Śmieszna sprawa. W moim pierwszym podejściu to Aradin był jedyną osobą która zginęła w tej potyczce, a próbowałem go uratować. Więc albo miałem pecha, albo Aradin wcale nie jest tak "żywotny" jak twierdzi autor artykułu, albo mój przypadek to przysłowiowy wyjątek potwierdzający regułę.