Via Tenor
Kto dubbinguje zombie w grach? :P
Oto jest pytanie. Pomijam w pełni inteligentne jednostki jak ghoule, które czasem tylko coś tam mrukną ;)
Prawdziwą sztuką są jednak ryknięcia jak u przeciętnie wykształconych jednostek, ubolewanie jak wiedźmy z L4D które potrafią zmrozić człowiekowi krew w żyłach. By potem rzucić się na ciebie z wrzaskiem i rozedrzeć na strzępy. To są dopiero artyści ( a tak serio domyślam się, że to może wyglądać ciutek inaczej :D )
W profesjonalnym światku dubbingu zombie nie ma miękkiej gry. Reżyserzy dźwięku nie szukają ludzi, którzy robią "aaaarrgh", tylko "creature performers" – gości, którzy potrafią wydawać dźwięki na wdechu, bo to brzmi najbardziej nienaturalnie i przerażająco.
W kabinie siedzi Fred (wzorowany na legendarnym Fredzie Tatasciore). Przed nim na statywie nie stoi tylko mikrofon za 5 tysięcy dolarów, ale też litr letniej wody z miodem i kubełek na... cóż, na wypadek, gdyby przesadził z realizmem odruchu wymiotnego.
Reżyser: Fred, zapomnij o klasycznym zombie. Chcę, żebyś brzmiał, jakbyś miał w gardle żyletki i jednocześnie próbował przełknąć gęsty kisiel.
Fred bierze głęboki wdech, napina mięśnie szyi tak, że wyglądają jak postronki, i zaczyna technikę inhale screaming. To, co wydostaje się z jego krtani, nie przypomina już człowieka. To dźwięk rozdzieranej mokrej płachty.
Fred: (charcząc na granicy utraty przytomności) „Goooo... gooooo... zyyyyyyyyyssss...”
W reżyserce zapada cisza. Dźwiękowiec zdejmuje słuchawki, lekko zszokowany.
– Co on powiedział? „Goozys”? Co to w ogóle znaczy? – szepcze asystent.
Reżyser: (z błyskiem w oku) Nie mam pojęcia. Ale brzmi to tak, jakby jego struny głosowe właśnie zmieniły się w mielonkę. To jest to! To jest ten mityczny Goozys – dźwięk totalnego rozkładu.