Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 22 listopada 2005, 14:11

autor: Krzysztof Gonciarz

Genji - recenzja gry

Genji to jeden, wielki, zmarnowany potencjał. Miało być tak pięknie, a cały zamysł obalony został przez jeden z developerskich grzechów głównych.

Recenzja powstała na bazie wersji PS2.

Czy ktoś czekał na premierę Genji? Hm. A czy ktoś w ogóle słyszał o tej grze? Aha. No tak, można było ją przetestować na PlayStation Experience, to już coś. Jak jednak widać, dokonująca się niemal całkowicie poza nami klasyfikacja gier na „potencjalne hity” oraz „średniaki” rzadko kiedy okazuje się błędna, a gry „znikąd” nieczęsto sprawiają niespodzianki. Ot, taka niewidzialna ręka rynku.

Genji to pierwsza produkcja japońskiej firmy Game Republic, będącej nieślubnym dzieckiem Capcomu. Mamy do czynienia z dość typowym przedstawicielem action-adventure rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni (pierwszym, słusznym skądinąd skojarzeniem jest Onimusha), osadzonym w realiach jednego z najstarszych zabytków światowej literatury. Historyjka jest w świetle dzisiejszych czasów dość banalna, a przy okazji wypełniona skomplikowanymi, japońskimi słowami, których nie sposób spamiętać. Na fundamencie, który stanowi klasyczny konflikt dobra ze złem, zbudowano fabułę przedstawiającą walkę o magiczne kryształy zwane Amahagane. Te natchnione boską mocą artefakty zdolne są przesądzać o losach całych wojen, gdy tylko znajdują się w rękach odpowiednio silnych wojowników. Z tego też powodu podły klan Heishi chce je wszystkie dostać w swe brudne łapska, by wykorzystać do podbicia całej Honsju. Naprzeciw hordzie czarnych charakterów staje dwóch śmiałków: dziedzic upadłego rodu Genji Yoshitsune oraz gigantyczny mnich Benkei.

Huziaaaa!

Gra jest krótka, liniowa i bardzo zamknięta w formie, ale mimo to pozostaje zaskakująco wciągająca. Nacisk położony został w głównej mierze na akcję i nie mamy tu praktycznie żadnych zagadek – ich pozostałości, ograniczające się do jakiegoś tam odnajdywania kluczy (tutaj reprezentowanych przez naszyjniki, whatever), są tylko pretekstem do przeciągania nas przez kolejne wypełnione nieprzyjaciółmi pomieszczenia. Walka z nimi sprawia z kolei bardzo dużo przyjemności, gdyż pozornie banalny system sterowania (kwadrat – zwykły cios, trójkąt – mocniejszy) pozwala na sadzenie przepięknych kombosów i poruszanie się po polu walki z kunsztem i gracją graniczącymi z morderczą odmianą tańca. Niski poziom trudności pogłębia tylko wykształcające się w graczu poczucie własnej bossowatości w świecie gry. Nie jest to może ćwiczone tygodniami wymiatanie w Devil May Cry 3, lecz czyste masherstwo, ale kto by się tam czepiał szczegółów.

Gram w RDR2 na PC i – o rety – jaka to piękna katastrofa!
Gram w RDR2 na PC i – o rety – jaka to piękna katastrofa!

Recenzja gry

Rok czekania, miesiące spekulacji, wreszcie oficjalna zapowiedź Red Dead Redemption 2 na PC i kilka tygodni wielkiej ekscytacji. A potem wszystko zniweczone na premierę za sprawą Rockstar Games Launchera (i nie tylko). Ale katastrofę wciąż da się cofnąć.

Recenzja gry Death Stranding – co tu się odkojimowało?
Recenzja gry Death Stranding – co tu się odkojimowało?

Recenzja gry

Skończenie Death Stranding zajęło mi 3222 minuty. Przez większość z nich byłem oczarowany, a przez część skonsternowany. W każdej jednak byłem przekonany, że Kojima zaprojektował doświadczenie, które wykracza poza kategorię dotychczas znanej rozrywki.

Recenzja gry Call of Duty: Modern Warfare – prawie najlepszy CoD w historii
Recenzja gry Call of Duty: Modern Warfare – prawie najlepszy CoD w historii

Recenzja gry

Modern Warfare może nie ma najlepszej kampanii w historii cyklu Call of Duty, ale na pewno stawia wysoko poprzeczkę wszystkim kolejnym produkcjom z żołnierzami i wojną w roli głównej. I to bardzo wysoko.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
22.11.2005 21:08
zanonimizowany164525
22
Legionista

Nie narzekam na Genji. Powiem inaczej - bardzo mi sie podoba. System walki choć w dużej mierze prosty, dawał mi dużo satysfakcji a już patenty z wciskaniem w odpowiednich momentach przyciskow aby zalatwic wszystkich na planszy za jednym ciagiem, powalily mnie efektownoscia. Podobnie jak lokacje - przepieknie, z rozmachem zaprojektowane. No a mozliwosc wyboru jezyka mowionego (angielski/japonski) upewnila mnie, jakiego elementu najbardziej brakuje slynnej Onimushy. Mimo, ze Genji brakuje nieco do wymienionego przeze mnie lidera tego typu gier, genji osobiscie oceniam wyzej niz Lord.