Popularność jak widać ma też drugą stronę medalu...
Ja bym powiedział że mangi są dość mocno ograniczone głównie do rynku japońskiego. Jakby tak się znalazł ktoś kto wydawałby je ogólnie światowo i to przetłumaczone. Ja chętnie czasem bym sobie ogarnął oryginał bo często gęsto powstają fajne anime ław jedno sezonowe. A w między czasie manga/light novelka jest kontynuowana ale niedostepna u nas
W Polsce wydaje się i tak dużo mangi. Wydawca Haneko poinformował w styczniu, że samych tomów tej serii sprzedał już ponad 900 tys. W rocznych zestawieniach najczęściej kupowanych tytułów uwzględniających mangę dominuje manga. Mają niekiedy nakłady sięgające 20 tys egzemplarzy. Przykładowo "normalne" komiksy to ok 2 tys.
Już tak jest, wystarczy patrzeć na taśmowo robione isekaie gdzie na 1 dobry przypada 10 średniaków lub słabych serii
To naturalna kolej rzeczy. Szersze grono odbiorców o nieraz skrajnie zróżnicowanych gustach implikuje takież opinie o danej serii. Ale czy to źle? Uważam, że nie. Nieudana ekranizacja sama z siebie zdarzałaby się rzadko gdyby scenarzyści nie szli po łebkach z materiałem źródłowym i/lub producenci nie żydzili na kosztach produkcji (przykład: One Punch Man sezon 3). Nie od dziś wiadomo, że NIE ISTNIEJE korelacja pomiędzy DOBRZE i TANIO. Jest albo dobrze, albo tanio i tak było zawsze i ze wszystkim. A jeśli idą po taniości, dodatkowo mając dość często w poważaniu zawartość mangi czy LN, to ja się nie dziwię rezultatom. Co mnie natomiast dziwi to narzekania twórców w tym względzie.

Tylko że to tak nie działa. Budżet w anime jest ustalany przed jakimikolwiek pracami i on się w trakcie prac nie zmienia. Polecam poczytać wywiady z twórcami albo zainteresować się jak wygląda pipeline w anime (zapraszam również na konwenty albo na kanał azjatyckiej karczmy). Ogólnie jedyne co zmienia się w budżecie to kasa na promocję i tak outsourcing jest obecnie popularny w anime ale to nie gry komputerowe gdzie szukasz najlepszych, tutaj nie zatrudniasz ludzi do klatek kluczowych tylko do inbetweenów
A i jeszcze jedna ciekawostka. Większość studiów anime nie ma stałych pracowników a większość animatorów pracuje jako freelancerzy (głównie Kyoani i Toei mają swoich pracowników) to że często spotykasz tych samych ludzi w napisach razem jest spowodowane tym że dyrektor projektu często załatwia ludzi po znajomościach