Civka i Strike Commander - moje największe miłości pierwszej połowy lat 90. Tak po prawdzie Strike Commander to była moja pierwsza oryginalna gra jaką kupiłem.
Wolfenstein 3D - oj grało się grało
Doom - wiadomo, nie ma o czym mówić
TFX - nie grałem
Comanche: Maximum Overkill - nie podpasowało
Seal Team - nie grałem
Alone in the Dark (1992) - nie podpasowało
Cywilizacja - wiadomo, nie ma o czym mówić
Wing Commander: Privateer - oj grało się grało, nawet kupiłem oryginał w sklepie ... :)
Formula One Grand Prix - o panie, w to można było grać we dwóch (gdy jeden kierował, drugiemu w tym czasie samochód prowadził komputer)
Star Wars: X-Wing - cud miód i orzeszki ( ile ja dżojstików na tym zepsułem), chociaż późniejszy Tie Fighter był lepszy