Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 30 września 2011, 12:18

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Kraksa twórców Burnouta - recenzja gry Burnout Crash!

Mistrzowie widowiskowych wyścigów z kraksami w tle przygotowali grę, w przypadku której jedynym adekwatnym określeniem z szeregu powyższych jest słowo... „kraksa”. Grek Zorba powiedziałby – katastrofa.

Recenzja powstała na bazie wersji X360. Dotyczy również wersji PS3

Studio Criterion od lat dba o odpowiedni poziom adrenaliny u użytkowników swoich dzieł. Produkowana przez Brytyjczyków seria Burnout jest synonimem rozrywki najwyższego sortu. Mam jednak wrażenie, że firma zaczęła ostatnio rozmieniać się na dobre. Po absolutnie fantastycznym Paradise autorzy zajęli się przygotowaniem jednej z części Need for Speed, a teraz serwują coś, co po pierwszym zwiastunie wywołało u mnie uniesienie brwi połączone z cichym, aczkolwiek bardzo niecenzuralnym przekleństwem. „Motyla noga” – pomyślałem – „Panowie raczą oddalić się w sobie tylko wiadomym kierunku”. Grunt to pozytywne nastawienie.

Tak naprawdę jednak w Burnout Crash! wszystko działa jak należy. Gra jest wariacją na temat jednego z głównych trybów słynnej serii (Crash Mode), występującego w niektórych z konsolowych odsłon, a polegającego ni mniej, ni więcej, tylko na robieniu jak najpotężniejszego zamieszania na drodze. I to bynajmniej wcale nie w czasie ścigania się. Wsiadamy w auto i pędzimy na jakąś czołówkę. Im większych strat narobimy innym pojazdom, tym wyższy wynik punktowy. Crash! tym różni się od poprzednich części cyklu, że siejemy popłoch i zniszczenie nie tylko w ruchu ulicznym na skrzyżowaniach, ale też w ich bezpośredniej bliskości, a wszystko to obserwujemy z kamery umieszczonej wysoko ponad ziemią, czyli z tzw. lotu ptaka.

Rozpoczynając każdy z poziomów, widzimy z góry autko, nad przyśpieszeniem którego nie mamy żadnej kontroli. Możemy tylko skręcać. Dojazd do skrzyżowania trwa ledwie kilka sekund, w trakcie których już staramy się coś po drodze zniszczyć, by ostatecznie przywalić z impetem w jadący samochód lub autobus. Do tego miejsca gra się fajnie i widać, że autorzy przemyśleli sprawę.

Po kilku ekscytujących sekundach uderzamy w inny pojazd. Jest to warunek konieczny, gdyż każde walnięcie w cokolwiek innego kończy się porażką. I tu następuje wyczekiwanie połączone z nerwową próbą opanowania pola walki, które zaczyna dominować na ekranie. Z tym, że nasz wrak robi za pijanego i czkającego opancerzonego osiłka, a cała reszta to usiłujące zejść nam z drogi pospólstwo. Osiłek raz na kilka sekund dostaje czkawki (napełnia się wskaźnik crashbreaker i auto może podskoczyć, w tym czasie mamy nad nim ograniczoną kontrolę), my przyduszamy przycisk na padzie, a pospólstwo traci trzos złotych monet. O ile pijany osiłek w kogoś trafi. W międzyczasie kto żyw gna do lasu.

Metafora ta w miarę wiernie opisuje rzeczywistość gry. Celem zabawy jest demolka i zdobycie jak największej ilości kasy. Samochody palą się, wybuchają, fragmenty otoczenia rozlatują i fruwają na wszystkie strony, co na swój sposób jest nawet widowiskowe, i co jakiś czas jesteśmy świadkami jednego z wybranych zdarzeń losowych. A to gdzieś spróbuje się przemknąć auto z forsą z banku, a to pojawi się karetka, którą należy przepuścić, a to nadjedzie policja. A nawet rozbije się samolot, nadleci UFO i wszystko spali czy przejdzie burza z piorunami. Oczywiście do tego często zmienia się mnożnik nabijanych punktów, więc trzeba starać się zachować czujność.

Recenzja Mario Kart Live - zaledwie ciekawostka za bagatela 400 zł
Recenzja Mario Kart Live - zaledwie ciekawostka za bagatela 400 zł

Recenzja gry

Mario Kart Live na papierze brzmi jak rewolucja: niestety ta rewolucja kończy się po dwóch godzinach, mordowana przez nudę, powtarzalność i problemy techniczne.

Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi
Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi

Recenzja gry

Need for Speed: Heat to najlepszy NFS, ale tylko na tle dwóch ostatnich odsłon. Zapamiętamy go jednak na zawsze dzięki wyjątkowym przygodom z policją. Uberpolicją!

Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię
Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię

Recenzja gry

Forza Horizon 4 zmienia się w pełnoprawne, samochodowe MMO. To bardzo dobra gra, która błyszczy na tle konkurentów, a zawiedzie odrobinę jedynie weteranów serii.