Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Opinie

Opinie 7 stycznia 2022, 12:17

autor: hexx0

Dlaczego kocham i nienawidzę Game Passa

Dużo, tanio, dobrze i wygodnie – czy można nie kochać Game Passa? Ano można, bo zmienia nasze podejście do elektronicznej rozrywki i gier w ogóle; według mnie – w negatywny sposób.

Granie... granie się zmienia – z trudno dostępnego hobby dla nerdów przekształciło się w rozrywkę nie gorszą niż oglądanie filmów i seriali czy czytanie książek. Ewoluował również sposób, w jaki obcujemy z naszymi ulubionymi produkcjami; płyty coraz częściej okazują się reliktem przeszłości, a prym wiedzie cyfrowa dystrybucja. Nie wszyscy – patrz: posiadacze Switcha – ale tak, konsumenci w dużej mierze stawiają na idącą za „cyfrą” wygodę. Jej kwintesencję stanowią zaś usługi pokroju Game Passa (pozwólcie, że będę używał tej nazwy dla ogółu ofert abonamentowych Microsoftu, bez rozgraniczania ich wersji pecetowej, konsolowej i streamingowej – chyba że zaznaczę inaczej).

Pierwsze związane z nim porównanie, jakie przychodzi mi do głowy, to pudełko czekoladek – płacimy, otwieramy (tudzież ściągamy wybrane tytuły) i już możemy cieszyć się stosunkowo nowymi, a czasem nawet premierowymi grami z bogatej, różnorodnej biblioteki. O ile jednak bombonierkę jesteśmy w stanie pochłonąć naraz – najwyżej nas zemdli lub dostaniemy niestrawności – o tyle trudno byłoby przejść wszystkie produkcje z Game Passa, nawet gdy ich zbiór uznamy za coś stałego. Na tę chwilę liczy on ponad czterysta pozycji – dla ułatwienia rachunków przyjmijmy, że równo czterysta, a każdą z nich da się ukończyć w dziesięć godzin. To daje cztery tysiące godzin, czyli prawie sto sześćdziesiąt dób grania. Kto ma tyle czasu? Mimo to w sieci można znaleźć cwaniaków utrzymujących, iż w Game Passie nie ma w co grać.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że usługa Microsoftu wywróciła do góry nogami nasze podejście do gier. Nie musimy już starannie planować zakupów wybranych produkcji – po co, skoro lada moment będzie można je sprawdzić za ułamek żądanej przez wydawców ceny (lub zdobyć za darmo w Epic Games Store, ale to temat na inną opowieść). Nam pozostaje konsumowanie, przechodzenie jednego tytułu za drugim i odhaczanie ich z listy, by szybko zabrać się za kolejne. Twoja następna ulubiona gra już czeka – nie sięgniesz po nią?

Metacritic wyznacznikiem jakości

Dla jednych Soulsy to kwintesencja grania. Dla innych – do bólu powtarzalne, toporne produkcje bez fabuły. - Kocham i nienawidzę Game Passa - dokument - 2022-01-05
Dla jednych Soulsy to kwintesencja grania. Dla innych – do bólu powtarzalne, toporne produkcje bez fabuły.

To, o czym wspomniałem w poprzednim akapicie, uznaję za ten lepszy scenariusz; taki, w którym rzeczywiście gramy w produkcje dostępne w Game Passie na tyle długo, że jesteśmy w stanie wyrobić sobie na ich temat własne zdanie. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, iż nie zawsze tak jest. Bo dlaczego przeciętny Kowalski ma w ciemno „marnować” kilka godzin na sprawdzenie gry, którą ostatecznie może porzucić? Czy nie prościej podejrzeć oceny na Metacriticu i na ich podstawie wybrać tytuły warte uwagi? Z pewnością ryzyko rozczarowania się jest wtedy mniejsze, ale zera nigdy nie osiągnie, bo to, że coś podoba się większości, wcale nie oznacza, iż trafi w nasz gust.

Prowadzi to – mam wrażenie – do kuriozalnej sytuacji, w której coraz rzadziej sami oceniamy gry. I nie mam tu na myśli jakże popularnych not liczbowych, a nasze wrażenia – przemyślenia głębsze niż „fajne”, „podobało mi się” czy „crap”, „drewno”, „słabe” (o bardziej dosadnych epitetach pozwolę sobie nie wspomnieć). Doświadczamy danej produkcji i jedyne, co jesteśmy w stanie zrobić po jej ukończeniu, to pokazać kciuk w górę lub w dół; ewentualnie wypisać plusy i minusy. Nie zadajemy sobie jednak pytania: „Dlaczego?”. Dlaczego to i to mi się podobało, a tamto mi nie podeszło? A jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości co do tego, w którą stronę powinna skręcić nasza opinia, z pomocą ponownie przychodzi Metacritic. Bo przecież tysiące graczy – opluwających lub wychwalających dany tytuł pod niebiosa – nie mogą się mylić, prawda?

Zapominamy, że prawda leży zwykle gdzieś pośrodku i bardzo trudno znaleźć grę w stu procentach wartą dychy bądź oceny zero na dziesięć (choć w czeluściach Steama nie brakuje kandydatów do tej ostatniej). Czy Wiedźmin 3 to dobra gra? Obiektywnie rzecz ujmując – tak. Czymże jednak jest obiektywizm, jeśli nie sumą subiektywizmów? Co za tym idzie, nawet jeśli sto osób uzna produkcję CD Projektu RED za majstersztyk, zawsze może trafić się ta jedna, której owa gra się nie spodoba. I nie ma w tym nic złego.

Game Pass = +1 do oceny

V, a może my też powinniśmy byli zaczynać w Game Passie? - Kocham i nienawidzę Game Passa - dokument - 2022-01-05
V, a może my też powinniśmy byli zaczynać w Game Passie?

Zastanawia mnie jednak, jaki wpływ na nasze opinie ma praktykowany sposób obcowania z elektroniczną rozrywką. Pozostańmy przy owym Wiedźminie – kto będzie w stanie więcej mu wybaczyć: gracz testujący (swego czasu) Dziki Gon w ramach Game Passa czy taki, który kupił grę w dniu premiery, w pełnej cenie? Śmiem twierdzić, że bardziej łaskawy okaże się ten pierwszy – w końcu tytuł „dostał za darmo”, a jak wiemy, darowanej Płotce w zęby się nie zagląda... czy jakoś tak. Zresztą Wiedźmin 3 to znakomita produkcja – serio, na Metacriticu ma średnią ocen wyższą niż 90 na 100 punktów.

Podobnych przykładów można znaleźć więcej. Forza Horizon 5 czy Halo Infinite nie wyszły w stanie idealnym. Ich krytyka nie odbiła się jednak nawet w połowie tak dużym echem jak w przypadku takiego Battlefielda 2042, dostępnego – przynajmniej na razie – wyłącznie w abonamencie EA. Nie chcę tu bronić nowego BF-a, bo nawet w niego nie grałem, ale zadziwiło mnie, z jak ogromnym „hejtem” się on spotkał. Zasłużenie czy nie, to w tej chwili nieistotne; dlaczego jednak – przynajmniej zdaniem pewnej grupy – owa strzelanka MUSIAŁA być krytykowana przez WSZYSTKICH, a ci, którzy mieli czelność powiedzieć na jej temat coś pozytywnego, byli besztani i wyzywani? Czy jej obecność w Game Passie przyczyniłaby się do większego zróżnicowania opinii graczy, którzy byliby w stanie więcej wybaczyć czemuś, co dostali „za darmo”?

Ofiary multitaskingu

Gram w Forzę. W tle leci muzyka, na drugim ekranie mecz, a telefon co kilka minut informuje o nadejściu wiadomości. - Kocham i nienawidzę Game Passa - dokument - 2022-01-05
Gram w Forzę. W tle leci muzyka, na drugim ekranie mecz, a telefon co kilka minut informuje o nadejściu wiadomości.

Nie bez znaczenia może być również to, iż często gramy w kilka pozycji jednocześnie – a Game Pass dodatkowo temu sprzyja. Wykupując abonament, zyskujemy bowiem dostęp do tak wielu różnorodnych tytułów, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby łapać po parę srok za ogon i na przykład – w ciągu jednego wieczora – przejechać kilka wyścigów w przywoływanej tu Forzy Horizon 5, potem rozegrać serię walk w Mortal Kombat 11, a na koniec odbyć sesję w Pillars of Eternity 2. Jak to wpływa na nasz odbiór? Raczej negatywnie; doświadczamy co prawda wielu rzeczy, lecz mało z nich naprawdę przeżywamy.

W jakim celu to robimy? Aby nadążyć za modą i być na topie? Za wszelką cenę staramy się być na bieżąco z nowościami, a wielu z nas ma zaległości w klasyce. Niektórzy z Was pisali niedawno w komentarzach na forum GRYOnline.pl, że ich pierwszy kontakt z grami Hideo Kojimy miał miejsce przy Death Stranding. I w porządku; zwłaszcza że jest to akurat produkcja niedostępna w Game Passie, w dodatku niewymagająca znajomości najpopularniejszych dzieł Japończyka, czyli serii Metal Gear Solid. A co, jeśli weźmiemy na tapet takie Gears 5 albo wspomniane już Halo Infinite? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że sporo osób sięgnęło po te gry, nie znając ich poprzedniczek. Jak to wpłynęło na ich odbiór? Czy losy wirtualnych postaci i ich światów obeszły je w takim samym stopniu co wieloletnich fanów danego cyklu? Niemniej nowości zostały odhaczone, a wszelkie zaległości można nadrobić na YouTubie.

Nie twierdzę, że to coś złego. Próbuję tylko zobrazować, jak Game Pass wpływa na nasze podejście do grania. Pokuszę się o stwierdzenie, iż osoba, która stanęłaby w obliczu nabycia którejś z wymienionych produkcji za dwieście czy trzysta złotych, najpierw zdecydowałaby się jednak poznać poprzednie części konkretnej serii. Idąc dalej, można dojść do wniosku, że wysoka sprzedaż Halo Infinite na Steamie to głównie zasługa wieloletnich fanów przygód Master Chiefa.

Halo Infinite prawdopodobnie najbardziej docenią fani cyklu. - Kocham i nienawidzę Game Passa - dokument - 2022-01-05
Halo Infinite prawdopodobnie najbardziej docenią fani cyklu.

A może to tylko moje pobożne życzenie; może w czasach, gdy audiobooków bądź podcastów słuchamy w przyspieszonym tempie, w tle, by w tym samym momencie móc robić coś innego (spacerować, sprzątać, gotować czy grindować w Monster Hunterze – co kto lubi), a na dobry mecz lecący na drugim ekranie spoglądamy, gdy coś się w nim dzieje, bo akurat jesteśmy zajęci czymś ważniejszym, nikt nie ma czasu ani ochoty na tak dogłębne poznawanie gier – szczególnie tych z Game Passa. Prywatnie lubię na przykład „maksować” przechodzone produkcje – ale te, które kupiłem. Z jakiegoś powodu nie kręci mnie poświęcanie czasu na kompletowanie osiągnięć w tytułach dostępnych w ramach abonamentu. Czy wydanie kasy na grę rodzi pewien stosunek emocjonalny do niej, który sprawia, że mam chęć pobyć z nią dłużej, poznać wszystkie jej sekrety?

Dlaczego czepiasz się Game Passa?

Jeśli odebraliście moje słowa tak, jak brzmi pytanie zadane w powyższym nagłówku, to pora na sprostowanie. Bardzo lubię usługę Microsoftu – do tego stopnia, że od przeszło roku opłacam ją regularnie i raczej nie zmieni się to ani za miesiąc, ani za dwa, ani za sześć. Dużo, tanio, dobrze i wygodnie – no jak tu nie lubić Game Passa? To, co przeczytaliście powyżej, to po prostu moje obserwacje poczynione podczas korzystania z owego abonamentu – plus to, co podpatrzyłem u znajomych oraz zaobserwowałem w sieci.

Czy tego chcemy, czy nie, Game Pass i podobne mu usługi zmieniają nasze podejście do grania. Na lepsze czy na gorsze? Cóż, nie bez powodu w powyższym tekście znajdziecie więcej pytań niż odpowiedzi. Mnie się wydaje, że pomimo wszystkich swoich zalet i dużego prawdopodobieństwa, że staną się melodią przyszłości, abonamenty growe wpłyną negatywnie na elektroniczną rozrywkę i gry w ogóle. Może się jednak mylę? Komentarze są Wasze.

O AUTORZE

Na dowód, że jest to tekst w dużej mierze samokrytyczny, muszę dodać, iż Wiedźmin 3: Dziki Gon to według mnie naprawdę bardzo dobra produkcja – z dodatkami nawet na tę „dychę”. Ponadto zaliczyłem – w ramach Game Passa, a jakże – Metro Exodus, a także wspomniane Gears 5, nie znając poprzedniczek. I bawiłem się świetnie, choć w obydwu przypadkach było to dość dziwne doświadczenie.

hexx0

TWOIM ZDANIEM

Korzystasz z Game Passa?

Nie
46,2%
Tak
45,9%
Może skorzystam...
7,9%
Zobacz inne ankiety
Najlepsze gry z abonamentu Xbox Game Pass
Najlepsze gry z abonamentu Xbox Game Pass

„Netflix dla gier”, czyli abonament Xbox Game Pass pozwala wybierać z ponad setki świetnych tytułów. Czasem od przybytku aż głowa boli, więc prezentujemy 15 najciekawszych produkcji, które warto zainstalować opłacając usługę Microsoftu.

Dlaczego gramy w to, co każe nam Game Pass?
Dlaczego gramy w to, co każe nam Game Pass?

Kiedyś graliśmy w co popadnie, bo gry były drogie i było ich mało. Teraz dużo większym problemem staje się wybór, na co przeznaczymy nasz cenny wolny czas. Z pomocą przychodzą abonamenty, które powoli zaczynają decydować o tym, w co gramy.

Dla kogo Game Pass to strata pieniędzy?
Dla kogo Game Pass to strata pieniędzy?

Game Pass to bardzo ciekawa oferta, która ma wielką szansę poważnie namieszać na rynku. Dla mnie prywatnie to jednak strata pieniędzy i opowiem Wam, dlaczego tak jest.