Recenzja gry 5 października 2013, 12:00

autor: Hed

Recenzja gry Gone Home - trudne sprawy gier wideo

Gone Home to gra w stylu Dear Esther, która zebrała fenomenalne recenzje. Postanowiliśmy zweryfikować, czy feminizująca produkcja studia The Fullbright Company rzeczywiście jest tak dobra i przełomowa.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • niecodzienna, bo tak zwyczajna historia;
  • dość ciekawie zarysowany obraz rodziny z paroma sekretami;
  • parę udanych narracyjnie, przejmujących momentów;
  • niezła oprawa audiowizualna;
  • hołd dla lat 90.
MINUSY:
  • listy, notatki, dokumenty – przygotujcie okulary do czytania;
  • mimo wszystko infantylność głównego wątku;
  • tylko kilkadziesiąt minut gry.

GTA V zachwyciło wiele osób – jestem jedną z nich i przyznałem grze maksymalną ocenę. Ale nie tylko dzieło studia Rockstar zebrało ostatnio imponujące recenzje. Podobne pochwały były kierowane pod adresem zupełnie innej produkcji: Gone Home. Tytuł studia The Fullbright Company jest czymś na kształt przygodówki, gatunkowo zbliżonej do takich pozycji jak Dear Esther czy Proteus, a więc rezygnującej z klasycznej rozgrywki na rzecz eksploracji. Gone Home zyskało sławę także ze względu na niecodzienną w grach tematykę – obyczajową historię o zwykłej dziewczynie.

Postanowiliśmy wrócić do tej propozycji, aby przekonać się, czy Gone Home rzeczywiście dokonuje rewolucji w narracji i stanowi odważny kierunek dla gier.

Kartka na drzwiach nigdy nie jest dobrym znakiem. - 2013-10-04
Kartka na drzwiach nigdy nie jest dobrym znakiem.

Robimy bałagan

Recenzja gry Gone Home - trudne sprawy gier wideo - ilustracja #2

Studio The Fullbright Company zostało założone przez Steve’a Gaynora, Karlę Zimonję oraz Johnnemanna Nordhagena, byłych pracowników 2K Games, którzy uczestniczyli między innymi w tworzeniu Minerva's Den – DLC do BioShocka 2. Celem dewelopera jest serwowanie gier niezawierających przemocy i osadzonych w prawdziwych realiach. Autorzy mają też ambicję szukać nowych sposobów opowiadania historii. Gone Home jest ich pierwszą produkcją.

Gone Home rozpoczyna się na ganku amerykańskiego domu, który – jak się szybko okazuje – został opuszczony przez mieszkańców. W grze wcielamy się w Katie Greenbriar, dziewczynę wracającą do rodziny po wyprawie do Europy. Od razu odkrywamy, że coś jest nie tak – na drzwiach wisi kartka od jej siostry Sam, zawierająca enigmatyczną i ewidentnie naprędce nakreśloną wiadomość. Gdzie podziali się bliscy Katie? Odpowiedź na to dają listy, dokumenty, pocztówki i fragmenty dziennika, odkrywane w kolejnych pomieszczeniach. Od strony rozgrywki Gone Home jest więc czymś w rodzaju książki, której rozdziały porozrzucano po okolicy. Jako że przedmioty można podnosić, obracać, a następnie upuszczać, po przejściu gry dom państwa Greenbriar wygląda jak po włamaniu – wszędzie leżą powyrzucane przez nas „śmieci”. Aż prosi się o żart, że w sequelu Gone Home będziemy musieli posprzątać cały ten bałagan.

Po naszej wizycie dom wygląda jak po włamaniu. Kto to wszystko posprząta? - 2013-10-04
Po naszej wizycie dom wygląda jak po włamaniu. Kto to wszystko posprząta?

Gone Home zaskoczyło mnie pozytywnie obecnością paru elementów typowych przygodówek. Obawiałem się, że gra będzie operować tylko pustymi przestrzeniami i wiadomościami do przeczytania. Tymczasem w produkcji studia The Fullbright Company mamy namiastkę szukania wskazówek, przejść i kluczy. Namiastkę, bo całość można ukończyć w zaledwie godzinę lub dwie. W tak krótkim czasie zdążyłem złapać się na momentach znużenia zastosowaną narracją. Odkrywanie sekretów w prywatnych listach bawi za pierwszym razem, za drugim, nawet za piątym. Jednak przy piętnastej kartce człowiek myśli już tylko o tym, żeby dobrnąć do końca i mieć to „interaktywne doświadczenie” za sobą.

Recenzja gry The Last Guardian – gry są sztuką, choć czasem źle zoptymalizowaną
Recenzja gry The Last Guardian – gry są sztuką, choć czasem źle zoptymalizowaną

Recenzja gry

The Last Guardian przez wiele osób został spisany na straty, bo mało kto spodziewał się, że gra sprosta oczekiwaniom. Technologicznie nierówne dzieło Fumito Uedy zawiera jednak tak duży ładunek emocjonalności i miłości, że warto się pomęczyć.

Recenzja gry Silence – baśniowy samograj
Recenzja gry Silence – baśniowy samograj

Recenzja gry

Silence to jedna z najbardziej uroczych baśniowych gier przygodowych, jakie pojawiły się w ostatnich latach – do wzruszenia się, do pośmiania, do zasmucenia, niekoniecznie do wielkiego główkowania.

Recenzja gry Batman: Arkham VR - ciekawy, choć krótki eksperyment
Recenzja gry Batman: Arkham VR - ciekawy, choć krótki eksperyment

Recenzja gry

Zawsze chciałem zostać superbohaterem. Dzięki studiu Rocksteady i ich finalnym rozdziale przygody z Mrocznym Rycerzem w końcu mam taką możliwość. Sprawdziliśmy jak w akcji prezentuje się Batman: Arkham VR i... jest przede wszystkim za krótko.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
05.10.2013 12:24
Misieq145
33
Legionista

W Gone Home jeszcze nie grałem, ale jeśli zawiera taki sam pretensjonalny bełkot jak Dear Esther, to z miejsca podziękuję.

05.10.2013 20:16
odpowiedz
kostyan
48
Centurion

"pretensjonalny bełkot" ?

Po prostu zwyczajnie nie ogarnąłeś całej historii i tyle........

05.10.2013 20:35
odpowiedz
Martius_GW
47
Generał

No ba, bo historia pary zakochanych nastolatów w wykonaniu lesbijek jest takie głębokia!

06.10.2013 11:14
odpowiedz
Invader01
88
Konsul

Historia może nie była jakaś fascynująca, ale im dalej szedłem, tym bardziej dawałem się w nią wciągnąć. Szkoda tylko, że jeden element przez przypadek znalazłem dużo za wcześnie i uciąłem sobie tym samym jakąś połowę rozgrywki. To raczej dobra gra dla dziewczyn, niż jakiś wielki hit, ale i tak całkiem niezła.

16.08.2014 11:12
odpowiedz
Nolifer
87
The Highest

Wszystko fajnie od strony narracyjnej, ale ta gra jest tak krótka... mogli by dla urozmaicenia wprowadzić kilka takich historyjek.

25.12.2014 23:36
odpowiedz
madmec
11
Chorąży
6.5

Trzeba przyznac, ze autorzy gry potrafili zrobic cios z niczego. Dobry klimat i muzyka, wahania podczas grzebania w prywatnych papierach i zapiskach. Poza tym nic rewolucyjnego czy ciekawego fabularnie. Chyba, ze ktos lubi politpoprawnosc, choc i tu temat prezentowany jest o subtelniej niz w typowych amerykanskich watkach o lesbijkach i gejach. Wlasciwie nie polecam nawet w promocji. Gdyby wydluzyc gre i dac dobra fabule bylby to swietna gra.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze