Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 21 grudnia 2011, 13:11

autor: eJay

Wyznawca #cebuladeals za 1$ i tytułów, w które nikt nie gra. Chory na kinomanię.

Karkand znów polem bitwy - recenzja gry Battlefield 3: Back to Karkand

Powrót do Karkand to idealna okazja, aby przypomnieć sobie w czym tkwiła siła Battlefielda 2. To także dowód, że nie wszystkie DLC muszą prezentować poziom zbroi dla konia.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • cztery doskonałe pod względem wykonania mapy (znacznie lepsze od tych z podstawki);
  • nowe rodzaje broni do odblokowania oraz pojazdy;
  • poprawiona destrukcja otoczenia;
  • wciąż wysoka grywalność.
MINUSY:
  • chciałoby się więcej map z Battlefielda 2... może Road to Jalalabad?

Mimo gorącego okresu fani Battlefielda 3 czekali na to rozszerzenie ze sporym zniecierpliwieniem. Dodatek zapowiedziano już jakiś czas temu, a systematycznie ujawniana zawartość jedynie podgrzewała nastroje. Co najważniejsze, posiadacze Edycji Limitowanej mieli otrzymać DLC zupełnie za darmo. Ewentualną słabszą jakość twórcy mogliby skwitować stwierdzeniem „dostaliście to gratis”, co na pewno zostałoby przyjęte z wyrozumiałością ze strony klientów. Jakiekolwiek przeprosiny nie będą jednak potrzebne, bo Powrót do Karkand to DLC wręcz wzorowe.

Mapy, mapy, cztery mapy...

Na graczy, którzy z Battlefieldem 2 spędzili setki godzin, czeka sentymentalna podróż w przeszłość. Pierwsze DLC przynosi bowiem przede wszystkim 4 najpopularniejsze mapy ze wspomnianej odsłony serii. Gulf of Oman, Strike at Karkand, Sharqi Peninsula oraz Wake Island to lokacje, które każdy fan cyklu zna na wylot. Nic dziwnego, że w dniu premiery dodatku serwery miały ogromne problemy z obsłużeniem graczy. Niektórzy musieli uzbroić się w cierpliwość, gdyż kolejki opróżniały się w dość wolnym tempie.

Kiedyś w tym miejscu była tylko mgła. Teraz jest panorama miasta. 6 lat to jednak kawał czasu...

Na osobny akapit zasługuje wykonanie poziomów, a te prezentują się (z małymi wyjątkami) bez zarzutu. Twórcom udało się oddać klimat walk z Battlefielda 2, przy czym niektóre zmiany są widoczne od pierwszej sekundy rozgrywki. Na Strike at Karkand zrezygnowano z mgły ograniczającej pole widzenia. Obecnie natarcie Amerykanów prezentuje się niesamowicie efektownie, gdyż oczom gracza ukazuje się po prostu miasteczko z kilkudziesięcioma budowlami i ulicami. Widok Karkanda w wersji odświeżonej to jeden z największych atutów DLC, jednakże nie ostatni. Poprawiona destrukcja otoczenia pozwala teraz na jeszcze większe szaleństwa. Rewolucji nie ma, aczkolwiek po długich potyczkach niektóre fragmenty wyglądają jak po bombardowaniu. Autorzy dokonali również stosownej modyfikacji wpływającej na rozmiar terenu – usunęli dwie najbardziej oddalone flagi po drugiej stronie rzeki. W zamian otrzymaliśmy multum budynków, do których można wejść. Teoretycznie teren działań został pomniejszony, natomiast w praktyce proporcje zostały mniej więcej zachowane, gdyż do ostrych starć dochodzi również w chatkach.

Zarówno Sharqi Peninsula, jak i Wake Island potraktowano konserwatywnie. Obie miejscówki nie różnią się znacząco od swoich starszych odpowiedników. Główne zmiany dotyczą w tym przypadku budynków (zwłaszcza na Wake) oraz filtru graficznego. Słynące z jasnych i ciepłych barw mapy przekształciły się w brudne, ciemne i zielonkawe pola bitew, na których ciężko dojrzeć przeciwnika, a to nie wszystkim się spodoba. W przypadku Sharqi bardzo ucieszyłem się z faktu, że DICE nie usunęło wieży telewizyjnej, która niegdyś stanowiła niezłe źródło nabijania punktów. Z kolei Wake Island może poszczycić się gruntownie przemodelowanym lotniskiem, które wzbogaciło się o hangary dla samolotów. Największe w moim przekonaniu zmiany nastąpiły na Gulf of Oman. Wybrzeże, na którym znajdują się aż 4 flagi jest zdecydowanie bardziej pofałdowane i zurbanizowane. Podobne odczucia mam w stosunku do centrum – mimo że obszar zabudowań nie został znacząco powiększony, to bogactwo detali oraz możliwość wchodzenia do domów dają złudzenie wojny toczonej w gęstym środowisku.

Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders

Recenzja gry

Czy po trzech częściach serii jest jakiś sens w wydawaniu prequela, który w dodatku jest spin-offem i to izometrycznym? Wbrew pozorom, zdecydowanie tak. Szkoda tylko, że ta część nie wyszła jako pierwsza, bo mogłoby to pomóc całej marce.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem
Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem

Recenzja gry

Sniper: Ghost Warrior Contracts to w zasadzie Hitman, który zamiast przebrań, ma tylko karabin snajperski. I generalnie takie połączenie całkiem nieźle działa.

Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!
Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!

Recenzja gry

Nowy Terminator jest zaskakująco satysfakcjonujący. Nie chodzi jednak o przeciętny film Tima Millera, a świeżutką grę krakowskiego studia Teyon – dewelopera, który w branży gamingowej "zabłysnął" dzięki niechlubnemu Rambo: The Video Game.