Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Darkest Dungeon: The Crimson Court Recenzja gry

Recenzja gry 27 czerwca 2017, 15:00

autor: moir

Biznesmen, inwestor, filantrop, deweloper, playboy i niespełniony progamer.

Recenzja gry Darkest Dungeon: The Crimson Court – trudne DLC, od którego jeszcze trudniej się oderwać

Po półtorarocznej przerwie Red Hook postanowiło o sobie przypomnieć, wydając rozszerzenie do Darkest Dungeon zatytułowane The Crimson Court. Czy pasuje ono do rewelacyjnej podstawki? Czy kultywuje wartości, z których słynie firma? Jak najbardziej!

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Poniższy tekst skupia się jedynie na ocenie zawartości rozszerzenia The Crimson Court. Podstawową wersję gry Darkest Dungeon oceniliśmy na początku zeszłego roku. Jeśli nie mieliście dotąd okazji, zachęcamy do zapoznania się także z tym poprzednim tekstem.

PLUSY:
  1. Flagelant – nowa klasa postaci;
  2. karmazynowa klątwa;
  3. nowa lokacja, Dziedziniec, i związany z nią wątek fabularny;
  4. nowi przeciwnicy (wampiry!);
  5. nowi bossowie (Fanatyk!);
  6. kolejne opcje rozbudowy osady;
  7. dodatkowe zestawy przedmiotów.
MINUSY:
  1. Flagelant jest zdecydowanie zbyt potężny;
  2. brak odpowiedniego wprowadzenia w zawartość;
  3. drobne potknięcia w tłumaczeniu.

DLC to znak dzisiejszych czasów. Niemal każda ceniąca się produkcja, a zwłaszcza wysokobudżetowe tytuły AAA, za punkt honoru stawia sobie posiadanie co najmniej jednego rozszerzenia. Niestety, nierzadko doprowadza to do sytuacji, że w dniu premiery gracze dostają niekompletny produkt, którego brakujące elementy mogą potem zakupić w innym opakowaniu. Od tej reguły są jednak chwalebne wyjątki, a wśród nich stworzone przez Kanadyjczyków, lubujących się w znęcaniu nad fanami swoich dzieł, The Crimson Court.

Rozszerzenie niezwykle popularnego Darkest Dungeon jest trudne, posiada nieprzyjazną mechanikę, nie wybacza błędów, nie wprowadza w swój świat i nie tłumaczy wszystkich nowinek – słowem: DLC cechuje wszystko to, za co dziesiątki tysięcy osób pokochały podstawową wersję gry. Czas ponownie rozpocząć samobójczą wyprawę w głąb „najmroczniejszego lochu”.

Małe wielkie DLC

Crimson Court wprowadza do świata Darkest Dungeon mnóstwo nowości, wśród których na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim tytułowy Dziedziniec. Rzecz jasna jego obszar zamieszkują niespotykani dotąd przeciwnicy i bossowie, którzy są jeszcze groźniejsi niż ci (o ile to w ogóle możliwe), jakich mieliśmy okazję dotąd spotkać. Na szczęście z pomocą przychodzi nowy bohater, a wraz z nim dodatkowy ekwipunek oraz kilka usprawnień naszej „bezpiecznej” osady.

Dziedziniec (The Courtyard) znacząco różni się od pozostałych lokacji, do których układu, praw w nich rządzących oraz niebezpieczeństw zdążyliśmy się już przyzwyczaić podczas dotychczasowych wypraw. Nowy teren jest oczywiście równie nieprzystępny i posępny, ale ma także kilka unikatowych cech, które czynią z niego prawdziwą szkołę przetrwania. Po pierwsze, misje odbywające się w jego obrębie są zawsze skategoryzowane jako epickie, co znaczy, że przy braku szczęścia (co w Darkest Dungeon stanowi niejako standard), zanim uda nam się osiągnąć zamierzony cel, będziemy musieli przebrnąć przez 50 do 100 (to nie pomyłka) odrębnych pokoi!

To jednak nie koniec fantazji deweloperów z Red Hook Studios – wyruszając na Dziedziniec, nie zabierzemy ze sobą żadnego drewna na opał, co oznacza brak możliwości rozbicia obozu. Jakby tego było mało, na czas wyprawy zostaniemy pozbawieni poglądowej mapy, a kolejne pokoje (wraz z prowadzącymi do nich korytarzami) będą się ukazywać w miarę naszego się do nich zbliżania. Wspomniałem już, że każda przebyta „kratka” to dodatkowe +1 do stresu dla wszystkich naszych bohaterów? Albo że eksploracji Dziedzińca towarzyszy całkowita ciemność, bo nie działają tu pochodnie? Cytując twórców, dodam, że „bohaterowie będą umierać”.

Recenzja gry Darkest Dungeon: The Crimson Court – trudne DLC, od którego jeszcze trudniej się oderwać - ilustracja #1
Gdybyśmy musieli podsumować stopień trudności DLC jednym słowem lub obrazkiem - ten byłby w sam raz.

Łyżką miodu w beczce dziegciu jest możliwość rozłożenia wizyty na Dziedzińcu na raty. W odróżnieniu od innych lokacji ucieczka nie resetuje tu stanu lochów, tylko go zapisuje i umożliwia wznowienie zadania w miejscu, w którym je przerwaliśmy. Tym sposobem przygotowane przez deweloperów cztery długie wyprawy stają się jeszcze dłuższe – szansa, że ukończymy którąś za jednym podejściem, jest, jak przystało na Darkest Dungeon, znikoma. Pocieszeniem okazuje się możliwość znalezienia drewna opałowego, a tym samym przygotowanie obozowiska, choć tu także potrzebna jest pewna doza szczęścia.

Na szczególną uwagę zasługuje sam projekt i wykonanie Dziedzińca. Lokacja idealnie wpisuje się w ponury klimat gry. Wędrując po jego najdalszych zakamarkach, nieustannie odczuwamy niepokój, niepewność tego, co czeka za rogiem. Warstwa fabularna rozszerzenia dotyczy wczesnych lat naszego przodka, które obfitowały w liczne bankiety i hedonistyczne zabawy w gronie arystokracji. Całość akcji toczy się w czasie równoległym do wątku głównego, toteż wszystkie misje możemy wykonywać naprzemiennie, a sama zawartość The Crimson Court świetnie komponuje się z podstawką.

Recenzja gry Darkest Dungeon: The Crimson Court – trudne DLC, od którego jeszcze trudniej się oderwać - ilustracja #2
Pierwsze (a dla niektórych ostatnie) kroki na Dziedzińcu.

Ból nas wyzwoli

Postać Flagelanta to uosobienie cierpienia i bólu, które wspólnie prowadzić mają do odkupienia. Nowy bohater posiada kilka oryginalnych cech, czyniących z niego naprawdę solidne wzmocnienie niemal każdej drużyny (jak każda uduchowiona profesja, odmówi wyruszenia na wyprawę razem ze Wstrętem). Możliwości bojowe biczownika, w odróżnieniu od innych profesji, wzrastają wraz ze spadkiem liczby punktów życia oraz zwiększeniem poziomu stresu. Flagelant jako jedyny nie otrzymuje żadnych negatywnych efektów związanych z załamaniem nerwowym czy przejściem w stan Wrót Śmierci – w obu przypadkach zyskuje liczne wzmocnienia i leczy pozostałych członków drużyny.

Arcyciekawa mechanika postaci sprawia, że świetnie radzi sobie ona na frontowych pozycjach, gdzie jest de facto całkowicie samowystarczalna, bowiem część jej umiejętności nie tylko zadaje obrażenia, ale także leczy bohatera za ponad 30% całkowitego zdrowia. Jeśli zajdzie potrzeba, Flagelant może też wspomagać innych członków drużyny, zarówno lecząc ich rany, jak i przejmując część ich stresu na siebie. Na tę chwilę jest to jedna z najlepszych klas postaci, przydatna niemal na każdej wyprawie, może z wyjątkiem tej do Ruin, gdzie przeciwnicy są odporni na krwawienie. Twórcy zabezpieczyli się jednak przed zbytnim ułatwianiem sobie rozgrywki – prowadzona przez nas drużyna może posiadać maksymalnie jednego biczownika.

Recenzja gry South Park: The Fractured But Whole – śmierdząca jazda bez trzymanki
Recenzja gry South Park: The Fractured But Whole – śmierdząca jazda bez trzymanki

Recenzja gry

Długa i wyboista droga wiodła do premiery kontynuacji Kijka Pawdy. Na szczęście żadna z przeszkód nie odcisnęła swego piętna na ogólnej jakości gry. Ubisoft dostarczył kontynuację zrobioną bardzo dobrze i zapewniającą jeszcze więcej southparkowej frajdy.

Recenzja gry Elex – Gothic odrodził się w nowych szatach
Recenzja gry Elex – Gothic odrodził się w nowych szatach

Recenzja gry

Nowy Gothic nie powstał i raczej prędko nie powstanie – ale wcale nie jest Wam tak bardzo potrzebny, jak sądzicie. Duch Górniczej Doliny odżył w grze Elex – z prawie wszystkimi jego przymiotami i wadami. Fani Bezimiennego, to dla Was pozycja obowiązkowa!

Recenzja gry Battle Chasers: Nightwar – RPG jak z obrazka
Recenzja gry Battle Chasers: Nightwar – RPG jak z obrazka

Recenzja gry

Battle Chasers: Nightwar to piękne RPG od ojca serii Darksiders. Joe Madureira wraz ze studiem Airship Syndicate stworzył udanego erpega, który trafi zarówno do fanów gatunku, jak i osób przyciągniętych jego komiksową oprawą graficzną.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
27.06.2017 16:13
1
A.l.e.X
105
Alekde

Świetna gra, z dodatkiem jeszcze lepsza :)

27.06.2017 19:55
odpowiedz
4 odpowiedzi
Jeyhard
15
Pretorianin
9.0

Nie mam na ogół nic do większości recenzji, które się tutaj pojawiają, ale tutaj niestety muszę się przyczepić - tym bardziej, że z grą mam sporo doświadczenia. W komentarzu jest trochę spoilerów, szczególnie dla tych którzy nie grali - żeby nie było, ostrzegałem. :D

1. Flagellant nie jest w żadnym wypadku przegięty. Potrafi on zadawać absurdalne obrażenia od krawwienia, może się też uleczyć (i zrobić to samo w przypadku sojusznika), ale jest skuteczny tylko wtedy, gdy to krwawienie wejdzie - często jest tak, że wróg ma nawet 50% odporności, a bleed nie chce zaskoczyć i Flagellant zadaje 5-6 punktów obrażeń. Problemem jest też niska pula punktów zdrowia - bez odpowiednich trinketów można stracić go zanim w ogóle jest opcja użycia samoleczenia. Nie mówiąc o tym, iż przy 100 punktach stresu fakt, otrzymuje premie, ale dalej ma cechy wszystkich negatywnych przypadłości (irracjonalność) - może w każdej chwili walnąć towarzysza jednym ze swoich ataków (o czym się dobitnie przekonałem, gdy zasadził mojej Vestalce kryta z bleedem i ta w następnej turze poszła do piachu)

2. O drewno do rozbicia obozu na Dziedzińcu jest stosunkowo nietrudno - ZAWSZE znajduje się ono w tych samych miejscach, do otwarcia skrzynek wystarczy jedynie łopata. Jest 100% szansa na wyciągnięcie drewna z takich skrzynek.

3. By "wywołać" Fanatyka i móc z nim walczyć, trzeba mieć przynajmniej 2 zarażonych w drużynie (przy 4 szansa na spotkanie rośnie do niemalże 100%). Przy 1 członku z karmazynową klątwą nie ma szans na spotkanie.

4. Zarzut, iż gra niczego nie tłumaczy i nie podaje na tacy jest kompletnie bezsensowny - ta sama sytuacja co w przypadku Dark Soulsów. Założeniem gry jest to, by samemu wszystkiego się domyślać (i posiłkować sie Redditem i/lub Wiki - z czego twórcy, jak sami kiedyś sie przyznali, cieszą się i podoba im się interakcja społeczności). Takie założenie ma miejsce od samego początku gry - choć twórcy i tak się trochę ugięli i znerfili Krokodylowatego, bo ludzie nie byli w stanie go pokonać.

5. Wykorzystanie krwi, by zaspokoić głód (i wejść w tryb "żądzy") nie podnosi stresu postaci. Stres podnieść można krwią jedynie wtedy, gdy użyje się jej na postaci niezarażonej.

6. Autor chyba niedostatecznie dużo czasu spędził na Dziedzińcu, jeśli twierdzi, że pochodnie są tam bezużyteczne. Zwiększają celność (o czym autor wspomniał), ale wykorzystuje się je do aktywowania Curio, które wtedy zmniejszy stres członka drużyny o 30 punktów (jeśli aktywuje się je bez tego, jest szansa na zasadzkę wroga). Nie mówiąc już o absurdalnej przeszkodzie (mgle) - jeśli aktywujemy ją bez pochodni (jak gruzowiska bez łopaty), to drużyna otrzyma obrażenia, stres i zostanie przerzucona w losowe miejsce Dziedzińca.

7. Poziom światła na Dziedzińcu nie jest ustawiony na 0 (bohaterom nie towarzyszy całkowita ciemność). Światło ustawione jest na 100 (działają trinkety, które wymagają światła powyżej 75 i nie działają te, które wymagają światła poniżej 50). Są tam po prostu inne "premie" związane ze światłem.

8. Szkoda też, iż autor nie wspomniał nic o nowych bossach (szczególnie o jednym, z którym powiązany jest specyficzny trinket - ale tutaj już zamilknę :D), bo są warci uwagi.

post wyedytowany przez Jeyhard 2017-06-27 19:58:50
27.06.2017 20:19
maciokoki
31
Konsul

grałem przed karmazynową klątwą i teraz z .. powiem że jest mi łatwiej... daje niezłego kopa podczas pragnienia..... wiadomo zdarzają się różne wybryki i samowolka ale jak masz odpowiednie postacie to na trudnych bossów to jest masakra totalna..... nie podoba mi się że postacie z wyższych poziomów nie mogą iść na niższe wiadomo o co chodzi.. ale głupio rozwiązane bo zmuszają mnie do tworzenia kolejnych drużyn jak już mam na wysokim poziomie i to taki zjadacz czasu... nie wiem czy dam radę przejść do końca bo zaczyna się nudzić jest trudna ale za długa a fabuła może gdyby była bardziej wciągająca to gra przyciągnęła by mnie na dłużej zapewne (nie twierdze że jest zła ale jest strasznie rozciągnięta)

post wyedytowany przez maciokoki 2017-06-27 20:22:09
27.06.2017 20:25
Jeyhard
15
Pretorianin

Rozwiązaniem na twój problem jest inny poziom trudności (bądź edycja plików gry - wystarczy poszukać na necie) - na Radiancie (nie wiem jak się nazywa w polskiej wersji) można wchodzić na "najprostsze" podziemia bohaterami do 4 poziomu, a na wszystkie inne (veteran i champion) można wejść każdą postacią. Fakt, upierdliwe jest to ograniczenie - mogli dać po prostu skalujące się potwory, szczególnie w przypadku misji na Dziedzińcu.

post wyedytowany przez Jeyhard 2017-06-27 20:25:35
27.06.2017 22:41
1
moir
20
dsky

Zgadzam się ze znakomitą większością, świadomie starałem się nie wchodzić w szczegóły, żeby nie iść zbytnio w stronę poradnika i nie spoilerować ;)

Trzymam się jednak zdania, że Flagelant jest OP, a dodatkowe dawki krwi na "głodzie" zwiększają bonusy + stres.

Niemniej jednak obaj uważamy, że Crimson Court to fenomenalne DLC, mam rację?

27.06.2017 22:59
1
Jeyhard
15
Pretorianin

Yup, Crimson Court to świetny dodatek, zarówno pod względem zawartości jak i ceny - gdyby tylko wszystkie dodatki do gier dzisiaj oferowały tyle zawartości, za tak niską cenę. :P

28.06.2017 12:49
odpowiedz
2 odpowiedzi
ezanek
2
Junior
6.5

Trochę się zawiodłem.

Ogólnie mam ponad 200h gry, oglądam jak gra BeerTaffy, nadal się nie znudziłem, ale... Nieco za mało jak na tak wyczekiwany dodatek. Kilku przeciwników, jeden nowy teren, jeden bohater (krwawienie, leczenie i stres - taki łowczy, ale na froncie) i budowle typowe na endgame (gdy sztandarów i kasy ma się od groma).

Kasy nie żałuję, ale ciężko mi wystawić konkretną ocenę. Dodatek 6,5/10, ale ogólnie gra ciągle na dyszkę.

28.06.2017 14:23
Jeyhard
15
Pretorianin

Trochę ciężko powiedzieć, że dodatek wprowadza "nieco za mało". Zwykłych wrogów dodaje 7, plus 6 bossów i 1 mini-bossa. Olbrzymia nowa strefa, kilka dodatkowych chorób, nawyków, Curio, ciekawe budynki dzielnicowe, sporo nowych błyskotek (w tym sety dla postaci), nowa klasa postaci, którą ciężko nazwać podobną do Łowczego (nie korzysta z markowania, może się leczyć i jednocześnie atakować, zyskuje z utratą punktów zdrowia i wzrostem stresu - jak dla mnie spora różnica między Łowczym a Flagellantem).

Jak dla mnie aż nadto, szczególnie, iż dodatek kosztuje 10 euro. Problem by był, gdyby nic od wydania podstawki nie dodali - a doszła nowa klasa, wydarzenia, dodali Vvulfa i Shriekera. Warto im da te 10 euro. :P

post wyedytowany przez Jeyhard 2017-06-28 14:28:07
29.06.2017 13:13
ezanek
2
Junior

Tak, warto dać. Red Hook cały czas pracuje nad DD i chwała im za to, zwłaszcza za wcześniejsze darmowe treści.
Większość gry jednak wciąż opiera się na starym kontencie i ogólnie nie widać tych nowości.

29.06.2017 20:59
1
odpowiedz
bialas87
8
Biedna Pier??na Piechota

Łyżka miodu w beczce dziegciu...

06.08.2017 13:14
odpowiedz
Nolifer
98
The Highest

I takie właśnie powinny być DLC, coś co rozszerza rozgrywkę dla osób, które podstawkę już skończyły, a nie bezczelne wycinanie misji czy innych rzeczy i sprzedawanie ich jako DLC.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze