Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 24 czerwca 2002, 10:29

autor: Adamus

Might & Magic IX: Writ of Fate - recenzja gry

Writ of Fate to dziewiąta cześć jednej z najpopularniejszych serii cRPG rozgrywająca się w fantastycznym świecie Might & Magic. Fabuła toczy się w innym rejonie tego samego świata co w Heroes of Might & Magic IV.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Gdy w roku 1998 firma New World Computing wydała długo oczekiwaną szóstą część cyklu Might & Magic, przeszła ona wszystkie najśmielsze oczekiwania i została uznana przez większość miłośników tego cyklu, i nie tylko, za jednego z najlepszych cRPGów, jakie do tej pory ukazały się na rynku gier komputerowych. Bazujące na jej popularności następne dwie części, nie odniosły już takiego sukcesu, pomimo tego, że poprawiono pewne niedociągnięcia i dodano nowe elementy, ale jednocześnie zubożone zostało to, co tak zachwycało w pierwowzorze, czyli wielkość i różnorodność stworzonego świata, oraz ilość i ogrom lokacji, które mieliśmy do zwiedzenia.

Kiedy więc NWC ogłosił, że rozpoczęto pracę nad dziewiątą już częścią serii Might & Magic, zapowiadając, że będzie ona równie przełomowa w historii jak szósta, nie mogłem się wręcz doczekać jej pojawienia. Tym bardziej, że docierające informacje o nowej w pełni trójwymiarowej grafice, do stworzenia, której użyto silnika graficznego - Lithtech 3D firmy Monolith (znanego między innymi z takiej gry jak Alien vs. Predator 2), nowym systemie rozwoju postaci, większej interakcji z NPCami, czy wreszcie o znakomitym scenariuszu i nowych wyzwaniach czekających na graczy, rozbudzały apetyty i wydłużały czas oczekiwania na M&M IX. W końcu jednak zagościła na moim komputerze i mogę odpowiedzieć na pytanie: czy rzeczywiście jest to to, na co ja i inni miłośnicy tego cyklu tak niecierpliwie oczekiwali?

Poprzednie części przyzwyczaiły nas do znakomitego intro wprowadzającego w atmosferę gry. Tym razem, lektor smętnym głosem przedstawia historię świata, w którym dzieje się akcja, na tle pochodni oświetlającej powoli przesuwające się, wiszące na ścianach gobeliny, przypominające rysunki zbliżone swoją doskonałością, do tych ze ścian jaskiń z epoki kamienia łupanego. Zdaję sobie sprawę, że większość sił NWC w tym czasie zostało zaangażowanych w tworzenie Heroes of Might and Magic IV, ale żeby w tak skandaliczny sposób potraktować to, co rzutuje na pierwsze wrażenie ze spotkania z grą, nie nastroiło mnie zbyt optymistycznie.

Pierwszym etapem jakże ważnym, dla przebiegu dalszej rozgrywki było stworzenie własnej drużyny. Tu ponownie poczułem pewien niepokój. Do wyboru mieliśmy, co prawda cztery rasy, tyle tylko, że w sumie niewiele różniące się między sobą. Najważniejszą za to, przy ich wyborze opcją, była intonacja głosu, gdzie mogliśmy wybrać sobie jedną z aż siedmiu dostępnych ;-). Natomiast klasy postaci zostały zawężone do dwóch. Nie pozostawiono nam tutaj za dużego wyboru. Albo wojownik z kilkoma umiejętnościami związanymi z walką, lub też nowicjusz posiadający niewielki zasób many i specjalizujący się w czterech z kilkunastu dostępnych mu biegłości. Na szczęście w trakcie gry wojownicy mogą awansować w dwóch kierunkach – na najemników i krzyżowców, aby następnie najemnik mógł osiągnąć godność zabójcy lub gladiatora, a krzyżowiec - łowcy czy też paladyna. W przypadku nowicjusza droga awansu jest podobna. Możemy zostać uczonym albo uzdrowicielem i dalej z uczonego magiem lub liszem, a uzdrowiciela przekwalifikować na kapłana, ewentualnie druida. Wiąże się z tym zwiększenie posiadanych umiejętności z poziomu podstawowego aż do arcymistrzowskiego, w zależności od tego, jaką drogę rozwoju wybierzemy.

Po skompletowaniu ekipy, którą przyjdzie nam poprowadzić, lądujemy w Ravensfordzie, gdzie będziemy mogli przejść pierwsze szkolenie oraz zapoznamy się interfejsem i wszystkimi nowinkami, jakie nam przygotowali twórcy dziewiątej części Might & Magic. Stąd też wypłynie statek z wyprawą na Mendossus, do której się przyłączymy. Niestety, porwany straszliwą wichurą, jaka rozpętała się podczas ogromnego sztormu, rozbija się on o brzegi Wyspy Popiołów. Tylko nam, małej, czteroosobowej drużynie udaje się uratować. Błąkając się po niegościnnej skalistej wysepce spotykamy dziwna kobietę – Irsę Troll, utrzymującą, że jest prorokinią. Przepowiada, że tylko my będziemy w stanie zmierzyć się z najazdem barbarzyńskich hord z Beldonii, pod przywództwem Tamura Lenga. Żeby jednak mu się przeciwstawić, musimy zjednoczyć sześć klanów Chedianu, gdyż tylko razem są w stanie odeprzeć atak. Czy jednak się to uda? Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wyruszyć po raz kolejny zbawić świat od zła :-).

Recenzja gry Wasteland 3 – na takie RPG czekałem!
Recenzja gry Wasteland 3 – na takie RPG czekałem!

Recenzja gry

Brian Fargo jeszcze raz postanowił pokazać nam postapokaliptyczny świat serii Wasteland. Tym razem jednak od drugiej strony. Opuszczamy pustynie Arizony i udajemy się do zasypanego śniegiem Kolorado.

Nintendo znowu dowozi – recenzja Paper Mario: The Origami King
Nintendo znowu dowozi – recenzja Paper Mario: The Origami King

Recenzja gry

Nowe Paper Mario to bardzo lekkie elementy RPG i mnóstwo humoru, koloru i płaskich papierowych stworków zamienionych przez tytułowego króla w złowieszcze wersje origami. Oraz oczywiście Mario i pewna księżniczka do uratowania.

Recenzja The Elder Scrolls Online: Greymoor – co łączy Skyrim, wampiry, wiedźmy i... archeologię?
Recenzja The Elder Scrolls Online: Greymoor – co łączy Skyrim, wampiry, wiedźmy i... archeologię?

Recenzja gry

Chcieliście Skyrim Online, to proszę bardzo, macie! Najnowszy dodatek do TESO zabiera nas do kultowej krainy, abyśmy mogli stanąć twarzą w twarz z wampirami i wilkołakami. Szkoda tylko, że całość bardziej przypomina grę singleplayer niż MMORPG…