"Decyzja o takim zaangażowaniu w rolę i przeprawieniu się przez tak trudne emocje, należała do aktorki" - o to to. Nikt jej nie kazał, ale niestety wszyscy dobrzy aktorzy muszą wpędzać się w stan celowej schizofrenii.
Pod koniec życia taki aktor ma w głowie resztki 40 postaci, które zagrał.
Nic dziwnego, że na starość jest u nich tyle chorób związanych z psychiką lub samym układem nerwowym (patrz: Bruce Willis).
Ogólnie to i tak bardzo dobrze, że coraz głośniej się to tak zwane method acting krytykuje (robił to np. Anthony Hopkins, Russel Crowe, Mads Mikkelsen) , bo raz - jest niezdrowe dla właśnie samych aktorów, to i często może być uciążliwe dla samego otoczenia podczas produkcji, a i pewnie w życiu personalnym dla bliskich.