Problem. Spalony router?
Przed wczoraj mój Ojciec kupił router, konkretnie TP-LINK model TD-W8960N - wszystko super, net w telewizorze, wi-fi, net w komórkach....
wszystko ładnie gra, żadnych problemów - aż tu dzisiaj, wracam z kolacji wigilijnej u babci, odpalam kompa, patrzę - w routerze lampki się nie świecą, myślę sobie , wyłączył go ktoś, ale przecież jak wychodziłem to grał jeszcze, nie wyłączałem go, lampki się na zielono świeciły. Włączam przyciskiem i nic i tak parę razy, i nic.
Jest zimny, nic nie śmierdzi spalenizną czy czymś. Reszta sprzętów podpiętych pod tą samą listwę co router działa, prądu nie wyłączali.
Co się mogło stać? podobno dobra firma, jak mógł paść po 2 dniach? co prawda chodził cały dzień, wyłączany był tylko na noc. Kupiony w media-expercie, miał ktoś podobny problem? wymienią mi go tam na inny egzemplarz jak pojadę po świętach?
a tak było fajnie....
Sprawdz czy kabel zasilania jest dobrze podpiety, wycignij z pradu poczekaj chwile i wloz spowrotem.
Może zasilacz padł? Wiesz, to elektronika, dzisiaj działa, jutro nie. Miałeś po prostu pecha. Bo sama firma jest dobra, a że trafiło się akurat tobie?. Zdarza się... kupisz telefon za 4 tysiące, padnie po godzinie... Kupisz samochód za pół miliona - też po pierwszej jeździe do domu coś może pieprznąć, takie są już uroki elektroniki. Tym bardziej że w przypadku routera to elektronika za "grosze" :)
Mialem podobnie, z tym ze u mnie nagle wszystkie lampki swiecily sie na pomaranczowo, wylaczylem z zasilania i nie wstawal, kupilem nowy b/g/n 300mbps jako ze tamten stary byl i mial jedynie g 54 mbps a teraz mam neta 60 mbit