Filmomaniak.pl Newsroom Filmy Seriale Obsada Netflix HBO Amazon TvFilmy
Filmy i seriale 15 lipca 2021, 09:30

autor: Jan Tracz

7 Polaków, którzy łamią stereotypy w zagranicznych filmach

Nie taki Polak straszny, jak go obcokrajowcy malują. Obrazy naszych rodaków w filmach zagranicznych nie są wcale tak stereotypowe, jak można by się obawiać. Prezentujemy najatrakcyjniejsze przykłady polskich portretów w światowym kinie.

Gran Torino (2008) – Walt Kowalski

  1. Motyw: Clint Eastwood wciela się w Walta Kowalskiego, podstarzałego Amerykanina o polskich korzeniach
  2. Wydźwięk: w szorstki, ale nie pretensjonalny sposób Eastwood (jako reżyser) przedstawia poglądową przemianę niby to konserwatywnie zafiksowanego człowieka i obrazując stereotypy... walczy z nimi
  3. Gdzie obejrzeć: Chili, Netflix, Rakuten, iTunes

Gran Torino kojarzy się polskim widzom głównie z tym jednym nieprzyjemnym żartem, ale to kino przemiany, które pokazuje, że nawet najbardziej zatwardziali rasiści pod koniec życia mogą zmienić swoje poglądy o 180 stopni. Eastwood wciela się tu w Walta Kowalskiego (świadomie wybrał akurat to nazwisko, tak bardzo określa ono zwyczajność jego postaci, wręcz jej szarość), weterana wojennego, który „emeryturę” spędza w swojej ukochanej amerykańskiej bańce. Wszystko zostaje zaburzone, kiedy jego sąsiadami okazują się Azjaci, a ktoś próbuje ukraść mu ulubioną brykę.

To jedynie streszczenie początku, nie brnę dalej w szczegóły, natomiast pragnę skupić się na samej postaci Kowalskiego. Przypisanie temu (anty)bohaterowi polskiego pochodzenia nie jest przypadkiem. Eastwood sugeruje, że rasizm może być w człowieku już od małego - w zależności od wychowania, wpajanych wzorców, miejsca urodzenia, czy, w przypadku Kowalskiego, jego przeżytych doświadczeń. Co więcej, taka interpretacja zmusza nas do przyjęcia założenia, iż tego typu „Kowalskich” może być znacznie, znacznie więcej – a tego rodzaju wizja staje się już niepokojąca.

Siła obrazu Eastwooda tkwi w kompozycji: pedantycznie „posegregowany” (kino Clinta charakteryzuje porządek, panuje tu konsekwencja) scenariusz powoli rozrysowuje ścieżkę charakterologicznej przemiany. Całość jest namacalna, bo więcej w tym życia niż filmowości. Kowalski zmienia się na tyle, na ile pozwala mu własna natura oraz ego. I w tak nie do końca „czystą” metamorfozę sam pragnę wierzyć; tu przynajmniej nic nie jest skrajne, czarno-białe.