
Gry wideo a dobrostan młodych dorosłych
Cześć, ludzie! W ramach pracy magisterskiej prowadzę badanie na temat grania w gry wideo oraz nasilenia lęku, depresji i stresu a satysfakcji z życia młodych dorosłych. Ankieta jest dla osób od 18 do 35 lat. Jeśli macie chwilkę czasu (ok. 10 minut, nawet mniej), to będę giga wdzięczna za wypełnienie kwestionariusza!
[link]
Mam nadzieję, że zbierzesz wystarczająco dużo ankiet.
Ogólnie to polecam odwiedać nas częściej, bo ludzie tutaj niezwykle sympatyczni. Miłego wieczoru! :)
Super, że bierzesz na warsztat ten temat, bo gry to jedyne medium, w którym porażka jest wpisana w definicję "frajdy" - to potrafi albo genialnie hartować, albo wpędzać w paraliżujący perfekcjonizm, o którym wspominali czytelnicy. Twoja historia o 70 godzinach tygodniowo pokazuje, że ucieczka w piksele to często nie brak ambicji, a po prostu najszybszy sposób na zaspokojenie głodu relacji, którego "real" akurat nie potrafił wtedy nakarmić. Mam nadzieję, że Twoja magisterka udowodni, że balans to nie jest sztywna liczba godzin przed monitorem, tylko moment, w którym gra zaczyna życie wzbogacać, zamiast je po prostu zastępować.
Zauważyłaś u siebie jakieś konkretne mechanizmy (np. gry jako ucieczka vs. gry jako budowanie więzi), które chcesz zweryfikować w tej pracy? Myślę, że jak wrzucisz tutaj kilka swoich przemyśleń albo wstępnych hipotez, to wywiąże się fajna dyskusja – a my się trochę „poznamy”, dzięki czemu łatwiej będzie nam usiąść do wypełniania kwestionariusza. :)
Hm, do takiego badania skłoniło mnie w sumie to moje zainteresowanie, czyli też granie w gierki i uznałam, że połączę przyjemne z pożytecznym i będę pisać o tym, co mnie ciekawi.
Wiesz, ja zaczęłam grać w gierki jakieś dwa lata temu, głównie wtedy w Fivema czy w CS, bo brakowało mi właśnie trochę takiego pogadania sobie z kimś, poznawania nowych osób, a jak wiadomo to najłatwiej poznać ludzi, którzy interesują się tym samym. Pomyślałam więc, że zacznę grać, zainwestowałam w sprzęt specjalnie, też gierki mnie w sumie bardzo na ludzi otworzyły i na samą rozmowę, bo wcześniej to raczej głównie czas wolny wolałam spędzać sama. Ale też wtedy giga mnie to wciągnęło, że no tygodniowo to grałam z jakieś 70h, odbiło się to trochę na moim zaangażowaniu w inne rzeczy i relacje stricte irl. Zaczęłam trochę właśnie w te gierki uciekać, żeby nie myśleć o niczym, co wprawiało mnie w jakieś złe samopoczucie i żeby głowę oderwać. Jak już znalazłam w tym balans po pewnym czasie, to już wszystko zaczęło być na swoim miejscu. Stąd też myśl o takim badaniu, żeby sprawdzić właśnie to natężenie grania w gierki u ludzi, a ich satysfakcję z życia - i też jakie ma znaczenie to, w jakie gry grają. Kategoria diagnostyczna uzależnienia od gier pojawiła się jako samodzielne uzależnienie dopiero w najnowszym wydaniu ICD, więc jest to też temat dość nowy, a na polskim gruncie to też jakoś mega dużo badań o tym nie ma. Zazwyczaj też się mówi o tej negatywnej korelacji, stąd myśl, by to zweryfikować. Wiadomo, że samego uzależnienia nie da się zdiagnozować przez arkusz, więc to jedynie badanie tego nasilenia problematycznego grania. Ciekawi mnie po prostu, jak to na ludzi wpływa. :)
W młodości grałem bardzo dużo w gry strategiczne. (Civ, Total War itp.)Jak coś poszło nie tak po mojej myśli to często wczytywałem save. Prawdopodobnie to wytworzyło u mnie mechanizm, że wszystko musi być idealnie zrobione. Często gdy coś szło nie tak jak sobie zaplanowałem w życiu to ciężko mi było się z tym pogodzić. Może dorabiam teorię do innej przyczyny, ale mam odczucie że jednak to wina zbyt częstego obcowania z grami strategicznymi.
Ooo, to ciekawe, mogło tak być, takie rzeczy mogą mieć wpływ, zwłaszcza jeżeli nad czymś spędziłeś dużo czasu i pewne schematy czy przyzwyczajenia już Ci się wbiły do głowy. Zwłaszcza, jeśli no w gierki dużo się grało, to jest to w końcu jakaś duża część życia i też może się to przełożyć. Wiadomo, że jeśli Ci to przeszkadza, to można to zawsze jakoś przepracować, czy przy pomocy kogoś, czy samemu. Chociaż tbh jeszcze nie spotkałam się z tym, żeby była korelacja gier z perfekcjonizmem - niemniej to interesujący temat.
Mnie seria Dark Souls, której wprawdzie nie darzę przesądną sympatią i nigdy nie ukończyłem (choć w DS1 i Bloodborne zaszedłem bardzo daleko) nauczyły wytrwałości, nauczyły przyjmować porażkę z wdzięcznością, nauczyły ciężkiej pracy, nawet jeśli ta nie jest poparta od razu sukcesami.
Zabawnie to może trochę brzmi w kontekście tego, że ja tych gier nie pokończyłem (też nie do końca leży mi setting takiego fantasy horroru), ale szczerze wierzę, że Soulsy uczyniły mnie o wiele lepszym człowiekiem w podejściu do pracy i życia
O, czyli wpływ gierek pozytywny, to też w sumie temat mniej zgłębiany, bo ludzie zazwyczaj wiążą to właśnie z wpływem negatywnym :)
Zdecydowanie pozytywny, pomijając oczywiście kwestie relaksu, to zupełnie poważnie uważam, że Football Manager nauczył mnie sporo o psychologii zarządzania. I znów, głupio to brzmi strasznie, gdy się o tym opowiada na forum, ale setki sezonów z okienkami transferowymi sprawiają, że dziś czuję się jak ryba w wodzie w kwestiach bilansowania budżetu czy rotacji kadr w pracy, to takie wręcz moje naturalne środowisko (a wiele osób nienawidzi tych tematów).
Inną grą, która w mojej ocenie zrobiła wiele dobrego, są Pokemon GO. Pomijając fakt, że jest motywacją do wyjścia z domu, ruchu, zdrowie, to jest też niesamowitym polem do networkingu - zupełnie poważnie uważam, że nie zmienilibyśmy bandyckiego, złodziejskiego zarządcy mojej wspólnoty, gdybyśmy z sąsiadami nie zapoznali, zbliżyli, a następnie skrzyknęli się przez Pokemony i wspólną grupkę do rajdów.
Bardzo ciepło wspominam też Europę Universalis, która jest absolutnie fenomenalnym uzupełnieniem wiedzy historycznej, ponieważ daje pewne geograficzne wyobrażenie różnych procesów, które zachodziły na przestrzeni lat, a do tego - mierząc się z wyzwaniami osobiście - zaczynami się historii nie tylko uczyć na pamięć, ale ją analizować, kreować, podejmować suwerenne decyzje strategiczne. Znów - głupio mi to pisać, bo to taki frazes powtarzany przez wszystkie dzieciaki na przełomie XX i XXI wieku, ale uważam, że Europa Universalis powinna być "lekturą szkolną", normalnie każdy ma ograć w ramach zajęć z historii np. 50h kampanii i omawiamy to na lekcjach. To się wydaje tylko na pierwszy rzut oka glupie, ale w taki sposób byśmy budowali przyszłe elity, generałów itd.
Jasne, uwalałem przez gry klasówki, egzaminy, tyłem, zawalałem tematy w pracy itd., ale ogólny bilans jest przytłaczająco pozytywny, przy czym ja mam 37 lat, więc nie kwalifikuje się do ankiety ;-)
Nie no, nie brzmi to wcale głupio - albo inaczej, może brzmieć to głupio dla kogoś, kto nie ma za wiele styczności z gierkami, ale one naprawdę mogą głowę otworzyć na wiele spraw i można też nowych umiejętności nabrać. Wydaje mi się właśnie, że gry to tak działają jako taka przyjemna analogia do bardziej codziennych rzeczy, co można właśnie przełożyć w życiu. Ale nooo, nie spodziewałabym się właściwie, że do zarządzania można załapać smykałkę przez to, ale no widzisz, dobra inwestycja to była, by sobie pograć, a dużo osób nie traktuje tego jako produktywne spędzanie czasu - nie wiem czemu. Z tymi Pokemonami to też ciekawe, kurczę, mnie niestety ominęła "faza" na to, bo za mała byłam i nie miałam dobrego telefonu na to niestety, haha. O Europie Universalis nie słyszałam nawet, ale z tego, co opowiadasz, to wydaje mi się też, że bardziej by to pewnie przemówiło do młodzieży, jeśli by jeszcze było potem dobrze omówione, to w ogóle bajka - może faktycznie by to też bardziej zaangażowało, a nauka nie opierałaby się tylko na suchej teorii do wykucia. Haha, wiadomo, że te gry to czasu dużo zajmują, aczkolwiek jeśli nie ma przez to jakichś poważniejszych konsekwencji i się nie traci całkowicie tego kontaktu ze światem, a wszystko można nadrobić, to jednak ta wiedza czy umiejętności, które się przez to przyjmuje w przyjemny sposób, też są ważne! Dziękuję za taki feedback, ciekawie się to czyta :)
Gry a nasilenie lęku - to chyba pierwszy Alien vs Predator. W pierwszego obcego wywaliłem ze strachu cały magazynek i nie trafiłem.
wypełnione :) a co studiujesz?
Też kiedyś temat przeglądałem i znalazłem wtedy parę pozytywnych badań na temat gier:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5718432/
Granie w Mario64 przez dwa tygodnie 30 minut dziennie pomagało seniorom i zauważono zwiększenie objętości szarych komórek.
Generalnie granie w 3D gry, w których trzeba orientować szybko się w przestrzeni (FPSy, platformówki) dobrze działa na umysł.
https://games.jmir.org/2025/1/e76522
Granie w gry z otwartymi światami (jak Zelda w tym badaniu) poprawia samopoczucie.
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC8818112/
Zdrowie psychiczne i koncentracja poprawiały się po graniu w gry logiczne/łamigłówki.
Z mojej strony dodam, że miałem to szczęście wychować się na grach o wiele mniej wybaczających i mniej prowadzących za rękę, do tego czasami sam proces zdobycia gry, zainstalowania i scrackowania był wymagający i pouczający. Również język angielski w grach też pomagał się osłuchać z językiem obcym.
Ooo, dziękuję, zapoznam się w wolnym czasie :) I dużo słyszałam o tym, że ludzie się języka angielskiego z gier uczyli, powszechne zjawisko całkiem.
I dużo słyszałam o tym, że ludzie się języka angielskiego z gier uczyli, powszechne zjawisko całkiem.
Dokładnie! All of your base are belong to us!
Aż przypomniało się granie w Final Fantasy 7 ze słownikiem pol-ang na kolanach.
Dwa dni później ale finalnie +1 ;)
Za to mały up'ik dla wątku, który już tam pewnie na drugiej czy trzeciej stronie wylądował ;)
A tak dodatkowo, czego mnie nauczyły gry? Np. taki football manager nauczył mnie autyzmu :D
Tabelki z rocznymi podsumowaniami w firmie? Dawaj, zrobię, frajda ;)
Via Tenor
Ten wątek to miła odskocznia od wydzielinowogothicowych wysrywow megalothara :)
Za mądry nie jestem, ale IMHO balance is the key :)
wszyscy wychowalismy sie na gta a skoro to czytacie to nikt w wiezieniu nie siedzi, bo w ZK nie ma kompa i internetu z Golem :D