Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Witcher: Monster Slayer Felietony

Felietony 21 lipca 2021, 15:04

autor: Pajdos

Spoglądam w lustro i wiem, że jestem bohaterem – w końcu uratowałem już setki wirtualnych światów...

Wiedźmin: Pogromca potworów - zleciłem żonie mordowanie utopców na autostradzie

Witcher: Monster Slayer ruszyło! W ostatnich dniach zrzucałem kilogramy wcielając się w wiedźmina, tylko ze smartfonem w dłoni, a nie mieczem. Walczyłem z gryfem na budowie, włóczyłem po parkingach podziemnych nocą... było wesoło.

Przedpremierowe testy Wiedźmina: Pogromcy potworów przypadły na idealny moment w moim życiu. I nie piszę tego z myślą o wakacjach, których już dawno nie celebruję (z napojem nad brzegiem miejscowej rzeczki, tak jak zwykła to niegdyś robić młodzież), bo zdałem maturę, mogę pochwalić się też mało znaczącym dziś „mgrem” przed nazwiskiem – a teraz pozostaje mi mozolna praca do emerytury z nadzieją na kilkanaście dni urlopu w roku. Co więc mam na myśli? Chodzi mi o okres wkręcenia się w zrzucanie nadmiarowych kilogramów, które w wyniku pandemii koronawirusa i ponad rocznego home office’u zasiliły moje cyferki na wadze.

Pomyślałem – ponownie zresztą, bo podobny epizod z całkiem niezłymi rezultatami przeżywałem jeszcze za czasów, gdy na świecie święciło tryumfy Pokemon GO – że szwendanie się po okolicy w poszukiwaniu maszkaronów przewijających się przez uniwersum wymyślone przez Andrzeja Sapkowskiego będzie idealną wprawką do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Tak – chodzenie to jedyna aktywność, która przy mojej aktualnej kondycji i wadze nie wywoła kontuzji.

Naładowałem więc telefon, wyciągnąłem wiedźmiński medalion z kolekcjonerki Wiedźmina 3: Dzikiego Gonu i zawiesiłem go dumnie na szyi, włożyłem buty, wysłuchałem żony ignorantki, że wyglądam niezbyt poważnie i sąsiedzi będą mieli ze mnie polewkę. Schowałem wiedźmiński medalion do pudła z kolekcjonerką. Wreszcie byłem gotowy i ruszyłem w świat. Nie sądziłem jednak, że wyprawy z apką studia Spokko będą – mimo braku konieczności biegania i wspinania się na wyżyny fizycznej aktywności – nie tylko niełatwe, ale i pełne prawdziwych przygód!

Żona wiedźminką na umowę-zlecenie

Od czasu, kiedy na świecie – wcale nie na mocy pradawnego prawa niespodzianki – pojawiła się moja córka, czasem uskuteczniamy całą rodzinką wypady do parku. Tym razem wybraliśmy się samochodem do tego oddalonego o jakieś 30 kilometrów od miejsca naszego zamieszkania. W drodze powrotnej wpadliśmy z żoną na doskonały pomysł. Niezbyt wypada przecież, aby kierowca bawił się telefonem podczas jazdy – żona jednak zaproponowała, że podczas naszej przejażdżki drogą ekspresową pomłóci potwory występujące na „trakcie”.

Okazało się to świetnym pomysłem i – po krótkim instruktażu, że roślinki otoczone zieloną obwódką, gdy tylko znajdą się w sferze wokół postaci na ekranie, trzeba szybko klikać, podobnie jak potwory otoczone czerwoną obwódką, ALE TE BEZ CZASZEK (i że w zasadzie dowolnym mieczem może bić bestie, bo przy tym poziomie doświadczenia przeciwnicy bez czaszek są raptem na chuchnięcie), zaczęła młóckę.

Walczyła zaciekle i z pasją – i chociaż nie lubi przesadnie gier, a nade wszystko nie lubi paskudnych monstrów, które przyszło jej siec (z pająkopodobnymi arachnomorfami na czele), robiła to dla swojego mężusia. Bardzo miłe doświadczenie – i byłem z niej ogromnie dumny, mówiąc, że ma potencjał na prawdziwą wiedźminkę. Mimo że niezbyt załapała mechanikę słabych i silnych ataków  (co zresztą i mnie wciąż średnio wychodzi), a petard i olejów zabroniłem jej używać... bo zwyczajnie było mi ich szkoda na spotykane po drodze „płotki” (to mi się na koniec akapitu udał żarcik).

Upiór z mroku

Ta przygoda przytrafiła mi się, kiedy na wyprawę w kierunku najbliższego questa wybrałem się o godzinie 22:00. Wiedźmin musi być odważny – ja tam się nie bałem, ale żona biadoliła, żebym uważał na siebie i na jednym uchu nie nosił słuchawki. „Żeby słyszeć nadjeżdżające samochody albo bandziorów” – uargumentowała i nie było dyskusji. Na odchodne uspokoiłem ją znakiem Aksji i wyszedłem – ponieważ jednak nie tylko potulny ze mnie gość, ale i posłuszny mąż, spacerowałem po okolicy ze słuchawką tylko w jednym uchu, zgodnie z żoninym nakazem.

Wiecie – możemy sobie wkręcać, że jesteśmy wiedźminami, ale przy dłuższym marszu plumkające dźwięki aplikacji nużą, więc wyłączyłem muzykę z gry i odpaliłem polskiego rocka na Spotifyu. Szedłem przez kolejne zacienione alejki osiedla domków jednorodzinnych. Dla klimatu spora część przydrożnych latarni albo nie świeciła wcale, albo mrugała, gdy tylko się do nich podeszło. Maszerowałem od questa do questa, po drodze pokonując napotykane potwory. Te bez czaszek nad głowami oczywiście – czyli poziom łatwy, by nie zużywać niepotrzebnie cennych wiedźmińskich gadżetów.

Wędrowałem coraz mroczniejszymi uliczkami, zaaferowany, bo nieopodal natrafić mogłem na monstra, których jeszcze nie dodałem do bestiariusza. Zaułkami tymi, co normalne o tej porze, nie przechadzał się już nikt, ciemność rozświetlały reflektory przejeżdżających z rzadka samochodów. Nagłe agresywne szczekanie zza płotu, obok którego przechodziłem, wywołało przyspieszoną akcję serca i wyrwało mnie z letargu. „Jest klimacik” – powiedziałem do siebie, uśmiechając się nerwowo, i zmierzałem do skrzyżowania uliczek, spoglądając w ekran smartfona.

Nagle kątem oka dostrzegłem ruch. Z mroku wynurzył się i sunął w moją stronę jakiś podstarzały gość. Pewnikiem morderca. Z jednej strony może głupio w takiej sytuacji udać się pospiesznie w nieokreślonym bliżej kierunku, z drugiej głupio dostać kosę między żebra. Wybrałem to pierwsze – i dobrze, bo może dziś bym nie pisał już tych słów? Oczywiście ta sytuacja nie zmusiła mnie do powrotu do domu – expiłem dalej, ale przez chwilę portki były pełne.

TWOIM ZDANIEM

Gdzie najczęściej grasz w gry mobilne?

Nie gram w gry mobilne
56,7%
W domu
19%
W pracy/szkole
13,1%
W pociągu/samolocie/autobusie międzymiastowym
5,1%
Gram wszędzie i cały czas
3,7%
W komunikacji miejskiej
2,4%
Zobacz inne ankiety
Wiedźmin: Pogromca potworów

Wiedźmin: Pogromca potworów

Słowiański wiedźmin i niesłowiańskie potwory, czyli monstrów opisanie
Słowiański wiedźmin i niesłowiańskie potwory, czyli monstrów opisanie

Wiedźmińskie uniwersum zamieszkane jest przez dziesiątki krwiożerczych stworzeń i wbrew obiegowej opinii wcale nie są to jedynie bestie ze słowiańskich wierzeń. W tym artykule dowiecie się co nieco na temat genezy potworów, z którymi mierzył się Geralt.

Niedokończone historie z serii Wiedźmin – jakie wątki zamieciono pod dywan?
Niedokończone historie z serii Wiedźmin – jakie wątki zamieciono pod dywan?

Wiedźmin 4, jeśli w ogóle kiedykolwiek powstanie, jest pieśnią odległej przyszłości. Ale co nam szkodzi powspominać niedokończone wątki z poprzednich trzech gier?