Komentarze: Jimi Hendrix - Grand Master of Electric Guitar
The Legend will never die!
Bogiem gitary to on wedlug mnie nie byl, ale mial na pewno pomysly na fajne riffy i bardzo klimatyczne piosenki. Jesli chodzi o klasyke gitarowego grania - scisla czolowka :)
Deell -> A kto mówi, że Bóg jest jeden? :) (no, chyba że nazywa się J. Page...)
Jeśli chodzi o sam artykuł - Hendrix, podobnie jak wspomniani wyżej Led Zeppelin, z przyczyn tragicznych przerwali dość krótką - kilkuletnią - karierę. I moim zdaniem bardzo dobrze (z muzycznego punktu widzenia). Zachowali spójność, charakter, nie rozmyli się przez zmieniające się na przestrzeni lat różne mody i trendy.
Tak w temacie kilka mniej znanych kawałków:
http://www.youtube.com/watch?v=QYteNaLlLB4 (Burning Of The Midnight Lamp) /wokół motywu przewodniego potrafię improwizować dosłownie godzinami bawiąc się VOXowski whammy :)/
http://www.youtube.com/watch?v=SmRoGtiJp_E (1983 - The Mermaid I Should Turn To Be)
Wybitnym fanem nie jestem, ale Purple Haze również często gości na moje playliście. ;]
Deell ---> Magazyn Rolling Stone uznał go w plebiscycie jako najlepszego gitarzystę wszechczasów, ja uznaję ich wiedzę na ten temat. Hendrix wymyslił wiele rzeczy związanych z techniką gry na gitarze elektrycznej.
Palce miał podobno takie długie, że dosięgał od 1 do 11 progu. Co do albumów - po śmierci wydali jeszcze 9 jego albumów studyjnych. Słyszałem nawet, że chcą sprzedawać pornosa z nim, co z człowiekiem robią po śmierci.
Soulcatcher - tego typu plebiscyty można imo o kant dupy potłuc. Mimo to Hendrixa bardzo lubię.
Łysy Samson ---> bezwartościowe są plebiscyty w których może zagłosować każdy, to był plebiscyt gdzie głosowali fachowcy
Soulcatcher - tak, i Kurt Cobain jest na 12. miejscu, ehe.
Co nie zmienia faktu, że Hendrix na pierwsze zasługuje.
Chodzi o to, że plebiscyty dotyczące rzeczy tak abstrakcyjnej jak muzyka mijają się z celem (albo mija się z celem nazywanie takich plebiscytów obiektywnymi), gdyż "jakości" muzyki nie da się obiektywnie ocenić, ze względu na brak odgórnie ustalonych kryteriów. Hendrixa, jak już wspomniałem, bardzo lubię i uważam go za wielkiego wirtuoza gitary , ale jeśli zwracać uwage na takie kryteria, jak np. opanowanie techniczne instrumentu, perfekcyjne wygrywanie podziałów rytmicznych (no, może nie jest to takie ważne w przypadku tego instrumentu), to Hendrix "przegrywa". Co oczywiście w żadnym wypadku nie dyskfalifikuje go jako wielkiego gitarzystę.
Magazyn Rolling Stone uznał go w plebiscycie jako najlepszego gitarzystę wszechczasów, ja uznaję ich wiedzę na ten temat
Było to już mówione, ale... nie ma kogoś takiego jak "najlepszy gitarzysta wszech czasów". Bo czym jest ta "najlepszość" w tytule? Najlepsza technika? Innowacyjność? Najbardziej wpływowy? Jeśli to ostatnie, to Hendrix zdecydowanie zasługuje na pierwsze miejsce.
Dla mnie jak nie Bogiem, to pół-bogiem na pewno był :). Dell z ciekawości, kogo stawiasz nad Jimim? ;>
Magazyn Rolling Stones, to ma bardzo (imo) kontrowersyjne te swoje rankingi. Bo choćby w zestawieniu top 500 najlepszych utworów ever. Na pierwszym miejscu jest Dylan z "Like a Rolling Stones", swoją drogą świetnym utworem, ale tworzenie takich list jak pisał Łysy Samson, zdecydowanie mija się z celem. Bo i tak z tym Dylanem nie zgadza się 80% ludzi w internecie. Jeżeli powstają takie rankingi, to moim zdaniem miejsce 1 powinno być puste. Dla każdego muzyka jest czymś innym. I zresztą jak można zrobić listę wszech czasów? Może za dzień dwa, wyjdzie kompozycja która zwali wszystkich na kolana. To co RS zrobi listę obecnych wszechczasów? Dla mnie głupota.