Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 21 sierpnia 2006, 12:24

autor: Krzysztof Gonciarz

Shinobido: Way of the Ninja - recenzja gry

Twórcy serii Tenchu powracają, oferując nam realistyczny symulator bycia Ninja.

Recenzja powstała na bazie wersji PS2.

Ninja są wyjątkowo wdzięcznym tematem na grę wideo, a developerzy wiedzą o tym od zarania branżowych dziejów. Produkcje czerpiące z tradycji owych japońskich skrytobójców znajdziemy na każdej możliwej platformie: tej dawno już zapomnianej, tej używanej obecnie, tej, która w sprzedaży dopiero się ukaże. Większość korzystających z postaci Ninja gier wdraża je jednak w sposób bardzo pobieżny, traktując raczej jako stylistyczne ubarwienie (jak np. postacie w mordobiciach), niźli element na szerszą skalę wiążący. Pierwszym skojarzeniem nasuwającym się na zapytanie o tytuł próbujący podjąć tematykę Ninja w całej rozciągłości jest seria Tenchu, debiutująca na PSX, a z czasem przeniesiona na większość konsol obecnej generacji. Ludzie odpowiedzialni za pierwsze dwie części tej sagi, obie wydane jeszcze na „szaraku”, pod koniec 2005 roku zaatakowali Kraj Kwitnącej Wiśni projektem o nazwie Shinobido: Way of the Ninja. Dziś, po około 8 miesiącach, tytuł ten doczekał się europejskiej premiery.

Głównym bohaterem gry jest Ninja o imieniu Goh, zwany przez wszystkich Krukiem (Crow). Poznajemy go w momencie, gdy budzi się on nad brzegiem rzeki, by zdać sobie sprawę, że nie pamięta, kim jest ani jak się tu znalazł. Po chwili otrzymuje on pomoc od tajemniczego informatora, porozumiewającego się za pomocą przymocowywanych do strzał listów, który poleca mu odwiedzenie jednego z władców tego rejonu Japonii, Utakaty. Wydawać by się mogło, że mamy do czynienia ze sztampową, napędzaną przez silną stronę fabularną grą skradankową, w której w cyklu kilkunastu misji poznajemy przeszłość głównego bohatera i ostatecznie mierzymy się z jakimś megazłym czarnym charakterem, uniemożliwiając mu tym samym wdrożenie krwawych rządów nad KKW. To też, ale okazuje się, że Shinobido ma w sobie o wiele więcej atrakcji.

Codzienna gazeta powiadomi nas o nowościach na froncie wojennym.

Gra łączy w sobie dwa wątki, które przez dłuższy czas pozostają niemal całkowicie niezależne, a dopiero po dłuższym czasie gry zaczynają wyraźnie współgrać. Pierwszym i, co ciekawe, bardziej rozbudowanym z nich jest wisząca w powietrzu wojna, w której Goh ma sporą rolę do odegrania. O wpływy w Utakace walczy trójka władców: dawny pan Kruka, łaskawy Ichijo, okrutny Akame oraz tajemnicza Sadame. Nasz bohater, gdy tylko ukończymy tutorial, na powrót otworzy swój mały „interes”, oferując najwyższej jakości usługi w rodzaju morderstwa, kradzieży, porwania, zwiadu itp. Jako że nasze umiejętności są nie do przecenienia w obliczu nieuniknionego konfliktu, wszyscy władcy próbować będą przekabacić nas na swoją stronę. Drugi wątek, ten opowiadający o zapomnianej przeszłości Goha, startuje bardzo powoli i przypomina o sobie tylko raz na jakiś czas, gdy ukończyć musimy etap z nim związany.

Po każdej wykonanej misji odnajdujemy się w kryjówce Goha. Możemy tutaj zakupić niezbędny ekwipunek, przejrzeć nowinki z frontu, przeczytać korespondencję, a także wybrać następne zlecenie. Za każdym razem będziemy mieli do wyboru propozycje misji od wszystkich trzech władców. Od nas zależeć będzie, któremu z nich wyświadczymy odpłatną przysługę tym razem. Tutaj Shinobido ukazuje swą prawdziwą głębię. Utakata stanowi bowiem pewien zamknięty, wypełniony wewnętrznymi zależnościami system. Każda ze stron konfliktu, w którym sami odgrywamy przecież rolę swoistego freelancera, opisana jest szeregiem parametrów: zasobnością skarbca, liczebnością wojska, liczbą generałów itp. To, jakie zlecenia wykonamy, bezpośrednio wpływa na zachwianie początkowej równowagi sił. Jeśli zdecydujemy się, na polecenie Ichijo, zabić wysoko postawionego oficera Akame, potencjał bojowy tego ostatniego wyraźnie spadnie, co z kolei wpłynie na późniejsze wydarzenia w świecie gry. Jeśli Sadame zleci nam przetransportowanie tajnych planów nowego rodzaju broni do jej siedziby, w następnych misjach jej żołnierze wyposażeni będą w np. skuteczniejsze rodzaje łuków. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek w świecie Shinobido.

Recenzja gry Far Cry: New Dawn – farbowana apokalipsa
Recenzja gry Far Cry: New Dawn – farbowana apokalipsa

Recenzja gry

Różowa apokalipsa w New Dawn okazała się przede wszystkim dalszym ciągiem piątej części serii Far Cry, a nie nową marką, która wstrząsnęłaby nurtem postapo. Tylko, czy Joseph Seed byłby zadowolony z takiego dzieła?

Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów
Recenzja gry Metro Exodus – Red Dead Redemption 2 wśród FPS-ów

Recenzja gry

Umarł Half-Life, umarł STALKER – niech żyje Metro! 4A Games za nic ma sobie trendy i serwuje FPS-a w starym stylu; takiego, co to nie trzyma gracza za rączkę, pożera klimatem i nie oszczędza na fabule. Nawet Valve nie przeskoczy łatwo tej poprzeczki.

Recenzja gry Resident Evil 2 – więcej niż remake
Recenzja gry Resident Evil 2 – więcej niż remake

Recenzja gry

Gdyby wszystkie odświeżenia klasycznych gier prezentowały taki poziom wykonania co nowy Resident Evil 2, to nie potrzebowalibyśmy całkowicie nowych gier.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
04.08.2006 23:32
jiker
111
Gladiator

GRYOnline.plTeam

Przyznam, ze gra zainteresowalem sie jakis czas temu. Przeczytalem kilka krotkich informacji, obejrzalem bodajze dwa filmy z japonskiej wersji i, krotko mowiac, zapomnialem. Milo, ze trafila do Europy.

28.05.2007 01:28
📄
odpowiedz
zanonimizowany35060
41
Generał

Do Polski w końcu też, ale w angielskiej wersji. Jedynie wkładka jest po polsku. Warto w to zagrać. Moim zdaniem klimat jest znakomity, pomimo że po pewnym czasie gra razi schematyzmem. Taka zręcznościówka z elementami skradanki. No i te akrobacje z "Przyczajony tygrys, ukryty smok".