Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Filmy i seriale

Filmy i seriale 28 lipca 2020, 14:51

autor: Karol Laska

Świat Wiedźmina to Twój skarb, Netflixie. Nie schrzań tego

Netflix zapowiedział kolejny serial w uniwersum Wiedźmina i tym razem nie zamierza opierać się na książkach. Czy mamy zacząć się bać? Nie wiem, ale pewne obawy możemy rozwiać (albo i nie) już teraz.

Jeżeli uważacie, że na GOL-u jest za dużo tekstów publicystycznych i newsów o netflixowym Wiedźminie, to musiała niezwykle załamać Was wieść o nadchodzącym prequelu tego dzieła. Blood Origin, bo taki będzie podtytuł serialu, przeniesie nas 1200 lat w przeszłość, byśmy śledzili losy pierwszego w historii przedstawiciela fachu Geralta, a przy okazji ujrzeli na własne oczy Koniunkcję Sfer (która jest dla Kontynentu tym, czym deszcz meteorów dla dinozaurów). Nie brzmi to źle, prawda? To dlaczego w takim razie czuję obojętność podszytą wątpliwościami? Odpowiedzi należy szukać w tym, co zostało nam dane. Mowa oczywiście o aktualnym „Wieśku” naszej ulubionej platformy streamingowej.

Osiem książek – w tym pięć właściwych tomów, dwa zbiory opowiadań oraz jedna pozycja poprzedzająca główne wydarzenia fabularne. Dość sporo materiału ofiarował światu współczesny wieszcz narodu polskiego, Andrzej Sapkowski. Kawał świetnie napisanego fantasy, które aż prosi się o satysfakcjonującą adaptację. Pamiętamy lokalne popisy Żebrowskiego, a także wspaniałe RPG „Redów”. Netflix wcale nie wydawał się gorzej rozumieć literackiego pierwowzoru i oparł pierwszy sezon na formie najbardziej przystępnej i przyjaznej, czyli właśnie na opowiadaniach. Showrunnerka, Lauren Schmidt Hissrich, zdecydowała się na taki ruch, aby jak najsprawniej zarysować ten świat i nakreślić charaktery kluczowych postaci. Wiemy, jak to wyszło. Wiemy, że zdania są podzielone. Jeżeli jednak mielibyśmy wyciągać z tego jakąś średnią, otrzymalibyśmy następującą opinię: „Oglądało się fajnie, ale wad to ma więcej niż patch 1.0 do Fallouta 76”.

Wiadomo, co nas bolało. Niekonsekwencje czasowe, mało wyraziści bądź irytujący bohaterowie (od Ciri i Yen aż po połowę drugiego planu) i szeroko pojęta taniość. I błagam Was, odłóżmy choć na chwilę spór dotyczący mniejszości rasowych, etnicznych i seksualnych, bo nie o nie tutaj chodzi. Problem leży w tym, że otrzymaliśmy, koniec końców, produkt średni. Oczywiście, pierwsze koty za płoty, wstęp mamy już za sobą, rozumiemy, o co tu mniej więcej biega, więc w drugim sezonie będzie można wystrzelić z grubej rury. Sam dość optymistycznie podchodzę do przyszłości serialu, bo ufam (a przynajmniej ufałem), że autorzy mają na niego pomysł, konkretny plan, spójną wizję, która w końcu będzie mogła zostać zrealizowana bez zbędnych hamulców. A ci nagle wyjeżdżają mi tu z prequelem. Litości.

Wiecie, kiedy uniwersum fantasy George’a Martina otrzymało swój drugi serial? Po zakończeniu tego pierwszego, Gry o tron, która zaliczyła bite osiem sezonów. Ponadto mówię tu o oszczędnej zapowiedzi, a nie o zwiastunie, czy – nie daj Boże – premierze. W międzyczasie Wiedźmin nie zdążył się nawet dobrze rozkręcić, a już w planach jest jego młodszy braciszek. I to nie taki adaptowany, tylko adoptowany, bowiem scenariusz będzie w dziewięćdziesięciu procentach oryginalny. Na szczęście Sapkowski pozostanie doradcą kreatywnym, więc nie musimy się martwić o totalny brak spójności wewnątrz uniwersum. Szkoda jedynie, że Netflix tak szybko chce wykorzystać sprzedający się świat, ignorując przy tym sporą część prozy „Sapka”. Niektórzy nazwą to kreatywnością, a ja mało subtelnym rozwadnianiem marki w imię kapitalizmu.

Przyjrzyjmy się też parze dowodzących w Blood Origin, bo okazuje się, że za wiele się tu nie zmieni. Na stołku producenta pozostanie wspominana wcześniej Hissrich, ale funkcję showrunnera przejmie dotychczasowy scenarzysta Wiedźmina, Declan De Barra. Zwróćmy najpierw uwagę na tego pana. Nie chciałbym wyciągać pochopnych wniosków, ale w jego dotychczasowej filmografii znaleźć można takie „arcydzieła” światowej telewizji jak Iron Fist (oglądalny, acz najgorszy serial MCU), The Originals (spin-off Pamiętników wampirów) i oczywiście „Wieśka”. To tyle. Można te produkcje lubić, ale chyba wymagamy od Netflixa czegoś więcej niż akceptowalnego przeciętniactwa.

Jest też druga strona medalu, bowiem nad całością będzie czuwać autorka oryginału. Nawet nie wiecie, jak bardzo kluczowa to wiadomość. Owszem, wiele mocnych słów padło ze strony fanów sagi pod adresem tej kobiety. Bo to uparta persona. Ale spod tego uporu przebija, mimo wszystko, autorska wizja, reżyserska odwaga, a także inteligencja. Hissrich prowadzi otwartą dyskusję z widzami, nie boi się bezpośredniego starcia skrajnych opinii. Na ten moment nie można jej jeszcze rozliczać. Sprawiedliwym wyjściem jest poczekanie do drugiego sezonu Wiedźmina, na podstawie którego da się już wyciągnąć konkretne wnioski. To właśnie on będzie swoistym świadectwem jakości i prognostykiem na przyszłość. Jeśli się nie uda, możemy zacząć się bać albo po prostu odpuścić. Jeżeli będzie lepiej, niż było, to nie spisujmy prequela na straty. Ale wszystko to przy założeniu, że Lauren naprawdę pomoże przy jego produkcji i nie zmarnuje swojej życiowej szansy na zbudowanie czegoś wielkiego. A przynajmniej sensownego.

O AUTORZE

Lubię i nie lubię Wiedźmina autorstwa Netflixa. Świetnie się przy nim bawiłem, w całości kupiłem Geralta, a także czynnie uczestniczyłem w wyprawie w poszukiwaniu smoka. Z drugiej strony ziewałem na finale, krwawiłem przy wątku Yennefer i głośno zawodziłem przy niektórych pomysłach na rozwój fabuły. Do teraz myślałem, że będzie lepiej, a twórcy postawią na cierpliwe i konsekwentne budowaniu uniwersum. Po ogłoszeniu prac nad prequelem niczego już nie jestem pewien.

Karol Laska

TWOIM ZDANIEM

Jak oceniasz serial Wiedźmin od Netflixa?

Bardzo dobry (5/6)
35,4%
Dobry (4/6)
25,7%
Przeciętny (3/6)
20,9%
Słaby (2/6)
9,5%
Beznadziejny (1/6)
6%
Świetny (6/6)
2,6%
Zobacz inne ankiety
10 rzeczy, które Netflix musi poprawić w 2. sezonie Wiedźmina
10 rzeczy, które Netflix musi poprawić w 2. sezonie Wiedźmina

Wiedźmin robi furorę na platformie Netflix, a my szukamy dziury w całym, rozbieramy amerykańską produkcję na czynniki pierwsze i zastanawiamy się, co można by zrobić lepiej.

Recenzja 1. sezonu serialu Wiedźmin – czy Netflix dał radę?
Recenzja 1. sezonu serialu Wiedźmin – czy Netflix dał radę?

W Polsce „Geralt” przyćmił rozgłosem nawet Gwiezdne wojny. Trochę baliśmy się tego dnia, ale spokojnie. Wiedźmin wylądował (na platformie Netflix). To jedna z najgorętszych premier tego roku. Mimo problemów – zasłużenie.

Nie tylko Wiedźmin – polska fantastyka godna gier
Nie tylko Wiedźmin – polska fantastyka godna gier

Po premierze Wiedźmina 3 zaczęto się zastanawiać, jakie światy znane z kart książek można przenieść do gier jako następne. Nasza poprzednia lista oczywiście nie wyczerpywała tematu, dlatego teraz mamy kolejne dziesięć propozycji.