
Emerytura upłynie mi pod znakami zapytania
Od dłuższego czasu łapię się na tym, że moim ulubionym elementem gry we wszystkie sandboksy są znaki zapytania. Ledwo żywy (szczególnie intelektualnie) po całym dniu, marzę tylko o tym, by odpalić sobie w tle jakiś dobry podcast i czyścić te wszystkie zagadki Merlina w Hogwarcie, phylakisów w Asasynie...
Doszło już nawet do tego, że wręcz wkurzałem się popychając do przodu wątek główny w Indiana Jones, bo trzeba było wyciszyć podcast i słuchać dialogów (choć i dobra gra, ale z aktu na akt gorsza, nie pomagała). Fabuła mnie męczy, rozwiązywanie 227 identycznych zagadek kół zębatych w Sukothai - relaksuje. To tu staję się jednością ze światem przedstawionym, a nie w kolejnych cutscenkach.
I ja mam świadomość, że jest to jakaś forma gamingowego upadku, który trwa już tak naprawdę z dobrą dekadę, ale chyba dopiero wczoraj ostatecznie udało mi się ten problem dostrzec i zdiagnozować. Nagle znienawidzone, powtarzalne, często niezbyt wybitne aktywności dają mi więcej komfortu i zabawy, niż realna przygoda. Dalej już tylko Candy Crush Saga.
Ktoś jeszcze tutaj używa obecnie gier akcji jako interaktywnego tła do słuchowisk, czy czas kasować konto?
Mam tak samo ale tylko, jeżeli chcę coś wygrindować, albo zaliczyć grę na 100% a zostały same powtarzalne zadania.
Nowe gry z serii Lego mają często tak, że po jakimś czasie chodzi się po mapie aby tylko znaleźć wszystkie złote klocki, więc tam można lecieć na autopilocie. Podobnie miałem z Call of Duty jak chciałem podlevelować broń/odblokować skin - Shipment, na drugim ekranie jakiś podcast czy inny filmik i bezmyślne strzelanie do wszystkiego, co się rusza.
Inna sprawa, że mam coraz mniej "slotów" czasowych na rozrywkę. Skończę pracę, to trzeba ogarnąć jedzenie, pobawić się z dzieckiem, może jakiś serial obejrzeć wieczorem. A do wielu gier nie ma sensu nawet podchodzić, jeżeli nie ma się 2-3 godzin gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał.
Można by walnąć cały artykuł, polemikę czy nawet książki napisać o tym co daje radość w grach i dlaczego wiele osób kocha znajdźki, robi osiągnięcia, czy kręci się nawet bez celu w pięknych grach itd.
Jest to po części zarówno zmęczenie materiałem jak i też przywyknięcie do tematu małych nagród jakie serwują nam gry od ok 15 lat.
Dodatkowo co zawsze powtarzam to zwiedzanie i odhaczanie pytajników/znajdziek pozwala poznać wiele sekretów i ciekawych miejsc.
Osobiście właśnie bardzo lubię taki styl grania bardziej niż samo ogrywanie dla fabuły. Wiadomo, że liniowe gry typowo fabularne są fajne ale piaskownice mają swój osobisty urok. Dodatkowo moje graczowe OCD nie pozwala mi zostawiać nie spenetrowanych tajemnic i miejsc w każdej dużej produkcji. Czyli następuje tak zwane 'lizanie ścian' i masa godzin na zwyczajnej eksploracji.
Oczywiście zawsze znajdzie się zawsze ktoś kto nie zrozumie takiego grania, bo odhaczenie fabuły to główny cel i szkoda czasu na zapychacze bla, bla bla. Z drugiej strony przecież od fabuły mamy dziś seriale(wręcz tonę) czy filmy albo książki ;)
Także podsumowując powiem tak. Gratuluję, że dojrzałeś do tego stylu gry i go akceptujesz. Ważne że sprawia to radość. Jedni będą speedrunować, inni calakować a jeszcze inni zabierać złom innym graczom w ARC Riders. Nic nikomu do tego jak gra, liczy się zabawa i radocha z wykonanej akcji.
PS: Przykład ekstremalny - Uwielbiam grę Far Cry 2, czyli tę uznawaną za jedną z najnudniejszych gier UBI a za co? Za to, że zwiedzam sobie Afrykę i zbieram diamenty z walizek. Uwielbiam to robić i już 2 razy ograłem tę grę na 100%.
Kto ma dzisiaj na to czas, a już zwłaszcza w grach które nic sobą nie reprezentują?
Ja tak gram w Fallout 76. Spotify + codzienne zadania - 1h i wylogowanie. Starosc nie radosc.
Dawno skończyłem grać dla fabuły, bo tworzą je dla dzieci. Gram właśnie w Jedi Survivor i ilość cringe w cutscenkach mnie przerasta. Ostanią dobrą fabułę miałem w Expedition 33 i w The Alters.
Teraz skupiam sie maksowaniu skilli w akcyjniakach, gdzie fabułę można pominąć i nie ma żadnej z tego powodu straty. Koronnym przykładem stylu gry, który obecnie uwielbiam to Dynasty Warriors: Origins.
Moja boomerska opinia którą powtarzam to to że storytelling i cutscenki to dla mnie średnia wartość w grach. To znaczy widać że idzie w to mnóstwo funduszy i fajnie jest to zrobione, aktorzy, animacje, dialogi, ale na końcu i tak dochodzi u mnie do zgrzytu - jeśli opowieść super to później irytują mnie elementy grywalne, bo wolałbym po prostu śledzić jak się rozwija historia.
Dlatego preferuję ostatnimi laty albo jakieś logiczne gry, gdzie można sobie popykać mając w tle włączoną muzykę albo podcasta, albo jakieś boomer shootery, fpsy w multi, albo po prostu retro tytuły.
Ale jestem tylko boomerem causalem i u mnie często granie przegrywa z innymi rozrywkami niestety.
Pobaw się w where winds meet. Questy tam są bardzo proste ale bez znaczników więc często trzeba naprawdę się naszukać aby coś skończyć.
Ja jestem chyba w odwrotnym trendzie. Coraz mniej kręci mnie czyszczenie znaczników (i mówię to jako człowiek, który raczej lubi "ubigry") i bardziej skupiam się na fabule i głównym wątku.
Duże znaczenie ma też to, że mam spore zaległości growe i zajmując się pierdołami i drobnicą czuję, że coraz bardziej zostaję w tyle i dużo mi w ten sposób umyka.
No dla mnie na przykład to Hogwart's Legacy o którym wspomniałeś ma całkiem fajny główny wątek. Wiem, że jestem tu raczej w mniejszości, ale mnie ta historia naprawdę się podoba.
Gram też teraz w pierwsze Red Dead Redemption i tam też na początku spędziłem całkiem sporo czasu na graniu w pokera, polowaniu na bandytów i innych pobocznych aktywnościach, ale w końcu to olałem i skupiłem się na fabule, bo jest fajna i naprawdę długa jak na ten typ gier.
No dla mnie na przykład to Hogwart's Legacy o którym wspomniałeś ma całkiem fajny główny wątek
No jesteś w mniejszości ;-) Dla mnie to gra 9/10, bo super świat i super gameplay, ale główny wątek fabularny 3/10, widywałem lepsze odcinki Złotpolskich ;-)
Ano jestem. Uczciwie też muszę powiedzieć, że duża w tym zasługa tego jak ta historia jest opakowana - lokacje, muzyka, ogólny klimat tej gry. Myślę, że jakby ją z tego wszystkiego okroić i skupić się w 100% na fabule i samych dialogach, to też bym kręcił nosem. Ale właśnie to jak przedstawiono to uniwersum (którego nawet nie jestem fanem i poza filmami w zasadzie nie miałem z nim wcześniej do czynienia) automatycznie sprawia, że główny wątek jest dla mnie bardziej atrakcyjny niż powinien i dużo łatwiej mi się było do niego przekonać.
u mnie totalnie odwrotnie - fabuła wciąga, angazuje, daje zabawe i motywacje do dalszego grania
a wszelakie zagadki, znajdźki, ścisłe myślenie w grach nudzą i denerwują (pewnie jakies ptsd z liceum)
taki ze mnie humanista
a dla loona rada - równie dobrze po co grać, kup sobie sudoku XD
połechta matematyczne ośrodki podobnie i pobawisz się w "człowiek-kalkulator" bez doświadczania fabuł
Mnie to chyba AC Valhalla najbardziej wymęczyła, jak ktoś chce tam odkryć wszystko na 100 % to 120 godzin trzeba mieć w zanadrzu, pies ganiał ten swiat tam i te znajdzki i inne rzeczy z mapy, Wiedzmin 3 i pytajniki ze Skellige to jest nic przy tym :D
Współczuję. Gry, jako zamknięty produkt, to głównie medium przekazujące jakąś treść lub stawiające jakieś wyzwanie wymagające skupienia. Samo czerpanie rozrywki powinno wynikać z tych właśnie elementów. Sprowadzanie gier jako tło do konsumowania innej treści, to krok w złą stronę, ale też nie trudno to zrozumieć, bo pomijając współczesne trendy, to Twórcy często nie potrafią odpowiednio połączyć warstwy przekazu z warstwą rozgrywki. Innymi słowy odpowiednio zainteresować, zanurzyć Gracza przez co łatwiej pojawia się znudzenie a co za tym idzie Gracz szuka np. "swojego tła" - też to działa w drugą stronę, niezbyt angażujące "tło" wymusza robienie czegoś innego :(
Niemniej, ja nie mam takich problemów a samo, podobne do Twojego, łączenie treści ( w zasadzie tylko puszczanie "swojej" muzyki ) odbywa się wyłącznie gdy chcę coś pomielić ( np. obecnie Wolcen ) albo tam gdzie muzyka jest zbyt monotonna lub mi się już osłuchała ( np. Cywilizacja ).
Niepotrzebnie starasz się siebie zaszufladkować.
Najważniejsze jest, że sprawia Ci to przyjemność.
Z wszystkich gier, w które grałem w ostatnich 10 latach, "Far Cry 6" ma chyba najfajniejszą "powtarzalność czynności" (po kilku godzinach rozgrywki, gdy już poznamy większość mechanik).
Będzie relaksująca. Rozważ. ;)
Ja się poczułem naprawdę wolnym człowiekiem kiedy zrozumiałem, że wcale nie musze maksować gier na 100% i frustrować się, tracąc czas, na dotarcie do jakiegoś znacznika. Nagle gry zaczęly sprawiać mi przyjemność. W Cyberpunku nie musiałem ukończyć wszystkich wyścigów a w Wiedźminie wspiąć na najwyższa górę. To jest ten sam poziom oświecenia co świadomość, że wcale nie trzeba tankować do równego i jak zalejesz za 173,47zł to nic złego się nie wydarzy.
Ale fakt jest taki, że znacznie częsciej odpalam nieangażujące gierki typu właśnie Candy Crush Saga na 20 minut, niż złożone gry z jakąś fabułą.
No tak, to prawda, tylko że w wielu grach CD Projektu czy Rockstara, często achievementy dają ciekawsze questy, niż gra właściwa. Spójrzmy na takie GTA V - te misje są w gruncie rzeczy dość powtarzalne i nagle to system trofeów wymaga od nas czegoś zupełnie nowego, pogłębionej eksploracji, niestandardowych zachowań.
Dobrze zrobione trofea czynią grę lepszą, złe trofea to "zbierz 100" i misje na czas :P
Niepotrzebnie starasz się siebie zaszufladkować.
Najważniejsze jest, że sprawia Ci to przyjemność.
+100
W zasadzie (patrząc po wzrośnie popularności gier usług), to większość graczy tkwi w tym samym pociągu co ty. I czy to coś złego? Człowiek zajebany po robocie, często nie ma chęci i motywacji na otwieranie się na nowe gry, czy nowe sposoby rozgrywki. Chcesz sobie włączyć coś, co wiesz że ci da fun, pozwoli na repetetywne czerpanie z fajnego gameplayu, który ładuje dopaminkę.
Jedni scrolluja tiktoka, drudzy robią te same ćwiczenia na siłce, trzeci robią te same raidy w wowie, czwarci czyszczą mapę po 2 razy ze znaków zapytania w wiedźminie. Każdy szuka chillery w repetetywnych czynnościach, które można powtarzać. Wiesz czego się spodziewać, wiesz że ci to daje fun, wiesz, że się nie zawiedziesz i spędzisz dobrze czas. Takie życie dorosłego chłopa/baby. Rutyna dla większości ludzi działa regulująco, chyba, że masz ADHD to wtedy obrót o 180 stopni. :P
Offtopowo, wczoraj zainstalowałem hogwart, bo słyszałem, że fajny gameplay. Zrobiłem postać, oglądam pierwszą cutscenke - dziecinna i cringe'owa do szpiku kości, skipuje. Doszedłem do momentu, gdzie cutscenki się nie dało pominąć, a pierdolenie bohaterów tak mnie irytowało, że walnąłem ALT F4 i odinstalowałem grę z dysku. xD