Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 5 września 2015, 16:22

autor: Maiman

Recenzja gry Mad Max - postapokaliptyczny symulator zbierania złomu

Avalanche Studios opuściło krainy absolutnych dyktatorów, by rozpętać rewolucję na pokrytych pyłem Pustkowiach. Czy deweloperzy zdołali przekuć w dobrą produkcję maksymalny potencjał drzemiący w szalenie ciekawym uniwersum? Przekonajcie się sami.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • świetny klimat, spójność świata przedstawionego i zachowanie ducha filmowych pierwowzorów;
  • funkcjonalny i pomysłowy projekt lokacji;
  • mechanika i różnorodność potyczek wręcz;
  • widowiskowa, finezyjna realizacja sekwencji jeżdżonych;
  • dość rozbudowany system ulepszeń bohatera i jego wozu;
  • spory, różnorodny, dobrze zagospodarowany świat;
  • oprawa graficzna i optymalizacja.
MINUSY:
  • prostacka, schematyczna fabuła i miałcy, niezapadający w pamięć bohaterowie;
  • powtarzalność wszelkich aktywności – zarówno misji, jak i zadań opcjonalnych;
  • podporządkowanie całej gry zbieraniu złomu;
  • monotonia towarzysząca rozgrywce na każdym kroku.

Madmaksowe uniwersum przeżywa ostatnio swego rodzaju niespodziewany renesans. Najpierw uderzyła filmowa kontynuacja, po premierze której stało się jasne, że kultową serię można wskrzesić solidnie i z przytupem, gwarantując sobie nie tylko symboliczne pochwały od fanów, ale też przypływ dużych ilości namacalnej gotówki. Nie wiadomo, który czynnik mocniej oddziaływał na studio Avalanche w momencie podejmowania decyzji o przeniesieniu przygód Rockatansky’ego do świata trójwymiarowego, ale to właśnie gra szwedzkiej ekipy zamierzała powtórzyć sukces George’a Millera. I choć o powodzeniu pod względem czysto growym z wielu powodów mówić raczej trudno, osobliwy urok produkcji mimo wszystko potrafi przykleić do monitora.

Miłośnicy uniwersum mogą spać spokojnie – Mad Max roztacza przed graczem spójną, zgodną z duchem kinowych pierwowzorów wizję postapokaliptycznego świata przepełnionego brudem, rdzą i kurzem. Tytuł bez zbędnych ceregieli najpierw wrzuca nas w sam środek akcji (obserwujemy film przedstawiający krwawą walkę protagonisty z przerośniętym Scrotusem), a następnie rzuca na sam środek piaszczystych pustkowi rządzonych przez samozwańcze gangi i organizacje, najemników biegających po pustyni w sklejonych ze złomu zbrojach i mutantów-szaleńców przemierzających rozległe bezdroża w furach. Twórcy serii Just Cause zdołali płynnie naszpikować produkcję różnorodnymi smaczkami, charakterystycznymi pojęciami oraz widowiskowymi miejscówkami, na koniec wkomponowując we wszystko szaroburą atmosferę, czym wywarli na mnie bardzo pozytywne pierwsze wrażenie – szczególnie że tak zbudowane miejsce akcji, dzięki zwięzłemu wprowadzeniu, nie wydaje się hermetyczne i nie powinno odstraszyć nawet osób niezaznajomionych z uniwersum. Pierwsze minuty zapowiadały zatem naprawdę obiecujące doświadczenie.

Recenzja gry Mad Max - postapokaliptyczny symulator zbierania złomu - ilustracja #2
Chumbucketa nazwać można przeciwwagą dla Maksa, bo posiada osobowość.

Niestety narracyjno-klimatyczną płynność szybko psuć zaczął… sam główny bohater. Max posiada bowiem mentalność bezideowego zbira wyróżniającego się z tłumu innych zabijaków wyłącznie australijskim akcentem. Jedynym przyświecającym mu celem jest ulepszanie swojego wozu – odniosłem wrażenie, iż za uzyskanie dostępu do nowego zderzaka potrafiłby bezmyślnie zastrzelić ciężarną kobietę (w myśl zasady: „I need it – I go get it”). Jego poczynaniom brakuje rozsądnej motywacji – chce tylko zabijać i niszczyć więcej, by móc jeździć szybciej. Zaskakująco – wcale nie lepiej sprawa wygląda w przypadku bohaterów pobocznych. Cała galeria posiadających potencjał postaci stanowi zlepek nieinteresujących, pozbawionych osobowości i charakteru klisz, może pomijając nieco niezrównoważonego Chumbucketa – osobistego mechanika Maxa i konstruktora jego czterokołowca (zwanego podniośle Magnum Opus). Nie wiem, czy winą za taki stan rzeczy nie powinienem obarczyć fabuły, którą można streścić słowami: Max po utracie pierwszego auta chce zdobyć drugie auto, mszcząc się przy okazji za pierwsze. Zbiera zatem kupę złomu i wybija połowę Pustkowi, by położyć ręce na silniku V8. Tego rodzaju historia nie pozostawia zbyt wiele miejsca dla ambicji, a wszelkie pojawiające się w późniejszej części zabawy, „poważniejsze” wątki poboczne, próbujące chociaż symbolicznie uplastycznić opowieść, kwitowałem wzruszeniem ramion – wiedziałem bowiem, że dla Maxa nie mają większego znaczenia.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

DM Ekspert 25 sierpnia 2016

(PC) Recenzja gry Mad Max - zadziwiające, ile wspaniałych i różnorodnych widoków może oferować pustka po apokalipsie.

8.0

AntaresHellscream Ekspert 30 stycznia 2016

(PS4) Mad Max to gra pełna sprzeczności. Z jednej strony jest to nieco dłużący się sandboks, jakich wiele teraz na rynku. Z drugiej, całkiem zgrabna opowieść utrzymana w klimatach kultowych filmów. Kilka momentów, rozwiązań i wątków jestem natomiast w stanie określić jako naprawdę genialne i zapamiętam je na długo.

7.5
Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu
Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu

Recenzja gry

Resident Evil Village łączy ze sobą dwie mocno lubiane odsłony kultowej serii, dorzucając sporo od siebie – znacznie więcej niż tylko Lady Dimitrescu, na punkcie której oszalał internet.

Returnal - recenzja. Dzień świstaka na PS5
Returnal - recenzja. Dzień świstaka na PS5

Recenzja gry

Returnal ma być dla studia Housemarque początkiem nowej drogi. Znany do tej pory z niszowych, arcade’owych gier fiński zespół deweloperski wchodzi w segment AAA bez żadnych kompleksów. I przy okazji ratuje graczy w trakcie wyjątkowej suszy na rynku.

Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.