Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 10 stycznia 2017, 13:17

autor: Jordan Dębowski

Miłośnik Silent Hilla, serii Dark Souls i czarnej kawy. Uwielbia Flasha, któremu zazdrości punktualności.

Recenzja gry Gravity Rush 2 – sandboks z głową w chmurach

Gravity Rush 2 to „jedynka” na sterydach – oprawa jest piękniejsza, świat bardziej wciągający, a bohaterka ma jeszcze więcej możliwości manipulowania grawitacją. Szkoda, że okupione zostało to pewnymi problemami technicznymi.

Grawitacyjna piaskownica

Recenzja gry Gravity Rush 2 – sandboks z głową w chmurach - ilustracja #1
Miasto w chmurach to nie jedyne miejsce, jakie odwiedzamy – podróżując między wymiarami, natrafiamy też na bardziej „nietypowe” krainy.

Kolejnym czynnikiem, który pozytywnie wpływa na eksplorację w Gravity Rush 2, jest różnorodność sandboksowej piaskownicy i charakter dzielnic – mimo że nie mamy minimapy, świat został skonstruowany tak, byśmy z łatwością mogli się po nim poruszać. Każda lokacja charakteryzuje się specyficzną architekturą i kolorystyką, w efekcie czego prawie zawsze wiemy, gdzie jesteśmy i gdzie powinniśmy się udać – a jeśli nawet tak nie jest, wystarczy kilka sekund, by wznieść się nad miasto i z lotu ptaka wypatrzyć kolejne zadanie. Mimo że jeden z rodzajów znajdziek przyjmuje formę specjalnych przejść umożliwiających szybką podróż, chyba ani razu w trakcie kilkunastu godzin spędzonych z grą z nich nie skorzystałem – co stanowi dobry dowód na to, jak przyjemny do zwiedzania jest to świat.

Schludnej grafice i barwnym lokacjom towarzyszy przyjemna ścieżka dźwiękowa. Mimo że w Gravity Rush 2 nie uświadczyłem melodii tak wpadających w ucho, żeby potem słuchać ich ponownie poza grą, orkiestrowa muzyka i szczypta jazzu przywodzą na myśl oprawę z Ni No Kuni, niektórych odsłon Final Fantasy czy animacji legendarnego studia Ghibli. Utwory, które towarzyszą nowym przygodom Kat, nie zapadają w pamięć jak w przypadku innych soundtracków z najlepszych japońskich produkcji, ale sprawnie komponują się z wyreżyserowanymi scenami czy eksploracją – a to w tej grze zupełnie wystarcza.

Recenzja gry Gravity Rush 2 – sandboks z głową w chmurach - ilustracja #2

Jeśli nie mieliście okazji poznać wcześniej Kat, Raven i spółki, a nie macie konsolki PlayStation Vita – bez obaw, tytuł doczekał się ostatnio remastera na PS4. To wydanie gry jest lepsze niż oryginał, bo bardziej dopracowane, oferuje kilka dodatków i rozprawia się z jedną z największych wad pierwowzoru – przydługawymi ekranami ładowania. Mimo że Gravity Rush 2 nie wymaga dokładnej znajomości poprzedniej gry z cyklu, warto zacząć od pierwszej części – zwłaszcza że w drugiej połowie sequela na fanów „jedynki” czeka niemały smaczek.

Rozwodząc się nad udźwiękowieniem, wypadałoby też wspomnieć o dubbingu... ale tego praktycznie nie uświadczymy – podobnie jak w „jedynce” prawie wszystkie dialogi występują jedynie w postaci tekstów, a bohaterowie tylko raz na jakiś czas mówią coś w istniejącym wyłącznie w świecie gry fikcyjnym języku. Tym samym dialogi przedstawiane są podobnie jak w pierwszej części: za sprawą rysowanych portretów postaci, które pojawiają się na ekranie wraz z wypowiadanymi kwestiami – na wzór tego, co znamy z gatunku visual novel czy serii Persona. Bardziej krytyczni gracze mogą odczuć tu budżetowe podejście do tematu, ale nie traktowałbym tego jako minusa – szczególnie że fabuła nie okazuje się najważniejszym elementem zabawy, a zastosowany zabieg jest spójny z tym, co widzieliśmy w poprzedniej odsłonie.

Tej blondynie wszystko wybaczysz

Recenzja gry Gravity Rush 2 – sandboks z głową w chmurach - ilustracja #3
To co – będzie Gravity Rush 3? Pięknie proszę.

Gravity Rush 2 ma kilka wad, które niestety trochę psują piękną całość. Jeśli jednak wybaczymy mu okazyjne psikusy kamery i drobne problemy techniczne, otrzymamy w zasadzie bardzo dobrą i wciągającą produkcję z otwartym światem. Mówimy tu o barwnym i unikatowym uniwersum, które oglądamy oczami sympatycznej bohaterki, uniwersum pełnym najróżniejszych zadań do zaliczenia – wielokrotnie sprawiających, że zapominamy całkowicie o głównym wątku. W obliczu szablonowych i taśmowo produkowanych sandboksów bez polotu, które ostatnio widuje się w branży, tak charakterystyczna i pozytywna produkcja bez wątpienia zasługuje na wysoką notę i uwagę graczy.

Mam tylko nadzieję, że kiedy kolejnym razem spotkamy się z królową grawitacji o blond włosach, stanie się to w tytule, którego warstwa techniczna nie pozostawi już nic do życzenia – w grze, która okaże się rewelacyjna, a nie tylko bardzo dobra. Na tę chwilę dostajemy dopieszczony schemat z „jedynki”, któremu niewiele brakuje do ideału. Jeżeli jeszcze nie zakochaliście się w Kat, to z czystym sumieniem polecam Gravity Rush 2, będzie to miłość od pierwszego skoku w troposferę.

O AUTORZE

Z Gravity Rush 2 spędziłem 16 godzin, kończąc główny wątek na normalnym poziomie trudności i zaliczając część wyzwań oraz misji pobocznych. Moja przygoda z serią zaczęła się niedawno – bo za sprawą Gravity Rush Remastered. Barwny świat gry i przemieszanie zbieractwa z elementami platformowymi przypomniały mi czasy dzieciństwa, kiedy to zagrywałem się w Crasha Bandicoota 3 i Donkey Kong Country.

ZASTRZEŻENIE

Kopię gry Gravity Rush 2 otrzymaliśmy nieodpłatnie od polskiego oddziału firmy Sony Interactive Entertainment.

Jordan Dębowski | GRYOnline.pl

Zostało jeszcze 67% zawartości tej strony, której nie widzisz w tej chwili ...

... pozostała treść tej strony oraz tysiące innych ciekawych materiałów dostępne są w całości dla posiadaczy Abonamentu Premium

Abonament dla Ciebie