Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Felietony

Felietony 12 września 2019, 15:07

autor: Czarny Wilk

Bez umiaru pożre gry oraz filmy, nie pogardzi też soczystym komiksem albo dobrze upieczonym serialem.

Granie na pełny etat – kiedy zabawa staje się pracą, czas odpuścić

Kiedy grindując kolejne nagrody za codzienne logowania, daily misje i ograniczoną czasowo zawartość czujemy się jak byśmy byli w drugiej pracy, czas odpuścić.

Na początku tego tygodnia, dwa i pół miesiąca po premierze gry kartingowej Crash Team Racing Nitro-Fueled, podjąłem trudną decyzję, żeby przestać grać w tę produkcję. Do tego momentu dzień w dzień poświęcałem przynajmniej godzinę, a czasem i trzy, na wyklepanie wszystkich misji dziennych i pełne wykorzystanie zarezerwowanych na daną dobę mnożników zdobywanej waluty.

Sygnałem do rzucenia zabawy w diabły była myśl, że ja już nawet nie odczuwam jakichkolwiek emocji przy tym tytule. Od wielu dni odpalałem kolejne wyścigi i wyłączałem się – jeździłem na umysłowym autopilocie, nie angażując się, nie interesując wynikiem, nie myśląc, co robię. Liczyło się tylko wyrobienie dziennej normy, by – nie daj Cthulhu – nie przepadły mi punkty w obecnym sezonie Grand Prix czy bonusowe monety. Granie przestało być rozrywką, a zaczęło stanowić przykry obowiązek odbębniany dla nagrody. Przypominało pracę – i to bardzo lichą, bo kiepsko płatną, monotonną i niesprawiającą satysfakcji.

CTR nie jest tu jakimś wyjątkiem. Tytułów, przy których w pewnym momencie zabawa zaczyna zmieniać się w pracę, mamy na rynku naprawdę wiele. A gdy zdamy sobie sprawę, że wpadliśmy w sidła jednego z nich, jest to niezawodny sygnał, że pora powiedzieć „dość!” i swój czas przeznaczyć na coś innego.

Przy kilkusetnym wyścigu Crash Team Racing staje się nudne, ale skiny się przecież same nie zdobędą. - Granie na pełen etat – kiedy zabawa staje się pracą czas odpuścić - dokument - 2019-09-12
Przy kilkusetnym wyścigu Crash Team Racing staje się nudne, ale skiny się przecież same nie zdobędą.

Najcenniejsza waluta

Remake Crash Team Racing był moim najnowszym zjadaczem czasu, ale bynajmniej nie jedynym w ostatnich latach. Choć po wkręceniu się ponad dekadę temu w MMORPG Ultima Online poprzysiągłem sobie, że nigdy więcej nie dam się porwać tak angażującym czasowo grom, i od tego momentu jak ognia unikałem wszelkich tytułów MMO, twórcy (a może to wydawcy?) znaleźli jednak sposoby, by nie mniej skutecznie uzależnić mnie od gier singleplayer i quasi-singleplayer.

Klepałem więc w ostatnich latach co każdy piątek przez półtora roku misje w Street Fighterze V, zanim Capcom nie postanowił do reszty skopać wewnętrznej ekonomii gry i uczynić dalszego robienia tego zupełnie nieopłacalnym (a przy okazji zniechęcić mnie całkowicie do swojej skądinąd świetnej bijatyki). Wciąż co rusz odpalam Hitmana 2, by eliminować dostępne przez ograniczony czas nieuchwytne cele. W międzyczasie daję się też okresowo porywać jakiejś lipnej, ale nieprzyzwoicie uzależniającej mobilce. Romans z tymi ostatnimi trwa z reguły miesiąc czy dwa, a gdy w końcu udaje mi się wyrwać z uzależnienia, najczęściej pozostaję z uczuciem, że zmarnowałem nieprzyzwoite ilości godzin na rozrywkę najniższej klasy, będącą zwykłym zjadaczem czasu.

W grach mobilnych codzienne wyzwania to – nomen omen – codzienność. - Granie na pełen etat – kiedy zabawa staje się pracą czas odpuścić - dokument - 2019-09-12
W grach mobilnych codzienne wyzwania to – nomen omen – codzienność.

Przyznaję, że dałem się wciągnąć w Pokemon GO. Coś, co początkowo było jedynie wymówką, by wyjść na spacer, pooddychać świeżym powietrzem oraz rozprostować nogi, szybko stało się żmudną powinnością. Przez system nagród za codzienne złapanie kieszonkowego stworka oraz zakręcenie Pokestopem nie liczyła się już sama podróż, a odhaczenie obowiązku. Nieważne, że na zewnątrz lało, trzeba było się ruszyć, bo przecież za siedem dni bez przerwy dostawało się jeszcze więcej bonusów.

Kiedy wprowadzili zadania, sprawa pogorszyła się jeszcze bardziej. Planowałem tak misje, aby marnować jak najmniej czasu, a do tego – by przypadkiem nie ominąć żadnego dnia. To samo dotyczyło zdobywania waluty premium. Kto normalny wychodzi o 22:00 przejąć gym pod blokiem tylko dlatego, że ma idealnie wyliczoną liczbę monet, które można otrzymać? W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że to już nie jest zabawa, a walka o przetrwanie – i tak pożegnałem się z Pokemon GO.

Patryk „PefriX” Manelski

Takich jak ja jest wielu. A te wszystkie sztuczki w rodzaju dziennych misji, dostępnej czasowo zawartości, bonusów za codzienne logowania czy dzielenia gier na oferowane stopniowo sezony – wszystkie kryjące się pod zbiorczą nazwą „gry jako usługi” – potrafią bardzo skutecznie nas uzależniać. Są one doskonałym narzędziem, za pomocą którego producenci starają się zabrać nam to, co mamy najcenniejszego do zaoferowania. Nie wystarcza im już tylko nasz pieniądz. Oni chcą też naszego czasu. Najlepiej całego, żeby nie zostało nic dla konkurencji.

Lęk przed pominięciem... skórki

Ograniczanie czasowo zawartości to mechanizm, który bezwstydnie wykorzystuje jedną ze współczesnych chorób cywilizacyjnych – FOMO, czyli „fear of missing out” (z ang. „lęk przed tym, że coś nas pominie”). Jest to kojarzony głównie z mediami społecznościowymi syndrom polegający na stałym życiu w obawie, że omijają nas doświadczenia, wydarzenia czy rozmowy. Objawia się on głównie poprzez kompulsywne i regularne przeglądanie Facebooka, Instagrama, Twittera i innych portali. Chyba każdy to zna, jeśli nie osobiście, to z zachowań znajomych – zaglądanie na Facebooka co kilka minut, zabieranie telefonu nawet na posiedzenia do toalety (bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy dostaniemy jakieś „ważne” powiadomienie) czy spotkania ze znajomymi, podczas których część towarzystwa bardziej interesuje się Messengerem niż żywymi ludźmi będącymi tuż obok.

W grach równie łatwo o nabawienie się FOMO. Wystarczy, że złapiemy się na haczyk bonusów za dzienne logowania w tytułach mobilnych i już logujemy się każdego dnia, czy chcemy tego, czy nie chcemy, bo przecież inaczej przepadną nam nagrody. A im dłuższy mamy ciąg logowań pod rząd, tym wynagrodzenie jest lepsze, więc oczywiście nie możemy przestać.

Mortal Kombat XI stoi najróżniejszymi wieżami. Najcenniejsze skórki i najwięcej waluty pozyskujemy w tych, które są w stałej rotacji – jeśli przegapimy moment, gdy można zdobyć to, co akurat chcemy, no to kaplica, trzeba polować, aż się znowu trafi. - Granie na pełen etat – kiedy zabawa staje się pracą czas odpuścić - dokument - 2019-09-12
Mortal Kombat XI stoi najróżniejszymi wieżami. Najcenniejsze skórki i najwięcej waluty pozyskujemy w tych, które są w stałej rotacji – jeśli przegapimy moment, gdy można zdobyć to, co akurat chcemy, no to kaplica, trzeba polować, aż się znowu trafi.

Mnie łatwo udało się uzależnić od Gran Turismo Sport i jego dziennych wyzwań z przejeżdżania określonej liczby kilometrów. Zachętę stanowiło to, że pokonanie wymaganego dystansu jest nagradzane losowym samochodem. Przez mniej więcej miesiąc powracałem w ten sposób do gry, zwłaszcza że zawsze była szansa wylosowania którejś z najdroższych maszyn kosztujących kilkadziesiąt milionów kredytów.

Co ciekawe, z czasem połączyłem to sobie z zaliczaniem (nudnych i powtarzalnych) wyścigów, które oferują najlepszy przelicznik zdobytych kredytów w stosunku do ilości spędzonego czasu. Być może przemawia przeze mnie uzależnienie od kolekcjonowania aut, ale jeśli kiedyś powrócę do gry, to ponownie zajmę się odnawialnymi wyzwaniami.

Jacek „Stranger” Hałas

Grand Prix w Crash Team Racing Nitro-Fueled to grind fest, w którym graczy kusi nagroda w postaci skórek, jakie można zdobyć tylko teraz. Nie ma, że boli – trzeba grać, bo inaczej przepadną. Nieważne, czy nam się podobają, czy nie – później ich już nie będzie, zatem lepiej je zdobyć. Tak na wszelki wypadek. W końcu taka okazja więcej się nie trafi. Nieuchwytny cel mogę zabić w Hitmanie 2 tylko teraz. Trzeba zatem to zrobić, bo szkoda byłoby ominąć taką fajną misję i nigdy więcej nie móc do niej wrócić. Miałem obejrzeć jakiś film, ale w nowym Mortal Kombat wrzucili specjalną wieżę, w której akurat teraz można dostać taką jedną skórkę i nie wiadomo, kiedy ta pojawi się ponownie, zatem uznałem, że lepiej skupię się na jej zdobyciu, zanim przepadnie.

TWOIM ZDANIEM

Masz taką grę, do której logujesz się codziennie, żeby Cię nic nie ominęło?

Nie, ale kiedyś taką miałem
57,3%
Nie
21,9%
Tak
20,8%
Zobacz inne ankiety
Tom Clancy's Ghost Recon: Breakpoint

Tom Clancy's Ghost Recon: Breakpoint

Mortal Kombat 11

Mortal Kombat 11

Hitman 2

Hitman 2

Crash Team Racing Nitro-Fueled

Crash Team Racing Nitro-Fueled

Street Fighter V: Arcade Edition

Street Fighter V: Arcade Edition

Fakty i mity na temat uzależnienia od gier – okiem psychiatry
Fakty i mity na temat uzależnienia od gier – okiem psychiatry

Czy gry wideo uzależniają? Czy jeśli dużo gram, to jestem uzależniony? Czy powinienem pomóc znajomemu, który traci kontakt z rzeczywistością przez Fortnite'a? Znamy odpowiedzi na te pytania.

Dlaczego wydajemy pieniądze na mikropłatności i lootboxy?
Dlaczego wydajemy pieniądze na mikropłatności i lootboxy?

Nienawidzimy lootboksów, DLC i mikropłatności w grach, a tymczasem firmy, które proponują je w swoich produkcjach, notują rekordowe wyniki finansowe. Dlaczego ciągle to robimy? Dlaczego wciąż dajemy się wodzić za nos „pazernym wydawcom”?

Komentarze Czytelników (58)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
12.09.2019 16:51
Sir Xan
👍
3
odpowiedz
Sir Xan
98
Legend

Dlatego wolę klasyczne gry single, a nie free-to-play z mikropłatności. Takie elementy są dla mnie stresujące i strata czasu.

Wprawdzie gram w World of Tanks i World of Warships, ale nie muszę logować codzienne.

post wyedytowany przez Sir Xan 2019-09-12 16:53:37
12.09.2019 17:32
Rumcykcyk
odpowiedz
Rumcykcyk
60
Głębinowiec

Gram w Ogeja ale mam tak zabunkrowane planety, że loguje się żeby tylko coś tam porobić i znikam więc teoretycznie nikt mnie nie zaatakował od kilku lat.

12.09.2019 17:37
Misieq145
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Misieq145
46
Chorąży

Eh, dałem się złapać na takie gry parę razy.
EvE Online - stare dzieje, ale to była dosłownie druga praca. Nęciły fajne statki do zdobycia kiedyś w odległej przyszłości, gigantyczne bitwy z trailerów. W praktyce tak nudnej, żmudnej rozgrywki jeszcze nigdzie nie doświadczyłem. To była tortura którą znosiło się by dotrzeć do jakiegoś wątpliwego osiągnięcia, które cieszyło przez chwilkę.
War Thunder - w te lato gra sama już mnie zachęciła do rzucenia jej w cholerę gdy okazało się że samolot który bym chciał z eventu to codzienne harowanie przez 2 tygodnie po parę godzin. Dałem się na spokój nie tylko z eventem, ale i całą grą.
MTG Arena - jeszcze gram, ale też już zaczynam mieć dosyć. Logowanie się tylko by zrobić daily questy grając netdeckiem którym nie lubię grać przeciwko innym top deckom przeciwko którym nie lubię grać, dostając przy tym co 2gi match manascrewem po dupie i tylko się irytując.

Trzeba jednak obiektywnie spojrzeć na swój czas wolny i ocenić, czy na prawdę jest tak bezwartościowy, że warto go marnować na taki chłam. Lepiej zagrać w coś co nie jest rozciągniętą w czasie papką skonstruowaną tak by dawkować 5 minut przyjemności na 5 godzin 'gry'. Niestety to zaczyna wnikać nawet w gry 100% singlowe.

12.09.2019 17:52
😂
odpowiedz
1 odpowiedź
zanonimizowany1296392
0
Legionista

Artykuł dla "platyniarzy" od $ony :)

A ogólnie na szczęście mam życie i jestem filthy casualem co gra średnio 8-10h tygodniowo dzięki czemu nie wpadłem w nałóg plus znalazłem wiele innych ciekawych/ciekawszych zajęć.

post wyedytowany przez zanonimizowany1296392 2019-09-12 17:55:42
12.09.2019 18:33
SleeN
odpowiedz
SleeN
6
Legionista

Większość nowych MMORPG'ów odstawiałem dlatego, że nie sprawiały mi frajdy, tylko zmuszały do pracy. To bardzo powszechny problem w tym gatunku. Jedynie w ESO zostałem na dłużej, bo nie wywiera na mnie żadnej presji. Chociaż też potrafi nudzić. Zdecydowanie wolę gry singleplayer.

12.09.2019 18:35
👎
odpowiedz
11 odpowiedzi
Raykkaiz
28
Chorąży

Jak materiały, które piszesz mówią ludziom co mają lubić a co nie, to pora odpuścić.

12.09.2019 18:51
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
72
Silence of the LAMs

Grind fest czy gry Ubisoftu to pierwsze co przychodzi na myśl.
Do tego MMORPGi.
No i Path of Exile.

12.09.2019 19:29
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Metaverse
9
Pretorianin

Racja ze w takich przypadkach lepiej dac sobie spokoj. Ja ostatnio odpuszczam nawet single ktore przestaja mnie bawic tzn nie staram sie ich konczyc na sile. Jest tyle innych gier ze szkoda czasu. I nie chodzi o to ze cos jest za trudne tylko ze gra staje sie nudna. Np w Rage2 idSoft odwalilo kawal dobrej roboty z tym strzelaniem i swietnie sie bawilem ale juz nie chcialo mi sie tego konczyc bo cala reszta wypadla raczej slabo.

12.09.2019 19:31
odpowiedz
maxpayne3000
55
Centurion

Ze wszystkich tytułów mmo pozostałem wierny tylko Warframe'owi. W przypadku innych gier to jak ze skarpetkami.... codziennie inna :)

12.09.2019 19:33
Dharxen
odpowiedz
Dharxen
41
Generał

Miałem tak kiedyś w jednej mobilce przez parę miesięcy, ale na szczęście się z tego wyleczyłem. Co ciekawe, w normalnych grach konsolowych, czy pecetowych nigdy mi się to nie zdarzyło.

12.09.2019 19:41
Sir Xan
👍
odpowiedz
Sir Xan
98
Legend

Dobry artykuł. Plus dla Czarny Wilk.

12.09.2019 19:45
lifter
😒
4
odpowiedz
2 odpowiedzi
lifter
10
Generał

Mialem moment, ze gralem w online'owa wersje King of Bounty. I nawet m sie podobalo, ale zaczelm wydawac kase na dodatkowe oddzialy, bo na podobnym levelu prali mnie ludzie majacy po pare smokow w armii, a zeby zdobyc jednego smoka, to z miesiac czasu trzeba by grac. Jak juz wydalem z 200 zl i mialem armie jak sie patrzy, zaczeli mnie wciagac do coraz lepszych klanow, co mi sie podobalo, ale jak trafilem do takiego, gdzie na noc zostawialem kompa wlaczonego ze specjalnym skryptem, zeby farmil surowce, bo trzeba bylo w nich placic skladki na zakup aury wzmacniajacej sile atakow, to zaczalem kombinowac, ze cos tu nie tak. A kropelke przelalo to, ze w miedzyczasie zyskalem ostatni level i o zwyciestwie decydowalo w sumie to, ile masz legendarnych przedmiotow (bo gra sparowala mnie z podobnymi "maksiarzami", tyle ze oni mieli je wszystkie na maksa, a ja polowe, wiec znow dostawalem lomot. No i gdy juz PRAWIE mialem wszystkie, w grze wprowadzono SUPERlegandarne przemioty, ktore ci wszyscy co grali dlugo i mieli ponabijane mase punktow, za ktore nie mieli juz co kupowac, szybko sobie kupili. A majac do wyboru wydac 3000 zl na takowe, albo przez pol roku dziko orac w grze by je zdobyc (a wtedy pewnie wprowadza SUPERHIPER...) to tak sie wkurwilem, ze machnalem reka, nigdy sie juz tam nie zalogowalem... i nie zaluje.

Wole singla!>

post wyedytowany przez lifter 2019-09-12 19:46:54
12.09.2019 20:16
odpowiedz
Dragoon84
47
Centurion

Czyli co - zamykacie stronę GOL?

post wyedytowany przez Dragoon84 2019-09-12 20:17:02
12.09.2019 21:53
odpowiedz
damianyk
83
Konsul

Piszecie głównie o MMO, ale single również podążają tą drogą. Takie Elite Dangerous to ciągła praca. Robisz zadania po to by kupić nowy sprzęt lub statek, po to by robić nim więcej zadań, by kupić sprzęt lub statek po to by... I nagle budzisz się ze straconymi kilkoma tygodniami życia.
Dlatego gdy czytam recenzję zachwalającą grę za "tonę zawartości" i "bogaty content" to już wiem czego się spodziewać. Kompletnie mnie nie rusza wykonywanie takich samych zadań i zbieranie znajdziek, bo nie daje to satysfakcji, to taka sztuka dla sztuki. A mi szkoda życia na taką sztukę.

12.09.2019 22:38
komputer99
odpowiedz
1 odpowiedź
komputer99
33
Chorąży

z tego właśnie powodu odpychają mnie gry takie warframe i inne które nie mają zawartości aby trzymać gracza, czymś innym niż nagrodami za logowanie

13.09.2019 11:36
odpowiedz
bartii93
16
Legionista

Nic tak nie zabija gier jak grind i monotonia

13.09.2019 11:46
Koyocisko
😎
odpowiedz
Koyocisko
21
Pretorianin

Na szczęście nie mam takiego problemu :-)

13.09.2019 11:59
odpowiedz
szopen469
39
Centurion

Kiedyś shakes and fidget wiecie misję portal lochy. Na szczęście tworcy sami ucieli mi ten tragizm gdy nie mogłem się zalogować po pewnej aktualizacji.
I overwatch szczególnie gdy rozpoczynał się jakiś festiwal czy inne haloween

13.09.2019 12:18
Gambrinus84
3
odpowiedz
3 odpowiedzi
Gambrinus84
99
GOL

GRYOnline.plRedakcja

Bardzo ważny artykuł, ale uderz w stół to nożyce się odezwą.

Człowiek może dać się złapać w kompulsywne zachowania, które naprawdę nie sprawiają radości, ale jak przy każdym autodestrukcyjnym zachowaniu człowiek potrafi to sobie świetnie racjonalizować:
"jak ktoś lubi to dlaczego nie?"
"to naprawdę ważne"
"jeśli przegapię specjalne wydarzenie, stracę mnożnik xp"

Przecież to forma mentalnego niewolnictwa, jakaś forma uzależnienia, która wypacza cały sens gier. Ktoś powie, że takie pilnowanie codziennych wyzwań, ekonomii waluty w grze itd to fajna zabawa.

Z tym, że mnóstwo ludzi, którzy wyrwali się z takiego "satysfakcjonującego" grindu z perspektywy widzi, jakie to było CHORE.

I mówię to z perspektywy człowieka, który zdecydowanie za dużo wagi przykładał do codziennych wyzwań w Heathstone. Nigdy więcej.

Dlatego dzisiaj nawet kijem nie tykam żadnej gry z czystą ekonomią free-to-playa, bo wiem, że pracowali nad nią behawioryści, którzy wiedzą, jak zmanipulować ludzki mózg (serio, w grach free-to-play dział takich specjalistów jest jednym z najważniejszych dla monetyzacji). Zamiast zabawy mamy rozgrywanie poczuciem braku, iluzją postępu.

Swoją drogą polowanie na platyny np. grając na 3 platformach w jakiegoś crapa, żeby zdobyć 3 razy tak istotne odznaczenie, też nadaje się na artykuł. Uwielbiam gry, ale "illusion of accomplishment" (nie wiem czy jest polska wersja tego terminu) ma się dziś dobrze.

post wyedytowany przez Gambrinus84 2019-09-13 12:20:01
13.09.2019 17:03
odpowiedz
Gosen
103
Pretorianin

Każda gra MMO to praca. Fifa Ultimate Team to samo. Bawią się tylko casuale, jak ktoś gra na poważnie to jest to już forma pracy.

13.09.2019 18:00
mastarops
odpowiedz
mastarops
80
Konsul

Dobry artykuł. Dla mnie było to Magic the Gathering Arena (poprosiłem dewelopera o usunięcie mojego konta) i Heroes of Dragon Age (zepsułem wszystkie zdobyte postacie). Setki zmarnowanych godzin, daily questy i eventy. Najgorsze było to uczucie, że jeszcze przed spaniem trzeba usiąść do gry. Dragon Age niestety miałem zawsze przy sobie, pamiętam to dziać jak na imprezie szedłem do kibla pograć bo mi było wstyd. Nigdy więcej.

13.09.2019 19:58
Arkajf
odpowiedz
Arkajf
31
Pretorianin

Garnizon w WOW odczuwałem jako pracę. Jedynym ratunkiem było zaprzestanie gry na ten czas i odejście do innych gier.

13.09.2019 22:44
TSG-PromaG-XRT
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
TSG-PromaG-XRT
1
Chorąży

Ja tak miałem z Path of Exile - 5100 godzin nabite w kilka lat...Najpierw zaczęła mnie męczyć żmuda,brak exów żeby coś porządnego kupić(gdzie niektórzy po 2 tygodniach od rozpoczęcia ligi mieli sprzęt za 300 exów),potem zaczęła mnie męczyć konieczność rozpoczynania całego cyklu co 3 miesiące(nudne levelowanie itd) wraz z każdą nową ligą,ligi wydawały mi się coraz mniej ciekawsze nie warte rozpoczynania tej żmudy od nowa za każdym razem.Następnie kilka lig zaczynałem,wbijałem 70 lvl chwile pograłem i po 1,5 tygodnia ligę porzucałem.Ceny przedmiotów rosły np. HH z 60ex do 150ex w ostatniej lidze-wcześniej rzadko mogłem sobie na niego pozwolić a tu podnieśli ceny do 250% . Na sam koniec puszczałem intelektualnego pawia na choćby myśl o odpaleniu gry - Po całkowitym wygaśnięciu entuzjazmu napisałem coś na ich forum(że już mi się nie chce - żmuda,żegnajcie itd.) i zostałem zaatakowany jak zwykle przez bandę uzależnionych POE narkomanów broniących agresywnie na głodzie obecnego stanu rzeczy.Następnie podzieliłem liczbę godzin w grze przez 160(średni m-czny czas pracy) razy pensja minimalna(2000zł netto) i wyszło mi 63750zł - tyle minimum mógłbym zarobić przy najniższej krajowej gdybym spożytkował czas w inny sposób.

13.09.2019 23:45
Cainoor
odpowiedz
1 odpowiedź
Cainoor
210
Mów mi wuju

O fuck, źle to brzmi, ale potrzebuje niebieskiej pigulki :p od Star Wars GoH

post wyedytowany przez Cainoor 2019-09-13 23:45:51
14.09.2019 12:04
Michas.
👍
odpowiedz
Michas.
32
Centurion

Dobry tekast, zaraz po przeczytaniu poszedłem do telefonu i odinstalowałem diablo klona Eternium.

14.09.2019 19:42
odpowiedz
humman
18
Centurion

Codzienne granie kompulsywne a ja nieraz w połowie przerwę grę singleplayer i miesiąc jakoś nie mam chęci dokończyć. A do tego kupka wstydu gier jeszcze nie zaczętych rośnie

15.09.2019 14:27
Hito21
odpowiedz
3 odpowiedzi
Hito21
50
Centurion

World of Worcraft. Kończąc studia i zaczynając pierwszą pracę szukałem gry na popołudnia czy wieczory (wcześniej grałem w Silkroad…). Rozpoczynając przygodę z WOW-em udało mi się trafić na świetną gildię, z którą grałem ze 2 lata, jednak zmiana stanowiska zmusiła mnie do wyboru: gra albo rozwój kariery, wybrałem to drugie. Po mniej więcej kolejnych dwóch latach zaczęło mi brakować bezmózgiego zajęcia i wróciłem do gry, tym razem na innym serwerze, i na nowym koncie. I ponownie trafiłem na fajnych ludzi co skutkowało niezdrowym przeciąganiem czasu w grze. Granie do 1:00 czy 2:00 a następnie pobudka rano przed 7:00 i do pracy to był standard. Odbijało się to na mojej koncentracji przez co nie raz miałem kłopoty, gdy na przykład źle policzyłem projekt… ale to nie był wówczas dla nie problem (tak sobie wmawiałęm). A w WOW-ie powoli zaczynałem szukać sobie nowego zajęcia na pełem etat, czegoś co dawałoby mi satysfakcję z gry ale bez konieczności przesiadywania na komunikatorze z ludźmi. Zafascynowany kolekcją mountów znajomego, również zacząłem więcej czasu poświęcać nad tym aspektem gry. I tak beztrosko upływał mi czas do momentu, gdy gildia nie zabrała mnie na ostatni event, w którym był do zdobycia gwarantowany mount z hero dunga (kończył się z tytułu wprowadzania nowego dodatku). Miałem wówczas 11 altów na max levelu (najlepszy sposób na ciągłe farmienie mountów <<nawet nie wspominam ile czasu to wówczas zajmowało>>). W konsekwencji odszedłem z gildii i postanowiłem, że nie będę już grał, sprzedałem konto. Mijały kolejne lata. Ponownie zmieniłem prace, tym razem miałem więcej wolnego czasu co zaowocowało powrotem do gry. Tym razem kupiłem konto od innego gracza, który miał już dość sporo wyfarmionyh mountów (był to dla mnie najważniejszy wyznacznik przy zakupie) i tak mija kolejny rok na wymaxowanie 12 altów by wrócić do ekstremalnego farmienia. Tym razem postanowiłem, że nie będę grał w żadnej gildii, ponieważ raidy mnie nie interesują i nie są mi potrzebni ludzie do farmy. Mając armię altów skutecznie jestem w stanie zdobywać gold by kupić sobie „run” na instancji z gwarantowanym mountem. I tak toczy się do dziś moja rozgrywka, obecnie nie gram od miesiąca/dwóch mając na koncie ~380 mountów… Aby to wszytko ogarnąć wypracowałem system z rozpiską co w danym tygodniu chcę zdobyć. Na bieżąco, na danym alcie robię zapisy od resetu serwera do resetu:jakie eventy zrobiłem na repę, jakie na dungi i td. Spokojnie poświęcając 5 godzin dziennie na "zabawę" a w weekendy od rana do późniego wieczora. Najbardziej przerażające jest to, że od kilku lat prowadzę własną działalność i poświęcając jeden dzień na grę tracę realnie duże pieniądze. Wmawiam sobie, że gra mnie relaksuje, i że trzeba mieć jakąś odskocznię a prawka jest taka: jestem zły na siebie, że gram i im dłużej siedzę tym wku$w jest większy.

post wyedytowany przez Hito21 2019-09-15 14:29:40
15.09.2019 23:10
odpowiedz
Hioziv
35
Konsul

Ja mam FOMO w stosunku do gier MMO. Ciągłe poczucie, że coś mnie omija, jakiś event, ekskluzywne zadanie, jednorazowe akcje np. na początku danego dodatku. Eh masakra. Dlatego przestałem grać w MMO albo staram się trzymać jednego tytułu dłuuugi czas, aż sam mi się mocno znudzi i FOMO zanika.

Najgorzej jak dotyka mnie to w długich seriach, np. Assassyny. Skończyłem na 4 i mimo że korci mnie ogranie choćby Origins, to nie mogę się przemóc bo wiem że ominę w ten sposób pozostałe, jak Unity, Syndicate, itd.

Masakra.

17.09.2019 00:01
odpowiedz
BalkanN
11
Legionista

Zgadzam się, że ten problem dotyczy szczególnie gier mmo. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na inny aspekt, który często jest efektem takiego "grania na pełny etat" w mmo. Zdarza się, że tacy gracze, którzy mocno "wkręcają się" w daną grę zaczynają ją traktować tak samo poważnie albo nawet poważniej niż życie realne co zwykle nie przynosi nic dobrego społeczności gry. Pogoń za byciem najlepszym, niezdrowe "trajhardzenie" często doprowadza do konfliktów między graczami, które mogą mieć podłoże mocno emocjonalne. Jeśli powstają one np. w obrębie jednej gildii mogą powodować rozłamy w gildii i w konsekwencji psuć zabawę z gry wszystkim jej członkom. W wielu grach mmo właśnie zauważyłem takie jednostki, dla których gra stała się życiem i którym zdecydowanie dobrze by zrobiła przerwa od grania

18.09.2019 17:42
odpowiedz
TheLastJedi
55
Pretorianin

Po latach porzuciem LoL, potem Dotę 2 a ostatnio Brawlhallę bo już tylko z przyzwyczajenia robiłem codzienne questy, przebrnięcie dalej w rankingu wymagało by godzin żmudnego treningu których nie mam, nawet po moim odejściu zmienili system daily questów na gorszy więc tym bardziej nie mam po co wracać.
Gorzej że teraz gdy w cokolwiek zaczynam grać patrzę najpierw jak łatwo wbić chociaż 50% "acziwków" żeby na profilu steama cyferka średnich % osiągnięć się podniosła... achievement hunting zaczyna mi się zaszczepiać i może być jeszcze gorszy niż nałog FOMO... też niszczy radość z grania i zmienia w nudny grind i obowiazek.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze