Wlasna dzialalnosc w 10 tys miescie - prosze o pomoc zainteresowanych :)
Witam, mieszkam w okolo 10 tysiecznej miejscowosci, wraz ze wspolnikiem planujemy otworzyc nasza wlasna dzialalnosc. Jestesmy w wieku 22-26 lat, "siatka" naszych znajomych jest znaczacym procentem mlodziezy w naszym miescie, mamy rowniez dobre kontakty i znajomosci wsrod potencjalnych partnerow biznesowych, od remontow, wykonczem czy wystroju po roznego rodzaju zatowarowanie itp. Planujemy otworzyc bar/pub, gdyz jest tutaj luka w naszej okolicy i z naszymi znajomosciami wyszlibysmy na tym prawdopodobnie bardzo dobrze, jednak szukamy alternatywy dla tego pomyslu. Jestesmy w stanie wynajac lokal 55-60 metrow kwadratowych za niska cene wynajmu i niestety ten metraz bedzie chyba zbyt maly na bar, a ciezko o cos wiekszego. Nasza druga mysla jest sklep monopolowy. W sasiedztwie naszego potencjalnego lokalu nie ma zadnego sklepu monopolowego, okolo 30 metrow od niego znajduje sie sklep spozywczy, a najblizsze sklepy z alkoholem znajduja sie dobre kilkaset metrow od naszego miejsca. Po drugiej stronie miasta w podobnej okolicy (my bylibysmy blizej rynku, jakies 100 metrow od rynku) dzialaja 2-3 sklepy monopolowe i maja sie dobrze, po naszej stronie nie ma zadnego. Tutaj pytanie do znajacych temat lub posiadajacych wlasne sklepy monopolowe - ile pieniedzy trzeba wlozyc mniejwiecej w wystroj i zatowarowanie takiego 55-60 metrowego lokalu pod sklep monopolowy? Jakich zyskow mniejwiecej mozna sie spodziewac w 10 tysiecznym miescie? Duzo ludzi pijacych, bardzo dobra lokalizacja. Czy ciezko dostac roznego rodzaju pozwolenia na taka dzialanosc?
A moze macie pomysl co innego mozna robic w takim miescie? Tak jak pisalem, mamy dosyc spora siatke znajomosci przez nas i naszych rodzicow, takze praktycznie wiekszosc uslug i towarow potrzebnych do rozkrecenia dzialalnosci udaloby sie nabyc taniej.
Z gory dziekuje zainteresowanym za pomoc i pozdrawiam.
Sklep monopolowy to jest ciężki biznes. Żeby dobrze i bezpiecznie (w sensie płynności finansowej) takie coś otworzyć potrzeba ze 100 tys. zł. gotówki. Później będzie stres na okrągło, bo to jakaś awantura, to pracownik śpi, to klient coś ukradł, to pracownicy kradną itd. Prowadzę takie sklepy i tylko czekam żeby zebrać środki i zająć się czymś zupełnie innym, czymś co pozwoli mi wygospodarować czas na wakacje raz w roku czy choćby mieć weekend bez głupich telefonów od pracowników o 6 rano.
Może się wydawać że to fajny biznes i na pewno wypali bo Polacy dużo piją. I owszem jeśli się trafi z lokalizacją, cenami, obsługą, setką innych rzeczy i potrafi się to prowadzić, to MOŻE to być dochodowe a do tego nawet przyjemne. Ale już tyle widziałem upadłych sklepów monopolowych i przynajmniej kilku właścicieli uciekających przed długami za granicę, że mogę obalić ten mit- to jest naprawdę ciężki kawałek chleba, wymagający stałej uwagi.