycyjny
Tradycyjne, polskie wypieki jak ten sernik, cieszą się niesłabnącą popularnością. Sernik tradycyjny pieczony jest z kilku podstawowych produktów i jego wykonanie nie jest zbyt skomplikowane.
Charakteryzuje się wyrośniętą, puszystą masą serową ze zmielonego twarogu, z utartym masłem i żółtkami. Pieczony jest do zrumienienia się wierzchu, a po upieczeniu posypujemy go cukrem pudrem.
Można go zrobić w wersji waniliowej lub pomarańczowej czy cytrynowej (dodając wanilię lub skórkę z pomarańczy czy cytryny).
Sernik taki może długo stać i nie musi to być lodówka.
Składniki
1 kg zmielonego twarogu
250 g miękkiego masła
1 i 1/3 szklanki cukru pudru
6 jajek
1 opakowanie cukru wanilinowego
150 ml śmietanki 36%
4 łyżki mąki ziemniaczanej
Przygotowanie
Miękkie masło ubić na puszysto, stopniowo dodawać po jednym żółtku na przemian z łyżką cukru pudru, cały czas dokładnie ubijając składniki.
Zmniejszyć obroty miksera do średnich, dodać zmielony ser i połączyć. Teraz dodawać po kolei: cukier wanilinowy, śmietankę oraz mąkę ziemniaczaną cały czas miksując składniki na jednolitą masę. Na koniec wymieszać (delikatnie, ale dokładnie) z ubitymi na sztywno białkami.
Przygotować tortownicę o średnicy minimum 26 cm (mierzona od środka). Posmarować ją masłem i wysypać bułką tartą lub mielonymi migdałami lub dno wyłożyć papierem do pieczenia.
Masę serową wyłożyć do tortownicy i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni C. Piec przez 60 minut. Sernik studzić stopniowo wyjmując z piekarnika (najpierw po trochu otwierając drzwiczki i lekko wysuwając sernik, w końcu wyjąć z piekarnika). Zrumieniony wierzch sernika posypać cukrem pudrem lub polać polewą czekoladową.
Propozycja podania
cukier puder / polewa czekoladowa / frużelina owocowa
Mieszkalem niedaleko Wawelu przez kilka lat, bardzo mi sie to miasto podoba, podobalo mi sie duzo bardziej niz Warszawa ktora jest jest ogromna i przemieszczanie sie w niej na co dzien jest dosyc meczace. Krakow jest mniejszym miastem i posiada tez sprawna choc droga komunikacje miejska. Rynek glowny ma bardzo fajny klimat jezeli tylko odjac naganiaczki do strip clubow.
Jest tez blisko ciekawych miejsc, Mazowsze jest dosyc jednolite i nudne. Tak, jestem z Mazowsza.
Duże miasto, jak duże miasto. Zabetonowane i dalej się betonuje.
Wyjeżdżając na studia do Krakowa, nie byłem zbyt wybredny. Wtedy wszystko pasowało i miasto było piękne, choć ze wsi nie przyjechałem ;)
A jeszcze wczesniej, gdy za gówniarza jeździliśmy na wycieczki z rodziną, to punktem obowiązkowym dla mnie i ojca był sklep video z kamerami na Karmelickiej. Teraz tam już nie ma zbyt wiele ciekawego na tej ulicy ;)
Obecnie mieszkam na wsi 15 km od samego centrum Krakowa. Wypad do miasta to dla mnie ostateczność. Wolę lokalne klimaty, mniej liczne sąsiedztwo, na które - o dziwo - można liczyć w potrzebie ;)
Kraków uważam za przereklamowany.
Nie wiem dlaczego, ale pomimo świadomości wielkości Krakowa itp. też zawsze kojarzyło mi się to miasto bardziej z czymś na poziomie Łodzi, taką jakaś zatęchłą dziurą skupioną na historii. :)
Teraz smogu nie ma no i skojarzenia już inne, więc gdybym miał mieszkać, pewnie bym mieszkał, najważniejsze jest przecież nasze najbliższe otoczenie, a nie to, czy na rynku są gówna gołębi czy koziołki na wieży. (no, może poza takimi dziwolągami jak Uć).
Ale chyba chętniej zamieszkałbym w Trójmieście, Wrocławiu, Katowicach czy Warszawie (niekoniecznie w tej kolejności, do Warszawy nic nie mam i w sumie jej wielkość jest właśnie bardzo OK, tutaj chyba tylko Trójmiasto może konkurować, no i przede wszystkim cała aglomeracja śląska).
Nie ma nic lepszego niż spędzanie życia w ulicznych korkach. Dlatego Wrocław wybieram.

Bez znaczenia czy to Krakow, Warszawa czy Sosnowiec bo 90% polskich miast i tak wyglada tak samo ->
Kraków bardzo blisko jest mojego robaczywego serduszka, ale mieszkać bym nie chciał. Gdybym miał wybierać inne duże miasto do zamieszkania to byłby to Wrocław lub Gdańsk, ale generalnie mi bardziej po drodze do bycia leśnym dziadem i jagodowym druidem aniżeli mieszczuchem.
Gdyby ktoś mi kazał mieszkać w mieście kompleksów to z dwójki Kraków / Poznań bym pewnie wybrał Poznań

a czego tu nie lubic, ide sobie wlasnie do chlopakow z gola na kawe, bedzie zajebiscie
Gdyby nie ta strefa co została wprowadzona z wyższymi wymaganiami niż w Warszawie to może tak
Pod kątem historycznym ciężko o lepsze miasto w Polsce.
Nie mniej jednak nienawidzę Krakowa, będąc w połowie Krakusem (ps. sprzedam działkę - kraków, good price my friend). Próbowałem tam mieszkać dwa razy, skończyło się właściwie tylko na stratach finansowych związanych z przeprowadzkami i urządzaniem się, oraz wzmożoną nienawiścią do dużych miast i chowu klatkowego.
Oczywiście bardzo doceniałem możliwość zamówienia zakupów pod drzwi z Cerfa, zamówienie fenomenalnego "chińczyka" za parenaście zł w 20min również pod drzwi jak i również zalew wydarzeń wszelkich.
Tylko że też moja druga próba rozpoczęła się wraz z pierwszymi pogłoskami o takiej jednej chorobie z chin, i de fakto na miesiąc przed zamykaniem wszystkiego. 8marca byłem na Wisła - Lech - a dwa dni później zaczął się sajgon. A sajgon ten miał też to do siebie że właściwie z nudów, w ramach rozrywki zostały tylko używki.
Wyraźnie źle mi się to wszystko kojarzy. Człowiek z lasu zamknięty w mieszkaniu, w pokoju o kubaturze tramwaju na nowym osiedlu Avia, gdzie każdy blok miał swoją Żabkę. A wystarczyło właściwie tylko rozmawiać na balkonie by sąsiedzi wzywali coś na wzór jakiejś ochrony osiedlowej którzy w ramach wykonywania swojej powinności wyłączali prąd :)), taka widzisz nowoczesność, zamiast pukać do drzwi. Zresztą stare metody na nowych osiedlach wciąż pozostają, stukanie miotłą po suficie bo leci ledwo słyszalna muzyczka z głośników - codzienna dawka emocji. Jak wy żyjecie w tych blokach.
W ogóle nie chciałbym już chyba mieszkać w samym mieście. Jakby mnie było stać, to przeniósłbym się na jakieś polskie suburbia. Taką pół-wieś.
Nawet ostatnio pomyślałem, że fajnie by było wstąpić do jakiejś komuny jak z amerykańskich filmów. Takiej gdzie ludzie żyją bez smartfonów, hodują warzywa na świńskim gównie, a na kolacje mają kartofle z ogniska. Nie na zawsze oczywiście, ale żeby tak pomieszkać jakiś czas, podładować baterie, a potem wrócić. Bo serio, miasto, mimo wszelkich swoich wygód to mega stresogenny system.
Mam mieszane odczucia, odwiedzać tak, mieszkać niezbyt. Po pierwsze jakość powietrza. Bo nie dość, że jestem z Gdańska, to jeszcze na wzgórzach morenowych mieszkam. Wada, dużo wieje. Zaleta, ten wiatr nie tylko chłodzi latem ale tez sprawia, że jakość powietrze jest jak na wsi bo świeże nadciąga albo z nad morza albo z nad parku krajobrazowego zależnie od pory dnia.
Po drugie to korki, jest jeszcze gorzej niż w Gdańsku, do tego z komunikacją miejską nie jest tam źle, ale gorzej niż w Gdańsku, o Warszawie nie wspominając (chyba największa zaleta stolicy).
Pod względem klimatu poza Gdańskiem najbardziej podoba mi się Wrocław, tylko korki tam są przerażające + średnia komunikacja publiczna. Ale jako miasto podobał mi się bardzo.
Z Warszawą mam mieszane uczucia, jeszcze 15 lat temu byłoby zdecydowane nie ma mowy, ale miasto się zmieniło od tego czasu, jak tam bywałem te 15 lat temu to miałem wrażenia, że wszyscy tam są zadufani, wredni, niesympatyczni, zabiegani itd. ogólnie tragiczne miejsce do życia. Ale w ostatnich kilku latach widzę jednak spora zmianę, ludzie częściej się uśmiechają, są życzliwsi itd. Albo kwestia dzielnic i po prostu odwiedzałem inne, albo coś się tam zmienia. Jednak snobizmem dalej czuć.
Co mnie kupuje za to i w Krakowie i Warszawie to oferta kulturalna. Te są na dużym plusie.
Rozważałbym jeszcze Bydgoszcz, wady - mało się dzieje, zalety - zielono dookoła, spoko wyluzowana atmosfera i Poznań (rozsądne inwestycje w transport i miasto robiące dobra robotę w zmienianiu się na lepsze).
lubie
przeprowadzilem sie tam w 2006 i mieszkalem do konca 2007 zanim wyjechalem do brukseli
bardzo fajne miasto a do tego blisko w gory (beskid sadecki), wiec idealnie
Mieszkam 20 pare km od Krakowa i nie, nie chcialbym w nim mieszkac. Wiedzac jak wygodne jest życie w swoim domu na uboczu za wuja bym nie poszedł do kamienicy/bloku czy tych nowych wynalazków na obrzeżach miasta, gdzie poza czterema scianami masz pol metra trawnika.
Niby fajnie w mieście, komunikacja miejska wszedzie blisko, kina markety etc, ale wolę poswiecic 25 minut na dojazd ze swojej malej miesciny. A do miasta, jako takiego, jego historii i tego co znaczylo w naszej kulturze nie mam zadnego stosunku, jest bo jest, wyzej przedkladam swoja wygode i spokoj psychiczny.
Nie ma opcji bym tam zamieszkał- czasem tam jadę i wystarczy., Skisnałbym jakbym miał tam mieszkać .. wole swoją wieś i ciszę
Na pewnym etapie życia to już chyba nie ma takiego znaczenia gdzie się mieszka. Nie chciałbym mieszkać w centrum żadnego dużego miasta.
Ma, ja mieszkałem całe życie w mieście- mniejszym bo 50 tys mieszkańców ale przy drodze, a teraz mieszkam na wsi, kilka minut do sklepu, 15 min do przedszkola , 10 min do pociagu na nogach...za oknme łąka i sarny , 10 min ode mnie puszcza na spacery.... cisza, spokój....tego w mieście nie mam :) W wolne dni wychodze na ogródek, córka się bawi bezpiecznie...
Bardziej chodziło mi o to, jakie to miasto. Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk i tak większość czasu poruszamy się na trasie dom, przedszkole, sklep, miejsce pracy. Nawet jak mieszkałem w Krakowie to na rynku czy nad Wisłą bylem raz na pare miesięcy.
teraz mieszkam na wsi, kilka minut do sklepu, 15 min do przedszkola , 10 min do pociagu na nogach...za oknme łąka i sarny , 10 min ode mnie puszcza na spacery.... cisza, spokój....tego w mieście nie mam :) W wolne dni wychodze na ogródek, córka się bawi bezpiecznie...
Saame shiet... a przeprowadziłem się niewiele dalej
Panie. Mieszkałem tydzień tam w 2018. Hejnału sobie posłuchać, polatać po plantach, zobaczyć trumnę z Piłsudskim. Mega.
Zaraz po Wrocławiu i Warszawie moje ulubione miasto.
Lubię Kraków jak epidemię dżumy. Nie, nigdy w życiu nie chciałbym tam mieszkać, a tym bardziej się urodzić.
Jak tak sobie na nich patrzę na mapie, to wydają mi się najbardziej zielonym z dużych polskich miast. To prawda, czy złudzenie?
są miejsca ale imo totalne złudzenie. nie wiem tak naprawdę jak jest gdzieś indziej ale jeśli faktycznie Kraków jest miastem "zielonym" w porównaniu z innymi dużymi miastami w PL, to cholernie współczuje tym innym miastom w PL. Kraków jest ładnie otoczony polami z czego nic nie wynika, a te dzielnice które mają teoretyczny nadmiar tej zieleni w sobie to te dzielnice w których i tak nie chcesz mieszkać, plus ze dwa duże cmentarze które na mapie pewnie wyglądają jak park.
No chyba że chodzi Ci o ilość świeżych dostaw na podgórze, to bardzo możliwe
W żadnym rankingu tego dotyczącym Kraków nie jest wysoko.
Czołówka zależy od tego jak są liczone tereny zielone, czy tylko parki czy też lasy, czy tereny otaczające miasto czy tylko te w miarę dostępne (zamiast liczenia powierzchni do średnia odległość do terenów zielonych dla mieszkańców) itd. Jednak niezależnie od metody liczenia Kraków jest z tylu.
Ok, to Wasze informacje pokrywaja sie mimo wszystko z mapą, tylko nie byłem pewien jak ją interpretować. Bo faktycznie Kraków - na zbliżeniu - wydaje się raczej mało zielonym miastem, ale w bardzo zielonej otulinie. Tylko, że teraz mi rozjaśniliście, że ta otulina ma się do miasta pewnie mniej więcej tak jak Las Kabacki do Warszawy.
A czy w Krakowie jest lepsza i gorsza strona Wisły? Pytam, bo w miastach, które dobrze znam - Płock i Warszawa - zdecydowanie jedna strona dominuje nad drugą, ekonomicznie, cywilizacyjnie*, urbanistycznie. Jak to wygląda w Krakowie?
*to się na szczęście w ostatnich latach zmienia, Kamionek, Saska Kępa, ale też spora część Pragi i Grochowa stają się magicznymi miejscami z wieloma atrakcjami, natomiast wg mnie ta rożnica jest jednak nadal zauważalna
Był jakiś wybraniec w siedzibie GROLA? Tj. u tych apostolskich goblinów, o których mówiłem.
Zwiedzić tak. Mieszkać nie, bo tam jest smog.