Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Take on Helicopters Recenzja gry

Recenzja gry 2 lutego 2012, 13:31

autor: T_bone

Poszukiwacz gier z potencjałem na Steamie. Generał Patton gamingu, który nawet kawę pije w turach.

"Wiatraki" nad Seattle – recenzja gry Take on Helicopters

Odpowiedzialne za Operation Flashpoint i serię ArmA studio Bohemia Interactive odchodzi od wojennych klimatów na rzecz, wydawałoby się, spokojnego życia w cywilu. Przed Wami recenzja nowego symulatora śmigłowców Take on Helicopters.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Bohaterowie przypominają manekiny.

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
PLUSY:
  • model lotu śmigłowców;
  • dobrze zrealizowany tryb treningowy;
  • kariera i zarządzanie firmą;
  • świetnie wykonane miasta Seattle i okolic;
  • udźwiękowienie helikopterów.
MINUSY:
  • sztywne, mało naturalne animacje;
  • przewaga nudnych misji nad ciekawymi;
  • dialogi i muzyka.

Jeśli symulatory samolotów cywilnych można określić mianem niszy, to symulatory śmigłowców do niedawna stanowiły głębokie podziemie. Dzisiaj sytuacja ma się o wiele lepiej niż jeszcze 7 lat temu. DCS: Black Shark wyznaczył nowy poziom odwzorowania modelu lotu i awioniki, X-plane 10 i dodatki do Flight Simulatora X zaspokajają apetyty pasjonatów lubiących poświęcać ponad 100 GB swojego dysku na jedną grę, a na horyzoncie jawi się jeszcze symulator helikoptera Apache – Combat Helo. Gdzieś pomiędzy swoje 3 grosze dołożyła czeska Bohemia, decydując się stworzyć symulator śmigłowców, który pozwoliłby poczuć radość z lotu zarówno starym wyjadaczom, jak i zwykłym graczom.

Wiedziałem, że Take on Helicopters oparte jest na koniu roboczym Bohemii, czyli silniku Real Virtuality 3. To wzbudziło moje obawy, czy gra nie będzie popłuczynami po ArmA II: Operation Arrowhead? Czy w zamian za otwarty świat i sandboksowe elementy autorzy nie zaserwują nam czasem festiwalu bugów i tragicznej wydajności? Jak się okazało, nie wszystkie moje obawy były uzasadnione – Czesi naprawdę włożyli sporo pracy w swoje nowe dzieło.

Misje ratownicze należą do najciekawszych.

Take on... Fabuła

To, co odróżnia Take on Helicopters od gier pokroju Flight Simulator X, to porządnie zrobiony tryb kariery i inne formy zabawy, takie jak np. tryb wyzwań. Oczywiście w każdym momencie możemy wybrać się na zwykły lot, ale to tylko jedna z wielu opcji. Historia rodzinnego biznesu to w przypadku tej gry danie główne. Tom Larkin to zwykły facet, który chce pomóc bratu w prowadzeniu firmy Larkin Helicopters po śmierci ojca i w dobie kryzysu, jaki właśnie zawitał do Seattle. Jakby tego było mało, brat ma problemy z kręgosłupem i ciężki bagaż wspomnień z akcji bojowych w południowo-wschodniej Azji. Kiedy mała dzielna spółka zostaje wykupiona przez złą korporację Vrana Corp, z jeszcze bardziej złym prezesem na czele, Larkin musi walczyć o pieniądze, a nawet własne życie. Tak, fabuła brzmi dość sztampowo i przywodzi na myśl seriale z lat 80., w których to bohaterowie przeważnie mieli pod ręką śmigłowce albo znajomego z wojska z takowym, niczym w Magnum P.I.

Tryb kariery zdobywa jednak nasze uznanie, gdy odkrywamy, że oprócz kontraktów ważnych dla całej historii mamy okazję wykonywać zadania np. dla rządu. Gra daje nam pewną dozę wolności, możemy chodzić po swoim heliporcie, robić przeglądy maszyn, zmieniać ich malowanie czy dokupywać wyposażenie otwierające przed nami nowe możliwości i misje. Aspekt ekonomiczny to bardzo miły dodatek, mimo że tak naprawdę porażka finansowa nam nie grozi. Rozwijając wątek główny, dostajemy kasę i odpowiednie maszyny od korporacji.

Śmigłowce da się w pewnym stopniu modyfikować.

Zanim przystąpimy do latania, warto przeprowadzić trening, który zresztą dostępny jest w dowolnym momencie gry. Jeśli nie mamy pojęcia, co i jak działa, to tego rodzaju ćwiczenia powinny przybliżyć nam podstawy. W przypadku takiego tytułu jest to zawsze bardzo ważny element i na szczęście w ToH-u nie został pominięty. Kontrakty, które przychodzi nam realizować, są najróżniejsze. Mamy tu nudne przeloty z facetami w garniturach nad polami golfowymi, transportowanie konstrukcji budowlanych oraz wymagające wysokich umiejętności pilotażu akcje ratunkowe czy desantowanie drużyny S.W.A.T. Duch ArmA powraca, gdy nasz brat wspomina swoje misje bojowe z wojny. Mamy wtedy okazję postrzelać i to nie tylko ze śmigłowca, ale i własnoręcznie. To świetne urozmaicenie, które ponownie pokazuje, że w Take on Helicopters jest więcej wolności niż ograniczeń.

Kiedy zaliczymy karierę, pozostają nam dodatkowe tryby rozgrywki. Wyróżnia się tu tryb wyzwań, w którym wybieramy rodzaj zadania, a jego szczegóły w pewnym stopniu generowane są dynamicznie. Efekt? Nieograniczona liczba misji ratowniczych, niestety schematycznych. Edytor, jak to w tytułach Bohemii, jest obowiązkowo obecny, ku uciesze co bardziej twórczych graczy. Na koniec pozostaje tryb multiplayer, tu nie wymyślono żadnego rewolucyjnego rozwiązania, które wpłynęłoby na jego popularność. Jest ona, niestety, praktycznie zerowa, co nie znaczy, że nie można postawić serwera i polatać ze znajomym.

Gra stwarza okazję do zwiedzenia Seattle. Do naszej dyspozycji oddano 3,800 km2 terenu, czyli znaczny obszar Zatoki Puget. Główną atrakcją jest samo miasto, w którym zobaczymy różne znane obiekty.

Take on... Realizm

Take on Helicopters jest symulatorem bardziej otwartym na odbiorców niż skupiającym się tylko na wąskim hardkorowym gronie. Stopień trudności można przystosować do swoich potrzeb i możliwości, na szczęście opcji jest tyle, że nawet wymagający gracze znajdą coś dla siebie. Jeśli chcemy czerpać przyjemność z latania, mile widziany będzie joystick. Poziom Ekspert zarezerwowano dla osób chcących poświęcić dużo czasu na naukę i posiadających odpowiedni do tego sprzęt.

W grze dostajemy do dyspozycji trzy typy maszyn o różnym wyposażeniu: w kategorii lekkiej mamy śmigłowiec MD 500, średnią reprezentuje Bell 412, a ciężką masywny AW101, znany wśród wojskowych jako Merlin. Różnice widzimy już przy starcie, proces ten wygląda inaczej w przypadku maszyn jednosilnikowych, a inaczej przy dwusilnikowych. Nie mamy tu klikania po całym kokpicie jak w DCS: Black Shark, ale pewien poziom „klikalności” został zachowany. W ToH-u nie znajdziemy, niestety, żadnej komunikacji z wieżą kontrolną poza oskryptowanymi rozmowami, szkoda, że nie można zapytać nawet o pogodę.

Recenzja gry Farming Simulator 19 Platinum Edition – Dój krowy póki gorące
Recenzja gry Farming Simulator 19 Platinum Edition – Dój krowy póki gorące

Recenzja gry

Ledwo co przeżyliśmy koniec lata, termometry pikują w dół, a Giant Software próbuje nakłonić nas, abyśmy założyli wypchane słomą gumiaki i ruszyli dziarsko na farmę. Zgadzamy się na to, bo Platinum Edition to wciąż stary dobry Farming Simulator 19.

Recenzja Ancestors: The Humankind Odyssey – frustrujaca gra, którą polubiłem
Recenzja Ancestors: The Humankind Odyssey – frustrujaca gra, którą polubiłem

Recenzja gry

Ancestors: The Humankind Odyssey udowadnia, że w gatunku sandboksów i survivali jest jeszcze miejsce na oryginalny klimat i ciekawe mechaniki. Szkoda tylko, że sporo tych rozwiązań jednocześnie sprawia, że zdecydowanie nie jest to gra dla każdego.

Recenzja Farming Simulator 19 – nowa farba na starym ciągniku
Recenzja Farming Simulator 19 – nowa farba na starym ciągniku

Recenzja gry

Po wybitnie podobnych do siebie poprzednich częściach, wraz z tegoroczną odsłoną najstarszej i najpopularniejszej serii rolniczych symulatorów miała wreszcie przyjść mała rewolucja. Zapowiedzi jednak okazały się zbyt optymistyczne.