Cóż mogę powiedzieć, odchodzi człowiek, którego nigdy osobiście nie poznałem, ale w moje życie ingerował bardziej niż niejedna znajoma mi osoba. Kilkaset godzin przegranych w silent hunterze, kilkaset godzin obejrzanych dokumentów o II wojnie od tej morskiej strony, kilka przeczytanych książek, a przecież nie zawsze z nimi mi po drodze. Przez to w szkole jak był temat okrętów to wszyscy kierowali się do mnie, a konkurencja była spora, bo dużo moich kolegów było zainteresowanych historią. I to wszystko za sprawą jednego filmu...
A przecież nie można zapominać o innych dziełach, Niekończąca się opowieść to wręcz legenda, a Troję czy Na linii ognia też można oglądać wiele razy bez znudzenia. Nie każdemu Europejczykowi udaje się odnaleźć w Hollywoodzie, a jemu udało się to bez problemu. Właśnie dla takich ludzi ponad 100 lat temu stworzono kino. Nic, tylko podziękować za ten dorobek.