Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Filmy i seriale 15 sierpnia 2005, 13:59

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Batman Begins - recenzja filmu

W tym roku mija dokładnie dziesięć lat od premiery filmu „Batman Forever”. „Batman Begins” od początku zapowiadano jako zaczyn zupełnie nowej jakości w filmach z Człowiekiem Nietoperzem w roli głównej.

W tym roku mija dokładnie dziesięć lat od premiery filmu Batman Forever, w którym za opowieść o perypetiach Mrocznego Rycerza wziął się Joel Schumacher. Obraz ten pamiętam głównie z jednego względu – po wizycie w kinie przysiągłem sobie w duchu, że już nigdy więcej nie wydam ani jednej złotówki na jakąkolwiek opowiastkę z obrońcą Gotham w roli głównej. Decyzja okazała się całkowicie słuszna, o czym przekonałem się po projekcji kolejnego dzieła Schumachera, zatytułowanego Batman & Robin. Filmowy Mroczny Rycerz osiągnął dno i raczej nic nie wskazywało, aby ten stan rzeczy miał się szybko zmienić.

Batman Begins od początku zapowiadano jako zaczyn zupełnie nowej jakości w filmach z Człowiekiem Nietoperzem w roli głównej. Świadczył o tym nie tylko charakter opowieści – czerpiącej garściami z serii Year One, która omawiała pierwsze dni z życia Mrocznego Rycerza, ale również zatrudnienie do pracy reżysera z innej bajki – Christophera Nolana. Brytyjczyk, który zwrócił na siebie uwagę w 2000 roku fantastycznym Memento, był kreowany przez fanów na rolę zbawiciela, wyciągającego Batmana z komercyjnej papki, okraszonej kolorowymi wodotryskami, jakie zaserwował nam niegdyś Joel Schumacher. Swoje trzy grosze do tematu dołożył również David S. Goyer – jeśli ktoś pamiętał doskonałe Dark City, mógł być niemal pewnym, że ten tandem stworzy z Batman Begins dzieło nietuzinkowe. Oczekiwania miałem więc spore i nie zawiodłem się... no, przynajmniej w wielu zasadniczych kwestiach.

Nowy Batmobil na pierwszy rzut oka nie spodobał mi się, ale po zobaczeniu go w akcji całkowicie zmieniłem zapatrywania.

W Batmanie Tima Burtona dowiedzieliśmy się, jakie były powody, dla których Bruce Wayne wcielił się w rolę zamaskowanego obrońcy Gotham. Nolan poszedł o krok dalej i przedstawił nam kompleksową genezę Mrocznego Rycerza. Z filmu dowiemy się, w jaki sposób Batman osiągnął doskonałą sprawność fizyczną, skąd wziął się Batmobil (trzeba przyznać, że pod względem wizualnym czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy), wreszcie – w jakich okolicznościach powstał kostium. To, co pominięto w obrazie Burtona, tutaj rozłożono na czynniki pierwsze. Dla ludzi oczekujących po nowym Batmanie efektownych fajerwerków, pierwsze pół godziny projekcji może okazać się zwyczajnie nudne, gdyż zarówno reżyser jak i scenarzysta bardziej skupili się na przedstawieniu osobowości Bruce’a Wayne’a, niż kaskaderskich popisach (choć i te ostatnie tu występują, wszak to właśnie morderczy trening jest istotą nadzwyczajnych możliwości Mrocznego Rycerza). Przyznam się szczerze, że przypadła mi do gustu taka forma. Problem z ekranizacją popularnych komiksów jest taki, że powstające filmy są na ogół płytkie i pozbawione specyficznej głębi. W przypadku Batman Begins jest zupełnie odwrotnie. Czy widz chce tego czy nie, Nolan pokazał coś więcej niż tylko zakutego w kostium błazna. I dobrze.

Batman Begins

Batman Begins